sobota, 2 maja 2026

Misio i Promyczek



też już są w swoim domu. Tym razem obeszło się bez wożenia ich gdziekolwiek, bo zostali 
u nas. Dzisiaj zapadła decyzja, mimo że nie planowaliśmy mieć czwórki kotów. Ale mój mąż, chociaż nic nie mówił, nie wyobrażał sobie oddawać Promyczka komukolwiek. To jego ulubieniec. A Misio tym swoim spojrzeniem mówił mi, że on nigdzie nie chce jechać, tylko tu jest jego dom. No i tyle.
Zobaczymy, jak to wszystko wyjdzie. Na pewno utrzymanie czterech kotów różni się od utrzymywania jednego, więc jakiś fundusz musimy sobie na ten cel utworzyć. Nie mówiąc już 
o wizytach u weterynarza. Zobaczymy ....
Różnią się od Frania tym, że nie lubią leżeć na słońcu. Franio kochał słońce, wytrzymywał na balkonie ekstremalne temperatury w południe, a te nie. Teraz wolą spać w środku, bo na balkonie pełne słońce.
W piątek byłam z Promyczkiem u weterynarza, bo wymiotował karmą, to tak się zdenerwował jazdą w kontenerku, że kiedy wracaliśmy, to dostał zadyszki. Na następny raz - oby jak najpóźniej, muszę popsikać transporter feromonami. Może coś to da.

Zrobiło się nam ekstremalnie gorąco, wczoraj byliśmy kilka godzin na działce.... 
A w poniedziałek idę na maturę z polskiego, zapowiada się więc w cholere siedzenie, bo matura z polskiego trwa w cholerę godzin. I o ile kiedyś były kanapki, nauczyciele w komisji chodzili po sali, podpowiadając trochę niektórym, to teraz dla nas jest to siedzenie jak za karę. Bo tego nie wolno, tego nie wolno i tego ..... chociaż różnie to w różnych szkołach wygląda, jak się okazuje.

Udanego wypoczynku wszystkim życzę :)

czwartek, 30 kwietnia 2026

Leosia

pojechała do swojego domu w Poznaniu we wtorek. Zawieźliśmy ją osobiście, żeby poznać jej nowych opiekunów i nowy dom. Nasz maleńtas z różowym noskiem.... który rano przychodził do mnie, kładł się na klatce piersiowej, wciskając się w szyję.

W samochodzie grzeczna, trochę wystraszona. W nowym domu schowała się początkowo za kanapę, ale ciekawość była silniejsza, więc wyglądała zza niej popiskując jak myszka. Oczywiście serce moje rozpadło się po raz kolejny, chociaż wiem, że opiekunom skradła serca od razu. Jeszcze dobrze nie wyjechaliśmy z Poznania, to już była wiadomość, że mała wyszła do nich i dała się pomiziać. Niech będzie szczęśliwa z nimi.

sobota, 4 kwietnia 2026

Piszczałek

znalazł dom aż w Warszawie. Ma fajnych ludzi jako opiekunów i wszyscy mamy nadzieję, że dogadają się z rezydentem, żeby niedługo wspólnie robić zamieszanie w domu... Odwieźliśmy go dzisiaj do jego domu. W sumie autostradą to dwie i pół godziny, bo nie było korków. A poza tym, dzielnica, w której będzie mieszkał Piszczałek jest od naszej strony, nie musieliśmy wjeżdżać do miasta, czy objeżdżać je dookoła. Oczywiście, że z ciężkim sercem go oddaliśmy, tak jak pozostałą dwójkę, ale co zrobić. Zanim dojechaliśmy do domu, dostaliśmy kilka zdjęć Piszczałka od jego opiekunów.

A dlaczego zdecydowaliśmy się na zawiezienie kota samochodem? Bo po pierwsze chcieliśmy osobiście poznać jego nowych opiekunów i dom, w którym będzie mieszkał, a po drugie była opcja zwiezienia kota do Warszawy przez wolontariuszkę z fundacji, ale pociągiem. Jakoś nie widziałam tego naszego wychuchanego pieszczoszka na dworcu pełnym hałasu .... 
a w samochodzie spał i obudził się na dziesięć minut przed przyjazdem do swojego nowego domu.

Cóż, życzę Wam wszystkim tu zaglądającym zdrowych i pogodnych świąt, a jeśli nie świętujecie, to chociaż sobie odpocznijcie.