Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 sierpnia 2025

Powroty znad morza

Nasz wakacyjny wyjazd dobiegł końca i dzisiaj z małymi przygodami, po prawie sześciu godzinach jazdy, wróciliśmy do domu. Mamy nad morze jakieś 350 km, z Wrocławia jest sporo dalej, ale dzięki szybkim trasom, podróże naszych znajomych trwają o wiele krócej. U nas - jakby nie patrzeć i którędykolwiek by nie jechać - pięć z kawałkiem.
Ale, że kocham morze, to jadę i odliczam kolejne miejscowości na trasie. Dzisiaj już prawie witaliśmy się z gąską, czyli do domu było było naprawdę niedaleko, a tu na drodze ogromny korek, bo wypadek. Chyba nie był jakiś groźny, bo nie mogę znaleźć żadnej informacji, co się stało, ale zjechaliśmy z trasy i jechaliśmy baaaardzo bocznymi drogami, łącznie z polną, przy której jednakowoż mieszkają ludzie, czyli radzą sobie z dojazdami tu i ówdzie.
Potem, już przed samym Gnieznem, korek wygenerował kierowca samochodu, który jechał na czele sporego łańcuszka, ponieważ jechał bardzo powoli, hamował mocno tam, gdzie były ograniczenia prędkości ..... przed nami, a za nim jechały jeszcze dwa samochody, które go nie wyprzedzały i szczerze mówiąc jechało się bardzo ciężko i trzeba było uważać, żeby nie wjechać komuś w kufer. A my z chłopem nie z tych kierowców, którzy wyprzedzają na czwartego, jeszcze przed zakrętem i na linii ciągłej. Na szczęście nadarzyła się okazja zjazdu na S5, zamiast wjeżdżać do samego Gniezna i denerwować się takimi niepewnymi manewrami. Nie twierdzę przy tym, że jestem super kierowcą, ale staram się myśleć i przewidywać konsekwencje moich działań. A przy takim natężeniu ruchu jest to oczywiście ważne.
Byliśmy bardzo zmęczeni taką jazdą, łącznie z kotem, który żalił się przez pierwsze półtorej godziny jazdy, a jakieś 100 km przed domem stwierdził, że jednak choroba lokomocyjna dała się mu we znaki i zwymiotował na kocyk w transporterku. Udało się mi szybko podłożyć ręcznik papierowy, więc kocyk pozostał w miarę czysty.

W sumie, jeśli chodzi o pogodę, to nie sprawdziły się czarne scenariusze. Też trochę narzekałam w którymś poście, ale ogólnie może dwa dni były takie mocniej deszczowe. Reszta - plażowo i kąpielowo dobra. Woda rześka, w czasach przedmorsowych nie weszłabym do niej, ale teraz - czemu nie. Ludzi nad morzem dużo mniej niż w zeszłym roku. Bo niby, że słaba pogoda i drogo. Do pogody się odniosłam - do swojego pobytu. A drożyzna? I tak, i nie. Po internetach krążą paragony grozy i faktycznie sumy na nich widniejące są wysokie. Za tę przysłowiową rybę z frytkami i surówką. Fakt, mogą nam policzyć sporo, ale jest wiele smażalni, gdzie dostanie się przyzwoitą porcję np. za 30 do 50 zł. Kawa - tam, gdzie my chodziliśmy 10-12 zł. Gofry z owocami - 17 zł. Z bitą śmietaną - 17 zł. Gałka lodów - my płaciliśmy 7,50, ale oczywiście są i droższe. Kwestia wyboru. Za wczorajszy obiad dla nas dwojga - 60 zł. Ale oczywiście można sobie wybrać opcję wyjazdu i samemu gotować sobie obiady - będzie jeszcze taniej. Można też iść do lasu i nazbierać grzybów, jagód .... 😂🍄‍🟫🍄🫐
Ale z tymi grzybami to prawda. Nie planowaliśmy absolutnie grzybobrania, ale grzyby same nas znajdowały. No to jak je zostawić w lesie same na poniewierkę?? W znajdowaniu grzybów chłop mój jest bardzo dobry. Idąc na plażę znaleźliśmy w lesie podgrzybki i jednego borowika! Były na śniadanie i chyba na dwa obiady.

