poniedziałek, 23 lutego 2026

Szok

lekki przeżyłam dzisiaj, kiedy to chcąc oddać dwa worki śmieci na gminne śmietnisko, zostałam zapytana przy wjeździe, czy mam kod kjuer - wiem, że inaczej się to słowo pisze ;) Bo bez kodu to nie mogę wjechać i oddać. I o tym kodzie było pisane wszędzie i w ogóle.
Moje zdziwienie, że o co cho .... było jednakowoż szczere i przekonujące i pan (gp)szokowy - skądinąd miły człowiek, odebrał ode mnie dwa worki, w których mieściły się tekstylia i drapak oraz budka Frania, które kilka lat służyły mu za schronienie na balkonie. Obie te rzeczy były już w złym stanie i gdyby Franio żył, to i tak pewnie kupilibyśmy mu nowe, żeby mógł w kolejnym sezonie uprawiać ulubiony balkoning. Drapak stał na dworze 8 lat, deszcz, nie deszcz, zima, mróz, słońce, upał ....
Kiedy Mela z kociętami trafiła do nas, musieliśmy przeorganizować całe mieszkanie i sporo rzeczy trafiło na balkon. Nie mogłam przez to wywiesić tam prania np., co bardzo mnie frustrowało i przeszkadzało. Ale dzisiaj ogarnęliśmy z grubsza tę przestrzeń i poczułam ulgę. Oczywiście, że zostało jeszcze trochę pracy, żeby doprowadzić balkon do błysku. Mela wychodziła sobie tam zimą, maluchów nie wypuszczaliśmy, żeby się nie zaplątały gdzieś i nie poprzeziębiały. Mela była kotką, która żyła na dworze, do dziś ma grube futro, nabrała trochę sadełka, więc siedziała sobie parę minut, nawet w największe mrozy. Maluchy wyszły za to dzisiaj - trochę niepewne, trochę wystraszone, troszkę było im zimno, ale ciekawość zwyciężyła. Temperatura powietrza u nas dzisiaj to 8 stopni i nawet słońce wyszło na dłuższą chwilę. A teraz pada i jest tęcza.
Poza tym musimy wymienić siatkę, bo przy Bonusie i Franiu nie musiała być jakaś wzmacniana, bo oni nie skakali po barierkach, natomiast maluchy są trochę nieobliczalne ;) a poza tym siatka już się trochę zużyła.
Kupiłam też nową miotłę i wycieraczkę i naprawdę jestem zdziwiona ulgą, którą czuję na widok w miarę ogarniętego balkonu.
Dzisiaj rano przyjrzałam się sobie dokładniej w lustrze i z pewnym szokiem zauważyłam ogromnego siniaka w okolicy łokcia i zgięcia ręki. Prawej. Przez to, że mam przecięty kciuk i uważam, żeby rany nie zamoczyć, mycie moje przez te dwa dni było nader oszczędne. Dopiero dzisiaj doprowadziłam się do większego porządku .... ręka bolała mnie po pobraniu krwi, a chyba w sobotę albo wczoraj uderzyłam łokciem w jakąś szafkę w domu. Możliwe, że osłabienie pobraniem krwi miało taki efekt.
Ranę leczę olejkami, głównie lawendowym i na tak głębokie cięcie, jest już ładnie zaschnięta. Oczywiście cały czas pamiętam, że skaleczyłam się w czwartek i muszę uważać, żeby jej nie rozwalić.
Mąż czuje się lepiej, gorączka mu minęła, stan podgorączkowy ma jedynie, ale też i kaszel. Jako, że pracę ma na zewnątrz, to jutro jedzie do lekarza i mam nadzieję, że dostanie jeszcze zwolnienie do końca tygodnia. Nie wiem, dlaczego nie dostał od razu, grypa to nie przelewki przecież ....
Wracając jeszcze do (gp) szoku - mówiąc szczerze, gdyby nie przyjęli ode mnie dzisiaj tych worków, wywaliłabym je do śmietnika pod blokiem u nas. Staram się segregować śmieci, naprawdę, ale doprowadzone jest to wszystko do absurdu i na tym nie koniec zapewne, bo zapędy nadzorców tej planety sięgają zdecydowanie dalej. Niedawno widziałam propozycję 10? różnych koszy na śmieci. Albo kosze otwierane elektronicznie, czyli pełna inwigilacja, ile razy i gdzie wrzucasz śmieci? Fakt, niektórym by się to przydało, ale dlaczego ja mam z tego powodu mieć jakieś utrudnienia? W imię zbiorowej odpowiedzialności? Niedoczekanie.
Udanego tygodnia wszystkim życzę :)

czwartek, 19 lutego 2026

Ręce opadają

 Okazało się, że chłop mój ma grypę - normalnie nie choruje, a wczoraj go zmogła gorączka do tego stopnia, że się do łóżka położył .... 39 stopni gorączki potrafi człowieka zmóc. Koty na nim się pokładają, raz ten, raz tamten .... wszyscy sobie śpią. Dzisiaj byliśmy u lekarza, bo jednak jakieś L4 wypadałoby do pracy dostarczyć ... 

