Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nordic walking. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nordic walking. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2024

Co u kotów? Podsumowanie lutego.

Mała miała kastrację tydzień temu, ale sobie przez ubranko rozlizała ranę. Po raz drugi. Podejrzewamy, że ze stresu, w środę ma kolejną wizytę u lekarza i zobaczymy. Trzymajcie kciuki, żeby zaczęło się jej zrastać i .... trzymajcie kciuki. Stres wynika zapewne z siedzenia 
w kenelu. Byłyśmy u niej z panią sąsiadką w piątek, żal było na nią patrzeć. Mała nas poznała, nawet się trochę ożywiła ... pani sąsiadka prawie że płakała przy tej klatce ... po prostu ciężko było. Mam jednak nadzieję, że w środę wszystko się wyjaśni i rozwiąże.

Drugi kotek natomiast - nastąpił zwrot akcji. W zeszły wtorek po południu, odezwała się do mnie jedna z wolontariuszek innej fundacji i powiedziała, że mieliby wolne miejsce dla tego kota. Bo dla mnie on był chory, co najmniej miał zawalone drogi oddechowe.
I żeby nie zanudzać - przyjechały dwie dziewczyny z klatką - łapką, kota oczywiście nigdzie nie było, ale zostawiły ją otwartą przy budce, a jako wabik - wędzoną makrelę. Mój kot nigdy by tego nie zjadł, ale tamten się skusił i dzięki temu został złapany. Oczywiście nie było to tak, że klatka miała stać cała noc, tylko umówiłam się z dziewczynami, że klatka będzie do godziny 20.00, potem biorę ją do piwnicy i montuję rano, jak wyjdę z jedzeniem i złapanego kota zawiozę do nich. Nie minęła godzina od ich wyjazdu, dzwoni do mnie pani sąsiadka, że kot się złapał. Telefon do wolontariuszki, błyskawicznie przyjechała i od razu zabrała kota do lecznicy.
Stan kocurka taki sobie. Zawalone drogi oddechowe, z nosa i oczu ciekło, mnóstwo wszołów na skórze i w sierści i .... wybite przednie zęby. Co on przeszedł - nic dobrego.
U weterynarza był nawet grzeczny, dzisiaj się o niego pytałam, to poprawy wielkiej nie ma, jutro ma kolejną wizytę w gabinecie. Widocznie organizm za bardzo osłabiony, żeby tak od razu zareagować na leki. W piątek do niego pojadę ... W sumie to nie wiem po co, ale chcę.

Franio na razie ok., ale oczywiście zawsze coś może wyskoczyć i z nim będę musiała jeździć do lecznicy. Więc nie mówię hop, bo z nim to różnie bywa.

Sportowo luty był trochę lepszy od stycznia - 67,8 km jeśli chodzi o same treningi:
bieganie - 36,5 km
nordic - 24,3 km
marsz - 7 km

Ostatni tydzień był słaby, bo sprawy kocie mnie totalnie pochłonęły, a potem nie miałam siły 
i chęci na nic.

Zaczął się marzec - srarzec, różnie z nim bywa. Często funduje mi jazdy na karuzeli bez zabezpieczenia, zobaczymy jaki ten będzie.