Sama oszczędność radująca nasze wielkopolskie serca 🤣🤣🤣

Już tęsknię za morzem, w domu góra prania, a na jutro zapowiadają u nas ulewy .... No nic, ogrzewanie może sobie włączę, to mi szybciej wyschnie.

CDN.

poniedziałek, 28 lipca 2025

Nadmorskie kadry cz. II - poniedziałek

To nam znowu w pogodzie "się" namieszało .... Jesteśmy jeszcze nad morzem, w naszym mieście wielkopolskim trochę pozalewało różne piwnice, garaże i drogi - co mnie niespecjalnie dziwi, zważywszy na podmokły grunt, na jakim leży moje miasto i "nowoczesne" budownictwo. Ale cóż ...

Dzisiaj nad morzem wieje wiatr, morze się rozhulało - na moje niewprawne oko to taka czwórka była w południe. Pojechaliśmy oczywiście nad morze, bo czemu nie .... Przedtem jeszcze targ 
w Trzebiatowie musiał być - o tym też napiszę jakiś post... W sumie to nam się jakoś nie spieszy, żeby parawanami sobie o piątej rano miejsce rezerwować, bo tam, dokąd my docieramy miejsca jest dosyć i nikt nikomu specjalnie nie przeszkadza. Bo my się na miejską plażę już za bardzo nie nadajemy.
W każdym razie, rozbiliśmy się mniej więcej w tym samym miejscu, co wczoraj, parawan obowiązkowo, bo wiało i nawet za parawan nawiewało piasku. Weszliśmy raz do wody, która była dość ciepła, acz bardzo burzliwa. Tylko tyle, żeby dać się falom lekko zamoczyć, woda normalnie jest w tym miejscu do kolan. Chodzić mi się nigdzie nie chciało, zrobiło się chłodno ... taki to dzisiaj dzień. Wietrzny.

To teraz kilka zdjęć z dzisiaj:

wejście na plażę








Na dwóch zdjęciach widać morszczyn, sporo ich morze wyrzuciło i dziś, i wczoraj. Pierwszy raz widziałam, że część morszczynu przyczepiła się do kamieni, które stanowią swoistego rodzaju obciążniki. Sprytne. Tu ich nie widać, mam na innych zdjęciach.

CDN. Mam nadzieję ;)

środa, 23 lipca 2025

Nadmorskie kadry

 Cześć Wam wszystkim tu zaglądającym :)

Pojechaliśmy nad polskie nasze morze. Pogoda jest jaka jest, nie chcę na ten temat zbytnio się rozpisywać, ale kiedy patrzę, że w Norwegii jest prawie 30 stopni, a u nas ledwo 20, to niestety ale naturalne i normalne chyba nie jest. 

Do rzeczy jednak .... Codziennie staram się robić kilka zdjęć morzu, które kocham miłością wielką i niezrozumiałą. I chcę się tymi zdjęciami z Wami podzielić.

Chciałam codziennie wrzucać tu na bloga zrobione zdjęcia, ale jak na razie nie zdołałam. Może zbiorówka będzie lepsza.

Przyjechaliśmy w piątek pod wieczór, sobota była bardzo ładna:



Niedziela - też niczego sobie:


Za to w poniedziałek padało pół dnia, a kiedy się rozpogodziło, to pojechaliśmy nad morze:




Jak widać - nie tylko mewy, rybitwy i kormorany mieszkają nad morzem. Jest tu całkiem spore stadko wron - cwaniar ;) dla mnie są one niecodziennym widokiem, bo w naszym mieście ich nie ma. 

Wtorek - też padało, ale później rozpogodziło się, wiał wiatr i na niebie niebie pojawiało się co jakiś czas, słońce.




W centralnym punkcie wtorkowego zdjęcia - tego pierwszego, widać małe żagielki. Niedługo, chyba w sobotę, będą odbywały się regaty o puchar pani burmistrz Trzebiatowa, ale od początku tygodnia przyjeżdżają kolejni uczestnicy ( dzieci i młodzież) i trenują sobie na morzu. 

A jak było dzisiaj? Ano też padało pół dnia. Temperatura maksymalnie 21 stopni. Morze jak jezioro, a zdjęcia pokażę może jutro :)

sobota, 26 sierpnia 2023

Co u mnie?

Post dla wszystkich, co tu jeszcze zajrzą i przeczytają :)
Agniecha wrzuciła parę dni komentarz z takim pytaniem, odczytałam go dzisiaj i ze spamu wyciągnęłam.
Pewnie i Wam również podobnie jak mi, czas zapitala z prędkością światła. Jest nowy dzień, człowiek pokręci się w kółko, śniadanie, net, kot i już popołudnie, a nawet wieczór. Szczerze mówiąc - przerażające. Niedawno był czerwiec, zaczynał się mój wolny czas, a tu już koniec 
i tak naprawdę nie wiem, kiedy to minęło. I czuję się zmęczona.
Dwa tygodnie byliśmy nad morzem, w tym miejscu co zawsze. Pogodę mieliśmy taka sobie, upałów nie było akurat wtedy, ale czas spędziliśmy dość aktywnie. Łącznie z prawie codzienną kąpielą w morzu :) to pozytyw mojego morsowania. Chociaż znam morsów, którzy latem się nie kąpią w naszym Bałtyku, bo woda jest im za zimna. A dla niektórych woda w październiku, czy listopadzie jest znowu za ciepła.
Cóż ... jakiś czas temu stwierdziłam, że dlaczego mam się ograniczać i dla mnie sezon kąpieli 
w morzu, czy jeziorze trwa cały rok. Swoją drogą, niedługo u nas będzie możliwość morsowania w lodzie 😂
Chyba kiedyś pisałam, że niedaleko mojego miasta jest taka specjalna strefa morsowania. Mieści się na terenie kompleksu hotelowo - restauracyjno - konnego. Jest tam stawek do morsowania, dwie sauny i jacuzi zewnętrzne. I to jacuzi ma być wypełnione pokruszonym lodem, do którego można wejść. Nie wiem, czy się zdecyduję, z jednej strony chciałabym, ale 
z drugiej - może jeszcze nie ten moment.

A dzisiaj wylądowaliśmy z Franiem u pani weterynarz naszej, na cito, bo zauważyłam że pod ogonem ma coś jakby wygryzione - dokładnie nie widziałam, bo Franio to kot niedotykalski 
i widząc moje zainteresowanie, od razu zwiał. Okazało się, że to pchły!!!!
Wywaliłam jego domki, część legowisk, resztę piorę i czeka mnie praca z parownicą, by wyczyścić kanapy, krzesła i nie wiem, co jeszcze .... wycieraczkę sprzed drzwi też wywaliłam.
Tak szczerze, to nie mam sił na takie porządki ... do prania używam też olejku tea tree, a do parownicy wleję pewnie ocet lub olejek miętowy, bo wyczytałam, że działają odstraszająco na pchły. Ogólnie to ręce mi opadły.
Skąd się wzięły? Ano zewsząd. Tym razem padło na nas.