A ja chciałam dzisiaj zgnieść puszkę od kociej karmy i bardzo mocno skaleczyłam się krawędzią. Nie dość, że ręka mnie boli po wczorajszym pobraniu krwi, to kciuk przeryty blachą  i owinięty opatrunkiem niczym kukiełka. 

Ręce opadają. Chociaż oczywiście wiem - ludzie mają gorsze problemy, no ale ....

Ze sprzątania zbyt wiele nie wyniknęło, odsunęłam tylko kanapę w "kocim pokoju" i znalazłam tam iście archeologiczne pokłady zabawek, żwirku z kuwet, a nawet jakiejś mojej biżuterii, którą kociątka skądś, kiedyś wywlokły.

Słońce dzisiaj u nas świeciło, ale rano było jakieś minus osiem. 

środa, 18 lutego 2026

Ferie, ferie ....

 i dzisiaj już połowa pierwszego tygodnia. Postanowiłam sobie, ale tak bez spiny, że codziennie zrobię coś, co pomoże uporać się mi z pierdolnikiem w domu. By pozbyć się w większości tego, co niepotrzebne, a zagraca przestrzeń. Nie jest to łatwe z siódemką rozbrykanych kociąt, ale możliwe. Oczywiście zaczynam coś robić, kiedy kociątka sobie słodko śpią, ale już po chwili jedno oczko otwarte, drugie, trzecie, czwarte, uszka na sztorc i jeden po drugim chcą pomagać. Cóż ..... spryskiwacz daje radę i ciekawskie zapędy futrzaków hamuje. Czasem wystarczy pokazanie butelki z wodą i już wiedzą, że nie wolno. 

Mimo, że ferie to dzisiaj poszłam na badania okresowe. Nie lubię ich, bo uprzedziłam się - nie tylko ja do doktórki, która je robi. Ma skubana jakieś chody w gminach i powiatach, że tylko z nią podpisują umowy. Chociaż teraz się uspokoiła, jest uprzejma i profesjonalna. A w okresie plandemii wymyśliła sobie, że przed badaniami każdy ma pokazać jej paszport srowidowy!!!! Jak to przeczytałam na e-dzienniku, to myślałam, że z krzesła spadnę. Akurat te badania miała mieć moja koleżanka z pracy, która też nie przyjęła wiadomego preparatu .... Emocje były ogromne, powiedziałam jej wtedy, żeby wystąpiła z oficjalnym pismem do dyrektora o wyjaśnienie tej żenującej sytuacji. No to paszport nie był w wyniku tej interwencji potrzebny, ale podczas badania pytała, czy ktoś zaczepiony. I koleżanka miała z nią ostrą dyskusję na ten temat, to znaczy powiedziała, iż nie udzieli jej tej informacji. W wyniku tego dostała zgodę na cztery lata :)))) Ja byłam kilka dni po niej i już nie było mowy o żadnych czepionkach .... 

Po południu pójdę odebrać wyniki badania krwi i zaświadczenie. Mam nadzieję, że wszystko tam będzie w porządku. Bo jak mi ciśnienie pani przy rejestracji zmierzyła, to miałam przedziwne, bo to niższe 135!! Ale w gabinecie, zmierzone tym słuchawkowym było już normalne - jak na mnie, bo dla pani doktor i tak za wysokie. Ale 130 - 140 to mam całe życie. 

Cóż .... co do porządków, to ogarnęłam długopisy i ołówki, kredki itp. W końcu kupiłam takie półeczki jak pod prysznic czasem są - przyklejane i przykleiłam je w szafie, która nie do końca jest udana, w której jest komputer. A wczoraj wyrzuciłam rzeczy, które zalegały przy maszynie do szycia. Niestety, od dłuższego czasu jej nie używam ..... Co dzisiaj będzie? Jeszcze nie wiem. 

Ogólnie spać mi się chce, bo źle spałam z powodu tych badań. Jak to u mnie często bywa - nakręciłam się negatywnie i od paru dni byłam z tego powodu bardzo nerwowa. Bez sensu - wiem.

Udanego dnia wszystkim życzę :)