czwartek, 30 kwietnia 2026

Leosia

pojechała do swojego domu w Poznaniu we wtorek. Zawieźliśmy ją osobiście, żeby poznać jej nowych opiekunów i nowy dom. Nasz maleńtas z różowym noskiem.... który rano przychodził do mnie, kładł się na klatce piersiowej, wciskając się w szyję.

W samochodzie grzeczna, trochę wystraszona. W nowym domu schowała się początkowo za kanapę, ale ciekawość była silniejsza, więc wyglądała zza niej popiskując jak myszka. Oczywiście serce moje rozpadło się po raz kolejny, chociaż wiem, że opiekunom skradła serca od razu. Jeszcze dobrze nie wyjechaliśmy z Poznania, to już była wiadomość, że mała wyszła do nich i dała się pomiziać. Niech będzie szczęśliwa z nimi.

sobota, 4 kwietnia 2026

Piszczałek

znalazł dom aż w Warszawie. Ma fajnych ludzi jako opiekunów i wszyscy mamy nadzieję, że dogadają się z rezydentem, żeby niedługo wspólnie robić zamieszanie w domu... Odwieźliśmy go dzisiaj do jego domu. W sumie autostradą to dwie i pół godziny, bo nie było korków. A poza tym, dzielnica, w której będzie mieszkał Piszczałek jest od naszej strony, nie musieliśmy wjeżdżać do miasta, czy objeżdżać je dookoła. Oczywiście, że z ciężkim sercem go oddaliśmy, tak jak pozostałą dwójkę, ale co zrobić. Zanim dojechaliśmy do domu, dostaliśmy kilka zdjęć Piszczałka od jego opiekunów.

A dlaczego zdecydowaliśmy się na zawiezienie kota samochodem? Bo po pierwsze chcieliśmy osobiście poznać jego nowych opiekunów i dom, w którym będzie mieszkał, a po drugie była opcja zwiezienia kota do Warszawy przez wolontariuszkę z fundacji, ale pociągiem. Jakoś nie widziałam tego naszego wychuchanego pieszczoszka na dworcu pełnym hałasu .... 
a w samochodzie spał i obudził się na dziesięć minut przed przyjazdem do swojego nowego domu.

Cóż, życzę Wam wszystkim tu zaglądającym zdrowych i pogodnych świąt, a jeśli nie świętujecie, to chociaż sobie odpocznijcie.



wtorek, 31 marca 2026

Nessi

To malutka, drobniutka koteczka, przekochana jak one wszystkie .... zawieźliśmy ją dzisiaj do jej nowego domu, do Poznania. Dość pewnie wyszła z kontenerka, trafiła do kuwety i zabrała się za zwiedzanie mieszkania. Czy będzie tam szczęśliwa? Oby. Jak zawsze jestem pełna obaw 
i niepokoju.
A Misio?
Leży sobie teraz na stole ze swoją siostrą Myszą - obydwa buraski. I patrzy mi miłośnie w oczy. Relaks, spokój, jakby nigdy nic. To nie on płakał dwa dni za kanapą i zasikał mieszkanie opiekunki.

Bo czy tak wygląda zestresowany kot??



Zdjęcie jest z wczoraj, z naszego domu.

W tej sytuacji zostaje z nami. On, jako jedyny boi się obcych ludzi. Wczoraj przyszedł do nas kolega, to wszystkie koty do niego podeszły, a Misio schował się pod kanapę.
Dzisiaj za to goniły się nawzajem, trochę posyczały na siebie jeszcze i spokój.
Trzymajcie kciuki za Nessi. Opiekunami są młodzi ludzie. Mam nadzieję, że podołają.