Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwitnące drzewa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwitnące drzewa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 marca 2024

Udanego świętowania :)

Wiosna coraz bardziej hula, robi się coraz bardziej zielono, biało i żółto :)
Dzisiaj chciałam Wam życzyć zdrowego i pogodnego świętowania 🐣🐤🐥 obojętnie, czy jesteście wierzący, czy niewierzący, praktykujący, czy niepraktykujący ...
Odpocznijcie, róbcie to, na co macie ochotę i korzystajcie z ciepłych dni 💗

Poniżej wrzucam kilka zdjęć z naszej działki, które zrobiłam wczoraj. Drzewka owocowe wypuszczają listki, ale do kwitnienia im daleko jeszcze. Mirabelki za to są białe i powoli kwiatki opadają. Szkoda, że tak szybko.





A takie podbiały i zawilce spotkałam tydzień temu w lesie, kiedy robiliśmy sobie rundkę z kijkami:



Trzymajcie się zdrowo 💗

wtorek, 1 marca 2022

Podsumowanie aktywności w lutym

Czas zapiernicza, jak szalony, w piątek ze zdziwieniem zauważyłam, że zaraz zaczyna się marzec.
Nie jest to mój ulubiony miesiąc, bo był czas, kiedy w zawsze marcu działo się coś niedobrego w moim życiu. Jak będzie teraz? Okaże się, na razie media znów rozhulały straszenie - tym razem wojną, zamiast rzetelnie przekazywać informacje, a nie straszyć. Ale cóż chcieć od takich sprzedajnych szui. Ludzie muszą się cały czas bać, niestety. Obecny poziom dziennikarstwa to poziom przedszkola. Chociaż i tam bardziej rozgarnięte dzieci zrobiłyby te newsy lepiej 
i rzetelniej niż wykształcone, zdawać by się mogło dziennikarzyny.
Cóż, wystarczyło 30 lat, żebyśmy my - pokolenie pamiętające komunę zapomnieli, jak to 
z wiadomościami było, że trzeba było oddzielać ziarna od plew.
Ale nie o tym chciałam.
Kolejny miesiąc minął mi na aktywnościach, które sobie zapisywałam i się nimi pochwalę. Jeśli ktoś uważa, że w obecnej sytuacji nie powinnam, bo trzeba płakać i sypać głowy popiołem ze smutku - jutro jest Popielec, w kościołach będzie zapewne taka okazja, można skorzystać.

A ja zrobiłam 71,3 km z kijkami i 26,2 km biegu, czyli truchtu, bo bieg w moim wykonaniu to za dużo powiedziane. Czyli razem - 97, 5 km. Czyli na dzień wychodzi 3,48 km. 
Podobnie było w styczniu.
Nie liczę, ile km przeszłam do pracy i z powrotem, bo prawie codziennie robię około 4.

Zdalne się na szczęście skończyły, kowida Rosjanie rozstrzelali, chociaż czytałam, że w pasie przygranicznym chcą te zdalne kontynuować. Ale nie wiem, na czym stanęło.
Ogólnie dzieciaki są totalnie rozwalone. Tyle złego, co siedzenie w domu zrobiło i przymusowe kwarantanny oraz wszechobecne straszenie chorobą, to coś strasznego. Nasi uczniowie chodzą do szkoły drugi tydzień i jest jazda. Np. zapowiedziany sprawdzian - pół klasy nie ma.... Drugi sprawdzian w innym dniu - pół grupy nie ma, a sprawdzian z przedmiotu zawodowego 
i materiału znowu nie jakoś tam trudnego. Dużo nieobecności, dużo zwalniania się w ciągu dnia. Wracam do materiału ze zdalnych - jakbym o tym po raz pierwszy mówiła ... A to dopiero początek. Nie twierdzę, że szkoła jest idealna, nie, ma sporo wad, ale "zdalne nauczanie" pokazało, że może być jeszcze gorzej z edukacją.
No nic, koniec z narzekaniem, zobaczymy, co czas przyniesie.

Kilka zdjęć z moich wypraw nad jezioro, spotkałam już jedną pszczołę, a "bazie" do kwietnia zdążą przekwitnąć:


















