Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2015

Barcelona cz. II

Wypadałoby dokończyć spacer po Barcelonie. Bo ileż można chodzić wokół bazyliki, albo autobusem w kółko jeździć? ;)
Swoją drogą, w komentarzach pod artykułem dotyczącym remontów w Poznaniu, a szczególnie Kaponiery - to taki newralgiczny punkt w mieście, rozkopany od Euro bodajże, ktoś przyrównał tenże remont do rozbudowy Sagrady. Że niby tyle samo może potrwać, bo wykonawcy ani chybi się na rzeczoną bazylikę zapatrzyli. Cóż, sprawa zostaje otwarta, bo i przy jednym, jak i drugim końca nie widać. Co tam jednakże te kilkadziesiąt lat, oby nie zapatrzyli się na budowniczych katedry w Kolonii - jej budowa trwała bodajże 600 lat. Z przerwami na wojenki, rzecz jasna, ale zawsze.
To wracajmy do Barcelony. Zostawmy na razie Poznań z jego komunikacyjnym i nie tylko, kociokwikiem.

Wielu, słysząc Barcelona - kojarzy nazwę ze słynnym klubem piłkarskim FC Barcelona. Stadion z przyległościami można zwiedzić za jakieś, chyba dwadzieścia parę euro i w naszej grupie znalazła się garstka zapaleńców, która była chętna ponieść taki wydatek i otrzeć się o to sławne miejsce ;)
My z Chłopem niekoniecznie, ale decyzją przewodnika podjechaliśmy wszyscy pod stadion, wysadziliśmy ową garstkę chętnych, dając im ze dwie godziny, a my pojechaliśmy sobie na piękny punkt widokowy ( Wzgórze Monttjuic), z którego widać Barcelonę 
i na którym można znaleźć ślady Gaudiego. Na ten punkt można również dojechać kolejką linową - będzie widoczna na jednym zdjęciu. Po drodze wstąpiliśmy również na stadion olimpijski. W 1936 roku miała odbyć się właśnie w Barcelonie antyolimpiada - w opozycji do tej berlińskiej. Niestety nic z tego nie wyszło, gdyż w tymże roku wybuchła w Hiszpanii wojna domowa, w wyniku której rozpoczął się trudny czas dla tego kraju i rządy gen. Franco.
Olimpiada odbyła się dopiero w 1992 roku. Na tym stadionie miało miejsce oficjalne rozpoczęcie, znicz został zapalony za pomocą strzały wypuszczonej z łuku, a na widowni mogło zasiąść 38 tys. widzów.
Tutaj możecie poczytać więcej zarówno o Wzgórzu, jak i stadionie - również, jak tam dojechać.

To teraz zdjęcia. Najpierw stadion Barsy ( trzy pierwsze zdjęcia), potem stadion olimpijski i Wzgórze Montjuic. Koła zębate wkomponowane w bruk, to działo Gaudiego.












 


