środa, 18 lutego 2026

Ferie, ferie ....

 i dzisiaj już połowa pierwszego tygodnia. Postanowiłam sobie, ale tak bez spiny, że codziennie zrobię coś, co pomoże uporać się mi z pierdolnikiem w domu. By pozbyć się w większości tego, co niepotrzebne, a zagraca przestrzeń. Nie jest to łatwe z siódemką rozbrykanych kociąt, ale możliwe. Oczywiście zaczynam coś robić, kiedy kociątka sobie słodko śpią, ale już po chwili jedno oczko otwarte, drugie, trzecie, czwarte, uszka na sztorc i jeden po drugim chcą pomagać. Cóż ..... spryskiwacz daje radę i ciekawskie zapędy futrzaków hamuje. Czasem wystarczy pokazanie butelki z wodą i już wiedzą, że nie wolno. 

Mimo, że ferie to dzisiaj poszłam na badania okresowe. Nie lubię ich, bo uprzedziłam się - nie tylko ja do doktórki, która je robi. Ma skubana jakieś chody w gminach i powiatach, że tylko z nią podpisują umowy. Chociaż teraz się uspokoiła, jest uprzejma i profesjonalna. A w okresie plandemii wymyśliła sobie, że przed badaniami każdy ma pokazać jej paszport srowidowy!!!! Jak to przeczytałam na e-dzienniku, to myślałam, że z krzesła spadnę. Akurat te badania miała mieć moja koleżanka z pracy, która też nie przyjęła wiadomego preparatu .... Emocje były ogromne, powiedziałam jej wtedy, żeby wystąpiła z oficjalnym pismem do dyrektora o wyjaśnienie tej żenującej sytuacji. No to paszport nie był w wyniku tej interwencji potrzebny, ale podczas badania pytała, czy ktoś zaczepiony. I koleżanka miała z nią ostrą dyskusję na ten temat, to znaczy powiedziała, iż nie udzieli jej tej informacji. W wyniku tego dostała zgodę na cztery lata :)))) Ja byłam kilka dni po niej i już nie było mowy o żadnych czepionkach .... 

Po południu pójdę odebrać wyniki badania krwi i zaświadczenie. Mam nadzieję, że wszystko tam będzie w porządku. Bo jak mi ciśnienie pani przy rejestracji zmierzyła, to miałam przedziwne, bo to niższe 135!! Ale w gabinecie, zmierzone tym słuchawkowym było już normalne - jak na mnie, bo dla pani doktor i tak za wysokie. Ale 130 - 140 to mam całe życie. 

Cóż .... co do porządków, to ogarnęłam długopisy i ołówki, kredki itp. W końcu kupiłam takie półeczki jak pod prysznic czasem są - przyklejane i przykleiłam je w szafie, która nie do końca jest udana, w której jest komputer. A wczoraj wyrzuciłam rzeczy, które zalegały przy maszynie do szycia. Niestety, od dłuższego czasu jej nie używam ..... Co dzisiaj będzie? Jeszcze nie wiem. 

Ogólnie spać mi się chce, bo źle spałam z powodu tych badań. Jak to u mnie często bywa - nakręciłam się negatywnie i od paru dni byłam z tego powodu bardzo nerwowa. Bez sensu - wiem.

Udanego dnia wszystkim życzę :)

niedziela, 15 lutego 2026

Miał być dom

 ponieważ ktoś zainteresował się jednym z naszych kociąt, ale domu nie będzie. Po rozmowie, jaką przeprowadziła wolontariuszka w imieniu fundacji, okazało się, że nie ma o czym rozmawiać. Nie będę pisała o szczegółach dlaczego, ale niestety nie. Wolontariuszka ta zjadła zęby na kotach, jeśli tak można napisać, więc wie, co mówi. Mnie samej zaświeciłaby się czerwona lampka. Wiadomo, nie zawsze wszystko można wychwycić i najbardziej doświadczeni mogą się mylić ....

Zatem - komu takie słodzinki? Akurat nie o nie było zapytanie, ale obie koteczki są maleńkie i tak słodkie, że serca roztapiają. Do tego bardzo rezolutne, skoczne, kochające głaski                i zabawę? Leosia to mała gosposia, bo interesuje ją wszystko, co dzieje się w kuchni. Nessi za to uwielbia zabawę z wędką i piłeczki. Chociaż te ostatnie - żebym nie wiem, ile ich dała kotkom do zabawy, to giną w jakiejś Narni lub innej czarnej dziurze. 



A obecnie działamy w kierunku pozbycia się świerzbowca. W sobotę zapakowaliśmy cały zwierzyniec w cztery transportery i pojechaliśmy do gabinetu weterynaryjnego, bo zaniepokoiły mnie brudne uszy u kotów. Zdobywam się odznakę smarowaczki kocich uszu, a łatwe to nie jest, bo towarzystwo za bardzo współpracować nie chce. Ale jakoś sobie radzę. Może nie tak idealnie jak weterynarz, czy ktoś bardziej wyćwiczony w te klocki ....

Dzisiaj byliśmy na wystawie kotów rasowych, która odbywała się w naszym mieście. Mam mieszane uczucia co do kupowania rasowych zwierzaków, bo wychodzę z założenia, żeby raczej adoptować a nie kupować, ale świat jest jaki jest i zawsze będą chętni na rasowego kota czy psa. Ktoś z moich znajomych kupił sobie rasowego brytyjczyka krótkowłosego - z wszelkimi papierami i był to wydatek ponad 5 tys. Kolega, który ma hodowlę kotów, dał za kilkumiesięczną koteczkę prawie 10 tys. Więc jeśli ktoś sprzedaje dużo taniej, to powinno wzbudzić podejrzliwość, czy to nie jest jakieś pseudo. 

Na tej wystawie było ponad 200 kotów. Najbardziej rozśmieszyły mnie devon rexy - koty totalnie z kosmosu. Słodkie i tak brzydkie, że aż piękne ;)

Poczyniliśmy zakupy, bo stoisk z kocimi i nie tylko kocimi akcesoriami było sporo i naszym kotom kupiliśmy nowy drapak z kartonu, ale taki porządny, bo robiony przez młodych ludzi, którzy je sprzedawali. I w gratisie pani dała nam jeszcze jeden, jak usłyszała, ile mamy kotów. Bo oni oczywiście też kociarze. Kotki dostały też nową wędkę i smaczki. 

A od jutra mam dwa tygodnie wolnego, bo u nas zaczęły się ferie.


niedziela, 8 lutego 2026

Nie sądziłam,

 że opieka nad więcej niż jednym kotem, nad małym stadkiem kotów - jest tak trudna. Jakby wszystko się sprzysięgło przeciwko. Tak, mam za swoje. Nawet wypłakać się nie mam jak i komu, bo przecież sama chciałam. No to mam.