Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kijki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kijki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 kwietnia 2023

Odrodzenia, świętowania

Miałam nadzieję, że post ten napiszę wczoraj, ale trudno było się mi zebrać. Nie z powodu obciążenia pracą przed świętami, bynajmniej ... Tak jakoś. W sumie to nie obowiązek, ale chciałam.
Mam nadzieję, że pierwszy dzień świąt minął Wam miło i bezboleśnie. Bo mi w sumie tak. 
Tak się nań nastawiłam i tak było. Już od dłuższego czasu nie ma u nas napinki, że coś musi być zrobione, wysprzątane, upieczone itp. Na całe szczęście. Zresztą w moim domu to ja decyduję, co i kiedy robię i czy w ogóle. Co do pieczenia i gotowania - dzielimy się w kilka osób 
i też jest dobrze.
U nas dzisiaj padało od rana. A kiedy po śniadaniu, kawie, cieście, objedzeni z lekka wróciliśmy do domu od rodziców, niespodziewanie zaświeciło słońce to pojechaliśmy do lasu na kijki. 
W międzyczasie słońce zdążyło zajść, zaczęło lekko padać, ale te 7,5 km zrobiliśmy. Miałam nadzieję na sesję zdjęciową zawilców, ale niestety, pozamykały się, bo nie było słońca. A mam legginsy z zawilcami i fiołkami właśnie, które założyłam na nasze wyjście. Trudno, może innym razem się uda.
Jutro - zobaczymy. Może uda się w końcu na rolki wyjść, jak nie będzie mokro, albo coś innego, byle się trochę ruszyć.

Życzę więc wszystkim przyjemnego spędzenia drugiego dnia świąt - obojętnie, co świętujecie albo i nie świętujecie 🐣🐤🐥

I ogólnie, życzę wszystkim odrodzenia, w związku z tym, że mamy wiosnę. Chociaż jej tak mocno nie widać i nie czuć. Ale jest.

Kilka zdjęć zrobionych wczoraj i dzisiaj:





piątek, 31 marca 2023

Podsumowanie marca 2023

Trochę się w tym wszystkim pogubiłam i chwilami nie ogarniam tej kuwety. Ostatnio wrzucam tylko podsumowania, ale niech będzie i to. Trochę mi sił i motywacji brakuje. Trochę jestem na siebie zła za to. Nawet nie trochę. Chwilami bardzo i najgorsze jest to, że dalej nie mam sił na nic. Chyba jakiś egzorcyzm musiałabym w tym domu odprawić, może by i pomogło.
Porównałam sobie marzec z zeszłego roku z tegorocznym. W zeszłym miałam prawie 100 km aktywności, a w tym - 68,1 km. Owszem, mogę zrzucać na pogodę, że deszcz, że śnieg albo coś innego, ale to tylko wymówki są.

W każdym razie kupiliśmy sobie rolki i w poprzednią niedzielę próbowaliśmy na nich jeździć na ścieżce rowerowej nad naszym jeziorem, bo tam te ścieżki są wyasfaltowane. Fakt - uważać trzeba na leżące gałązki. Jakoś poszło, bo jeździłam kiedyś na łyżwach - fakt, na figurówkach, które mają z przodu ząbki i łatwiej się odepchnąć, ale i na rolkach dałam radę. Oczywiście miałam ochraniacze i kask.
A dzisiaj zaraz po pracy poleciałam na kijki i dobrze zrobiłam, bo po południu zaczął padać deszcz i zdokumentowałam kwitnąc rośliny. Oczywiście forsycja w pełni rozkwitu, a poza tym: jeszcze żółci się podbiał, zakwitła jasnota purpurowa ( główne zdjęcie na blogu), gwiazdnica pospolita, mniszek, ziarnopłon wiosenny ... nawet małe taszniki zauważyłam. Wszystkie te rośliny są z jednej strony chwastami, a z drugiej roślinami zielarskimi. Zaczynają kwitnąć również i mirabelki.

Dwa dni temu był Dzień Doceniania Chwastów - naprawdę niektórzy doznają wielkich iluminacji i odkrywają to, co od dawna wiadomo ...

Jeden pociąg towarowy zdążyłam pstryknąć.