Trzymajcie się zdrowo na ciele i umyśle 💗

czwartek, 23 kwietnia 2020

Działkowo - ogrodowo

Witam serdecznie wszystkich, którzy tu zaglądają 😀
Dzisiaj straszyć nie będę, chociaż te filmiki, które wrzucałam na bloga nie miały za zadanie straszyć, tylko zmusić do refleksji, może niektórym otworzyć szerzej oczy i choć trochę obudzić, może zachęcić do dalszych poszukiwań tajemnic większych, czy mniejszych.
Od razu napiszę, że cieszę się, jak czytam np.w komentarzach na jutubie, że ktoś pisze, iż po danym filmiku otworzyły mu się oczy. I jest zszokowany/-a tą całą ściemą, jaką nam media głównego ścieku fundują. Super, im więcej ludzi świadomych, tym lepiej dla nas.
No ale nie o tym ma być post.
Jako, że dużo siedzę przy komputerze i niestety czuję słabsze krążenie - zimno mi po prostu, to próbuję zrobić, co muszę koniecznie w ramach pracy, a potem wyjść. Odkryłam niedawno, na bazie wkurwu na jedną sklepową ze sklepu, do którego najczęściej chodziłam, że obiekt tej samej sieci znajduje się ciut dalej, czyli dłuższy spacer, a asortyment jest tam praktycznie ten sam. Od dwóch dni chodzę więc tam.
Od razu też dodam, że reszta pań sprzedających jest ok., ale zawsze trafi się jakieś zgniłe jabłko, które w sytuacji trudnej - coraz bardziej się psuje. I dlatego ta jest sklepową, a reszta to panie sprzedawczynie.
 Ale widocznie miałam ruszyć się dalej z domu, więc Los mi takie, a nie inne zdarzenia przysłał. Wyszłam dzisiaj z domu w cienkiej kurtce i było mi zimno, mimo świecącego mocno słońca. 
W drodze powrotnej - zawijałam już rękawy. A potem poszłam na działkę, już bez kurtki. Podlałam, poprzycinałam suche badyle na drzewach, które wcześniej mi umknęły, a potem zdjęłam buty i z wielką przyjemnością chodziłam boso po tych naszych - nie naszych włościach. Ostatnimi czasy takie bose chodzenie sprawia mi dużą przyjemność.
Kwitną drzewa owocowe, a właściwie już powoli przekwitają, wzeszła rzodkiewka i perz, żonkile, które Chłop mój w zeszłym roku gdzieś przy torach wykopał, szykują się do kwitnienia...konwalie, bez... Tylko strasznie sucho.
Ale pokażę Wam kilka zdjęć, które zrobiłam dzisiaj i wczoraj bodajże, albo ze trzy dni temu:

Zdjęcie robiłam na zbliżeniu - telefonem, ale mam nadzieję ,że widać pięknego trzmiela, którego nazywam bąkiem ( mój bratanek, jak był mały, to mówił na wszystkie te grubasy - bąki/bączki :)), a że na Bonusa też mówiłam Bąku, to tak zawsze chce mi się płakać, kiedy tego trzmiela widzę.
Bo on zawsze do nas przylatuje, gdzieś w pobliżu musi mieć swoje gniazdo.

Stokrotki, które w zeszłym roku, czy dwa lata temu już, rosły na balkonie, a teraz małe, bo małe, ale jeszcze sobie kwitną ...
Sliwa
Wiśnia

Tutaj mała śliwka - w zeszłym roku miała kilka owoców, w tym - może będzie więcej, zobaczymy.


Mniszki się rozhulały już, ale mi one na trawniku nie przeszkadzają... zresztą, żeby trawnik był trawnikiem z prawdziwego zdarzenia, potrzebna jest wilgoć. Której już nie ma.

I tak to wiosna u nas wygląda. Zaczynają już kwitnąć jabłonie - też mnie co roku te kwiaty zachwycają.
Na działce nie mamy.
Jutro kolejna nasiadówa przy komputerze, ale potem porobię zdjęcia jabłoniom, w drodze do mojego nowego -starego sklepu ;)
A dlaczego starego? Bo jak byłam dzieciakiem, to tam też sklep stał, ale niedawno wyburzono rachityczny i ciasny pawilon,  wybudowano nowoczesny obiekt. Niezbyt duży, bo wokół są domy jednorodzinne. Mieszkałam kiedyś na sąsiedniej ulicy, a teraz mieszkam w obrębie tego osiedla, które się dość mocno rozbudowało.
Spokojności i zdrowotności Wam życzę :)

sobota, 28 kwietnia 2018

Jak to mało kobiecie, czyli człowiekowi do szczęścia potrzeba

Z utęsknieniem czekałam na te kilka wolnych dni, ponieważ ostatni tydzień to istne szaleństwo 
i apogeum zmęczenia. Mojego.
Czwartek był ekstremalny, ponieważ jak wyszłam z domu o 7.30, tak też wróciłam doń o 7.30 - tyle, że wieczorem. Kot rzucił mi spojrzenie z kolekcji: "Jesteś pewna, że nadal tu mieszkasz?", 
w głowie się kręciło, jakbym była po spożyciu, a w perspektywie czaił się podobny piątek. Już od samego myślenia i perspektywy nic się nie chce.
Odwołałam na szczęście popołudniowe zajęcia w szkole językowej, które dobrze byłoby dociągnąć do końca czerwca i z bólem głowy, oraz szumem jak po alkoholu, zakończyłam te szaleństwa. W piątek.
Za to dzisiaj - pełnia szczęścia :)) Rano nigdzie nie musiałam iść, potem spokojnie na zakupy, potem ze spokojem załatwienie ubezpieczenia OC i mieszkania, przebranie kota w klosz, spacer, przebranie kota w ubranko i tak sobie dzień mija.
Stwierdziłam, że mało człowiekowi do szczęścia trzeba, ale nie przeżywając takiego ekstremum, chyba bym tego szczęścia nie poczuła.
Taki paradoks ;)
Wiem doskonale, że opisany tryb życia nie jest dobry. Niestety mam w tej chwili niewielkie pole manewru, żeby to zmienić, mogę oczywiście zrezygnować z pracy, walnąć te dojazdy i wszelkie inne dodatkowe zajęcia, ale cóż ... póki co, rachunki do płacenia są, jedzenie kupić trzeba, kotu również, leczenie tego ostatniego też trochę kosztuje, chociaż nasza pani wet nie na każdej wizycie bierze od nas kasę - chwała jej za to :)) Życie ...
W poniedziałek miałam jechać na dwie godziny do pracy, ale po raz pierwszy w życiu jestem dojeżdżająca i mi się upiekło ;) dobre kobiety rzekły, że mam nie przyjeżdżać, one w razie czego powiedzą, że byłam i pokręcą się za mnie po szkole ;)
Pisząc powyższe mam na myśli moje lata podstawówki i liceum, które to szkoły kończyłam 
w moim mieście. Trafiłam albowiem do szkoły podstawowej pod nazwą Zbiorcza Szkoła Gminna - większość wie, o co chodzi ;) i do klasy właśnie z dojeżdżającymi. Czy bardziej - dowożonymi autobusami z pobliskich wiosek.
Klasa licealna - połowa koleżanek mieszkała poza naszym miastem i zawsze, kiedy trzeba było przyjść po południu na coś tam, albo w sobotę dodatkowo, to kto przychodził? Noooo ..... my. Miejscowi. Bo reszta nie miała czym dojechać, rzekomo.
Tak to było.
Mam też nadzieję na wyjazd kilkudniowy nad morze. Tylko nie wiem, kiedy, bo Chłopu nie wie, kiedy będzie miał wolne. Ot, takie igraszki dorosłych ludzi z dorosłymi ludźmi ... w pracy, zawodowe igraszki ;)
Kota zabieramy ze sobą, bo nie zostawimy go nikomu ze smarowaniem rany, a poza tym jego niania i tak wyjechała.
Wiosna tak szybko leci, że ledwo jedno zakwitło, to już przekwita i następne leci. Ot, rzepak chociażby. I bez ostatnio się rozhulał.
Ja jednakże chcę pokazać kilka zdjęć sprzed 2-3 tygodni, czyli kwitnące mirabelki - piękne były, wczesne tawuły - u nas jeszcze nie kwitną, a te poznańskie już przekwitły i takie tam inne forsycje ;)
To zaczynamy, wczesna wiosna, 35 zdjęć ;)





Dopiero na powiększeniu zauważyłam nitkę ciągnącą się od wyraźnego pąka ;)




Budynek w głębi, to remontowana nastawnia


Wczesna biedroneczka, petronelka po naszemu ;) 
O wiele piękniejsza i subtelniejsza od tych egzotycznych.



Widok, jak na pustyni ;) a to tylko remontowane tory kolejowe 
...tam w głębi





I tak sobie remontują jedną z główniejszych linii kolejowych. 
Pociągi na razie tędy nie jeżdżą.


Młodziutki krwawnik m.in.




Wydaje mi się, że forsycja w tym roku, kwitła szczególnie obficie

Drzewo mirabelkowe, już dawno przekwitło. Kilka dni, potem deszcz i po kwiatach




Forsycja z brzydalem ;) obok naszego sklepu.

Ulubione moje tawuły, też już w tej chwili przekwitły. Cieszyły moje oczy w Poznaniu. 
Chadzam tędy z dworca do pracy i z powrotem, jeśli mam dużo czasu i nie jestem padnięta.



A to już wiśnie ...



Udanego wypoczynku wszystkim życzę :)

PS. Co do kota:
Wczoraj pani wet wymyśliła sposób, żeby kotu mógł kołnierz nosić ( więcej powietrza i szybsze gojenie ma to spowodować), a nie miał dostępu do rany i nie kombinował ze ściąganiem tegoż. Otusz - założenie go na odwyrtkę. Jakoś to zaakceptował - powiedzmy ... przy nas nie ściąga, ale ...
Oczywiście na noc i kiedy nas dłużej nie ma - kotu znów w ubranku ...
Bo przy kloszu kombinuje, jak życie pokazało i mając dużo czasu - spokojnie ściągnąłby go 

( dzisiaj wyszedł był sobie na balkon i tak sprytnie oparł kołnierz o szczebelki, że powolutku, powolutku ... uwolniłby się od znienawidzonego ustrojstwa), a ranę rozlizał ...i całe leczenie poszłooooo by w pizzzzzz ...... du. 
Od lutego, zresztą.