Internet pełen jest dobrych rad, ale zawsze jest to stąpanie po cienkim lodzie niepewności.
Nasza Mela dostała wczoraj rujkę. Liczyłam się z tym, ale celowałam raczej styczeń/luty.
No cóż, telefon do lecznicy, doktor kazał przyjść po receptę na hormony, żeby wyciszyć objawy. Wiadomo, ruja jest stanem fizjologicznym, ale kotka w rui wokalizuje, jest niespokojna i jak masz w domu jeszcze siódemkę jej dzieci i twój stan psychiczny jest jaki jest, to trzeba zadbać też o swój dobrostan, żeby nie wybuchnąć jak Etna, zasypując wszystko i wszystkich dookoła swoją frustracją i złością. Jak wszystko się unormuje, czyli za jakiś miesiąc, to umówimy się na kastrację kotki, bo nie zamierzam, rzecz jasna, stosować u niej hormonalnego hamowania rui.
Wczoraj rozkruszyłam jej tabletkę i wymieszałam z surowym mięsem - nie chciała jeść. To podałam jej po kawałku do pyska - zjadła. A dzisiaj obtoczyłam kawałek w ulubionym masełku - też zjadła.
Tak to można kotom tabletki podawać :)
Jeszcze czeka nas wizyta u lekarki weterynarii, specjalistki od jelit. Mela nie lubi jeździć samochodem, więc może być gorzej niż z podaniem tabletki, ale może jakoś się uda.
Wazne, żeby Mela nie jadła przed wyjazdem, bo wtedy może wymiotować. Najgorszs sa tabletki na odrobaczenie,bo gorzkie i duże, trzeba dzielić.
OdpowiedzUsuńI tak będzie musiała być na czczo ( nie wiem, jak mi się to uda), bo raczej na 100% będzie miała robione USG, a kto wie, czy nie powtórzone badanie krwi. Więc będzie głodna i zła, bo ona kocha jeść. Tabletkę na odrobaczenie też jej podawałam w karmie - bez problemu.
UsuńTrzymam kciuki!
Usuńrozumiem, że doktor coś napomknął o sterylizacji, bo kolejna niepokryta rujka może skończyć się ropomaciczem, a to oznacza spore kłopoty... nie chcę wchodzić w kompetencje doktora, ale póki co na uśmierzenie objawów zamiast hormonów preferowałbym hydroxyzynę, 10 mg /dawka "dziecięca"/, kociczka "prześpi biedę" i będzie po sprawie... akurat te małe, czerwone pigułeczki są dość łatwe do podania... za to pomysł "na masełko" faktycznie działa...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Nawet nie musiał napomykać, bo ja osobiście tego dopilnuję i umówię po świętach termin zabiegu. Co do leków - tu już zdam się na razie na naszego weterynarza, bo już zaczęłam podawać ten lek, a jak się doczytałam, hydroksyzyna to lek psychotropowy, więc też nie taka bułka z masłem. No i na receptę.
UsuńDobrze, że znalazłaś sposób, pamiętam problem z podawaniem tabletek naszej suczce!
OdpowiedzUsuńMela akurat zjada te leki, ale Franio już taki nie był i dokładnie tak jest, że wiele zwierzaków nie daje się złapać na lep masełka, czy mięsa.
UsuńMoje słoneczko kochane! Ileż ja już z tymi moimi słoneczkami przeszłam przez te 25 lat, to moje! 🐈⬛😻😍💝
OdpowiedzUsuńTak, każde słoneczko jest inne 💗
UsuńPięknie, że znalazłaś sposób na podanie Meli tej tabletki:-) Mój Puszek to lekoman:-) Bez problemu pożera wszystkie tabletki. Zjadłby i moje więc trzymam je pod kluczem. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńNa szczęście Mela to łakomczuch, więc poszło gładko. Tabletki u nas też muszą być pochowane, bo jest wielu chętnych na próbowanie i zabawę.
UsuńCzasami mam wrażenie, że najlepszą metodą jest ogłuszenie kota obuchem w łebek, wtedy wciskamy mu tabletkę i po sprawie... Oczywiście taki żarcik.
OdpowiedzUsuńLidziu, z okazji świąt również życzę Ci i Twoim najbliższym wszystkiego co najlepsze i najwspanialsze. Niech to będzie piękny i owocny czas. Pozdrawiam świątecznie
Dobre z tym ogłuszaniem :))) niektóre koty są tak anty, że naprawdę ciężka sprawa, jak trzeba podać jakieś leki.
UsuńZa życzenia bardzo dziękuję, Tobie też życzę wspaniałych Świąt 🎄🎄🎄