wtorek, 24 marca 2026

Minus jeden

jak na razie. Czyli Merlinek od trzech? tygodni w swoim domu. Jego rodzina śle mi co kilka dni zdjęcia szczęśliwego kota i słowa pełne zachwytu nad nowym członkiem rodziny. Z rezydentką polubili się, nawet się już razem bawią. No i super. Takie wieści cieszą i oby tylko takie były.
Natomiast u nas Mela siedzi w osobnym pokoju już kolejny tydzień, bo się wkurzyła na młode, ale tak z konkretną agresją na nie ruszyła. W sumie nic nadzwyczajnego w przyrodzie, bo kocia matka przepędza swoje 5-miesięczne dzieci na cztery wiatry, żeby założyły swoje rodziny i między się nie parowały. Poza tym ona sama też chce już założyć kolejną rodzinę, a te by jej tylko przeszkadzały. No ale na 45 metrach kwadratowych to raczej ciężko o rozgonienie towarzystwa na cztery wiatry. Do tego kastracja nam się przedłużyła i wyszło jak zawsze. Krulewna zajmuje zatem jeden apartament, a my resztę, czyli kuchniopokój i korytarz .... Krulewna po kastracji czuje się poza tym bardzo dobrze, zrobiła się w stosunku do nas miła i miziasta, nakoankowa do tego .... w sumie dobrze, bo przesiadywania w poczekalni u weta mam serdecznie dosyć. Byłam z nią na ściągnięciu szwów, trochę powalczyłyśmy, bo szwy się już trochę wrosły, ale supełek został odcięty, część wyciągnięta, a część wyszła sama po paru dniach. No i jakoś zaczęliśmy przyzwyczajać się do nowej sytuacji, a tu wczoraj nasza Myszunia, lat sześć miesięcy ledwo co skończone, podręcznikowo weszła w rujkę. Po prostu świetnie z trzema kocurkami niekastrowanymi, jej braćmi na pokładzie. Na szczęście w tym całym pierdolniku, braciszkowie nie byli zainteresowani chowem wsobnym, do tego miałam jeszcze tabletki hormonalne, które zapodałam koteczce po konsultacji telefonicznej w koleżanką weterynarz i teraz wieczorem mała jest już spokojniejsza. Najbardziej chodziło mi o to, żeby kocurki jej nie pokryły, bo to byłaby dopiero jazda. Jeszcze jej dwie siostrzyce czekają w kolejce, ale może jedna zdąży pojechać do swojego domu. Drugą też się ktoś interesuje - niech w końcu jadą do swoich prawdziwych domów. Jeden z kocurków też ma poważną deklarację domu, mamy nadzieję, że się nie rozmyśli .... pozostały jeszcze dwa, które w najbliższych dniach planujemy wykastrować.

Co do Meli, mieliśmy konsultację z behawiorystką i będziemy próbowali włączyć ją z powrotem do stada niedługo. Mam nadzieję, że się uda, bo sytuacja nas z lekka przerosła.

niedziela, 8 marca 2026

Zawiozłam

wczoraj naszego Merlinka do Poznania, do jego nowej rodziny. W sumie już nie jest nasz. Dokumenty adopcyjne podpisane, Merlinek został członkiem sześcioosobowej rodziny, w tym pięciu ludzi i jednej kotki. Ludziom się spodobał, a z kotką jeszcze nie miał przyjemności się spotkać, bo musi nabrać zapachu tamtego domu, żeby zacząć się z nią poznawać. Mam nadzieję, że się polubią i będą razem i zgodnie w domu rozrabiać.
Rano dostałam wieści, że kot przespał nockę z jedną z córek, która dzieli z nim teraz pokój, zjadł, rozgląda się ..... i dobrze, niech mu tam będzie jak najlepiej. Chociaż nie ukrywam, że musiałam wczoraj mocno się powstrzymywać, żeby się tam nie rozpłakać. Na pożegnanie ucałowałam go, zabrałam transporterek, a on popatrzył na mnie, jakby się pytał - Hej, a ja? Naprawdę tak było.
Nowi ludzie Merlinka wyglądają na sympatycznych, normalnych, więc mam nadzieję, że intuicja mnie nie myli.

Z Mela mieliśmy jazdę o ubranko pooperacyjne. Zaczęło się od tego, że w gabinecie dziewczyny - praktykantki założyły jej to ubranko tyłem na przód. Ja tego nie zauważyłam, bo ogólnie byłam zmęczona, rozjechana, zdenerwowana i w ogóle. W drodze powrotnej Mela zsikała się i ubranko zrobiło się mokre. A ja drugiego nie miałam. Na szczęście zadzwoniłam do znajomej, która pożyczyłam mi trzy aż. Tyle, że Mela nie chciała współpracować, czemu się oczywiście nie dziwiłam, martwiło mnie tylko to, żeby jej się szycie nie rozeszło. Jakoś udało się. Ale i tak jeszcze mi coś w tym ubranku nie pasowało, ale już ją tak zostawiłam na noc. W sobotę po południu poszła w końcu do kuwety i zmoczyła drugie ubranko. Ale miałam w zanadrzu kolejne 
i stwierdziłam, że założę jej to, które znajoma zrobiła z dziecięcej koszulki. Cieńsze, lżejsze, bez szwów. W dodatku nie wkładałam jej tylnych nóg w to ustrojstwo i pojechałam do Poznania 
z Merlinkiem.

Wróciłam wieczorem, razem ze znajomą od ubranek, weszłam do Meli, a ta leży sobie wyluzowana na pufie, ubranko na podłodze, a ta cała szczęśliwa i zadowolona .... więc już jej nie zakładałam tego ustrojstwa. W sumie jakoś bardzo się tym brzuchem nie interesowała, więc co będzie, to będzie. Jutro rano okaże się, najwyżej w gabinecie jej założymy już tak, jak powinno być.
Na razie kotka je, załatwia się, jest dość spokojna, dostaje też lek przeciwbólowy 
i przeciwzapalny - z karmą.

I chociaż wydaje się to niemożliwe, ale widzę różnicę w stadku kotów, kiedy przychodzą jeść np., że jest ich mniej. A to tylko jeden kotek mniej.

Od wczoraj Mela i jedna z jej córek - Mysza są formalnie nasze. My również podpisaliśmy dokumenty adopcyjne. Chociaż tak naprawdę to nasze są od momentu zabrania ich z tych przykolejowych ruin....

Udanego tygodnia wszystkim :)


piątek, 6 marca 2026

Koty w marcu

Zaczął się marzec - srarzec. Nie przepadam za tym miesiącem, bo często coś dzieje się w nim niedobrego.

Dzisiaj Mela miała kastrację. W końcu i wreszcie. Czas najwyższy, bo hormony jej buzują, musieliśmy ją odizolować od małych, bo zrobiła się agresywna w stosunku do nich. Bardzo nam to utrudniło życie, bo mamy dwupokojowe mieszkanie, w mniejszym pokoju siedzi Mela, a reszta to my i siódemka kociąt. Bo adopcje niestety idą opornie. Jutro pierwszy kotek opuszcza nasz dom i jedzie do swojego. Mam nadzieję, że zaaklimatyzuje się tam szybko i zaprzyjaźni z kotką - rezydentką. Jego brat też znalazł dom, ale jeszcze chwilę u nas pobędzie, ponieważ jego nowa opiekunka wyjeżdża teraz na urlop. A my nie chcieliśmy, żeby mały od początku siedział sam w mieszkaniu, żeby tylko ktoś do niego przychodził. No cóż, zobaczymy.

Trzymajcie kciuki. No i za kolejne domy, żeby się w końcu pojawiły.