Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot szuka domu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot szuka domu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2026

Koty w marcu

Zaczął się marzec - srarzec. Nie przepadam za tym miesiącem, bo często coś dzieje się w nim niedobrego.

Dzisiaj Mela miała kastrację. W końcu i wreszcie. Czas najwyższy, bo hormony jej buzują, musieliśmy ją odizolować od małych, bo zrobiła się agresywna w stosunku do nich. Bardzo nam to utrudniło życie, bo mamy dwupokojowe mieszkanie, w mniejszym pokoju siedzi Mela, a reszta to my i siódemka kociąt. Bo adopcje niestety idą opornie. Jutro pierwszy kotek opuszcza nasz dom i jedzie do swojego. Mam nadzieję, że zaaklimatyzuje się tam szybko i zaprzyjaźni z kotką - rezydentką. Jego brat też znalazł dom, ale jeszcze chwilę u nas pobędzie, ponieważ jego nowa opiekunka wyjeżdża teraz na urlop. A my nie chcieliśmy, żeby mały od początku siedział sam w mieszkaniu, żeby tylko ktoś do niego przychodził. No cóż, zobaczymy.

Trzymajcie kciuki. No i za kolejne domy, żeby się w końcu pojawiły.

niedziela, 15 lutego 2026

Miał być dom

 ponieważ ktoś zainteresował się jednym z naszych kociąt, ale domu nie będzie. Po rozmowie, jaką przeprowadziła wolontariuszka w imieniu fundacji, okazało się, że nie ma o czym rozmawiać. Nie będę pisała o szczegółach dlaczego, ale niestety nie. Wolontariuszka ta zjadła zęby na kotach, jeśli tak można napisać, więc wie, co mówi. Mnie samej zaświeciłaby się czerwona lampka. Wiadomo, nie zawsze wszystko można wychwycić i najbardziej doświadczeni mogą się mylić ....

Zatem - komu takie słodzinki? Akurat nie o nie było zapytanie, ale obie koteczki są maleńkie i tak słodkie, że serca roztapiają. Do tego bardzo rezolutne, skoczne, kochające głaski                i zabawę? Leosia to mała gosposia, bo interesuje ją wszystko, co dzieje się w kuchni. Nessi za to uwielbia zabawę z wędką i piłeczki. Chociaż te ostatnie - żebym nie wiem, ile ich dała kotkom do zabawy, to giną w jakiejś Narni lub innej czarnej dziurze. 



A obecnie działamy w kierunku pozbycia się świerzbowca. W sobotę zapakowaliśmy cały zwierzyniec w cztery transportery i pojechaliśmy do gabinetu weterynaryjnego, bo zaniepokoiły mnie brudne uszy u kotów. Zdobywam się odznakę smarowaczki kocich uszu, a łatwe to nie jest, bo towarzystwo za bardzo współpracować nie chce. Ale jakoś sobie radzę. Może nie tak idealnie jak weterynarz, czy ktoś bardziej wyćwiczony w te klocki ....

Dzisiaj byliśmy na wystawie kotów rasowych, która odbywała się w naszym mieście. Mam mieszane uczucia co do kupowania rasowych zwierzaków, bo wychodzę z założenia, żeby raczej adoptować a nie kupować, ale świat jest jaki jest i zawsze będą chętni na rasowego kota czy psa. Ktoś z moich znajomych kupił sobie rasowego brytyjczyka krótkowłosego - z wszelkimi papierami i był to wydatek ponad 5 tys. Kolega, który ma hodowlę kotów, dał za kilkumiesięczną koteczkę prawie 10 tys. Więc jeśli ktoś sprzedaje dużo taniej, to powinno wzbudzić podejrzliwość, czy to nie jest jakieś pseudo. 

Na tej wystawie było ponad 200 kotów. Najbardziej rozśmieszyły mnie devon rexy - koty totalnie z kosmosu. Słodkie i tak brzydkie, że aż piękne ;)

Poczyniliśmy zakupy, bo stoisk z kocimi i nie tylko kocimi akcesoriami było sporo i naszym kotom kupiliśmy nowy drapak z kartonu, ale taki porządny, bo robiony przez młodych ludzi, którzy je sprzedawali. I w gratisie pani dała nam jeszcze jeden, jak usłyszała, ile mamy kotów. Bo oni oczywiście też kociarze. Kotki dostały też nową wędkę i smaczki. 