Trzymajcie się zdrowo 💗

wtorek, 13 lutego 2024

U weterynarza, ale innego

Kocie sprawy nie odpuszczają mnie na krok. Chociaż oczywiście do zaangażowania wielu innych to mi bardzo daleko... Pisałam niedawno o kotku, który mieszka w budce pod blokiem 
u nas i że kontaktowałam się z pewną panią z jednej z kocich fundacji w moim mieście.
Machina została w końcu puszczona w ruch, jak to się skończy - nie mam pojęcia, oby jak najlepiej dla koteczki. Tak, bo to koteczka, a nie kotek. Ja ją karmię codziennie rano koło siódmej i póki było ciemno, to nie widziałam dobrze, co kocię pod ogonkiem ma. Kiedy zaczęło robić się jaśniej, to mi zaczęło się wydawać, że to jednak kotka jest, a nie kocurek.
I dzisiaj udało się nam złapać kicię i zawieźć do weterynarza na szczepienie przed kastracją. Dostała szczepionkę na parwo, kalcio i jeszcze jedno - skojarzona. Potem będzie odrobaczenie, chociaż w grudniu dostała krople na kark i za jakieś trzy tygodnie kastracja. Bo pani z fundacji musi mieć miejsce, żeby ją po tej kastracji przetrzymać. Ja niestety nie mam takiej możliwości, sąsiadka również.
Możliwe, że znajdzie DOM, chociaż pani sąsiadka tak się do niej przyzwyczaiła, że sceptycznie trochę podchodzi do tego pomysłu, ale zobaczymy. Kicia rokuje na oswojenie, nam daje się głaskać, mojego męża też zna, zaczepia też inną sąsiadkę z psem, chce się z nim bawić ... do tego jest bardzo rezolutna i niezależna, bo od małego radzi sobie w tym naszym blokowisku.

Ja ze swoim pesymizmem też mam mnóstwo wątpliwości, że się wszystko uda, no ale może 
i tym razem tak.

Kicia rzucała się trochę w kontenerku, na koniec walnęła kupę z tego stresu, ale kontenerek był plastikowy, więc do umycia i wytarcia prosty.
No i nos sobie trochę obtarła o ten plastik :(
Mam nadzieję, że jutro rano przyjdzie do mnie na jedzenie...
I tak mi mija drugi dzień ferii.

Wczoraj po południu, kiedy w końcu przestało padać poszłam na kijki i jak już wracałam, niebo się nieco przejaśniło i zrobiłam kilka zdjęć. Tzn. na zdjęciu jest bardziej czerwone, 
a w rzeczywistości - mojej ;) było tej czerwieni mniej.

Trzymajcie się zdrowo :)




niedziela, 9 kwietnia 2023

Odrodzenia, świętowania

Miałam nadzieję, że post ten napiszę wczoraj, ale trudno było się mi zebrać. Nie z powodu obciążenia pracą przed świętami, bynajmniej ... Tak jakoś. W sumie to nie obowiązek, ale chciałam.
Mam nadzieję, że pierwszy dzień świąt minął Wam miło i bezboleśnie. Bo mi w sumie tak. 
Tak się nań nastawiłam i tak było. Już od dłuższego czasu nie ma u nas napinki, że coś musi być zrobione, wysprzątane, upieczone itp. Na całe szczęście. Zresztą w moim domu to ja decyduję, co i kiedy robię i czy w ogóle. Co do pieczenia i gotowania - dzielimy się w kilka osób 
i też jest dobrze.
U nas dzisiaj padało od rana. A kiedy po śniadaniu, kawie, cieście, objedzeni z lekka wróciliśmy do domu od rodziców, niespodziewanie zaświeciło słońce to pojechaliśmy do lasu na kijki. 
W międzyczasie słońce zdążyło zajść, zaczęło lekko padać, ale te 7,5 km zrobiliśmy. Miałam nadzieję na sesję zdjęciową zawilców, ale niestety, pozamykały się, bo nie było słońca. A mam legginsy z zawilcami i fiołkami właśnie, które założyłam na nasze wyjście. Trudno, może innym razem się uda.
Jutro - zobaczymy. Może uda się w końcu na rolki wyjść, jak nie będzie mokro, albo coś innego, byle się trochę ruszyć.

Życzę więc wszystkim przyjemnego spędzenia drugiego dnia świąt - obojętnie, co świętujecie albo i nie świętujecie 🐣🐤🐥

I ogólnie, życzę wszystkim odrodzenia, w związku z tym, że mamy wiosnę. Chociaż jej tak mocno nie widać i nie czuć. Ale jest.