Dwa ostatnie zdjęcia zrobione zostały w środę rano - tędy chodzę do pracy. Cały dzień padał śnieg, żeby za chwilę stopnieć, a rano był przymrozek.

Udanego weekendu Wam życzę :)

środa, 4 stycznia 2023

Jak to z koleżanką na kijki poszłyśmy

Swoimi osiągami kijkowo - biegowo - rowerowymi w 2022 pochwaliłam się na fb. W znajomych mam też koleżeństwo z pracy. I przedwczoraj jedna z koleżanek odezwała się do mnie w te słowy, mniej więcej: "Przeczytałam twój wpis na fb i zainspirowałaś mnie ... tak mnie bolą plecy ostatnio, chciałabym zacząć chodzić z kijkami .... może poszłabyś ze mną, pokazała mi, jak to się robi ..."
Umówiłyśmy się na wczorajszy wieczór, nad naszym Zalewem, wcześniej w pracy zapytałam ją, czy da radę 5 km - zrobiła wielkie oczy, nie da rady, dobrze, będzie mniej.
Zrobiłyśmy prościutką trasę, spacerowym tempem, miło sobie rozmawiając i tak nam minęły 3 km ... Fakt, trochę zmarzłam, ale koleżanka się nie zniechęciła, podobało się jej, bo ostatnio jeździ głównie samochodem, więc fajnie się czuła.

Dzisiaj jestem z pracy, a koleżanki nie ma. Patrzę w plan - ma być, a jej nie ma. Kurczę, no, co jest??
Piszę do niej zapytanie, jak się czuje po wczorajszym, a ona mi na to, że siedzi w domu, bo ma jelitówkę!

Kurtyna, dziękuję, nie mam pytań :)))

PS. Tzw. jelitówką koleżanka zaraziła się od swoich dzieci, które były chore w czasie świąt, więc ten spacer jej nie zaszkodził, ale taka to sytuacja ;)
Mam nadzieję, że mnie nie sięgnie, akurat na weekend...

Fakt, dzisiaj wieje i pada deszcz, więc i tak nici z wieczornej aktywności, ale jutro, pojutrze ... okaże się.

Trzymajcie się zdrowo :)

Zdjęcia zrobione na mojej trasie 31.12.2021 - bożonarodzeniowy śnieg już stopniał oraz wieczorem ognisko na działce, w tym roku nie zrobiliśmy, ale nic straconego:








sobota, 31 grudnia 2022

Na Nowy Rok - podsumowanie i słów kilka

Witajcie wszyscy, którzy tu zajrzą łaskawym okiem :)

Myślałam, że więcej udzielałam się tu na blogu, a tu w ciągu roku raptem 9 postów w roku ... trochę mnie z rytmu wytrąciła sytuacja, kiedy coś się w pewnym momencie popierdzieliło 
w ustawieniach i musiałam wchodzić z innej przeglądarki - w sumie robię to do tej pory.

Poniższy tekst popełniłam na fejsie, przeklejam go jako podsumowanie tego roku. Nie dotyczy całości, rzecz jasna.