A od jutra mam dwa tygodnie wolnego, bo u nas zaczęły się ferie.


poniedziałek, 15 grudnia 2025

Post adopcyjny

Witajcie :)

Po raz drugi wrzucam post adopcyjny naszych kociąt. Tym razem podaję link do postu na fb, który znajduje się na stronie fundacji Animalia z Poznania: Animalia .

Są tam co prawda cztery nasze kocięta, ale w sumie one wszystkie są do siebie podobne ;)

Oczywiście mogę podesłać więcej zdjęć zainteresowanym.

Mam ostatnio emocjonalny rollcoaster, ale przecież chłopaki nie płaczą, nie narzekają, nie skarżą się nikomu, bo każdy ma swoje problemy, więc alelujaidoprzodu. 


sobota, 24 lutego 2024

Kocich spraw ciąg dalszy

Znowu będzie o kotach, ale przecież nie ma obowiązku czytania, nieprawdaż? 😉

Pisałam o tej naszej małej koteczce, która miała być kocurkiem, a okazała się dziewczynką 
i która przeżyła zimę, Sylwestra, ulewy i nie wiem, co jeszcze ... i trochę się oswoiła, umie mruczeć i barankować ... Która też chodzi z panią sąsiadką do sklepu, czeka tam na nią i wraca biegnąc, chowając się i tarzając po chodniku ...
Mała ma około 9 miesięcy i we wtorek zaplanowana jest kastracja. Przeżywamy to obie z panią sąsiadką, bo kot przyzwyczajony do wolności będzie musiał mieć ją mocno ograniczoną. Ale obie też doskonale wiemy, że inaczej być nie może, bo nie chcemy bezsensownego rozmnażania kotów.
Co będzie dalej? Cóż, wszystkie scenariusze są możliwe. Jeden z nich to taki, że kicia jeszcze bardziej się oswoi i znajdzie najlepszy dom na świecie, a drugi to taki, że wróci na miejsce bytowania, czyli do nas i do swojej budki. I naprawdę nie wiem, co jest dla niej lepsze. Czas pokaże.

Ale, jeśli ktoś z Was marzy o cudnej koteczce umaszczonej czarno - biało jak krowy, to dajcie znać. Wiadomo, że trzeba będzie ją socjalizować, ale uważam, że odnajdzie się w domu 
z innymi zwierzętami - po odpowiednim wprowadzeniu, rzecz jasna. Bo inna sąsiadka, która ma psa yorka mówiła mi, że mała zaczepiała do zabawy tego pieska. Tyle, że on już ma swoje lata, więc do zabawy nie jest taki wyrywny.

Zobaczymy, trzymajcie kciuki za małą i za nas, które przejmują się losem bezdomnego kota.

Żeby jednak było ciekawiej, to tydzień temu pojawił się drugi kot. Dorosły już, wyglądający jak mała, kocur prawdopodobnie, ale niekoniecznie. Nieufny, ale częstujący się jedzeniem.
By nie zanudzić Was napiszę tyle, że po tym tygodniu, kiedy oczywiście w głowie siedział mi też ten drugi kot, okazało się, że najprawdopodobniej jest to kot mieszkający w budce i stołujący się w bloku obok. Nie jest agresywny dla małej, ta go też potrafi zaczepiać do zabawy, ale on jest raczej czujny i nie podchodzi do człowieka.
Niestety, fundacja która zajmie się kastracją i ewentualną adopcją naszej małej kotki, nie ma na razie miejsca, żeby i tego kota zabezpieczyć. Ale może później. Inne w naszym mieście też nie mają miejsca - niestety ...

Szczerze mówiąc, mocno mnie te kocie sprawy przytłoczyły, a to dlatego, że poczułam swoją bezsilność i bezradność w temacie zabezpieczenia tych kotów. Że po prostu nie mam gdzie, bo resztę jestem w stanie ogarnąć.

