Opuściwszy słoneczne i ciepłe ( nareszcie!!) Lindau, udaliśmy się do Austrii na nocleg, do miasta Feldkirch. Wieczorem wyglądało na niewielką miejscowość, wioseczkę prawie, a tu się okazuje, że to miasto liczące ok. 34 tys. mieszkańców i mające swoją komunikację miejską. Poczytałam o nim trochę w niemieckiej Wiki, trochę przewodnik nam opowiadał. Tyle, że przewodnika musiałabym nagrywać. Trochę sobie pospisywałam, ale nie wszystko się dało i nie w każdej chwili.
Żeby Was nie zanudzać, to krótko. Feldkirch to miasto złożone z kilku mniejszych miejscowości. Połączyły się w 1925 roku, żeby mieć większą siłę przebicia, jeśli chodzi o pozyskiwanie pieniędzy z budżetu państwa i takie tam inne historie ;) Stąd moje pierwsze wrażenie, że jesteśmy gdzieś na wsi - te autobusy mi tylko nie pasowały ;)
Miasto leży na samym zachodnim krańcu Austrii, rzut beretem od Szwajcarii i Liechtensteinu. Chłop mój, na drugi dzień wstał skoro świt i poleciał "lotać". Był zachwycony ścieżką rowerowo - pieszą i dobiegł do granicy ze Szwajcarią, wokół już Alpy, rzeka - pięknie :) Wokół domów fajne ogródki, na chodniku asfalt - widać było, że swoje lata ma, ale zero spękań, czy dziur. Widać, że kiedyś były tu same gospodarstwa, w tej chwili zostało ich niewiele, jedno ekologiczne. Mnie się tam podobało i najchętniej obfociłabym szfystko, i domy, i ogródki - wbrew pozorom nie jakieś mocno uporządkowane, a to co ludzie ze stodół porobili ..... jakieś garaże, ale tak zadbane, nie gorzej od domów. Zrobiłam kilka zdjęć, dyskretnie ;)
Fajne stadko, nie? Specjalnie dla Kurnika ;) One łażą w ramach tego gospodarstwa ekologicznego.
Nie chciałam, żeby mnie ktoś pogonił za robienie zdjęć ;)
A to widok z naszego okna w pokoju. Dzwony dzwonią głośno, a zegar wybija kwadranse ;)
Rano, po śniadaniu trzeba było jechać dalej. Niedaleko, bo do Liechtensteinu i zwiedzaliśmy przy okazji stolicę tego księstwa - Vaduz. Liczba mieszkańców Księstwa to jakieś 37 tys., stolica ma ich jakieś 5 tys. Jedno z najbogatszych krajów, powiązane unią ze Szwajcarią, znane z banków, znaczków pocztowych i zegarków. Doczytałam, że to szóste z najmniejszych państw świata. Graniczy z Austrią i Szwajcarią, żeby znaleźć je na mapie, trzeba się mocno wysilić ;) Zaliczane do państw niemieckojęzycznych, aczkolwiek mieszkańcy mówią fajnym dialektem - słyszałam osobiście, który jest połączeniem niemieckiego i włoskiego. To oczywiście moja niefachowa opinia, bo językoznawcy opiszą te dialekty inaczej.
Głową państwa jest książę, który ma władzę absolutną niemalże. Istnieje parlament, owszem, złożony z 25 parlamentarzystów, ale to książę ma decydujący głos ;) Parlament może go odwołać, ale on sam musi wyrazić zgodę na swoje odwołanie - umiał się chłopak ustawić ;)
Rodzina Liechtensteinów włada tymi ziemiami od XVIII wieku, władza przechodzi z ojca na syna. Mieszkają w romańskim zamku na wzgórzu, do którego nie wpuszczają zwiedzających. Można sobie jedynie tam podejść taką ścieżynką, wiodącą mniej lub bardziej pod górkę i to wszystko. Kilka lat temu można było wjechać autobusem, ale w tej chwili w grę wchodzi jedynie opcja piesza. Dochodzą najwytrwalsi i za dużo obcych się pod zamkiem nie szwenda ;)
Zupełnie inne podejście ma rodzina Grimaldich z Monako. Ich pałac można zwiedzać, a kiedy księcia w nim nie ma, to ciekawscy ;) wpuszczani są nawet na prywatne pokoje.
W każdym razie droga jest bardzo malownicza, można podziwiać widoki, a sam zamek - zobaczcie sami. Aparat się znów przestawił na gorszą jakość, więc te zdjęcia jakieś rewelacyjne nie są, ale zawsze.
Już na samym początku wita nas taki drogowskaz - żeby nie było wątpliwości ;)
Zamek widziany z dołu:
Akurat trwały sianokosy:
Kto zgadnie, do czego służyła ta budka?? Odpowiedź będzie w następnym poście ;)
I jeszcze kilka widoczków z okolicy zamku:
Skrzynki pocztowe:
Jak dla mnie - bardzo urokliwie, no ale książęta byle gdzie mieszkać nie będą, prawda?
I kilka fotek z miasta:
Żeby nie było wątpliwości co do znaczków ;)
Budynek parlamentu:
Kościół św. Floriana, od 18 lat funkcjonujący jako katedra, gdyż wtedy zostało ustanowione tu odrębne biskupstwo:
I tak, nasza wizyta dobiega końca. Ładnie tu, ale strasznie drogo, jak na naszą kieszeń, niestety :(
Wsiadamy do autobusu i autostradą, wiodącą przez Przełęcz św. Bernarda jedziemy do Włoch, na kolejny nocleg, w Sanremo tym razem. Widoki po drodze - niesamowite. Alpy robiły co mogły, żeby zachwycić każdego z nas. Porobiliśmy kilka zdjęć, ale będą w innym poście, który będzie dotyczył widoków z drogi.
Miłego oglądania :)
U nas zimno i pada :(( Kurde, komu to lato przeszkadzało???? Mam wrażenie, że już jesień ....