Koniec roku, człowiek często odruchowo robi jakieś podsumowania albo składa sobie jakieś mniej lub bardziej realne obietnice na ten nadchodzący..."Optymistka" we mnie, na którą zawsze mogę liczyć od razu powiedziała, że nic dobrego się nie wydarzyło i w ogóle było do doopy, jak zawsze zresztą, bo czemu miałoby być dobrze?
Ale, że od jakiegoś czasu ostatnio mocno ją hamuję, więc od razu była moja reakcja: "Hola, nie tak szybko, moja droga, dość mi już naściemniałaś w życiu. Stop i wystarczy. Spójrzmy prawdzie prosto w oczy."
To sobie spojrzałyśmy...
Przez część roku wrzucałam tu na bloga wpisy dotyczące mojej aktywności fizycznej, bo z tego jestem naprawdę zadowolona. Od czerwca 2020 działam w tym kierunku dość konsekwentnie, co mnie cieszy i zadziwia jednocześnie ;)
W roku 2022 zrobiłam jakieś 1200 km.
Dziennie wychodzi jakieś 3 km z groszami. Może i mało, ale był moment, że tej aktywności było faktycznie mało: listopad - grudzień i ogólnie jestem z siebie zadowolona. Po kilku latach przerwy, odważyłam się zapisać na zawody biegowe i też jest ok. - jak na moje możliwości, są to biegi na 5 km jak na razie.
Plusem jest lepsze samopoczucie - nie wiem, jak funkcjonowałabym bez tych moich "treningów", do tego lepsza kondycja, pozbycie się kilkunastu kilogramów ... i nawet jakoś bardzo nie musiałam wychodzić ze strefy komfortu. Bo kiedy człowiek się tak jakoś nakręci/ coś go nakręci, to nie czuje się przymusu.
Oczywiście nie zawsze jest święto morza i kolorowe fotki na fejsie, tylko zwykły, szary dzień, kiedy się trochę nie chce wyjść, ale robię to i nigdy nie żałuję, że wyszłam z domu.
Na te 1200 km złożył się nordic walking - jakieś 70%, bieganie, jazda na rowerze. Mam nadzieję, że w 2023 też nie odpuszczę.

Życzę Wam zatem wszystkiego, czego sobie życzycie sami na nowy rok 2023 :) 
Bo kto ma lepiej wiedzieć, czego nam potrzeba, jak nie my  sami? Przecież nie reklamy w tiwi 😂😂😂
Wszystkiego, co najlepsze dla nas wszystkich ❤️❤️❤️

Kilka fotek z mojej trasy kijkowo - biegowej - tak było wczoraj i dzisiaj, zero śniegu od dawna, 
15 stopni ciepła ;) 






czwartek, 9 czerwca 2022

Czas leci .... podsumowanie marzec, kwiecień, maj oraz o szantażu

Było to w marcu chyba, jak mężu mój zmusił mnie szantażem niemalże do zmiany zegarka biegowego. Opierałam się, jak mogłam, bo jakoś ciężko mi było się przekonać, ale machnęłam ręką i dla świętego spokoju zgodziłam się. Od paru lat miałam smartwatcha pewnej firmy sportowej, Chłopu miał taki sam, a wtedy wynalazł używany, który sprzedawała dziewczyna mieszkająca w mieście niedaleko naszego. Pojechaliśmy po odbiór, nieufnie zaczęłam użytkować nowy nabytek i po paru dniach nie zamieniłabym się na inny! Nie wiem, jak mogłam funkcjonować do tej pory ;)
Nowy nabytek jest czarny.
Ale daj chłopu chwilę wolnego, to zaczyna kombinować i poszukał taki sam, tylko biały i stwierdził, że on też taki chce, może kupimy też i ten biały, albo ja wezmę biały, a on czarny - kurczę, znowu zmiany! Tym razem dziewczyna ze Śląska, przysłała, Chłop w swej łaskawości dał mi wybór, a ja po wielu przymiarkach stwierdziłam, że w białym nadgarstek mój wygląda ładniej ;)

Wiem, walnięta jestem :))

Konkludując zatem - nowe acz używane nabytki są naprawdę świetne i dzięki temu wiem, ile przeszłam km, bo rejestracja treningów odbywa się bez problemów. A trening bez rejestracji jest nieważny, co wie każdy szanujący się biegacz, czy biegaczka ;)

Ostatnie miesiące nie wyglądają jakoś imponująco pod względem przechodzonych kilometrów - nordicowo, ale zapiszę je tu dla porządku.

maj - 67,2 km nordic = 2,24 km/dzień

kwiecień - 80,3 km = 2,59 km/dzień

marzec - bieganie: 18,9 km

nordic - 78,1 km

Razem w marcu: 96,9 km, czyli średnio 3,23 km/dzień.

Zobaczymy czerwiec.

Wczoraj wróciłam z trzydniowej wycieczki szkolnej. Byliśmy z grupą uczniów w Krakowie i okolicach. Najbardziej obawiałam się jakiejś rozróbki nocnej pod wpływem alkoholu, czy innych używek. Ale wiecie co - nic takiego nie miało miejsce. Grupa wręcz idealna.
Pewnie, że nocki średnio przespane przez wszystkich, bo ja np. w pierwszą nie mogłam spać i parę razy wylazłam namierzywszy łazęgów ;) nie biegali po korytarzach, czy nie wydzierali się, ale paru łaziło. Tak wychowawczo trzeba było zerknąć, żeby wiedzieli, że czuwamy ;) Tłumaczenia były naprawdę świetne.

Zaraz też pójdę spać, bo nie odespałam tych dni, ale jestem naprawdę zbudowana postawą naszej młodzieży, bo w Warszawie też siary nie zrobili. Co nie oznacza, że wszyscy nasi uczniowie to chodzące ideały, nieee, nic z tych rzeczy. Nam się akurat tak fajnie trafiło.

O Krakowie napiszę pewnie osobno, a teraz spadam do spania.

A Franio śpi z fretką, chociaż już go tak nie muli, jak za pierwszym razem ;)

wtorek, 1 marca 2022

Podsumowanie aktywności w lutym

Czas zapiernicza, jak szalony, w piątek ze zdziwieniem zauważyłam, że zaraz zaczyna się marzec.
Nie jest to mój ulubiony miesiąc, bo był czas, kiedy w zawsze marcu działo się coś niedobrego w moim życiu. Jak będzie teraz? Okaże się, na razie media znów rozhulały straszenie - tym razem wojną, zamiast rzetelnie przekazywać informacje, a nie straszyć. Ale cóż chcieć od takich sprzedajnych szui. Ludzie muszą się cały czas bać, niestety. Obecny poziom dziennikarstwa to poziom przedszkola. Chociaż i tam bardziej rozgarnięte dzieci zrobiłyby te newsy lepiej 
i rzetelniej niż wykształcone, zdawać by się mogło dziennikarzyny.
Cóż, wystarczyło 30 lat, żebyśmy my - pokolenie pamiętające komunę zapomnieli, jak to 
z wiadomościami było, że trzeba było oddzielać ziarna od plew.
Ale nie o tym chciałam.
Kolejny miesiąc minął mi na aktywnościach, które sobie zapisywałam i się nimi pochwalę. Jeśli ktoś uważa, że w obecnej sytuacji nie powinnam, bo trzeba płakać i sypać głowy popiołem ze smutku - jutro jest Popielec, w kościołach będzie zapewne taka okazja, można skorzystać.

A ja zrobiłam 71,3 km z kijkami i 26,2 km biegu, czyli truchtu, bo bieg w moim wykonaniu to za dużo powiedziane. Czyli razem - 97, 5 km. Czyli na dzień wychodzi 3,48 km. 
Podobnie było w styczniu.
Nie liczę, ile km przeszłam do pracy i z powrotem, bo prawie codziennie robię około 4.

Zdalne się na szczęście skończyły, kowida Rosjanie rozstrzelali, chociaż czytałam, że w pasie przygranicznym chcą te zdalne kontynuować. Ale nie wiem, na czym stanęło.
Ogólnie dzieciaki są totalnie rozwalone. Tyle złego, co siedzenie w domu zrobiło i przymusowe kwarantanny oraz wszechobecne straszenie chorobą, to coś strasznego. Nasi uczniowie chodzą do szkoły drugi tydzień i jest jazda. Np. zapowiedziany sprawdzian - pół klasy nie ma.... Drugi sprawdzian w innym dniu - pół grupy nie ma, a sprawdzian z przedmiotu zawodowego 
i materiału znowu nie jakoś tam trudnego. Dużo nieobecności, dużo zwalniania się w ciągu dnia. Wracam do materiału ze zdalnych - jakbym o tym po raz pierwszy mówiła ... A to dopiero początek. Nie twierdzę, że szkoła jest idealna, nie, ma sporo wad, ale "zdalne nauczanie" pokazało, że może być jeszcze gorzej z edukacją.
No nic, koniec z narzekaniem, zobaczymy, co czas przyniesie.

