wtorek, 19 kwietnia 2016

Wiosna wokół mnie

Generalnie na blogach rządzą w tej chwili kwitnące drzewka, kfiatki, trawa zielona, listki takież i co tam jeszcze... ciekawa rzecz z tymi liśćmi ( kurde, obsesję już mam). Wiosną wszyscy zachwycają się nimi, jakie piękne, zielone, świeże ... Przychodzi jesień i cóż słyszymy od dużej części społeczeństwa?
- Te cholerne liście .... leżą wszędzie ... bałagan tylko robią ... ciągle trzeba je zgrabiać, wymiatać, zamiatać i co nie tylko.
Ludzie drodzy - może ustalcie w końcu, czy je lubicie, czy nie. Co? 
A może małe przypomnienie z lekcji biologii w szkole podstawowej? Fotosynteza - mówi Wam to coś? Narzekacze drodzy?
Krótka powtórka zatem.
Co wytwarza się w wyniku fotosyntezy?
Brawo! Tlen oczywiście, bez którego nie moglibyśmy żyć.
A gdzież to się owa fotosynteza odbywa? Pamiętamy?? Szybciutko, myślimy, myślimy, szukamy odpowiedzi .... jest?
Brawo! W zielonych częściach roślin! Czyli przede wszystkim w liściach.
Wniosek nasuwa się zatem sam. Bez liście nie funkcjonujemy. Proste.

Wybaczcie mi ten dziwny wstęp, wszyscy stali bywalcy mojego bloga. Wiem dobrze, że większość z Was kocha drzewa, jesienne liście i nie przeszkadza Wam rzekomy bałagan, który głównie jesienią dzieje się przez rzeczone.
Nie do Was są te słowa kierowane.
Mimo, że w szkole żadnej mnie nie chcą, to jednak pedagogiczne zapędy pozostały ;)

Pokażę Wam zdjęcia, które zrobiłam niedawno ( 6. kwietnia) obok mojego bloku. Za każdym razem, kiedy tamtędy przechodzę, ogarnia mnie złość i smutek z powodu ludzkiej głupoty i bezmyślności.
Tak wyglądają krzewy i drzewa w moim otoczeniu:








Dużo lepiej to dzisiaj nie wygląda ...
Powód? Bardzo wczesną jesienią zostały ścięte razem z liśćmi i bardzo mocno przycięte. 
Pan gospodarz zaoszczędził sobie pracy.

Nie mogłam być na zebraniu wspólnoty, ale przeszłam się do biura kilka dni później i nawiązałam między innymi do tych nieszczęsnych roślin. Okazało się, że takich świrusów jak ja jest więcej, więcej osób zwróciło uwagę na powyższe i ktoś 
z zarządu rozmawiał z gospodarzem na ten temat.
Taaaa ..... zobaczymy jesienią.

Druga pocieszająca rzecz jest taka, że mimo iż przedwczoraj wyprałam Chłopu memu empetrójkę i słuchawki, bo nie zauważyłam, że miał je w kieszeni kurtki, to okazało się, że po praniu wszystko działa :)
Sprzęcik jest z gatunku prościutkich i tanich, ale cieszy, że oparł się działaniu wody i detergentu :)
Chłop wrócił w niedzielę z półmaratonu poznańskiego albowiem, ciuchy miał mokre i brudne, bo padało. Wrzuciłam cały kłąb do pralki, bez sprawdzania kieszeni i dopiero przy zdejmowaniu z suszarki, poczułam, że coś tam się znajdowało i nie były to chusteczki ;)

Udanego dnia wszystkim życzę :) 
U nas zachmurzyło się, oziębiło i pewnie będzie padać.

niedziela, 10 kwietnia 2016

"Dziwne" uszytki

Chcę pokazać moje "dziwne" uszytki, które popełniłam pod koniec marca, mając w perspektywie spotkanie z naszą blogową koleżanką Anią - Panterą.
Do spotkania niestety nie doszło, zapakowany prezent wysłałam więc Ani do Niemiec. I teraz mogę go pokazać na swoim blogu, w ramach uwalniania tkanin na blogu Zapomniana Pracownia.
W szyciu pomagał mi dzielnie nasz czarny pomocnik. Nie wiem, jak poradziłabym sobie bez niego :))



Nasycił poza tym, swoim zapachem wszystko dookoła, dzięki temu Panterkowa Miećka z wielkim zainteresowaniem obwąchała wszystko, co zostało przysłane. Najwyraźniej swój swego wyczuł.
A moje uszytki to teoretycznie podkładki pod kubek, czy filiżankę. Ale mogą mieć inne zastosowanie, rzecz jasna. Chociaż nie wiem, jakie ;)




Udanej niedzieli wszystkim życzę :)
U nas pogoda taka sobie, bo pada i zimno. Trudno. Kwiecień - plecień.

piątek, 1 kwietnia 2016

Chrońcie dzieci swoje ...