Dzisiaj u nas mocno padało, trochę pogrzmiało - deszcz potrzebny już był, bo po ostatnich dostawach wody, wszędzie było już bardzo sucho. Na ogrodzie też już podlewałam swoje pomidory. Po bodajże dwóch latach prób i błędów, mogę powiedzieć, że coś urosło na krzaczkach. Oczywiście idealnie nie było, ale progres nastąpił. Jeśli będzie mi dane, to 
w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej 💗 🍅🍅🍅

W tym roku też mam więcej roślin na balkonie i ogólnie w domu ... to takie przypomnienie sobie tego, co lubię, a nie słuchanie innych - a na co ci tyle kwiatów, to tylko robota z nimi jest. Straszne, ile w nas takich słów i cudzych przekonań drzemie, a my się temu poddajemy. Staram się takie coś wychwytywać i bacznie się temu przyglądać. Na ile jest to moje przekonanie lub skąd się ono wzięło i czy mi służy.

Zapisałam się też na zawody biegowe, bo trochę więcej biegam, z kijkami oczywiście też chodzę, zobaczymy jak to z kondycją będzie. Z tym moim bieganiem, to też ciekawa sprawa jest - obecnie na etapie takim, że ta moja rzekoma słabość jest też wynikiem pewnych wydarzeń 
z dzieciństwa. Mocno zakopanych, ale nie muszę ich odkopywać, ważna jest świadomość. Tak to widzę. Na odkopanie przyjdzie może czas.

No i tyle byłoby na dziś.

Trzymajcie się wszyscy zdrowo 💖🧡💖🧡💗

środa, 22 lutego 2023

Jeśli komuś mało morza,

to dzisiaj wrzucam kilka kolejnych fotek, które zrobiliśmy trzy tygodnie temu już. O feriach 
i wolnym kompletnie zapomniałam, ale pooglądać sobie zdjęcia mogę.
Tak, jak pisałam - o ile południowa część kraju tonęła w śniegu, na Pomorzu długo by go szukać. To już u nas w Wielkopolsce było go ciut więcej, chociaż i tak niedużo. Było za to słońce i w taki dzień się fajnie morsuje. Zdjęcia pochodzą z takiego właśnie dnia: słonecznego i lekko mroźnego po nocy. Było dość ciekawe światło, które trochę podkręciłam w programie graficznym. Poza tym na plaży miejskiej porobiły się rozlewiska, częściowo zamarzły i fajnie to wyglądało.

Oto one:






A po drugiej stronie, na którą jeździmy się kąpać i latem opalać było ciut inaczej - bez rozlewisk:

Wejście na plażę




Zdjęcia zrobiłam po morsowaniu, a na drugą stronę pojechaliśmy później, korzystając 
z pięknego dnia.
Ludzi, jak widać praktycznie nie ma.
Pojechaliśmy w któryś dzień do Kołobrzegu - pociągiem zresztą, bo nie chce mi się po tym mieście krążyć samochodem. Tam już sporo wczasowiczów, bo oprócz ludzi w sanatoriach, było sporo rodziców z dziećmi. Powrót z Kołobrzegu odbył się z przygodami, bo się pociąg zepsuł 
i wyjechał z godzinnym opóźnieniem. Tzn. jakąś awarię musiał mieć na trasie - jechał ze Szczecina, dojechał do Kołobrzegu, tam go szybko naprawiono i wracał do Szczecina. 
W wagonie czuć było paliwo, bo linia nie jest zelektryfikowana, jeżdżą spalinówki. Część taboru jest już mocno wysłużona, zapasowych pociągów pewnie za bardzo nie ma, więc jak się coś popsuje, to jest problem.
W dodatku dworzec w Kołobrzegu jest zamknięty, bo robią remonty - dach akurat, wymarzliśmy więc, bo nie było gdzie wejść. Dobrze, że nie wiało i lało. Ot, PKP.

