niedziela, 15 lutego 2026

Miał być dom

 ponieważ ktoś zainteresował się jednym z naszych kociąt, ale domu nie będzie. Po rozmowie, jaką przeprowadziła wolontariuszka w imieniu fundacji, okazało się, że nie ma o czym rozmawiać. Nie będę pisała o szczegółach dlaczego, ale niestety nie. Wolontariuszka ta zjadła zęby na kotach, jeśli tak można napisać, więc wie, co mówi. Mnie samej zaświeciłaby się czerwona lampka. Wiadomo, nie zawsze wszystko można wychwycić i najbardziej doświadczeni mogą się mylić ....

Zatem - komu takie słodzinki? Akurat nie o nie było zapytanie, ale obie koteczki są maleńkie i tak słodkie, że serca roztapiają. Do tego bardzo rezolutne, skoczne, kochające głaski                i zabawę? Leosia to mała gosposia, bo interesuje ją wszystko, co dzieje się w kuchni. Nessi za to uwielbia zabawę z wędką i piłeczki. Chociaż te ostatnie - żebym nie wiem, ile ich dała kotkom do zabawy, to giną w jakiejś Narni lub innej czarnej dziurze. 



A obecnie działamy w kierunku pozbycia się świerzbowca. W sobotę zapakowaliśmy cały zwierzyniec w cztery transportery i pojechaliśmy do gabinetu weterynaryjnego, bo zaniepokoiły mnie brudne uszy u kotów. Zdobywam się odznakę smarowaczki kocich uszu, a łatwe to nie jest, bo towarzystwo za bardzo współpracować nie chce. Ale jakoś sobie radzę. Może nie tak idealnie jak weterynarz, czy ktoś bardziej wyćwiczony w te klocki ....

Dzisiaj byliśmy na wystawie kotów rasowych, która odbywała się w naszym mieście. Mam mieszane uczucia co do kupowania rasowych zwierzaków, bo wychodzę z założenia, żeby raczej adoptować a nie kupować, ale świat jest jaki jest i zawsze będą chętni na rasowego kota czy psa. Ktoś z moich znajomych kupił sobie rasowego brytyjczyka krótkowłosego - z wszelkimi papierami i był to wydatek ponad 5 tys. Kolega, który ma hodowlę kotów, dał za kilkumiesięczną koteczkę prawie 10 tys. Więc jeśli ktoś sprzedaje dużo taniej, to powinno wzbudzić podejrzliwość, czy to nie jest jakieś pseudo. 

Na tej wystawie było ponad 200 kotów. Najbardziej rozśmieszyły mnie devon rexy - koty totalnie z kosmosu. Słodkie i tak brzydkie, że aż piękne ;)

Poczyniliśmy zakupy, bo stoisk z kocimi i nie tylko kocimi akcesoriami było sporo i naszym kotom kupiliśmy nowy drapak z kartonu, ale taki porządny, bo robiony przez młodych ludzi, którzy je sprzedawali. I w gratisie pani dała nam jeszcze jeden, jak usłyszała, ile mamy kotów. Bo oni oczywiście też kociarze. Kotki dostały też nową wędkę i smaczki. 

A od jutra mam dwa tygodnie wolnego, bo u nas zaczęły się ferie.


niedziela, 8 lutego 2026

Nie sądziłam,

 że opieka nad więcej niż jednym kotem, nad małym stadkiem kotów - jest tak trudna. Jakby wszystko się sprzysięgło przeciwko. Tak, mam za swoje. Nawet wypłakać się nie mam jak i komu, bo przecież sama chciałam. No to mam.

sobota, 24 stycznia 2026

Nowy rok robi się już stary

PATOSCHRONISKO W SOBOLEWIE PRZESTAŁO ISTNIEĆ!!! WSPANIAŁA WIADOMOŚĆ, DZISIAJ NAJLEPSZA 💗

Mamy już prawie koniec stycznia. A ja codziennie sobie mówię, że dziś to już na pewno opublikuję jakiś tekst, zaczynam nawet coś czasem pisać, ale potem kasuję, bo wydaje mi się to bez sensu.
Ale cóż. Sylwester minął - nam ogromnie szybko jakoś, ponieważ poszliśmy do znajomych, dawno się nie widzieliśmy i był to czas na posiedzenie sobie i pogadanie.... to siedzieliśmy i gadaliśmy i za chwilę zrobiła się północ, a po chwili druga w nocy .... to poszliśmy do domu, 
a kawałek drogi mamy, bo mieszkamy na przeciwległych osiedlach. Poprószyło śniegiem niczym cukrem pudrem na ciasto, a po paru dniach przywaliło porządnie, jak dawno u nas tyle śniegu nie było. W zeszłym roku był moment, że padało i wiało, akurat jechałam na studniówkę, niby krajową 15, ale z pól zawiewało jak za dawnych lat.
To teraz też padało i przymroziło solidnie, że po wolnych dniach z trudem samochód odpaliłam. Ale dał radę.

Kocia rodzina nadal u nas w komplecie. Kotki rosną, szaleją, tylko domów brak, jedyny jaki znają to nasz. Są bardzo ufne w stosunku do ludzi, bo kto przyjdzie, to one nie uciekają, tylko 
z zainteresowaniem obwąchują przybyłych, a niektóre pchają się na rączki i kolana. Ale demolkę też potrafią zrobić niestety .... i mam ich wtedy dość. Bo zawładnęły naszym domem i światem tak, że czasem zastanawiam się, czy to jest jeszcze mój dom, czy już niekoniecznie. Takie to mieszane uczucia we mnie się kotłują, nie ma lekko. Zresztą, a komu jest lekko? Dajcie znać 
w komentarzach, jeśli ktoś taki jest wśród nas ;)

Ferii jeszcze nie mamy, w tym roku dopiero od 16 lutego, ale oceny wystawione - z trudem mi to przyszło wielkim, ale dałam radę. Jak zawsze, tylko jakim kosztem? Mieliśmy w ferie lecieć na Fuertę, ale nie zostawimy całej czeredy na tydzień i zaliczka poszła się j....bać. Wiedziałam od początku, że ten wyjazd nie wypali. No nic, dostałam propozycję przeprowadzenia dodatkowych zajęć od marca, to ją odpracuję.

Na koniec kilka zdjęć z zimowej Wielkopolski - sprzed odwilży, która odsłoniła całą szarzyznę, śmieci, obsranych chodników i smutek tego świata, a przynajmniej mojego miasta.

Na zdjęciach nasza rzeczka i Zalew, który był kiedyś pięknym kąpieliskiem. Mocno zamarzł 
w tym roku, że odważyliśmy się wejść na lód.