też już są w swoim domu. Tym razem obeszło się bez wożenia ich gdziekolwiek, bo zostali
u nas. Dzisiaj zapadła decyzja, mimo że nie planowaliśmy mieć czwórki kotów. Ale mój mąż, chociaż nic nie mówił, nie wyobrażał sobie oddawać Promyczka komukolwiek. To jego ulubieniec. A Misio tym swoim spojrzeniem mówił mi, że on nigdzie nie chce jechać, tylko tu jest jego dom. No i tyle.
Zobaczymy, jak to wszystko wyjdzie. Na pewno utrzymanie czterech kotów różni się od utrzymywania jednego, więc jakiś fundusz musimy sobie na ten cel utworzyć. Nie mówiąc już
o wizytach u weterynarza. Zobaczymy ....
Różnią się od Frania tym, że nie lubią leżeć na słońcu. Franio kochał słońce, wytrzymywał na balkonie ekstremalne temperatury w południe, a te nie. Teraz wolą spać w środku, bo na balkonie pełne słońce.
W piątek byłam z Promyczkiem u weterynarza, bo wymiotował karmą, to tak się zdenerwował jazdą w kontenerku, że kiedy wracaliśmy, to dostał zadyszki. Na następny raz - oby jak najpóźniej, muszę popsikać transporter feromonami. Może coś to da.
Zrobiło się nam ekstremalnie gorąco, wczoraj byliśmy kilka godzin na działce....
A w poniedziałek idę na maturę z polskiego, zapowiada się więc w cholere siedzenie, bo matura z polskiego trwa w cholerę godzin. I o ile kiedyś były kanapki, nauczyciele w komisji chodzili po sali, podpowiadając trochę niektórym, to teraz dla nas jest to siedzenie jak za karę. Bo tego nie wolno, tego nie wolno i tego ..... chociaż różnie to w różnych szkołach wygląda, jak się okazuje.
Udanego wypoczynku wszystkim życzę :)