Kilka zdjęć zrobionych wczoraj i dzisiaj:





sobota, 31 grudnia 2022

Na Nowy Rok - podsumowanie i słów kilka

Witajcie wszyscy, którzy tu zajrzą łaskawym okiem :)

Myślałam, że więcej udzielałam się tu na blogu, a tu w ciągu roku raptem 9 postów w roku ... trochę mnie z rytmu wytrąciła sytuacja, kiedy coś się w pewnym momencie popierdzieliło 
w ustawieniach i musiałam wchodzić z innej przeglądarki - w sumie robię to do tej pory.

Poniższy tekst popełniłam na fejsie, przeklejam go jako podsumowanie tego roku. Nie dotyczy całości, rzecz jasna.

Koniec roku, człowiek często odruchowo robi jakieś podsumowania albo składa sobie jakieś mniej lub bardziej realne obietnice na ten nadchodzący..."Optymistka" we mnie, na którą zawsze mogę liczyć od razu powiedziała, że nic dobrego się nie wydarzyło i w ogóle było do doopy, jak zawsze zresztą, bo czemu miałoby być dobrze?
Ale, że od jakiegoś czasu ostatnio mocno ją hamuję, więc od razu była moja reakcja: "Hola, nie tak szybko, moja droga, dość mi już naściemniałaś w życiu. Stop i wystarczy. Spójrzmy prawdzie prosto w oczy."
To sobie spojrzałyśmy...
Przez część roku wrzucałam tu na bloga wpisy dotyczące mojej aktywności fizycznej, bo z tego jestem naprawdę zadowolona. Od czerwca 2020 działam w tym kierunku dość konsekwentnie, co mnie cieszy i zadziwia jednocześnie ;)
W roku 2022 zrobiłam jakieś 1200 km.
Dziennie wychodzi jakieś 3 km z groszami. Może i mało, ale był moment, że tej aktywności było faktycznie mało: listopad - grudzień i ogólnie jestem z siebie zadowolona. Po kilku latach przerwy, odważyłam się zapisać na zawody biegowe i też jest ok. - jak na moje możliwości, są to biegi na 5 km jak na razie.
Plusem jest lepsze samopoczucie - nie wiem, jak funkcjonowałabym bez tych moich "treningów", do tego lepsza kondycja, pozbycie się kilkunastu kilogramów ... i nawet jakoś bardzo nie musiałam wychodzić ze strefy komfortu. Bo kiedy człowiek się tak jakoś nakręci/ coś go nakręci, to nie czuje się przymusu.
Oczywiście nie zawsze jest święto morza i kolorowe fotki na fejsie, tylko zwykły, szary dzień, kiedy się trochę nie chce wyjść, ale robię to i nigdy nie żałuję, że wyszłam z domu.
Na te 1200 km złożył się nordic walking - jakieś 70%, bieganie, jazda na rowerze. Mam nadzieję, że w 2023 też nie odpuszczę.

Życzę Wam zatem wszystkiego, czego sobie życzycie sami na nowy rok 2023 :) 
Bo kto ma lepiej wiedzieć, czego nam potrzeba, jak nie my  sami? Przecież nie reklamy w tiwi 😂😂😂
Wszystkiego, co najlepsze dla nas wszystkich ❤️❤️❤️

Kilka fotek z mojej trasy kijkowo - biegowej - tak było wczoraj i dzisiaj, zero śniegu od dawna, 
15 stopni ciepła ;) 






niedziela, 3 lipca 2022

Podsumowanie czerwca i zdjęcia lawendy

Czerwiec zakończyłam wynikiem 161,43 km. Był bardziej urozmaicony niż poprzednie, bo była jazda rowerem, nordic walking i marsz, czyli spacer bez kijków, bo m.in. włączyłam sobie zliczanie kilometrów podczas spaceru po Krakowie np.
Czyli:
kolarstwo - 70,5 km
marsz - 10,52 km
nordic - 80,86 km

średnia - 5,381 km/dzień

A wczoraj pojechaliśmy rowerami na pole lawendy, które oddalone jest od nas jakieś 13 km. Jest to hektar pola przy niedużym gospodarstwie, którego właściciele mieli taki pomysł na życie. Można kupić ich olejek z lawendy, czy inne wyroby, działa też kawiarnia. I przyjeżdża tam naprawdę dużo ludzi. Chociaż rowerami wczoraj przyjechaliśmy tylko my, reszta samochodami ;) 
Cały ten lawendowy hektar brzęczy owadami zapylającymi i pachnie. Osobiście bardzo lubię 
i kolor i zapach lawendy, chociaż wiem, że nie wszystkim to odpowiada. Rzecz gustu ;)

Kilka zdjęć zatem, pierwsze zostały zrobione jakieś dwa tygodnie temu, a pełnia kwitnienia jest właśnie teraz.

