sobota, 14 marca 2015

Walka o fotel

Bynajmniej nie chodzi mi o prezydencki. O nie, nie ... ale o inny, równie ważny dla mnie, jeśli nie ważniejszy. Fotel przy komputerze. Mebel jak mebel. Ani nowy, ani w jakimś idealnym stanie, "skóra" mu już powoli złazi .... wraz z przybyciem Bonusika do naszego domu, fotel stał się bardzo pożądaną miejscówką, której zdobycie wymaga refleksu, sprytu i odrobiny bezczelności ;)
Post dedykuję przede wszystkim tym osobom, które pożądają więcej zdjęć Bonusa ;) 

Najpierw Bonusik na swoim ulubionym miejscu.
Wystarczyło wstać na chwilkę po aparat:




Seria: znajdź 10 różnic w ułożeniu kota. Poza tym powiększamy i zachwycamy się łapeckami, ogonkiem i uszkami ;)




Bonus przyjechał do nas z kompletem zabawek, w tym z ulubioną myszką. W ferworze zabawy, myszka została wciśnięta gdzieś pod łóżko i kupiliśmy mu drugą. Bawił się niczym prawdziwą - drapieżnik jeden ;)




Ciężko było strzelić fotkę, a poza tym Bonusek pokazał mi, ile mam w domu kurzu :(( Fstyt :(( Czas na wiosenne porządki ;)
A na koniec wiadomość sprzed chwili. Chłop mój siedział przy komputerze, na fotelu, Bonusek wskoczył sobie na parapet, potem mimochodem wszedł na poręcz fotela, również mimochodem wlazł Chłopu za plecami, usiadł na skraweczku wolnego miejsca, rozepchnął się od niechcenia łapkami i już :)) Przecież dla dwóch osób też wystarczy, prawda?


I co zrobić w tej sytuacji, droga redakcjo??

piątek, 13 marca 2015

Bonus bez zadyszki

Dla spragnionych wieści o Bonusie - naszym nowym współlokatorze. Kotek ma się dobrze. Jest niesamowicie przytulaśny 
i spokojny. Czy tęskni? Nie wiem, bo nie mam porównania. W każdym razie apetyt mu dopisuje, chciałby więcej, ale tu trzymamy się zaleceń poprzedniego Personelu, bo nie chcemy, żeby się zapasł. A potrafi wymuszać, robiąc oczy niczym kot ze Shreka niemalże ;) Dostaje swoją porcję rano, najczęściej to Chłop mu miseczki napełnia, bo wcześniej wstaje, a potem, jeśli jestem 
w domu, przychodzi do mnie, zerka znacząco na puste już michy, ociera się o nogi, a jak zrobiłam sobie kanapkę, to miał wzrok głodzonego kotecka :)) No bo ode mnie nic dzisiaj nie dostał, prawda???
Około 5-5.30 jest gotowy do rozpoczęcia nowego dnia, ale nie reagujemy na jego znaczące mruczenie, chodzenie i wstajemy trochę później. Śpi oczywiście z nami, na swoją podusię, przywiezioną z domu nie zwraca w ogóle uwagi. Poza tym pokłada się po krzesłach, fotelach, umie otworzyć sobie szafę przesuwną w sypialni i tam czasem siedzi ...
Jak ma ochotę, to się bawi piłeczką, myszką, wędką - trochę ruchu musi być. Bacznie obserwuje wróbelki na balkonie, ale jeszcze trochę i ich już tam nie będzie ;)
Na kolankach też lubi sobie posiedzieć. Lubi, jak całe stado jest razem, w jednym pomieszczeniu :) Nie psoci, nie zrywa firanek, nie zwala nic z półek - póki co ;) To bardzo spokojny, kochany koteczek.


W takim skupieniu obserwuje ptaszki :)) Ogon mu cały chodzi jak wahadło, mruczy coś sobie ...
Strasznie boi się odkurzacza, ale inne sprzęty nie wzbudzają takiej paniki, na szczęście. Zmywarka, blender, za pralką nie przepada, ale nie chowa się, kiedy jest włączona. Tak powoli przyzwyczajamy się do siebie.

Natomiast na niwie sportowej odniosłam mały - wielki sukces. Przedwczoraj było zimno, ale mimo to wyszłam na marszobieg. Kiedy skończyłam, wiał przenikliwy wiatr. Stwierdziłam więc, że spróbuję pobiec do domu, zamiast iść. I tę odległość przebiegłam !!! Bez zadyszki !!! Trochę ponad pół kilometra, jakieś 600 metrów mi mapa Googla wymierzyła. Jeśli chodzi o mnie, jest to wyczyn na miarę półmaratonu ;)) Z radości mi łzy poleciały, jak doleciałam do domu. Zresztą od soboty mam łzy na wierzchu, bo biedny Bonusik, bo coś tam i coś tam ..... a tu jeszcze coś takiego. I to ja tego dokonałam??
Dzisiaj też tyle samo przebiegłam, zresztą :) 

Miłego weekendu wszystkim :)

poniedziałek, 9 marca 2015

Dwa samce na pokładzie

Wczoraj Chłop mój wrócił do domu po trudach kopalnianych biegów. Wszedł do domu, wniósł tysiąc nowych zapachów, 
a Bonusek zwiał pod łóżko. Może to przypadek, ale chwilę przed jego przyjściem, kotek udał się zachowawczo do sypialni, normalnie przebywa tam, gdzie ja jestem. 
Postąpiwszy trochę niepedagogicznie chyba, po kilkunastu minutach, wyciągnęłam stwora z jego kryjówki, żeby przyszedł się przywitać z nowym Personelem. Dał się Chłopu pogłaskać i po chwili czmychnął do kryjówki. Musiała minąć dłuższa chwila, kiedy ciekawość zwyciężyła i kitek do nas przyszedł. Naprawdę mi ulżyło. Obwąchał bardzo dokładnie kurtkę Chłopa, która wisiała jeszcze na krześle - jakiś zapach go tam przyciągał, bo kilka razy podchodził do niej.
A potem było już coraz lepiej, poszedł z nami spać, ułożył się w nogach łóżka i grzecznie spał do jakiegoś bladego świtu, kiedy to wstał i zaczął zaczepiać nie mnie, ale Chłopa. Na szczęście, kiedy powie się Bonuskowi, że ma iść spać, to daje się o tej porze namówić :)
Rano mąż dał kotkowi jeść i można było zacząć nowy dzień ;) Mam nadzieję, że już będzie ok.

Chłop przyjechał niezmiernie zadowolony, chociaż ze stłuczonym kolanem, bo się przewrócił na jakichś płytach. Źle to nie wygląda, zobaczymy, co będzie dalej.
Ten bieg jest już z serii ekstremalnych, więc i ekstremalni ludzie tam przyjeżdżają. Z odżywkami, smarowidłami, planami treningowymi .... po występach na innych, równie ciężkich biegach. Ten mój, to się czuł między nimi, jak totalny amator he,he .... Dziwili się ,że np. nie ma planu treningowego, tylko ubiera się, wychodzi i idzie pobiegać na dłuższej trasie lub krótszej :)) 
No cóż, kto co lubi ;)
Ale co zauważył? Otóż dostali tam takie izotoniki z gwiazdą w nazwie. To taki szajs słodzony aspartamem. Wyobraźcie sobie, że prawie nikt tego nie pił! Dobre, co?
A propos tych napitków. Jechałam w sobotę pociągiem na zawody. Obok mnie usiadła w pewnym momencie jakaś młoda dziewczyna. Patrzyłam sobie w okno i nagle doleciał mnie fetor, jakby ktoś się, za przeproszeniem, na rzadko zdefekował. Patrzę zszokowana na bok, a to owa młoda osoba otworzyła sobie butelkę z kolejnym szajsem, który ma dodawać skrzydeł. Matkoicurko, co tam w środku jest, to tego nie wie nikt.
Z tymi opowieściami zostawiam Was na początek tygodnia. I z Bonuskiem na kolanach. Chociaż właśnie zeskoczył i pije wodę - tak śmiesznie, bo głównie macza sobie łapkę i ją oblizuje.

Kilka zdjęć, zrobionych wczoraj i to ostatnie dzisiaj. Bonusek się na nim nie myje, tylko zlizuje wodę. Na pierwszym bacznie obserwuje wróbelki na balkonie, w karmniku:







Idę biegać, a stwór kombinuje, jak tu szafę przesuwną otworzyć ;) Teraz znów wróbelki na tapecie. Bonusek takie śmieszne dźwięki wydaje na ich widok ;)

Miłego dnia wszystkim :)