I w takim przygnębieniu zmusiłam się dzisiaj do wstania na poranne bieganie w ramach Parkrun. Jak ktoś nie wie, co to takiego, to krótko napiszę, że są to cotygodniowe spotkania w soboty 
o godzinie 9.00, podczas których można przebiec lub przejść 5 km. Biegi są darmowe, jeśli chce się być sklasyfikowanym, to trzeba się zarejestrować i mieć ze sobą zawsze na biegu kartkę 
z kodem. Biegi organizowane są przez wolontariuszy, w różnych miejscowościach w Polsce 
i Europie, a początek mają w Wielkiej Brytanii. Chodzi o to, żeby ruszyć się z kanapy - chociaż raz w tygodniu.
I dzisiaj wpadliśmy z chłopem mym na ostatnią prawie chwilę przed startem i na starcie zauważyłam dziewczynę, która ubrana była w ciuchy sportowe pewnej kolorowej firmy, podobnie zresztą jak ja, twarz jej wydała się mi znajoma z forum, na którym wrzucamy fotki w ciuchach tejże firmy, najczęściej są to fotki z biegów. Wystartowaliśmy i po kilkuset metrach zdecydowaliśmy się z chłopem mym wyprzedzić ją i jej koleżankę. Przy wyprzedzaniu zagadałam do niej, czy ona jest z tej grupy na fejsie, okazało się, że tak, no i dalej pobiegłam 
z nimi, gadając cały czas o bieganiu, ciuchach biegowych itp. i tak mi zleciały te kolejne kilometry, jak nigdy. Oczywiście tempo było takie sobie, ale - nie dostałam zadyszki! Spotkanie to bardzo poprawiło mi nastrój i ta poprawa trwa do tej chwili. I niech trwa jak najdłużej, bo przygnębienia i smutku mam dość. Nie tylko z powodu kotów, ale też i z powodu również sytuacji, jaka panuje w Polsce, ale tego tematu nie będę teraz rozwijać.

Pomyślcie, czy nie chcecie adoptować kochanej, rezolutnej, sprytnej acz ciut dzikawej i nieufnej na początku koteczki i dajcie znać w komentarzu najlepiej 😊

Trzymajcie się zdrowo 💗💗💗


wtorek, 13 lutego 2024

U weterynarza, ale innego

Kocie sprawy nie odpuszczają mnie na krok. Chociaż oczywiście do zaangażowania wielu innych to mi bardzo daleko... Pisałam niedawno o kotku, który mieszka w budce pod blokiem 
u nas i że kontaktowałam się z pewną panią z jednej z kocich fundacji w moim mieście.
Machina została w końcu puszczona w ruch, jak to się skończy - nie mam pojęcia, oby jak najlepiej dla koteczki. Tak, bo to koteczka, a nie kotek. Ja ją karmię codziennie rano koło siódmej i póki było ciemno, to nie widziałam dobrze, co kocię pod ogonkiem ma. Kiedy zaczęło robić się jaśniej, to mi zaczęło się wydawać, że to jednak kotka jest, a nie kocurek.
I dzisiaj udało się nam złapać kicię i zawieźć do weterynarza na szczepienie przed kastracją. Dostała szczepionkę na parwo, kalcio i jeszcze jedno - skojarzona. Potem będzie odrobaczenie, chociaż w grudniu dostała krople na kark i za jakieś trzy tygodnie kastracja. Bo pani z fundacji musi mieć miejsce, żeby ją po tej kastracji przetrzymać. Ja niestety nie mam takiej możliwości, sąsiadka również.
Możliwe, że znajdzie DOM, chociaż pani sąsiadka tak się do niej przyzwyczaiła, że sceptycznie trochę podchodzi do tego pomysłu, ale zobaczymy. Kicia rokuje na oswojenie, nam daje się głaskać, mojego męża też zna, zaczepia też inną sąsiadkę z psem, chce się z nim bawić ... do tego jest bardzo rezolutna i niezależna, bo od małego radzi sobie w tym naszym blokowisku.

Ja ze swoim pesymizmem też mam mnóstwo wątpliwości, że się wszystko uda, no ale może 
i tym razem tak.

Kicia rzucała się trochę w kontenerku, na koniec walnęła kupę z tego stresu, ale kontenerek był plastikowy, więc do umycia i wytarcia prosty.
No i nos sobie trochę obtarła o ten plastik :(
Mam nadzieję, że jutro rano przyjdzie do mnie na jedzenie...
I tak mi mija drugi dzień ferii.

Wczoraj po południu, kiedy w końcu przestało padać poszłam na kijki i jak już wracałam, niebo się nieco przejaśniło i zrobiłam kilka zdjęć. Tzn. na zdjęciu jest bardziej czerwone, 
a w rzeczywistości - mojej ;) było tej czerwieni mniej.

Trzymajcie się zdrowo :)




niedziela, 14 stycznia 2024

Dylematy z kotem, chociaż nie powinno ich być

I pyknęły dwa tygodnie nowego roku, jak zawsze od kilku lat - nie wiadomo kiedy i jak. 

