Wczoraj rano, kotka nasza królowa matka Mela, kilkanaście razy wchodziła do kuwety, robiła trochę siku, wychodziła i za parę minut ponownie wchodziła, robiła ..... Od razu zadzwoniłam do weterynarza i po południu pojechaliśmy do gabinetu. Mela źle znosi jazdę samochodem, wczoraj też był miauk, dyszenie i w ogóle "wypuśćcie mnie stąd." O dziwo, w poczekalni była już spokojna, a w gabinecie wręcz wystraszona i skulona w kącie transportera. Miała zrobione USG, które potwierdziło przypuszczenia lekarza, że jest to zapalenie pęcherza. I jeszcze stwierdził, że jest bardzo lękowym kotem. W sumie nie znamy jej historii, ale z tego co wiemy
i przypuszczamy, że miała dom, w którym została w miarę oswojona, ale nie zadbano o jej kastrację, rodziła więc pewnie małe dwa razy do roku, które to kotki raczej nie przeżywały kilku dni. I tak od nowa. Być może sama z tego domu odeszła, bo koty czasem tak robią. Boi się podniesionego głosu, klapki na muchy i miotły. Oczywiście u nas w domu na nią nie krzyczymy, ani też nie straszymy jakimiś narzędziami, bo po co mielibyśmy to robić.
W każdym razie dostała leki, które muszę jej do paszczy wcisnąć i już wczoraj po przyjeździe
z gabinetu było lepiej, bo dostała zastrzyk, który jej najwyraźniej pomógł.
Tak więc ja zakończyłam terapię antybiotykiem, a Mela zaczęła.
Trzymajcie kciuki, żeby dała sobie podać te wszystkie lekarstwa.
Na działce dosypałam kaktusom piasku do doniczek, mam nadzieję, że im się to spodobało.
Koty padły w domu, w cieniu, bo zrobiło się bardzo ciepło, a one za bardzo upałów nie lubią. Trochę Mela jedynie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo miło mi, jeśli zostawiasz komentarz :) Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć.