wtorek, 31 marca 2026

Nessi

To malutka, drobniutka koteczka, przekochana jak one wszystkie .... zawieźliśmy ją dzisiaj do jej nowego domu, do Poznania. Dość pewnie wyszła z kontenerka, trafiła do kuwety i zabrała się za zwiedzanie mieszkania. Czy będzie tam szczęśliwa? Oby. Jak zawsze jestem pełna obaw 
i niepokoju.
A Misio?
Leży sobie teraz na stole ze swoją siostrą Myszą - obydwa buraski. I patrzy mi miłośnie w oczy. Relaks, spokój, jakby nigdy nic. To nie on płakał dwa dni za kanapą i zasikał mieszkanie opiekunki.

Bo czy tak wygląda zestresowany kot??



Zdjęcie jest z wczoraj, z naszego domu.

W tej sytuacji zostaje z nami. On, jako jedyny boi się obcych ludzi. Wczoraj przyszedł do nas kolega, to wszystkie koty do niego podeszły, a Misio schował się pod kanapę.
Dzisiaj za to goniły się nawzajem, trochę posyczały na siebie jeszcze i spokój.
Trzymajcie kciuki za Nessi. Opiekunami są młodzi ludzie. Mam nadzieję, że podołają.

poniedziałek, 30 marca 2026

Misio

pojechał w sobotę do swojego nowego domu, a dzisiaj wrócił do nas. Płakał całe dwa dni, siedział schowany za kanapą, siku zrobił na podłogę, mało co jadł .... i dla jego dobra, wspólnie z jego niedoszłą opiekunką postanowiliśmy, że wraca do nas. Mógł mieć naprawdę fajny dom i ogólnie byliśmy zaskoczeni, że Misio tak odważny w domu, w nowym domu wszystko od początku poszło źle. Pewnie i my zrobiliśmy błędy, bo nie zostawiliśmy mu np. kocyka, tylko jedną zabawkę .... Może powinien mieć dwie kuwety, a nie jedną .... może, może, może ..... a może powinien iść do nowego domu nie sam, tylko z kimś z rodzeństwa lub na dokocenie. Nie wiem. Dziś jego była już opiekunka go nam przywiozła, mąż mój ma urlop, więc był w domu przed południem .... Lekkie zamieszanie w stadzie powstało, muszą sobie to na nowo ułożyć, a sam Misio - luz i zadowolony z powrotu. Powitał mnie, kiedy wróciłam z pracy, wybiegł jako pierwszy do korytarza, a potem chodził za mną krok w krok.

I co tu z takim zrobić?


wtorek, 24 marca 2026

Minus jeden

jak na razie. Czyli Merlinek od trzech? tygodni w swoim domu. Jego rodzina śle mi co kilka dni zdjęcia szczęśliwego kota i słowa pełne zachwytu nad nowym członkiem rodziny. Z rezydentką polubili się, nawet się już razem bawią. No i super. Takie wieści cieszą i oby tylko takie były.
Natomiast u nas Mela siedzi w osobnym pokoju już kolejny tydzień, bo się wkurzyła na młode, ale tak z konkretną agresją na nie ruszyła. W sumie nic nadzwyczajnego w przyrodzie, bo kocia matka przepędza swoje 5-miesięczne dzieci na cztery wiatry, żeby założyły swoje rodziny i między się nie parowały. Poza tym ona sama też chce już założyć kolejną rodzinę, a te by jej tylko przeszkadzały. No ale na 45 metrach kwadratowych to raczej ciężko o rozgonienie towarzystwa na cztery wiatry. Do tego kastracja nam się przedłużyła i wyszło jak zawsze. Krulewna zajmuje zatem jeden apartament, a my resztę, czyli kuchniopokój i korytarz .... Krulewna po kastracji czuje się poza tym bardzo dobrze, zrobiła się w stosunku do nas miła i miziasta, nakoankowa do tego .... w sumie dobrze, bo przesiadywania w poczekalni u weta mam serdecznie dosyć. Byłam z nią na ściągnięciu szwów, trochę powalczyłyśmy, bo szwy się już trochę wrosły, ale supełek został odcięty, część wyciągnięta, a część wyszła sama po paru dniach. No i jakoś zaczęliśmy przyzwyczajać się do nowej sytuacji, a tu wczoraj nasza Myszunia, lat sześć miesięcy ledwo co skończone, podręcznikowo weszła w rujkę. Po prostu świetnie z trzema kocurkami niekastrowanymi, jej braćmi na pokładzie. Na szczęście w tym całym pierdolniku, braciszkowie nie byli zainteresowani chowem wsobnym, do tego miałam jeszcze tabletki hormonalne, które zapodałam koteczce po konsultacji telefonicznej w koleżanką weterynarz i teraz wieczorem mała jest już spokojniejsza. Najbardziej chodziło mi o to, żeby kocurki jej nie pokryły, bo to byłaby dopiero jazda. Jeszcze jej dwie siostrzyce czekają w kolejce, ale może jedna zdąży pojechać do swojego domu. Drugą też się ktoś interesuje - niech w końcu jadą do swoich prawdziwych domów. Jeden z kocurków też ma poważną deklarację domu, mamy nadzieję, że się nie rozmyśli .... pozostały jeszcze dwa, które w najbliższych dniach planujemy wykastrować.

Co do Meli, mieliśmy konsultację z behawiorystką i będziemy próbowali włączyć ją z powrotem do stada niedługo. Mam nadzieję, że się uda, bo sytuacja nas z lekka przerosła.