... 
Post mój kieruję szczególnie do mam i babć małych dzieci. Do ojców i dziadków, oraz starszego rodzeństwa i kuzynostwa też ;)
Otóż przed Świętami wybraliśmy się z Chłopem do marketu. A tam, w koszu leżały sobie różne książki i książeczki dla dzieci szczególnie.
Z ciekawości zajrzałam i trafiłam na książkę o kotach - tytułu już nie pamiętam. Zaczęłam ją sobie przeglądać, cóż jeszcze nowego o kotach można napisać i czegóż to się dowiedzieć - mam na myśli wiedzę nader podstawową, a nie na poziomie kursów dla behawiorystów ;)
I cóż to moje znękane oczy ujrzały? Taki to ciekawy fragmencik, który musiałam, no musiałam sfotografować i się z Wami podzielić:


Normalnie wstrząsnęły mną te wiadomości. W życiu nie przypuszczałam, że koty są tak niebezpieczne, że dzieci należy 
w jakąś siatkę spowijać, żeby kot, niedajbukznarwią się przy nich nie położył .... bo a nuż tętniczkę przegryzie, albo oddech wyssie, albo ogonem nosek zatka i dziecko się udusi ... 

Co Wy na to?

Bo mnie zatkało.
Wiem doskonale, że dzieci plus zwierzęta równa się nadzór osób dorosłych. I nawet najbardziej zaprzyjaźniony zwierzak może udrapnąć, czy ugryźć. Ale siatka??
Wiem również, że koty nie przepadają często za dziećmi i nie szukają ich towarzystwa. Zwłaszcza koty starsze, które wcześniej nie wychowywały się z dziećmi - jak np. nasz Bonus.
I wiem również, że temperatura ciała kota jest wyższa niż człowieka, w tym dziecka też i to chyba kot ogrzewa człowieka, 
a nie na odwrót. Nie wszystkie koty lubią się do człowieka przytulać - miałam i takie, i takie - to wiem ;)
Dawno już żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak ww., której nie kupiłam oczywiście, tylko jakby przypadkiem mi w ręce wpadła ;)

A tak poza tym ... zmieniając temat.
W Wielki Czwartek miałyśmy spotkać się z Panterką, która jechała na święta do rodziców. W wersji bardzo optymistycznej, jej autobus jechał przez moją mieścinę. Okazało się jednakże, że na wysiadanie chętnych nie ma, więc drugą opcją był mój przyjazd do Konina. Tam na pewno wjechał, zawsze to większa miejscowość ;), a poza tym mnóstwo osób z tamtych rejonów pracuje w Niemczech, mając rodziny w Polsce.
Niestety, spotkanie do skutku nie doszło, ponieważ autobus miał koszmarne spóźnienie i kiedy koło 3.45 wysłałam Ani smsa z zapytaniem, gdzie jest ( powinna w Poznaniu), otrzymałam odpowiedź, że ..... pod Berlinem.
A ja w ten dzień jechałam na pogrzeb do Poznania. Zmarła osoba z bliskiej rodziny, więc sprawa oczywista, że 
w uroczystości będę uczestniczyć. 

Za to w piątek, do mych drzwi zadzwonił zdyszany pracownik Poczty Polskiej i wręczył mi paczkę. 
Wyobraźcie sobie, że Pantera wysłała ją w czwartek po południu, a ja miałam ją w piątek przed południem!
Żaden priorytet to nie był. Zaskoczone byłyśmy obie :))

Bonus żywo zainteresował się pudełkiem i sznurkiem:


Po odpakowaniu, okazało się, że to nie paczka z jedzonkiem, ale może, a nuż ;) czujnym trzeba być:


Co to mogło być??
Odpakowałam z reklamówki, a tam ....


.... 1000 pojazdów szynowych, 26 najpiękniejszych podróży koleją na świecie, oraz niemieckie koleje żelazne przez 175 lat :)))
Albumy super, jest co czytać i oglądać :))

Jeszcze raz dziękuję Ci, Aniu :*****

U nas dzisiaj było słonecznie, chociaż wietrznie, ale daje nadzieję na ciepełko, więcej energii życiowej i tak w ogóle, sami wiecie ....

Miłego weekendu życzę :)

PS. A wiesz, że kiedy skończysz czytać tego posta i spojrzysz w okno, to zobaczysz za nim wielkiego, zielonego 
i uśmiechniętego smoka?
W skarpetce natomiast, zrobiła się Tobie wielka dziura na pięcie he,he ;)