Od razu uspokajam te osoby, które mogły zaniepokoić się tytułem posta. Nic złego się nie działo.
Od jakiegoś czasu pobolewało mnie w biodrze. Cóż, tak to już jest ponoć, że jak po czterdziestce nic nie boli, to oznacza, że nie żyjesz.
Bardzo mi się taka koncepcja i postawienie sprawy nie podoba i nie zgadzam się na nią. Ale wiadomo, ja mogę się nie zgadzać, a mój organizm ma na ten temat zgoła inne zdanie.
Przyznaję się ,że na te moje bóle biodrowo - lędźwiowe sobie sama zapracowałam. Zbyt długim siedzeniem przy komputerze i nieprawidłowym siedzeniem.
Do tego doszła aktywność na bieżni z podciśnieniem ( koleżanka mnie namówiła, ale już nigdy więcej!!), bo nie obwiniam zwykłego biegania i chodzenia z kijkami ;)
Niby bardzo mnie nie bolało, ale było to dość upierdliwe, więc desperacko zgodziłam się na wizytę rehabilitanta w domu. On już u nas był, dwa razy Chłopa mego skotłował, znany jest w naszej mieścinie ogromnej rzeszy ludzi, z biegaczami na czele i tak sobie jeden drugiemu go poleca.
Jest to albowiem nie tylko rehabilitant, jakich wielu, tylko dodatkowo osteopata. Część z Was zna pewnie to pojęcie, a dla innych podstawowe wiadomości z Wikipedii
tutaj.
Chłopak jest niesamowity. Młody, bardzo zaangażowany w to, co robi, ciągle dokształcający się, dociekliwy ... do tego przystojny i lubiący koty :)
Miałam strasznego cykora przed tą wizytą, nawet łudziłam się przez chwilę, że już do nas nie dojedzie ;) bo pora już późna, ale napisał smsa, że ma kilkadziesiąt minut poślizgu - taki gość solidny :))
Ehhh ....
Szykowałam się jak na randkę :)) Bo wiadomo, chłopak niejedno widział, ale na pewno lepiej się mu pracuje, kiedy pacjent jest czysty i estetyczny.
Przyjechał zatem, na wejściu zachwycił się po raz kolejny Bonusem, że taki duży i niesamowity, potem przeprowadził ze mną wywiad, w międzyczasie pogłaskał ze dwa razy kota, który z godnością przyjął te wszystkie hołdy ...
A potem się zaczęło. Najpierw kilka testów, skierowanych głównie na moje biodra - okazało się, że nic mnie tam nie boli, przy ruchach w te i wewte ... po testach przystąpił do zasadniczej części występu.
Ja pier .... dzielę, jak to bolało!!
Tortury nie miał końca, czasem nawalało mniej, a czasem tak, że od razu gorąco się zrobiło ...
A wcale jakoś mocno nie uciskał - ponoć ;) tylko posklejane tkanki tak się zachowują, kiedy wiadomo, gdzie je przycisnąć.
O dziwo, jednakże, po zabiegach wstałam bardzo rześka, lekka, spać mi się odechciało - normalnie nie wierzyłam.
W nocy też mnie nic nie bolało, rano wstałam skoro świt, czując się doskonale, mimo lekkich obrzęków w uciskanych miejscach. Ale bez siniaków.
Taka to ciekawa metoda jest.
Za jakieś 3 tygodnie będzie powtórka najprawdopodobniej, zobaczymy, jak organizm zareaguje na to wszystko.
I oczywiście muszę pamiętać o skróceniu czasu przesiadywania przed kompem, oraz o prawidłowym siedzeniu.
Tak to się mi tydzień zaczął :)
Rzecz ważna - Bonus podszedł do naszego gościa, kiedy ten go zawołał, dał się po raz kolejny pogłaskać - to też jest jakimś wyznacznikiem ;), bo kot nasz nie do każdego podchodzi.
Okazało się, że rodzice pana W. mają kota, z którym on również mieszkał i który w domu rządzi.
I to jest bardzo fajne i pozytywne :)
Do miłego zatem :) Niech ten tydzień będzie dla nas udany, chociaż pogoda średnia, bo zimno.
Z rękawiczkami się przeprosiłam ;)