Tak, jak pisałam, wracaliśmy wcześniej ze względu na sytuację rodzinną właścicielki pensjonatu, też była piękna pogoda i wrzucę Wam jeszcze zdjęcia z Franiowej wędrówki po samochodzie. 
W sumie to nie powinien chyba, włazić mi na kolana:



Ale było to na dwupasmówce, więc mogłam go na chwilę na kolanach potrzymać. Oczywiście cały czas był na smyczy, bo chętnie wszedłby na deskę rozdzielczą 🙄 łazęga jedna.
No i tak.
Sport poszedł znów trochę w odstawkę, pojechaliśmy w niedzielę do lasu pobiegać ... i było ciężko. Raz, że wiał silny wiatr, a dwa byliśmy po imprezie. Wybraliśmy się bowiem na bal karnawałowy zorganizowany przez Radę Rodziców naszej szkoły. Dawno nie byliśmy na żadnej imprezie, na Sylwestra też nie, więc była okazja. I nie, że byliśmy skacowani - nie było po czym 😁, tylko po prostu zmęczeni. Ale impreza była fajna.
Jakkolwiek mąż mój jest w tej chwili przeziębiony, gardło i krtań zawalona - był dzisiaj 
u rodzinnej, dostał L4 do końca lutego. Oraz skierowanie na rtg płuc. A w piątek przed imprezą był u nas w szpitalu na upuszczaniu krwi - skierowanie od hematolog dostał .... Upust go trochę osłabił, w piątek miał gorączki trochę, sobota imprezowa, w poniedziałek był w pracy i zmókł 
i teraz musi odpocząć.

Trzymajcie się zdrowo 💗💖💓

czwartek, 9 lutego 2023

Jedni w góry, a drudzy może nad morze

Zima kojarzy się nam ze śniegiem, nartami, sankami, łyżwami, bałwanami - chociaż tych cały rok nie brakuje w tzw. przestrzeni publicznej ... chociaż ostatnio różnie te zimy wyglądają, szczególnie na zachodzie Polski. Choćby i teraz. Część z Was ma wokół siebie biały krajobraz 
i w zależności od okoliczności, albo się nim zachwyca, albo wkurza, bo musi odśnieżać, dojeżdżać do pracy samochodem - ślisko, albo pociągiem - zimno i spóźnienia. A część, chcąc pozachwycać się baśniowymi krajobrazami musi jechać na południe Polski albo do Austrii, czy gdzie tam jeszcze ludzie na narty jeżdżą ...

W tej części Wielkopolski, w której mieszkam, czyli tak mniej więcej środkowej - śniegu nie ma. Trochę tylko gdzieniegdzie coś białego leży, niczym pączki cukrem pudrem posypane ;)

Jako, że mam trochę wolnego, zwanego feriami dla uczniów, a dla mnie to urlop w czasie, kiedy uczniowie mają ferie, to postanowiliśmy pojechać na parę dni nad morze. Nad morze ponieważ:

- lubimy morze

- chcieliśmy się w morzu wykąpać

- mamy tam stałą miejscówkę, do której możemy przyjechać z kotem

- ostatnio jeździmy z kotem, bo nasza super niania się nam wykruszyła, a nie chcemy go samego w domu na dłużej zostawiać, żeby raz czy dwa razy dziennie ktoś do niego wszedł, dał jeść, wyczyścił kuwetę i chwilę posiedział

Pojechaliśmy w niedzielę, mieliśmy być w sobotę z powrotem, ale jesteśmy już dzisiaj. Powód losowy właścicielki naszej miejscówki - niestety, tak to wyszło.

Ale chociaż kilka dni pooddychaliśmy sobie morskim powietrzem, dwa razy weszliśmy do wody, było dość słonecznie, acz wietrznie i zero śniegu. Nawet pączków posypanych pudrem nie było. O dziwo - po wyjściu z wody i ubraniu się - zaczęłam się trząść, co nie jest niczym dziwnym po morsowaniu, ale już dawno tego nie miałam.

Dzisiaj wracaliśmy w słońcu, Franio miaukolił, ale nie wymiotował - fakt, że przed podróżą został przegłodzony, ale w niedzielę też mu jeść nie daliśmy, a puścił małego, ślinowego pawika.