Po tym kibice dołączyli do nas ( swoją drogą nie słyszałam jakichś wielkich zachwytów odnośnie stadionu i przyległości), rozpoczęliśmy wędrówkę po mieście. W upale takim, jak jest teraz u nas ;)
Taką sztandarową ulicą spacerową Barcelony jest tak zwana Rambla. Słowo to oznacza rzekę i faktycznie taka płynęła tam kiedyś, dość błotnista i praktycznie mało użyteczna - no chyba, że do pozbywania się niechcianych osób ;) bo dzielnica nader szemrana była, sprzyjała temu bliskość portu. W tej chwili to takie Krupówki. Rambla składa się z pięciu ulic tak naprawdę, deptak wiedzie środkiem, a po bokach jeżdżą sobie samochody. Na końcu ulicy możemy dojść do dworca kolejowego.
Nie zrobiliśmy na tej ulicy praktycznie żadnego zdjęcia, podlinkuję zatem wpisy innych osób. Zwróćcie uwagę na płytki deptaka - są faliste, mają nawiązywać do płynącej tam rzeki. A tutaj też sobie poczytajcie :)
Byliśmy ostrzegani przed kieszonkowcami i chyba nikomu z naszej grupy nic nie zginęło. Ale na ulicy było sporo policjantów, patrole piesze i samochodami też jeździli.
Na zwiedzanie ruszyliśmy prawie spod kolumny, na której stoi Kolumb. Mówią, że ustawiony został tyłem do Madrytu ;) - będzie na zdjęciu. Po prawej stronie jest port, a po lewej skręca się na Ramblę. Obeszliśmy Stare Miasto dookoła, przeszliśmy przez Plac Królewski, potem wąskimi uliczkami w kierunku Katedry św. Eulalii, do której mieliśmy wejść ..... a tu niespodzianka - ticket plis ;) 7 euro. Mieliśmy pecha, nie pierwszego na tej wycieczce - od niedawna wprowadzono w Hiszpanii opłaty za wstępy do kościołów. No cóż, miejmy nadzieję, że wielkich dochodów z tego mieć nie będą, chytrusy jedne. Nikt z nas nie pokwapił się do wyciągnięcia kasy - lepiej za to piwka się napić, albo sangriji ;) brzmi to okropnie, ale co zrobić. Lajf yz brutal.
Obejrzeliśmy sobie budowlę z zewnątrz i wyszliśmy na początek Rambli, albo jej koniec. Mieliśmy trochę czasu wolnego, usiedliśmy z Chłopem przy jednej z knajpek, zamówiliśmy sangriję oraz paellę. Sangrija to napój z wina - sangrii, z dodatkami 
w postaci owoców, goździków, lodu, soku gazowanego, może być wzmacniany jakąś brandy. Ta barcelońska była mocniejsza niż podawana w naszym hotelu ;) Bardzo dobra w każdym razie.
Pokrzepieni udaliśmy się do portu, posiedzieliśmy chwilkę na jakiejś ławce, załapując się na otwarcie molo, dwie części rozsuwają się na boki, żeby jachty mogły przepłynąć - chyba o wyznaczonych godzinach. Za dobrze tego nie widzieliśmy, bo staliśmy już na tym molo, chcąc iść dalej - nie dało się. A potem trzeba było wracać do autobusu.
Byliśmy już za Kolumbem, kiedy usłyszeliśmy jakieś krzyki, odwracamy się, a tam biegnie cała banda Murzynów z workami, a za nimi policja. Uciekający wbiegli na Ramblę, a policjancie stanęli sobie na jej początku i to wszystko.
Byliśmy w szoku, myśleliśmy, że to uchodźcy z jakiegoś statku zeszli i wieją, ale dziwiła bierność policjantów. Okazało się, że ci co wiali, to handlarze różnościami z molo. Swój towar mają na takich płachtach, w razie nalotu szybko je zwijają i w nogi.
I tak się z policjantami bawią, a policja z nimi. Podobną sytuację zaobserwowaliśmy, siedząc w tej knajpetce. Dziewczyna handlowała wachlarzami, rozłożyła je bezpośrednio na ziemi, chłopak stał obok i sprzedawał jakieś kląskające coś. W pewnym momencie dziewczyna zwinęła szybciutko swój towar, odeszła, żeby za chwilkę wrócić w to samo miejsce. Wydaje mi się, że handlarze udają, że się policji boją, a policja udaje, że chce ich złapać za nielegalny handel. A tak naprawdę, każdy chce jakoś żyć ;)

Porcja zdjęć zatem:

Zapomniałam, co jest w tym budynku - znajduje się obok portu zaraz.

Idziemy w stronę Rambli i portu, na wprost widać już kolumnę 
z Kolumbem

Kolumb na kolumnie

Plac Królewski

Gdzieś w mieście

Idziemy ....

Siedziba rządu Katalonii

Na Starym Mieście

Katedra św. Eulalli



Zdjęcie zrobione z Rambli - wieżowiec nie może być w całości użytkowany ze względu na błędy w konstrukcji - przesadzono z jego dziwacznością. Grozi w tej chwili zawaleniem, jakieś trzy, cztery piętra są użytkowane

Kapitanat portu






Wagoniki kolejki, o której pisałam wcześniej w tym poście




Kolumny na Placu Hiszpańskim, wokół są budynki targowe, które wybudowano na EXPO w 1929 roku. W oddali grające fontanny - nie byliśmy.

Jedna z kamieniczek na Rambli
Jeden dzień na Barcelonę to stanowczo za mało. A czasem wycieczki "robią" w ten sam dzień Monserrat i Barcelonę ....
Mimo wszystko, podobało się mi tam. Chciałabym kiedyś wrócić do tego miasta na dłużej i się nim spokojnie podelektować. Może kiedyś się uda.
Gratuluję wszystkim, którzy dobrnęli do końca postu, przeczytali go i obejrzeli zdjęcia :)))

Miłego popołudnia życzę :)

niedziela, 2 sierpnia 2015

Barcelona cz.I

Trochę zeszło mi z kolejnym postem wspomnieniowym. Zdjęcia czekają w kolejce, wspomnienia coraz bledsze się robią ;)
W międzyczasie ochłodziło się u nas, ale dzisiaj wróciły upały. Niczym w Barcelonie ;)
Spędziliśmy tam prawie cały niedzielny dzień. Miało to sens, gdyż ruch w mieście generowany był w większości przez turystów, 
a nie mieszkańców i pracujących w tym mieście. Samo miasto ma jakieś 1,6 mln mieszkańców, natomiast zespół miejski prawie 
5 mln. Tak, jak pisałam, Katalonia wypracowuje 20% dochodu narodowego, Barcelona dokłada się do tego w znacznym stopniu. I te roczne temperatury! Więcej możecie poczytać sobie np. na Wikipedii np. 
W ciągu kilku godzin można jedynie dotknąć miasta i zobaczyć jego najważniejsze miejsca. Szybko ;)
Co myśmy zobaczyli?
Pierwszym obiektem była Sagrada Familia, czyli katolicka bazylika, której kształt wymyślił genialny Antonio Gaudi. Budowę kościoła rozpoczęto w 1882 roku i do dzisiaj jej nie zakończono. Gaudi poświęcił temu 15 ostatnich lat swojego życia. Był jedną z pierwszych ofiar tramwajów, ponieważ wpadł pod jeden z nich i po kilku dniach umarł (1926 rok). Przewodnik mówił, że architekt trzy dni leżał w szpitalu, zanim rozpoznano, że ofiara wypadku, to genialny Gaudi.
Jego uczniowie kontynuowali dzieło mistrza, ale budowę przerwała wojna domowa w 1936 roku, plany architektoniczne zostały zniszczone, dopiero po wojnie rozpoczęto budowę na nowo.
W tej chwili, głównym architektem jest Japończyk. Dokończenie budowli planuje się na 2026 rok.
Obejrzyjcie sobie zdjęcia, a potem napiszę o moich odczuciach po ;)










Te cztery ciemne wieże są dziełem Gaudiego i te niższe części budowli z prawej strony ( drugie zdjęcie od góry) również. Reszta nie i chyba różnicę widać. Widać również, że było mnóstwo ludzi, do środka nie wchodziliśmy - bilety lepiej kupić wcześniej, tylko obeszliśmy kościół dookoła. Na piątym zdjęciu od góry widać takie jakby drzewko bożonarodzeniowe. Nazywane jest to drzewkiem pokoju.
A w parku przy bazylice fruwały sobie papużki. Trudno było je zauważyć wśród zielonych liści.
Co do moich odczuć, czy ewentualnych zachwytów - tych ostatnich nie było niestety. Część Gaudiego jakoś wygląda, natomiast reszta to dla mnie porażka. Budowla jest ogromna, bardzo, bardzo - powiedziałabym, ale chyba trochę przereklamowana. Może, gdybym zwiedziła ją w środku, byłoby inaczej, z drugiej strony - zważywszy na dzikie tłumy wszędzie - nie wiem. Może kiedyś się dowiem, ale na razie niekoniecznie miałabym ochotę to sprawdzać, stojąc najpierw w wielkich kolejkach do wejścia. Bo bilety można kupić w internecie - jedna kolejka odpada ;)
Za to park z papugami jest bardzo miły, mimo swej niewielkości ;)
I na tym zakończyliśmy zwiedzanie bazyliki w Barcelonie :)
Na zakończenie pierwszej części, kilka zdjęć z okien autobusu. Chwyciłam barcelońskie taksówki - wszystkie czarno - żółte, a na klapie od bagażnika mają napisane, w które dni nie pracują. Po mieście można poruszać się rowerem miejskim, a dla jeżdżących skuterami, są specjalne parkingi, których u nas nie uświadczysz.
Do tego kamienice, oraz ciekawe rozwiązane skrzyżowania - zobaczcie, że nie przecinają się pod kątami prostymi, tylko są jakby pościnane. Ma to usprawniać poruszanie się po barcelońskich ulicach i może coś w tym jest.











Żeby Was nie zanudzić, rozbijam ten post na dwa. Ciąg dalszy zatem nastąpi.

Do miłego :)