Ale ja w innej sprawie - napiszcie mi, że dobrze myślę, proszę...
Otóż latem do naszego śmietnika zaczął przychodzić mały dzikusek. Kiedy go zauważyłam, to mi serce stanęło, bo niestety nie mogłam go zabrać do domu, a do tej pory nikt mi nigdy 
w takich działaniach nie pomógł, bo kiedykolwiek prosiłam kogokolwiek o pomoc, to było, że nie mają miejsca. Rozumiem to, ale ból został.
Zaczęłam dokarmiać malucha, zrobiłam też dokładniejszy wywiad na jego temat, pisząc na którymś z lokalnych stron na fejsie. Okazało się, że urodziła go dzika kotka dwa bloki dalej 
i przyprowadzała go tutaj, do śmietnika, żeby sobie szukał jedzenia tu, a nie był konkurencją tam. Mały bystry, ruchliwy i bardzo skoczny. Zaczęłam go dokarmiać.

Potem okazało się, że pani sąsiadka z naprzeciwka, mieszkająca na parterze, również go dokarmia, co więcej, wystawiła dla niego transporterek przed swoim balkonem, żeby miał miał gdzie się schować, bo lato było przecież takie sobie pogodowo.
Maluch sobie panią sąsiadkę upatrzył i koniec końców ma w tej chwili budę i karmi go pani sąsiadka, fryzjerka i ja. Ja jestem od porannego odpasu, czyli przed pracą, a także w dni wolne, o godzinie około siódmej idę do niego z butelką gorącej wody i jedzeniem. Woda służy mi do umycia misek i ogrzania ich.
Pani sąsiadka chciałaby go do siebie zabrać, ale ma już kotkę, która nie była zadowolona 
z intruza, a mały zareagował bardzo źle, kiedy znalazł się w pomieszczeniu. Zaczął szaleć po prostu. Sąsiadka jest starszą osobą i nie ma możliwości izolacji kotów z powodu małego mieszkania.
Ale kotek trochę się oswoił, do niej najprędzej, łasi się, nadstawia głowę do głasków, chce się bawić, tylko że z pazurkami wyciągniętymi na wierzch ... Od kilku dni domaga się głasków również i ode mnie. Bo tak to nie pozwalał się mi dotknąć, chociaż blisko mogłam podejść.
I wczoraj pojechaliśmy z Chłopem mym do pewnej pani, która również pomaga kotom w naszym mieście, z koleżanką założyły niedawno fundację, a my zawieźliśmy jej styropian i taką styropianową budkę, która przejściowo była schronieniem dla naszego przyblokowego kotka.
Pani ta pokazała nam kotki, które w kenelu są na kwarantannie, no i koci pokój w domu, chwilę porozmawialiśmy i ona zaproponowała, że wezmą naszego kotka na tymczas, wykastrują 
i znajdą mu dom.
I napiszcie mi teraz, że to dobry pomysł .... co? Bo mi żal malucha, który z totalnej wolności trafi na początek do kenelu i będzie mu tam źle. Wiem, to niezbyt dobre myślenie, bo przecież na tej wolności może spotkać go milion nieszczęść i tyle sobie pożyje.
Poza tym, muszę porozmawiać z sąsiadką, bo to ona jest jego główną opiekunką - jutro to zrobię, a nie będę brać kota bez jej wiedzy i zgody i udawać, że kotka nie ma i gdzieś pewnie zaginął, bo byłoby to podłe w stosunku do niej.
A i tak chciałyśmy go wykastrować, jak się trochę ociepli.
Ale dobrze myślę, że jest to szansa dla małego na najlepszy dom na świecie? Mimo, że będzie mu źle na początku, a przecież to taki bardzo mądry i rezolutny kot jest.
Ma wtedy szansę pożyć długo i szczęśliwie ze swoją rodziną, która będzie o niego dbać i się 
z nim bawić, przytulać, głaskać. A na dworze cóż - głupi ludzie, psy, samochody, trutki, inne kocury. 
To wszystko wiem, ale i tak za dużo chyba wymyślam.