I jedziemy w ten sposób, że ja kieruję, a chłopaki siedzą z tyłu, Franio na smyczy, a M. mu ogranicza możliwość poruszania się. Chociaż dzisiaj siedział mi trochę na kolanach - Franio, oczywiście...

Kot jest trochę spokojniejszy, kiedy jedziemy prostymi i równymi drogami, wybraliśmy więc trasę złożoną z prawie samych "esek" i kawałek A2 - moglibyśmy więcej, ale nie zamierzam płacić chytrusom kupy pieniędzy za przejazd kilkudziesięciu kilometrów.

Najgorszy odcinek to 92 i jej normalna jezdnia, bo dwupasmówka kończy się kilkanaście km za Poznaniem i dopiero w Skwierzynie wjeżdża się na S3. No dobra, nieważne 😉 w każdym razie, jazda zajęła nam jakieś 4,5 godziny, co jest naprawdę niezłym wynikiem.

A teraz - Franio śpi, bo podczas jazdy za bardzo nie miał kiedy, a my rozpakowaliśmy się i po wyjeździe.

Kilka zdjęć:






wtorek, 28 czerwca 2022

Podróże duże i małe

Ostatni czas obfituje u mnie w wyjazdy. Długo nic się nie działo, bo wiadomo - plandemiczne wygłupy nie sprzyjały, a ja nie z tych, co się pokornie podporządkowują absurdom ... mniejsza 
z tym i o to, zresztą.
W każdym razie w kwietniu, maju i czerwcu wydarzyło się kilka - mimo wszystko, przyjemnych wyjazdów. Niektóre były służbowe, bo z uczniami, a w ostatni długi weekend czerwcowy jak najbardziej prywatny i dość spontanicznie (nie)zaplanowany.
Oraz z Franiem. A tak. Zawsze do tej pory Franio zostawał w domu, ponieważ na czas naszej nieobecności była z nim jego niania, czyli moja koleżanka, która mieszka zaraz obok i mogła się do nas przeprowadzić. Niestety jej sprawy osobiste bardzo mocno się skomplikowały i nie może opiekować się kotem na cały etat. Postanowiliśmy więc, że na wakacje wyjeżdżamy 
z Franiem nad morze - tam, gdzie zawsze jeździmy od wielu lat, a kilka dni przed weekendem, przyszedł mi do głowy pomysł, żeby jechać z nim na kilka dni - w to miejsce i zobaczymy, jak to zniesie.
Wolne miejsca w agro były, właścicielka uprzedzona - okna i pojechaliśmy.
Pomysł na podróż z naszym kotem był taki, że dostanie szelki i smycz, w które to szelki zostanie zapięty, początkowa faza jazdy będzie w transporterku, a potem jedno z nas będzie go trzymać na smyczy.
Jeszcze tylko przypomnę, że kot nasz nie lubi jeździć samochodem i w transporterze miaukoli całą drogę. Tak było, kiedy jechał z Wrocławia do nas. Stąd te szelki i smycz.
Czyli kolejność była taka, że najpierw zapięcie szelek, potem transporter, a kilkanaście km od domu zwymiotował, trzeba było stanąć, wytrzeć, co było do wytarcia i Franio pojechał już dalej na wierzchu. Ja jechałam za kierownicą, a M. siedział z tyłu z kotem i ustalał reguły gry. Czyli, co i gdzie kotu wolno w samochodzie, a gdzie nie. Tutaj nie ma odstępstw. Kot siedzi z tyłu, ale nie wchodzi na tylną półkę. Może siedzieć sobie na transporterze i patrzeć przez okno. I jakoś dojechaliśmy. Trochę miauku było, bo 6 godzin jazdy to i dla nas było dużo - niestety, trzeba było wyjechać wcześniej, bo po drodze i tak mijaliśmy procesje, a Koszalin był tak zawalony samochodami, że przejazd zajął nam sporo czasu - pewnie też procesja.
W nowym miejscu Franio potrzebował dwóch dni, żeby tak się do końca zaaklimatyzować. 
I udało się mu tak skutecznie schować - w naprawdę małym pomieszczeniu, że osobiście miałam stan przedzawałowy, bo nie było możliwe, że kot wyszedł z pokoju, a go nie było! Okazało się, że siedział pod ławą, wciśnięty i wyszedł dopiero po paru chwilach wołania go 
i poszukiwania w szafie oraz pod łóżkami. Ehhhh....
Zaliczyliśmy również dwa spacery. Franio chodzi inaczej niż Bonus, który trochę szedł, a potem kontemplował. Nieee, ten cały czas idzie, wącha, zagląda do krzaków - nie wszędzie mu pozwalam, rzecz jasna ... ale jest bardzo strachliwy i spacery były możliwe wtedy, kiedy w pensjonacie nikogo nie było. No i wokół, bo tam jest duży ogród i głównie to miejsce poznawaliśmy.
Potem chciał wychodzić, ale bez szelek. Nie pozwalał sobie ich zakładać. To nie było wychodzenia...
I tak nam te dni minęły. W drodze powrotnej kot był dużo spokojniejszy, a w lipcu też odbędziemy tę samą trasę i w to samo miejsce. Tylko inny pokój będzie - większy. I okna musimy zabezpieczyć siatką, co oczywiście zostało z właścicielką omówione. Wolałabym zostawić kota w domu, ale nie ma opcji, żeby siedział sam w domu przez dwa tygodnie i ktoś do niego przychodził dwa razy dziennie.
To teraz zdjęcia z naszej podróży. Franio w samochodzie i na spacerze :)







