Wczoraj rano, kotka nasza królowa matka Mela, kilkanaście razy wchodziła do kuwety, robiła trochę siku, wychodziła i za parę minut ponownie wchodziła, robiła ..... Od razu zadzwoniłam do weterynarza i po południu pojechaliśmy do gabinetu. Mela źle znosi jazdę samochodem, wczoraj też był miauk, dyszenie i w ogóle "wypuśćcie mnie stąd." O dziwo, w poczekalni była już spokojna, a w gabinecie wręcz wystraszona i skulona w kącie transportera. Miała zrobione USG, które potwierdziło przypuszczenia lekarza, że jest to zapalenie pęcherza. I jeszcze stwierdził, że jest bardzo lękowym kotem. W sumie nie znamy jej historii, ale z tego co wiemy
i przypuszczamy, że miała dom, w którym została w miarę oswojona, ale nie zadbano o jej kastrację, rodziła więc pewnie małe dwa razy do roku, które to kotki raczej nie przeżywały kilku dni. I tak od nowa. Być może sama z tego domu odeszła, bo koty czasem tak robią. Boi się podniesionego głosu, klapki na muchy i miotły. Oczywiście u nas w domu na nią nie krzyczymy, ani też nie straszymy jakimiś narzędziami, bo po co mielibyśmy to robić.
W każdym razie dostała leki, które muszę jej do paszczy wcisnąć i już wczoraj po przyjeździe
z gabinetu było lepiej, bo dostała zastrzyk, który jej najwyraźniej pomógł.
Tak więc ja zakończyłam terapię antybiotykiem, a Mela zaczęła.
Trzymajcie kciuki, żeby dała sobie podać te wszystkie lekarstwa.
Na działce dosypałam kaktusom piasku do doniczek, mam nadzieję, że im się to spodobało.
Koty padły w domu, w cieniu, bo zrobiło się bardzo ciepło, a one za bardzo upałów nie lubią. Trochę Mela jedynie.
Choroba goni chorobę, czas wreszcie na odrobinę spokoju!
OdpowiedzUsuńNo właśnie. Czas.
UsuńTrzymam kciuki, zdrowiej Melcia!
OdpowiedzUsuńKaktusy szczęsliwe ,bo dla nich to swietna aura, ciepluteńko , wygrzewaja sie i nabieraja sil na zimowanie.
O tak, mam nadzieję, że się wzmocnią. Dzisiaj przywiozłam kolejne trzy rośliny na działkę, bo pojechałam do szkoły i bidule coś mi zaczęły marnieć.
UsuńPodkurują się i bedzie ok.
UsuńU mnie na balkonie mrówki, więc nie wystawiam domowych na balkon, jednak kolezusia wystawiła dwa grubosze, wiec pewnie na zimę bede musiala wymienic im podłoże.
Niektore gruboszki wystawilam na parapet z drugiej strony mieszkania, na parapetaxh mrowek nie ma, roslinki przebarwily sie ale i wzmocniły,
Oj mrówki lubią sobie gniazdka w doniczkach z ziemią założyć .... u nas na balkonie nie mamy, na szczęście, chociaż czasem jakieś zabłąkane się trafią. Wczoraj popadało, obmyły się więc w deszczu z kurzu, nasiąknęły świeżą wodą i zobaczymy :)
UsuńBidna Mela niech zdrowieje ras ras i oby szybko zapomniała o traumach przez które przeszła!
OdpowiedzUsuńNa szczęście nie biega już co chwilę do kuwety, więc możliwe, że w porę zareagowaliśmy. Powoli się otwiera, ale jeszcze trochę czasu potrzebuje, żeby zaufać tak naprawdę i całkowicie.
UsuńJest jeszcze karma weterynaryjna (Urinary) polecana przy takich dolegliwościach. Cześka mojej mamy była tym karmiona, bo miała skłonność do zapaleń pęcherza i w końcu jej przeszło.
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Pewnie jej zamówię, niech je.
UsuńTo z Royal Canin.
Usuń:)
UsuńBiedna Melusia... Oby antybiotyk szybko zadziałał, a podawanie leków poszło gładko i bezstresowo. Dużo zdrowia dla Was obu!
OdpowiedzUsuńDziękujemy bardzo :) wygląda na to, że zadziałał, chociaż z podawaniem mamy rozbieżne z Melą zdania na ten temat. Dwa razy udało się mi zawinąć w kawałek mięsa i zjadła, ale szybko podstęp przejrzała. Dzisiaj i wczoraj dostaje w paście smakowej, jutro ostatnie dwa razy, jeśli chodzi o antybiotyk.
UsuńOj u dziewczynek to chyba częste jest :(
OdpowiedzUsuńU nas tez Myszka ma proszek jakiś bo mocz taki sobie.
Przez upał ani kotom sie nie chce jeść ani nam...
Może tak być, chociaż wolałabym nie. Zobaczymy. W upały też jedzą tak sobie, wybrzydzają, ale siku jest spore, bo dolewam im trochę wody do każdej porcji jedzenia. Bo z piciem to ciężko, mimo poidełka.
UsuńBiedna Mela, dobrze, że tak szybko zareagowaliście i od razu trafiła do weterynarza. Oby leki szybko zadziałały, a ich podawanie okazało się łatwiejsze, niż się zapowiada – z kotami to czasem największa część całej terapii. Trzymam kciuki za królową matkę!Miłego dnia!
OdpowiedzUsuńAngelika
Dziękuję :) Już wszystko jest dobrze. Jakkolwiek podawanie leków było pewnym wyzwaniem, bo cwaniara potrafiła mnie przejrzeć, że smaczek naszpikowany jest tabletką ;)
Usuń