Najpierw w oddali taki niebieski widok, nie fioletowy, więc nie lawenda, ale ....???


Łubin wąskolistny:


Początek kwitnienia lawendy:




Pozostałe zdjęcia zrobione zostały wczoraj:










Na jednym z tych zdjęć jest kot. Z tego gospodarstwa, ludzi się nie boi, daje się głaskać 
i podszedł do mnie - siedzieliśmy sobie przy stoliku ... Poczułam się wyróżniona, bo inni "ciciali" do niego, a on trwał przy moich nogach. A potem położył się w cieniu krzaczków lawendy. 
Tak mi się miło zrobiło.

Udanego tygodnia Wam życzę :)

czwartek, 9 czerwca 2022

Czas leci .... podsumowanie marzec, kwiecień, maj oraz o szantażu

Było to w marcu chyba, jak mężu mój zmusił mnie szantażem niemalże do zmiany zegarka biegowego. Opierałam się, jak mogłam, bo jakoś ciężko mi było się przekonać, ale machnęłam ręką i dla świętego spokoju zgodziłam się. Od paru lat miałam smartwatcha pewnej firmy sportowej, Chłopu miał taki sam, a wtedy wynalazł używany, który sprzedawała dziewczyna mieszkająca w mieście niedaleko naszego. Pojechaliśmy po odbiór, nieufnie zaczęłam użytkować nowy nabytek i po paru dniach nie zamieniłabym się na inny! Nie wiem, jak mogłam funkcjonować do tej pory ;)
Nowy nabytek jest czarny.
Ale daj chłopu chwilę wolnego, to zaczyna kombinować i poszukał taki sam, tylko biały i stwierdził, że on też taki chce, może kupimy też i ten biały, albo ja wezmę biały, a on czarny - kurczę, znowu zmiany! Tym razem dziewczyna ze Śląska, przysłała, Chłop w swej łaskawości dał mi wybór, a ja po wielu przymiarkach stwierdziłam, że w białym nadgarstek mój wygląda ładniej ;)

Wiem, walnięta jestem :))

Konkludując zatem - nowe acz używane nabytki są naprawdę świetne i dzięki temu wiem, ile przeszłam km, bo rejestracja treningów odbywa się bez problemów. A trening bez rejestracji jest nieważny, co wie każdy szanujący się biegacz, czy biegaczka ;)

Ostatnie miesiące nie wyglądają jakoś imponująco pod względem przechodzonych kilometrów - nordicowo, ale zapiszę je tu dla porządku.

maj - 67,2 km nordic = 2,24 km/dzień

kwiecień - 80,3 km = 2,59 km/dzień

marzec - bieganie: 18,9 km

nordic - 78,1 km

Razem w marcu: 96,9 km, czyli średnio 3,23 km/dzień.

Zobaczymy czerwiec.

Wczoraj wróciłam z trzydniowej wycieczki szkolnej. Byliśmy z grupą uczniów w Krakowie i okolicach. Najbardziej obawiałam się jakiejś rozróbki nocnej pod wpływem alkoholu, czy innych używek. Ale wiecie co - nic takiego nie miało miejsce. Grupa wręcz idealna.
Pewnie, że nocki średnio przespane przez wszystkich, bo ja np. w pierwszą nie mogłam spać i parę razy wylazłam namierzywszy łazęgów ;) nie biegali po korytarzach, czy nie wydzierali się, ale paru łaziło. Tak wychowawczo trzeba było zerknąć, żeby wiedzieli, że czuwamy ;) Tłumaczenia były naprawdę świetne.

