środa, 15 lipca 2026

Żmija we własnym domu wyhodowana

Nie wiem, co się ostatnio dzieje, czy ktoś na mnie jakiś urok zły rzucił, czy ja sama sobie to podświadomie robię .... Promyczek ugryzł mnie lub mocno zadrapał w stopę .... boli, trochę spuchło, ledwo chodzę, bo .... boli. Oczywiście smaruję różnymi specyfikami, ale wiadomo jak to jest. Od razu to mam ranę, a jej gojenie niestety trwa.
Zaczęłam dramatycznie, to teraz opiszę, jak do tego doszło. Nie, Promyczek nie jest agresywny. Po prostu - do mieszkania wleciała osa. Nasze koty kochają polowanie na owady, więc żeby te głupole nie chciały polować na osę, to ruszyłam na nią w celu jej zatłuczenia i nadepnęłam Promyczka, który, jak to koty mają w zwyczaju, plączą się między nogami kiedy nie trzeba. A on zareagował odruchowo i obronnie. Tak się potem wystraszył tego, co zrobił, że uciekł do drugiego pokoju pod stolik i przerażony patrzył na mnie. Wzięłam go na ręce, przytuliłam, bo przecież nie jego wina w sumie. A ja się ostatnio sypię. W lutym zacięłam się mocno w palec, od lutego również boli mnie prawa ręka - od momentu pobrania krwi. Tak, wiem to dziwne, ale tak to wygląda. Możliwe, że od spania. Zaczęłam smarować ją maścią, która zawiera kamforę 
i jakaś poprawa jest. Też musi trochę to wszystko potrwać, zanim - jak mam nadzieję, wróci do pełnej sprawności.

Ktoś powie, że to wiek. Może i trochę tak, ale ja się na to nie godzę. Nie i już.

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Promyczek oraz upał vs. nasze koty

I tak maj przeszedł niepostrzeżenie w czerwiec i za chwilę czerwiec minie, pozostawiając za sobą spaloną słońcem ziemię.
Dwa tygodnie temu Promyczek miał kastrację. Po kastracji kocura raczej nie ma żadnych komplikacji. No ale Promyczek jest tym jednym na milion, u którego komplikacja pojawiła się 
i musiał być cięty po raz drugi. Najprawdopodobniej do rany weszło ziarenko piasku z kuwety, otorbiło się i niestety dało stan zapalny. Ręce mi opadły. Mam mu to miejsce teraz smarować antybiotykiem, robię to, ale kołnierza nie zakładam, bo Promyczek nie dałby rady w tym chodzić, no zobaczymy. Jakąś poprawę widzę, ciężko jednak samej go na tyle ujarzmić, żeby dokładnie obejrzeć. Może się jednak uda.
Poza tym kot szaleje, zachowuje się jak zawsze, ale czujnym trzeba być.
Weekend był ekstremalnie upalny, jak w całej Polsce. U nas w mieszkaniu temperatura wczoraj dobiła do 30 stopni, mimo rolet i wiatraka. Rolety nie były do końca zamknięte, ponieważ udusiłabym się w takim pomieszczeniu. To już wolę upał.
Koty nasze natomiast, upałów nie lubią. Nie przepadają za wielogodzinnym wygrzewaniem się na słońcu, jak to robił Franio. On kochał słońce i wytrzymywał naprawdę wysokie temperatury na balkonie. I jaki był oburzony, że w pewnym momencie musiał z niego zejść, bo płytki w paputy parzyły .... Franio ......

Tydzień temu za to pojechaliśmy w weekend nad morze. W końcu i wreszcie. Chcieliśmy sprawdzić, czy można stado zostawić samo, oczywiście z dochodzącą opiekunką. No i chyba można. Wszystko na to wygląda, że tak. Opiekunka przyszła trzy razy dziennie, dała jeść, sprzątnęła kuwety, wybawiła .... więc jest szansa, że wyrwiemy się w końcu choć na tydzień. Fakt - jest to płatna opieka, ale odkładamy na takie cele co miesiąc pieniądze. Jesteśmy naprawdę zmęczeni już i wyjazdy są konieczne.


Rok szkolny też zakończony, ze względu na wychowawstwo miałam sporo pracy, a że jestem mentorką, czyli opiekunem początkującej nauczycielki, to roboty miałam podwójnie, bo ona też ma wychowawstwo i musiałam pomóc jej ogarnąć klasyfikację, świadectwa, arkusze ocen itp. Był na to czas, ponieważ uczniowie w ostatnich dniach już do szkoły nie chodzili, albo było ich bardzo mało, więc naprawdę nie nudziłam się, bo ciągle było coś do zrobienia. Znalazłam też w końcu siły na uporządkowanie moich materiałów do lekcji, bo już ledwo to wszystko ogarniałam. W zeszłym roku nie miałam na to sił i energii. Ten rok szkolny też był dla mnie trudny, w grudniu miałam nawet taki epizod, że nie mogłam z łóżka wstać. Zadzwoniłam rano do szkoły, że biorę urlop, wyspałam się i jakoś poszło. Z naciskiem na "jakoś".
Jeszcze i tak wszystkich materiałów nie uporządkowałam, bo zabrakło mi może jednego dnia. Ale może w czasie wolnego to zrobię, bo to naprawdę bardzo pracę ułatwia.
Pomijając fakt, że jeden dzień w lipcu będę na rekrutacji w nas w szkole. Bo kiedyś, jak nie było tak sprawnego i rozbudowanego systemu, to dzieci i ich rodzice już około 5 lipca wiedziały, czy dostały się do wybranej szkoły średniej. W tej chwili, dzięki usprawniającej informatyzacji, wyniki rekrutacji są chyba 13 lipca, a bujamy się z tym prawie do końca miesiąca.
 
Nic to, udanego lata wszystkim życzę i do napisania :)

wtorek, 19 maja 2026

Mela

Pisałam, zdaje się jakiś czas temu, że odizolowaliśmy mami maluchów, bo zrobiła się agresywna do nich. Zablokowało nam to jeden pokój w mieszkaniu - mamy dwa i utrudniło życie wszystkim.
Ale w sobotę otworzyliśmy drzwi i niech się dzieje. Albo się zsocjalizuje albo trzeba będzie szukać jej nowego domu. Dziś mija czwarty dzień, koty się nie pozagryzały, aczkolwiek mruczy na nie, warczy i jak który bliżej podejdzie, to obrywa łapą. Na noc idzie spać sama, bo pewnie działoby się, a jak człowiek rano musi wstać, to dobrze jest się wyspać choć trochę.
Zobaczymy. Rady behawiorystki zadziałały na Melę średnio na jeża, dlatego zdecydowaliśmy się na ten krok. Jesteśmy już naprawdę zmęczeni tym wszystkim. Psychicznie.
Mela spędziła dzisiaj dzień na balkonie, maluchy wchodziły też tam, mami na nie burczała, ale one robią swoje. Jutro będzie gorzej, bo ja będę w pracy od rana do piętnastej, więc chyba ich nie zostawię razem, a mężu jedzie do szpitala na badania. Więc kilka dni będę w kotami sama.

To tak ku pamięci piszę.