pojechała do swojego domu w Poznaniu we wtorek. Zawieźliśmy ją osobiście, żeby poznać jej nowych opiekunów i nowy dom. Nasz maleńtas z różowym noskiem.... który rano przychodził do mnie, kładł się na klatce piersiowej, wciskając się w szyję.
W samochodzie grzeczna, trochę wystraszona. W nowym domu schowała się początkowo za kanapę, ale ciekawość była silniejsza, więc wyglądała zza niej popiskując jak myszka. Oczywiście serce moje rozpadło się po raz kolejny, chociaż wiem, że opiekunom skradła serca od razu. Jeszcze dobrze nie wyjechaliśmy z Poznania, to już była wiadomość, że mała wyszła do nich i dała się pomiziać. Niech będzie szczęśliwa z nimi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo miło mi, jeśli zostawiasz komentarz :) Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć.