jak na razie. Czyli Merlinek od trzech? tygodni w swoim domu. Jego rodzina śle mi co kilka dni zdjęcia szczęśliwego kota i słowa pełne zachwytu nad nowym członkiem rodziny. Z rezydentką polubili się, nawet się już razem bawią. No i super. Takie wieści cieszą i oby tylko takie były.
Natomiast u nas Mela siedzi w osobnym pokoju już kolejny tydzień, bo się wkurzyła na młode, ale tak z konkretną agresją na nie ruszyła. W sumie nic nadzwyczajnego w przyrodzie, bo kocia matka przepędza swoje 5-miesięczne dzieci na cztery wiatry, żeby założyły swoje rodziny i między się nie parowały. Poza tym ona sama też chce już założyć kolejną rodzinę, a te by jej tylko przeszkadzały. No ale na 45 metrach kwadratowych to raczej ciężko o rozgonienie towarzystwa na cztery wiatry. Do tego kastracja nam się przedłużyła i wyszło jak zawsze. Krulewna zajmuje zatem jeden apartament, a my resztę, czyli kuchniopokój i korytarz .... Krulewna po kastracji czuje się poza tym bardzo dobrze, zrobiła się w stosunku do nas miła i miziasta, nakoankowa do tego .... w sumie dobrze, bo przesiadywania w poczekalni u weta mam serdecznie dosyć. Byłam z nią na ściągnięciu szwów, trochę powalczyłyśmy, bo szwy się już trochę wrosły, ale supełek został odcięty, część wyciągnięta, a część wyszła sama po paru dniach. No i jakoś zaczęliśmy przyzwyczajać się do nowej sytuacji, a tu wczoraj nasza Myszunia, lat sześć miesięcy ledwo co skończone, podręcznikowo weszła w rujkę. Po prostu świetnie z trzema kocurkami niekastrowanymi, jej braćmi na pokładzie. Na szczęście w tym całym pierdolniku, braciszkowie nie byli zainteresowani chowem wsobnym, do tego miałam jeszcze tabletki hormonalne, które zapodałam koteczce po konsultacji telefonicznej w koleżanką weterynarz i teraz wieczorem mała jest już spokojniejsza. Najbardziej chodziło mi o to, żeby kocurki jej nie pokryły, bo to byłaby dopiero jazda. Jeszcze jej dwie siostrzyce czekają w kolejce, ale może jedna zdąży pojechać do swojego domu. Drugą też się ktoś interesuje - niech w końcu jadą do swoich prawdziwych domów. Jeden z kocurków też ma poważną deklarację domu, mamy nadzieję, że się nie rozmyśli .... pozostały jeszcze dwa, które w najbliższych dniach planujemy wykastrować.
Co do Meli, mieliśmy konsultację z behawiorystką i będziemy próbowali włączyć ją z powrotem do stada niedługo. Mam nadzieję, że się uda, bo sytuacja nas z lekka przerosła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo miło mi, jeśli zostawiasz komentarz :) Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć.