poniedziałek, 9 marca 2015

Dwa samce na pokładzie

Wczoraj Chłop mój wrócił do domu po trudach kopalnianych biegów. Wszedł do domu, wniósł tysiąc nowych zapachów, 
a Bonusek zwiał pod łóżko. Może to przypadek, ale chwilę przed jego przyjściem, kotek udał się zachowawczo do sypialni, normalnie przebywa tam, gdzie ja jestem. 
Postąpiwszy trochę niepedagogicznie chyba, po kilkunastu minutach, wyciągnęłam stwora z jego kryjówki, żeby przyszedł się przywitać z nowym Personelem. Dał się Chłopu pogłaskać i po chwili czmychnął do kryjówki. Musiała minąć dłuższa chwila, kiedy ciekawość zwyciężyła i kitek do nas przyszedł. Naprawdę mi ulżyło. Obwąchał bardzo dokładnie kurtkę Chłopa, która wisiała jeszcze na krześle - jakiś zapach go tam przyciągał, bo kilka razy podchodził do niej.
A potem było już coraz lepiej, poszedł z nami spać, ułożył się w nogach łóżka i grzecznie spał do jakiegoś bladego świtu, kiedy to wstał i zaczął zaczepiać nie mnie, ale Chłopa. Na szczęście, kiedy powie się Bonuskowi, że ma iść spać, to daje się o tej porze namówić :)
Rano mąż dał kotkowi jeść i można było zacząć nowy dzień ;) Mam nadzieję, że już będzie ok.

Chłop przyjechał niezmiernie zadowolony, chociaż ze stłuczonym kolanem, bo się przewrócił na jakichś płytach. Źle to nie wygląda, zobaczymy, co będzie dalej.
Ten bieg jest już z serii ekstremalnych, więc i ekstremalni ludzie tam przyjeżdżają. Z odżywkami, smarowidłami, planami treningowymi .... po występach na innych, równie ciężkich biegach. Ten mój, to się czuł między nimi, jak totalny amator he,he .... Dziwili się ,że np. nie ma planu treningowego, tylko ubiera się, wychodzi i idzie pobiegać na dłuższej trasie lub krótszej :)) 
No cóż, kto co lubi ;)
Ale co zauważył? Otóż dostali tam takie izotoniki z gwiazdą w nazwie. To taki szajs słodzony aspartamem. Wyobraźcie sobie, że prawie nikt tego nie pił! Dobre, co?
A propos tych napitków. Jechałam w sobotę pociągiem na zawody. Obok mnie usiadła w pewnym momencie jakaś młoda dziewczyna. Patrzyłam sobie w okno i nagle doleciał mnie fetor, jakby ktoś się, za przeproszeniem, na rzadko zdefekował. Patrzę zszokowana na bok, a to owa młoda osoba otworzyła sobie butelkę z kolejnym szajsem, który ma dodawać skrzydeł. Matkoicurko, co tam w środku jest, to tego nie wie nikt.
Z tymi opowieściami zostawiam Was na początek tygodnia. I z Bonuskiem na kolanach. Chociaż właśnie zeskoczył i pije wodę - tak śmiesznie, bo głównie macza sobie łapkę i ją oblizuje.

Kilka zdjęć, zrobionych wczoraj i to ostatnie dzisiaj. Bonusek się na nim nie myje, tylko zlizuje wodę. Na pierwszym bacznie obserwuje wróbelki na balkonie, w karmniku:







Idę biegać, a stwór kombinuje, jak tu szafę przesuwną otworzyć ;) Teraz znów wróbelki na tapecie. Bonusek takie śmieszne dźwięki wydaje na ich widok ;)

Miłego dnia wszystkim :)

sobota, 7 marca 2015

Bonus i edit ze zdjęciami

Bonus to imię kota, który od kilkunastu minut jest u mnie w domu. Na razie chodzi i obwąchuje teren. Pokazałam mu kuwetę, zjadł trochę jedzonka, połasił się i ruszył ponownie na obchód terenu.
Jego historię można przeczytać tutaj.
Mam nadzieję, że nasze wspólne życie się ułoży. Póki co jestem z lekka oszołomiona tym wszystkim ;)

A Chłop dalej w kopalni z drużyną walczy ....
Jutro pozna się z Bonuskiem.