poniedziałek, 21 października 2019

Kolejna kocia historia

ale już nie tak radosna, póki co.
A dlaczego ją opisuję? Bo tak.
Zdarzyło się dzisiaj, kiedy byłam jeszcze w szkole. Dzwonek na przerwę przed ósmą godziną lekcyjną. Wyszłam na dyżur, który mam przed wejściem do budynku szkoły. Stoję, świeci piękne słońce, nagle widzę dziewczynę, która niesie małego, czarnego kota. 
Co się okazało? Szła do koleżanki i znalazła to małe nieszczęście na ulicy, przy naszej szkole. Małe nieszczęście nie mogło ruszać łapką, miało mokry tył, jakby się obsikał i na tym zasikanym futrze muchy złożyły jaja. Na szczęście musiało to stać się niedawno, bo larw nie było. Nie miał też widocznych ran zewnętrznych.
Serce mi stanęło, bo tak naprawdę to nie wiedziałam, co robić. Dziewuszka nie z naszej szkoły nawet, ale z rozpaczą w oczach mówi, że przecież nie mogła tego kota tak zostawić. 
Koniec końców, jedna z moich koleżanek dała nam karton dla kota i powiedziała, że trzeba zadzwonić do Straży Miejskiej, albo do schroniska, bo gmina ma obowiązek zaopiekowania się bezpańskimi zwierzętami, kiedy tej pomocy potrzebują. Zadzwoniłam więc do Straży, na szczęście w naszym mieście można się do nich w miarę szybko dodzwonić. Pani strażniczka miejska powiedziała, że zawiadomi schronisko i ktoś po tego kota przyjedzie. Zabrałam więc malucha z kartonem do klasy - akurat miałam lekcję z klasą, do której chodzi dziewczyna, która adoptowała kota spod sklepu, chwilę poczekałam i pani strażniczka mi oddzwoniła, że pan ze schroniska zaraz podjedzie.
Wiem, kto to jest, bo nasza mieścina znowu nie jest tak jakoś duża .... zabrał kota do lecznicy, która ma podpisaną z gminą umowę...
Wieczorem dzwoniłam tam, żeby się spytać, co z kotem ... miał prześwietlenie, złamana kość udowa, będzie miał robiony zabieg operacyjny jutro/pojutrze. I z tego, co zrozumiałam, to raczej 
w Poznaniu. Powinno być dobrze.
Może jutro spotkam pana weta, to może mi więcej powie niż przez telefon i to kilkanaście minut przed zamknięciem lecznicy. 
Wrzuciłam informację na naszą lokalną stronę, ale wątpię, żeby znalazł się właściciel zwierzaka. Zwłaszcza, że ma w perspektywie kosztowne leczenie. Cuda czasem się zdarzają, jakkolwiek tu w to powątpiewam. 
Oby ta operacja się udała, kot nie cierpiał i znalazł najlepszy dom na świecie. 
Oczywiście najlepszy byłby mój, bo serce moje rwie się do tego czarnego futra, ale nie da rady, bo Franio dostałby wścieklicy pewnie. Kotek może mieć około 5-6 miesięcy na moje oko. Jakiej jest płci - nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że kocurek.
Pomyślcie o nim ciepło, proszę.

A tu, u naszej koleżanki blogowej, Hany  - taka śliczna kicia do adopcji. Może ktoś? Jak wiecie, do dobrego domu dojedzie :)


piątek, 4 grudnia 2015

Kolejny kot - zgubiony? Wyrzucony?

U Mnemo kocie ogłoszenie, które pozwoliłam sobie przekopiować. Zajrzyjcie do niej.
Kotek jest w tej chwili pod Warszawą, ale wiadomo - nie ma problemu z przewiezieniem zwierzaka gdziekolwiek.

Treść ogłoszenia i zdjęcie kota:

"Znaleziono/ przybłąkał się rudy kot w okolicach Złotokłos, Szczaki, Mroków. Kocur jest dorosły, zadbany, niekastrowany, pieszczoch prawdopodobnie mieszkał z psami bo ładnie czyta z mojego psa który ma ochotę go zjeść. Niestety niedługo wracam do Warszawy, a tam mam drugiego psa, który jeszcze bardziej nie lubi kotów. Przybłąkał się w nocy 1.12.2015 na terenie ROD Elektron. Kot jest zadbany, czysty, grubasek. Szukam przede wszystkim dotychczasowego właściciela ewentualnie koła ratunkowego w postaci nowego domu, bo kot sam nie może zostać. Tym bardziej, że kiedyś zima jednak przyjdzie. tel 608 14 12 09"




poniedziałek, 30 listopada 2015

Niespodzianki i próba rozgrzania smutnego umysłu

Najpierw:
Zajrzyjcie do Pastelowego Kurnika 
Kilka kotów z Warszawy potrzebuje natychmiastowej pomocy. Może ktoś, gdzieś, jakiegoś weźmie????