Kilka zdjęć z moich wypraw nad jezioro, spotkałam już jedną pszczołę, a "bazie" do kwietnia zdążą przekwitnąć:


















Trzymajcie się zdrowo na ciele i umyśle 💗

czwartek, 3 lutego 2022

Podsumowanie aktywności - styczeń

Kiedy wróciłam do aktywności fizycznej w czerwcu 2020, nie przywiązywałam zbytniej uwagi do liczenia kilometrów, czy instalowania programów, które zliczają aktywności itp.
Ale od tego roku postanowiłam spisywać sobie, ile tak mniej więcej tych kilometrów robię. Mam oczywiście zegarek, ale on jakiś oporny jest do współpracy, a ja jakoś nie mam parcia na wyniki i dokumentowanie tego w jakichś aplikacjach.
W każdym razie spisywałam sobie to wszystko w kalendarzu - taka staromodna jestem ;)
I wynik - taki tam sobie: około 111 km w styczniu.

Co się na to złożyło:
- spacer wokół jeziora, na który poszliśmy 2.01, żeby się w końcu ruszyć po trudnym Sylwestrze ;)
- bieganie - mam taką trasę, która liczy sobie 4 km
- nordic walking - tu trasy dwie: jedna 7,3 km, a druga 10 km.
I na zakończenie miesiąca 8 km na nartach biegówkach, ponieważ w ostatni weekend stycznia byliśmy w Szklarskiej Porębie i w sobotę udało się nam pojeździć w Jakuszycach.

Cóż, dzieląc to przez 31 dni stycznia, średnio wychodzi jakieś 3,58 km aktywności dziennie. Szału nie ma, ale jest dla mnie jakimś wyznacznikiem i motywatorem, żeby tyłek ruszyć z domu, a że po południu coraz dłużej jest jasno, to powinno być coraz lepiej. Taką mam nadzieję.
Do pracy mam jakieś 2 km w jedną stronę, a najczęściej chodzę pieszo. To też kolejne kilometry i czas spędzony w ruchu, a nie bezruchu.

Byle do wiosny - ptaki rano tak wiosennie już świergolą, a olcha i leszczyna już pylą na całego ;)




Trzymajcie się ciepło i zdrowo :)

wtorek, 18 stycznia 2022

Po burzy świeci słońce

Połowa stycznia, a tu zero postów - mimo najlepszych chęci.
Narobiło się pogodowo wczoraj. Wybuch wulkanu na Pacyfiku, pełnia Księżyca, Blue Monday .... trochę dużo tego.
Nie wiem, jak u Was, ale moje miasto jakoś się wybroniło przed wichurą, tzn. wiać, wiało, mocno popadał deszcz, ale koło południa wyszło piękne słońce. To było niesamowite, ponieważ wczoraj czułam się pełna sił i energii, a słońce po ulewie tak mi się jakoś symbolicznie skojarzyło.
Wzięłam więc kijki i poleciałam do lasu, czyli na moją dłuższą trasę, która liczy sobie w sumie 10 km.
Za to dzisiaj - dla równowagi dołek, spadek nastroju, który podniósł się po przejściu trasy, też dyszka. Ruch to jednak podstawa, a że mam ferie, to i czasu więcej na takie wyprawy.
Często chodzę tą trasą, bo traktuję ją treningowo, a nie żeby widoczki się mi co chwilę zmieniały. Piszę to dlatego, że parę lat temu chodziłam z koleżanką, której szybko nudziła się dana trasa ... nadeszło upalne lato, ja na parę lat zarzuciłam ruch, ale w czerwcu 2020 wróciłam, a koleżanka już nie.

Pokażę Wam zatem kilka zdjęć, które robię w podobnych miejscach podczas moich nordicowych wyjść...

W niedzielę tydzień temu:




W sobotę:





Wczoraj po deszczu:








Dzisiaj też świeciło słońce:




Poniższe zdjęcia miałam wrzucić w Sylwestra albo w Nowy Rok, ale nie dałam rady. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat przeholowałam w Sylwka z alkoholem i niestety dobrze się to dla mnie nie skończyło. Chwalić się nie ma czym, wiem. Jako człowiek niepijący praktycznie, zapomniałam o podstawowej zasadzie: nie mieszaj!
Ale zanim to się stało, poszliśmy na działkę i zrobiliśmy sobie niewielkie ognisko, by spalić co stare:



Co się spaliło - czas pokaże.

Wszystkiego najlepszego dla Was wszystkich w 2022 :)