Miłego wieczoru :)

Dałam radę zrobić dwa zdjęcia. Kotek leżał sobie w korytarzu i czyścił podłogę ;) Wszedł też na tapczan, zjadł trochę, wypił trochę wody, pobawił się piłeczką, powłaził w jakieś kąty, żeby sprawdzić, co tam jest ...




środa, 4 marca 2015

Skowronek spod pierza

Czasem lubię zaglądać na strony z przysłowiami, a że dzisiaj dość charakterystyczne imieniny w kalendarzu, to parę powiedzeń z tej okazji się znalazło. Czy prawdziwe? Nie wiem.
Choćby tytułowy skowronek. Całość brzmi następująco: Na świętego Kazimierza wyjdzie skowronek spod pierza.
Nie omieszkam tego dzisiaj sprawdzić, chociaż kilka dni temu wydawało się mi, że słyszałam na polu skowronka :) I widziałam takie małe, szarawe ptice, które harcowały na polach właśnie. 
Cóż mamy dalej?

Dzień świętego Kazimierza resztki zimy uśmierza.
Jeżeli na świętego Kazimierza pogoda, to na ziemniaki woda (na wykopki).
Na świętego Kazimierza pełno już młodego zwierza.
W dzień świętego Kazimierza zima do morza zmierza.
Jak w Kazimierza pochmurno, o jarzynę nietrudno.
Na Kazimierza dzień się z nocą przymierza.

Inne przysłowia można znaleźć tutaj.

U nas dzisiaj trochę słońca, wczoraj sypnęło śniegiem, który całkowicie stopniał dopiero koło południa, potem pojawiło się słońce, powiało dość silnie - ot, taki marcowy misz masz, jak w całej Polsce zapewne ;)
Staram się nie poddawać przedwiosennej melancholii, ale marca boję się od jakiegoś czasu. Bo rok temu, Chłop mój miał właśnie w marcu operację, a cztery lata temu udar. I jak słyszę, że go coś boli, to skóra mi cierpnie. Mnie też czasem coś pobolewa, ale u niego takie pobolewania zamieniały się potem w lawinę bólu i kłopotów. Dlaczego w marcu? Nie wiem. Zaczęłam się nad tym zastanawiać w kontekście jego pewnej rodzinnej sytuacji, która też miała miejsce w marcu i nie ważne, że dawno temu. Jeszcze z nim na ten temat nie rozmawiałam, bo dopiero wczoraj do mnie ta zbieżność dotarła.
Zobaczymy.
W każdym razie, Chłop jedzie na weekend do kopalni w Bochni. Nie będzie tam bynajmniej robił konserwacji napędów podziemnej kolejki, tudzież naprawiał kolejowych mechanizmów ;) Nic z tego, chociaż różnie to bywa ;) Otóż w Bochni odbywać się będzie bieg sztafetowy, właśnie w tejże kopalni. Trwać będzie 12 godzin! Ponoć to bardzo prestiżowy z biegów, bo nie każda drużyna może tam wystąpić. Zwycięzcy z zeszłego roku - ileś tam pierwszych miejsc, mają oczywiście występ gwarantowany, a reszta bierze udział w losowaniu - kilka tygodni wcześniej, rzecz jasna ;)
Mój załapał się do drużyny dość przypadkowo, rzekłabym. Chociaż przypadków ponoć nie ma ;) Otóż w tym roku nie było za bardzo chętnych do tego biegu, tym zeszłorocznym "harpaganom" ( tym mianem określamy osoby bardzo "napalone" na sport 
i biorące udział w różnych ekstremalnych zawodach i mających bardzo dobre wyniki - podoba się mi to słowo :)) nie pasowało, M. się do występu nie pchał, bo przecież są lepsi w klubie od niego ... w sumie, on taki najgorszy też znowu nie jest, ale sztafeta zdawała się być poza jego zasięgiem. 
Los czasem szykuje różne, dziwne niespodzianki ;) Mam nadzieję ,że dobrze im pójdzie :)

Oj, pochmurno się zrobiło w tej chwili. Pewnie za moment sobie popada.

Miłego dnia wszystkim życzę, bez względu na pogodę za oknem. Nie dajmy się jej i nadchodzącej pełni :)