Miło mi, że z takim zrozumieniem odnieśliście się do mojej odezwy do świętej Katarzyny ♥. Niestety, czasem człowiek musi, bo inaczej się udusi.
Pewnie nie wszyscy w komentarzach doczytali, jak napisałam o kontroli u mojego kolejarza w pracy, na którą miał przyjechać jakiś upierdliwiec. Fakt, nie mój Chłop miał z nim chodzić i oczami świecić, ale wnioski i czepianie się szczegółów, czasem od zwykłych pracowników niezależnych, wpłynęłyby również i na niego.
Otusz ;) wyobraźcie sobie, że czepialski nie przyjechał .... zamiast niego był jakiś młody gość, który zrobił, co do niego należało, ale bez wariacji. Nnno! Oby tak dalej. Zobaczymy.

Teraz o niespodziankach. Jakiś czas temu wzięłam udział w rozdawajce u Czerwonej Filiżanki, która miała na zbyciu blender. Szczerze mówiąc, udział wzięłam dzięki mojemu Chłopu, bo on jest wielkim entuzjastą tego urządzenia. W domu mamy jeden, ale on już swoje lata ma, a poza tym wchodzi w skład takiego sprzętu, które może być np. trzepaczką, albo służyć do rozdrobnienia np. cebuli. W zależności od nakładki. I zostałam wylosowana :) 
Przyszła do mnie przesyłka, w której był wyżej wymieniony, a poza tym parę miłych drobiazgów: cienie do powiek w kolorach, które bardzo lubię ( skąd Filiżanka wiedziała?;)), kartka z kaszubskimi przysłowiami, słodycz dla nas i przysmak dla Bonusa. 
Te dwie ostatnie zostały szybko zjedzone :)


Jeszcze raz bardzo Ci, Czerwona Filiżanko, dziękuję :)
Blender działa jak szalony, Chłop jest z niego bardzo zadowolony, bo moc ma odpowiednią, większą od naszego starego i nic mu nie "wylata" :))

Kilka dni później, do drzwi zadzwoniła pani listonoszka z przesyłką, czym mnie niemożebnie zadziwiła .... Pacze, a tu pismo Hany, w kopercie natomiast:


Tak, tak, oryginał z kalendarza Biała Kura, którą jeszcze być może, można kupić na wyprzedaży.
Gosianka wymyśliła również, że do każdej kartki z kalendarza ma być wymyślona bajka, która oparta jest na faktach, albo całkowicie zmyślona. Jako, że my występujemy w styczniu już, napisałam opowieść "Jak to z Bonusem było", która pojawi się do poczytania u Gosianki, w Kurniku (??) - nie pamiętam już i oczywiście u mnie na blogu.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba, a poza tym każdy może taką bajkę napisać. O Bonusie również. Jak ktoś chce i ma natchnienie, to proszę bardzo :)

Hano - dziękuję bardzo :))

Od kilku dni, przez nasze blogi przetacza się fala smutku, melancholii ... każdy ma jakiś powód, żeby poczuć się beznadziejnie. Pogoda nie sprzyja radości, szybko robi się ciemno, zimno, a dzisiejszy wiatr, niczym halny, smuci, huczy, przywiewając nie wiadomo co i skąd.
Moja podświadomość czuje się w takich klimatach wspaniale. To jest to! Uwielbiamy się zdołować ..... unurzać w czerni smutku ... super sprawa.
Od jakiegoś czasu próbuję ją tresować, trwa to już kilka lat, niewielki postęp jest. Nie jest łatwo przebić się przez warstwę nagromadzoną przez kilkanaście, czy w zasadzie kilkadziesiąt lat. A może kilkaset?

Tą ekspiacją chciałabym zaproponować Wam mały konkurs. Czy bardziej zachęcić do próby rozgrzania smutnego umysłu. 
Nagrodą będą specjalne życzenia świąteczne od Bonusa :) Jeszcze nie wiem, w jakiej formie, ale to nic. Coś wymyślę.
Na czym ta rozgrzewka miałaby polegać? Wrzucę za chwilę dwa zdjęcia z moim komentarzem. 
Obejrzyjcie je, a pod spodem napiszę pytania.



Instalacja z pierwszego zdjęcia stoi u mnie w sypialni. Na drugim zdjęciu, oprócz Bonusa jest pasek papieru. Szary, bo to brystol, o szerokości 1 cm.
Pytania brzmią:
1.Do czego służy ta instalacja i w jaki sposób powstała - w sensie kto i w jaki sposób mógł przyczynić się do jej powstania?
2. Analogicznie ów pasek papieru - do czego służy? Komu? Skąd się wziął? 

Na Wasze mailowe odpowiedzi czekam do końca Barbórki, do północy. A w Mikołaja ogłoszę werdykt i opublikuję Wasze przypuszczenia.
Nie muszą to być długie elaboraty ☺
Zastrzegam sobie subiektywizm owego werdyktu ;)
Adres mailowy to: zycieiszycie(maupa)interia.pl - z boku bloga też jest.
Serdecznie zapraszam do zabawy i zachęcam :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie ♥♥♥

piątek, 11 września 2015

Kolejne zwierzaki szukają domu/domów

Przeklejam w całości z Pastelowego Kurnika. Serce mi się kroi, jak to czytam .... Mam nadzieję, że wszystkie koty i psy znajdą jak najlepsze i kochające domy.

Odezwa!

Kochane Kury Zrzeszone, Niezrzeszone i Te, Które Za Chwilę się Zrzeszą!
Nie, żebym chciała bombardować Was coraz to nowymi wpisami - ale jest sprawa. Pilna i bolesna. Pamiętacie Kudełka, który znalazł dom u Graszkowskiej, a który żyje dzięki Mamalince? Konia Brylanta adoptowanego przez Mamalinkę od Ori, która z kolei uratowała go od rzeźni?
Na skutek życiowych zawirowań Ola Mamalinka jest zmuszona zlikwidować swoje gospodarstwo i szukać szczęścia i chleba gdzieś w świecie. Nie poddała się bez walki, już rok temu taka groźba nad nią zawisła. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji. Kiedy sobie pomyślę, że musiałabym spakować dobytek i szukać domu dla moich zwierząt, chce mi się płakać, a nawet trochę płaczę. Ola ma czas tylko do końca września. Koń Brylant i kozy mają szczęście - pojadą do jednej z naszych blogowych koleżanek. Jednak Ola ma jeszcze trzy psy i trzy koty, wszystkie z odzysku. I to spędza Oli sen z powiek. Musi, po prostu musi znaleźć im szybko domy. Pomóżcie, proszę, przez fb, znajomych królika, blogi, gdzie się da. Już nie raz i nie takie rzeczy nam się udawały!
Jeśli chcecie, bierzcie odezwę żywcem na Wasze blogi!
Przedstawiam Wam Bellę:
Bella ma ok 7 lat, jest kochaną pieszczochą. Wychowywana z dziećmi, kotami i dużymi zwierzętami. Odrobaczana i szczepiona, wysterylizowana. Jest średnim psem. Tu link do ogłoszenia na olx: http://olx.pl/oferta/psy-szukaja-domu-CID103-IDbySFN.html#a1978be816


A to jest Aura:


Aura ma ok 5 lat, to łagodna, wesoła i posłuszna suczka. Jest dużym psem. Wychowywana z dziećmi, kotami, dużymi zwierzętami też. Szczepiona, odrobaczana, jest wysterylizowana.
Link: http://olx.pl/oferta/psy-szukaja-domu-CID103-IDbyTKW.html#a1978be816


I malutki Gucio:
 Gucio ma ok 4 - 5 lat, jest wesołym psem. Kocha dzieci, uwielbia pieszczoty, mieszka w domu z 2 suczkami i 3 kotami. Jest nieduży, wykastrowany, ma naprawdę pogodne usposobienie. Jest niekłopotliwy. W domu grzeczny i czysty. Jeździł samochodem i pociągiem.
Link: http://olx.pl/oferta/musze-znalezc-dom-dla-gucia-CID103-IDbCw4f.html#a1978be816

Oraz koty: Ósmy cud świata - młodziutki BłysKotek. Mówi Ola: przez pomyłkę (czyli moją niewiedzę nt wyglądu męskich cech u kotów) nazwany początkowo żeńską wersją imienia. Jest kochany, bawi się z dziećmi, co wieczór idzie je usypiać - wchodzi pod kołdrę, daje się wytulić i wyściskać, i jak uzna że już śpią, to cichutko się uwalnia z objęć. Kotek młodziutki, z tej wiosny. Jeszcze nie był kastrowany.