Zaraz też pójdę spać, bo nie odespałam tych dni, ale jestem naprawdę zbudowana postawą naszej młodzieży, bo w Warszawie też siary nie zrobili. Co nie oznacza, że wszyscy nasi uczniowie to chodzące ideały, nieee, nic z tych rzeczy. Nam się akurat tak fajnie trafiło.

O Krakowie napiszę pewnie osobno, a teraz spadam do spania.

A Franio śpi z fretką, chociaż już go tak nie muli, jak za pierwszym razem ;)

wtorek, 1 marca 2022

Podsumowanie aktywności w lutym

Czas zapiernicza, jak szalony, w piątek ze zdziwieniem zauważyłam, że zaraz zaczyna się marzec.
Nie jest to mój ulubiony miesiąc, bo był czas, kiedy w zawsze marcu działo się coś niedobrego w moim życiu. Jak będzie teraz? Okaże się, na razie media znów rozhulały straszenie - tym razem wojną, zamiast rzetelnie przekazywać informacje, a nie straszyć. Ale cóż chcieć od takich sprzedajnych szui. Ludzie muszą się cały czas bać, niestety. Obecny poziom dziennikarstwa to poziom przedszkola. Chociaż i tam bardziej rozgarnięte dzieci zrobiłyby te newsy lepiej 
i rzetelniej niż wykształcone, zdawać by się mogło dziennikarzyny.
Cóż, wystarczyło 30 lat, żebyśmy my - pokolenie pamiętające komunę zapomnieli, jak to 
z wiadomościami było, że trzeba było oddzielać ziarna od plew.
Ale nie o tym chciałam.
Kolejny miesiąc minął mi na aktywnościach, które sobie zapisywałam i się nimi pochwalę. Jeśli ktoś uważa, że w obecnej sytuacji nie powinnam, bo trzeba płakać i sypać głowy popiołem ze smutku - jutro jest Popielec, w kościołach będzie zapewne taka okazja, można skorzystać.

A ja zrobiłam 71,3 km z kijkami i 26,2 km biegu, czyli truchtu, bo bieg w moim wykonaniu to za dużo powiedziane. Czyli razem - 97, 5 km. Czyli na dzień wychodzi 3,48 km. 
Podobnie było w styczniu.
Nie liczę, ile km przeszłam do pracy i z powrotem, bo prawie codziennie robię około 4.

Zdalne się na szczęście skończyły, kowida Rosjanie rozstrzelali, chociaż czytałam, że w pasie przygranicznym chcą te zdalne kontynuować. Ale nie wiem, na czym stanęło.
Ogólnie dzieciaki są totalnie rozwalone. Tyle złego, co siedzenie w domu zrobiło i przymusowe kwarantanny oraz wszechobecne straszenie chorobą, to coś strasznego. Nasi uczniowie chodzą do szkoły drugi tydzień i jest jazda. Np. zapowiedziany sprawdzian - pół klasy nie ma.... Drugi sprawdzian w innym dniu - pół grupy nie ma, a sprawdzian z przedmiotu zawodowego 
i materiału znowu nie jakoś tam trudnego. Dużo nieobecności, dużo zwalniania się w ciągu dnia. Wracam do materiału ze zdalnych - jakbym o tym po raz pierwszy mówiła ... A to dopiero początek. Nie twierdzę, że szkoła jest idealna, nie, ma sporo wad, ale "zdalne nauczanie" pokazało, że może być jeszcze gorzej z edukacją.
No nic, koniec z narzekaniem, zobaczymy, co czas przyniesie.