Trochę nie po kolei się te zdjęcia wkleiły, ale trudno. 
Pierwsze zostało zrobione od razu po wyjściu Frania z transporterka, samochód stał, Franio chciał wejść na deskę rozdzielczą, a potem na mnie, więc jego podróż z przodu została przesądzona. Tzn. musiał jechać z tyłu.

A tak z innej beczki - u nas dzisiaj nie padało ... burza przeszła bokiem i tyle ją widzieli.

Trzymajcie się :)

sobota, 11 grudnia 2021

Zima przed zimą

Trochę odzwyczailiśmy się od śniegu i mrozu w grudniu, a tu masz! W zeszłym roku popadało 3.12, a potem dopiero styczeń - luty przypomniał nam zimę, a w tym, proszę bardzo - dzisiaj 
w nocy było jakieś minus 10, a za dnia słońce i skrzący się śnieg.
To wszystko oczywiście w Wielkopolsce, która jest jednym z cieplejszych regionów w Polsce, co mnie oczywiście absolutnie nie martwi.
Toteż dzisiaj, korzystając z powyższego, podjechaliśmy do lasu i zrobiliśmy z kijkami 10 km. Na koniec byliśmy już trochę zmęczeni, bo jednak zimowe chodzenie to coś innego niż letnie. Chłopu mój poza tym, kilka dni temu miał usunięte zęby - w końcu do dentysty się wybrał .... kondycję zatem ma trochę słabszą...
Zimowymi zdjęciami polski Internet jest zalany, ale wrzucę też swoje. Pięknych widoków nigdy za wiele.


















Byliśmy też nad morzem - dwa tygodnie temu w weekend. A po co? Po to, żeby się w morzu wykapać, rzecz jasna.
W sobotę mieliśmy piękne słońce i kąpiel była przecudna, morze spokojne ... w niedzielę już słońca nie było, ale do wody weszliśmy przecież. I w samą porę do domu przyjechaliśmy, bo wieczorem padający śnieg spowodował spore utrudnienia na drogach, a my załapaliśmy się na pierwsza jego fazę.
Nadmorskie zdjęcia pokażę w jakimś z kolejnych wpisów. Dużo ich nie robiliśmy, bo ile można ;)