Jednooka powsinoga Muszelka. Pisze Ola: Dorosła kotka, myślę, że może mieć ok.3,5 -max 4 lata. Trochę zdystansowana do obcych, ale jak zaufa to przyjazna i pieszczotliwa. Super myśliwy. Bardzo cierpliwa do dzieci. Szybko zaakceptowała nowego kiciusia. Myślę, że mogłaby tęsknić za przestrzenią, gdyby trafiła do bloku. Życzę jej z całego serca ogródka przy nowym domu.

Te skarpeteczki!

Jednooka Muszelka - najlepszy myśliwy we wsi
Kanapowa Niagarka. Ola: wiek zbliżony do Muszelki. Ze względu na jakiś uraz błędnika z przeszłości ma czasem problemy ze słuchem, ma trudności ze zlokalizowaniem skąd pochodzi dźwięk i trochę śmiesznie się porusza - jak kuna, zygzakiem. Ale to wszystko nie przeszkadza jej normalnie funkcjonować. Dzieci toleruje, psy też. To śpioszek i pieszczoch. Doceni ogródek, ale spokojnie odnajdzie się w mieszkaniu (tak z nami na początku mieszkała). Wysterylizowana. Kuweta, odrobaczanie itp.

Spróbujmy znaleźć im domy, uda się, musi się udać!
 
No to do dzieła. Pamiętajmy, że dowiezienie zwierzaka to nie problem, nie na takie odległości znajdował się transport dzięki dobrym i uczynnym ludziom.
 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Psinka do wzięcia i dwa koty

Niedawno wróciliśmy do domu, wreszcie czytam na normalnym ekranie i mam normalną klawiaturę do dyspozycji, a nie dotykową, więc powoli będę doczytywać posty na blogach na ten przykład.
Od razu udostępniam post z Kurnika. O suni poszukującej domu.
Kopiuję tekst z fejsa:

Pilnie szukamy domu dla suczki, która aktualnie przebywa w Warszawie. Piesek ma zagwarantowane lokum do końca sierpnia tego roku. Niestety nie może w tym miejscu pozostać dłużej.
Sunia ma rok, chowała się z małymi dziećmi, teraz przebywa z innymi psami, sprawdza się w różnych warunkach, podróżowała autem, także za granicę, jest bezproblemowa absolutnie, ma wszystkie szczepienia, we wrześniu ma umówioną sterylizację.
Właścicielka z powodów osobistych została zmuszona do wyjazdu za granicę, do państwa, gdzie panują nieludzkie warunki, a zwierzęta wręcz nie są akceptowane przez społeczeństwo. Sunia nie byłaby tam szczęśliwa i nie miałaby dostatecznej ilości niezbędnego ruchu z uwagi na miejsce zamieszkania i okolicę, dlatego pani podjęła trudną decyzję o pozostawieniu jej w Polsce. 
Sunia musi trafić do domu, gdzie będzie miała możliwość pobiegać (ogród, duży taras), ponieważ jest zwierzęciem młodym, pełnym energii i wigoru.
Jako że czas nas nagli, bardzo prosimy o jakąkolwiek pomoc w szukaniu domu dla pieska. Udostępniajmy, zapraszajmy znajomych, ogłaszajmy w grupach bądź w innych miejscach.
Mamy nadzieję, że za niedługo suczka trafi do wymarzonego domu, gdzie będzie traktowana w sposób, na jaki zasługuje, a mianowicie jako pełnoprawny członek rodziny.

Sprawa jest bardzo, bardzo pilna.

Może ktoś marzy o takiej psince?
 

A u Gosianki dwa śliczne kotki. Kocurki. Są naprawdę cudne i na pewno dobrze rokują.

Może ktoś marzy o psince i dwóch ślicznych koteczkach??


Na fejsbuku jest cała historia kotków. Można ją przeczytać tutaj.
Zachwycić się i podjąć decyzję. Ja nie mam warunków dla kolejnych zwierzaków, póki co. Poza tym Bonus nie przepada za innymi zwierzętami - Księciunio to typowy jedynak, nie będziemy mu dokładać kolejnych stresów.

Mam jednak nadzieję, że ten nowy dom/ te nowe domy znajdą się jak najszybciej. 

Dowóz zwierzaków to naprawdę nie problem.