Kilka zdjęć z moich wypraw nad jezioro, spotkałam już jedną pszczołę, a "bazie" do kwietnia zdążą przekwitnąć:


















Trzymajcie się zdrowo na ciele i umyśle 💗

czwartek, 3 lutego 2022

Podsumowanie aktywności - styczeń

Kiedy wróciłam do aktywności fizycznej w czerwcu 2020, nie przywiązywałam zbytniej uwagi do liczenia kilometrów, czy instalowania programów, które zliczają aktywności itp.
Ale od tego roku postanowiłam spisywać sobie, ile tak mniej więcej tych kilometrów robię. Mam oczywiście zegarek, ale on jakiś oporny jest do współpracy, a ja jakoś nie mam parcia na wyniki i dokumentowanie tego w jakichś aplikacjach.
W każdym razie spisywałam sobie to wszystko w kalendarzu - taka staromodna jestem ;)
I wynik - taki tam sobie: około 111 km w styczniu.

Co się na to złożyło:
- spacer wokół jeziora, na który poszliśmy 2.01, żeby się w końcu ruszyć po trudnym Sylwestrze ;)
- bieganie - mam taką trasę, która liczy sobie 4 km
- nordic walking - tu trasy dwie: jedna 7,3 km, a druga 10 km.
I na zakończenie miesiąca 8 km na nartach biegówkach, ponieważ w ostatni weekend stycznia byliśmy w Szklarskiej Porębie i w sobotę udało się nam pojeździć w Jakuszycach.

Cóż, dzieląc to przez 31 dni stycznia, średnio wychodzi jakieś 3,58 km aktywności dziennie. Szału nie ma, ale jest dla mnie jakimś wyznacznikiem i motywatorem, żeby tyłek ruszyć z domu, a że po południu coraz dłużej jest jasno, to powinno być coraz lepiej. Taką mam nadzieję.
Do pracy mam jakieś 2 km w jedną stronę, a najczęściej chodzę pieszo. To też kolejne kilometry i czas spędzony w ruchu, a nie bezruchu.

Byle do wiosny - ptaki rano tak wiosennie już świergolą, a olcha i leszczyna już pylą na całego ;)




Trzymajcie się ciepło i zdrowo :)

wtorek, 18 stycznia 2022

Po burzy świeci słońce

Połowa stycznia, a tu zero postów - mimo najlepszych chęci.
Narobiło się pogodowo wczoraj. Wybuch wulkanu na Pacyfiku, pełnia Księżyca, Blue Monday .... trochę dużo tego.
Nie wiem, jak u Was, ale moje miasto jakoś się wybroniło przed wichurą, tzn. wiać, wiało, mocno popadał deszcz, ale koło południa wyszło piękne słońce. To było niesamowite, ponieważ wczoraj czułam się pełna sił i energii, a słońce po ulewie tak mi się jakoś symbolicznie skojarzyło.
Wzięłam więc kijki i poleciałam do lasu, czyli na moją dłuższą trasę, która liczy sobie w sumie 10 km.
Za to dzisiaj - dla równowagi dołek, spadek nastroju, który podniósł się po przejściu trasy, też dyszka. Ruch to jednak podstawa, a że mam ferie, to i czasu więcej na takie wyprawy.
Często chodzę tą trasą, bo traktuję ją treningowo, a nie żeby widoczki się mi co chwilę zmieniały. Piszę to dlatego, że parę lat temu chodziłam z koleżanką, której szybko nudziła się dana trasa ... nadeszło upalne lato, ja na parę lat zarzuciłam ruch, ale w czerwcu 2020 wróciłam, a koleżanka już nie.

Pokażę Wam zatem kilka zdjęć, które robię w podobnych miejscach podczas moich nordicowych wyjść...

W niedzielę tydzień temu:




W sobotę:





Wczoraj po deszczu:








Dzisiaj też świeciło słońce:




Poniższe zdjęcia miałam wrzucić w Sylwestra albo w Nowy Rok, ale nie dałam rady. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat przeholowałam w Sylwka z alkoholem i niestety dobrze się to dla mnie nie skończyło. Chwalić się nie ma czym, wiem. Jako człowiek niepijący praktycznie, zapomniałam o podstawowej zasadzie: nie mieszaj!
Ale zanim to się stało, poszliśmy na działkę i zrobiliśmy sobie niewielkie ognisko, by spalić co stare:



Co się spaliło - czas pokaże.

Wszystkiego najlepszego dla Was wszystkich w 2022 :)