ponieważ ktoś zainteresował się jednym z naszych kociąt, ale domu nie będzie. Po rozmowie, jaką przeprowadziła wolontariuszka w imieniu fundacji, okazało się, że nie ma o czym rozmawiać. Nie będę pisała o szczegółach dlaczego, ale niestety nie. Wolontariuszka ta zjadła zęby na kotach, jeśli tak można napisać, więc wie, co mówi. Mnie samej zaświeciłaby się czerwona lampka. Wiadomo, nie zawsze wszystko można wychwycić i najbardziej doświadczeni mogą się mylić ....
Zatem - komu takie słodzinki? Akurat nie o nie było zapytanie, ale obie koteczki są maleńkie i tak słodkie, że serca roztapiają. Do tego bardzo rezolutne, skoczne, kochające głaski i zabawę? Leosia to mała gosposia, bo interesuje ją wszystko, co dzieje się w kuchni. Nessi za to uwielbia zabawę z wędką i piłeczki. Chociaż te ostatnie - żebym nie wiem, ile ich dała kotkom do zabawy, to giną w jakiejś Narni lub innej czarnej dziurze.
A obecnie działamy w kierunku pozbycia się świerzbowca. W sobotę zapakowaliśmy cały zwierzyniec w cztery transportery i pojechaliśmy do gabinetu weterynaryjnego, bo zaniepokoiły mnie brudne uszy u kotów. Zdobywam się odznakę smarowaczki kocich uszu, a łatwe to nie jest, bo towarzystwo za bardzo współpracować nie chce. Ale jakoś sobie radzę. Może nie tak idealnie jak weterynarz, czy ktoś bardziej wyćwiczony w te klocki ....
Dzisiaj byliśmy na wystawie kotów rasowych, która odbywała się w naszym mieście. Mam mieszane uczucia co do kupowania rasowych zwierzaków, bo wychodzę z założenia, żeby raczej adoptować a nie kupować, ale świat jest jaki jest i zawsze będą chętni na rasowego kota czy psa. Ktoś z moich znajomych kupił sobie rasowego brytyjczyka krótkowłosego - z wszelkimi papierami i był to wydatek ponad 5 tys. Kolega, który ma hodowlę kotów, dał za kilkumiesięczną koteczkę prawie 10 tys. Więc jeśli ktoś sprzedaje dużo taniej, to powinno wzbudzić podejrzliwość, czy to nie jest jakieś pseudo.
Na tej wystawie było ponad 200 kotów. Najbardziej rozśmieszyły mnie devon rexy - koty totalnie z kosmosu. Słodkie i tak brzydkie, że aż piękne ;)
Poczyniliśmy zakupy, bo stoisk z kocimi i nie tylko kocimi akcesoriami było sporo i naszym kotom kupiliśmy nowy drapak z kartonu, ale taki porządny, bo robiony przez młodych ludzi, którzy je sprzedawali. I w gratisie pani dała nam jeszcze jeden, jak usłyszała, ile mamy kotów. Bo oni oczywiście też kociarze. Kotki dostały też nową wędkę i smaczki.
A od jutra mam dwa tygodnie wolnego, bo u nas zaczęły się ferie.


Kochana, ferie to powinnaś mieć dłuższe, aby i dla siebie cos wygospodarować za opiekę nad kocim towarzystwem:-)
OdpowiedzUsuńKoty jak małe dzieci, ciągle cos im dolega...
Niestety, wolnego na nie nie dostanę ;) W sumie dobrze by było, gdyby ktoś nas na parę dni odciążył, żebyśmy mogli sobie gdzieś pojechać .... bo na razie nic z tego, niestety ....
UsuńOch szkoda. Znam osoby uważane za cuda, a diabły straszne...czasami ciężko wyczuć. Dobrze, ze tu sie udało. Sercem życzę, by kotki dom znalazły szczesliwy.
OdpowiedzUsuńPrzemiłych dwóch tygodni Ci życzę, by jakieś miłe wieści sie pojawiały. Usciski. :)
Dziękuję Ci za miłe słowa. Niech się spełnią i te domy dla kociaków się pojawią. Ściskam :)
UsuńSzkoda, że adopcja nie doszła do skutku, ale lepiej że nie doszła, jeśli kociczce miałoby tam być źle a Ty martwiłabyś sie o nią.
OdpowiedzUsuńZ czterema kontenerami pojechaliście? Że też Wam sie to w samochodzie zmieściło!:-)
Też ostatnio kupiliśmy nowy drapak z kartonu dla naszej kotki (w Biedrze). I przez kilka pierwszych chwil był szał radosci i ekstazy z powodu kocimietki. A potem juz zero zainteresowania. Teraz piękny drapak - domek stoi a kotka omija go szerokim łukiem? Kto pojmie psychikę kotów - dziwaków?!:-))
Uściski serdeczne dla Ciebie Lidko i zyczenia byś dała radę troszke odpocząć w te ferie. Od kotków pewnie nie, ale przynajmniej od uczniów, codziennej dreptaniny do pracy....♥
Jasna sprawa, co do adopcji. To musza być zdecydowani, wspaniali ludzie, którzy jeszcze bardziej niż ja pokochają te nasze kotki.
UsuńTrzy kontenerki zmieściły się na tylnym siedzeniu, a jeden - właściwie torbę, mąż trzymał na kolanach. Japę darła tradycyjnie Mela i dwóch jej synków, którzy są do niej bardzo podobni. A reszta nie.
Z drapakami to już tak bywa. Najpierw entuzjazm, a potem lekceważenie. Może Twoja kotka wróci jeszcze na drapak. Nasze używają, ostrzą sobie pazurki, leżą na nich .... ale różnie to jest i też miejscówki sobie zmieniają.
Odściskuję Olu, dziękuję za miłe słowa :)
Szkoda, że dom okazał się nieodpowiedni. Ale trzeba z tym uważać i sprawdzać, bo ludzie uważają, że wystarczy chęć, a są kompletnie nieprzygotowani i nieodpowiedzialni.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak jest. Czekamy i szukamy dalej.
UsuńKoty i psy powinny mieć godne warunki, ale czasem dochodzi do przesady. Moja przyjaciółka kocha zwierzęta i dba o nie, kotki i pies mieszkają w domu, choć dom jest na wsi. Mają wszystko co im potrzeba: kochających ludzi, miękkie legowiska, dobre jedzenie, opiekę weterynaryjną, psiego fryzjera. Gdy chciała przed wielu laty zaadoptować pierwszego psa, powiedziała w schronisku, że chce tego, który jest tu najdłużej i którego nikt tu nie chce, aby dać mu dom i aby przeżył godnie ostatnie lata. Schronisko chyba z chęcią pozbyło się mocno starszego psa. Był naprawdę kochany, zadbany, hołubiony, leczony, miał bardzo dobre życie. W ten sposób przejęła opiekę nad trzema starszymi schorowanymi psami, jeden po drugim. To było dla niej bardzo duże obciążenie psychiczne, bo każde odejście psa było okupione rozpaczą i płaczem przez kilka miesięcy. Po ostatnim piesku pani ze schroniska powiedziała, że coś jej te psy za często odchodzą i nie dadzą jej następnego. Koleżanka poprosiła o wgląd w jej adopcje, żeby kobieta zobaczyła jakie psy brała w opiekę: starsze i schorowane. Popłakała się oczywiście, pani w schronisku nieco spuściła z tonu i powiedziała, że zastanowią się, najpierw niech wypełni ankietę. I było tam pytanie, ile czasu pies będzie na dworze. Napisała, że ile zechce, choćby cały dzień, jeśli będzie pogoda, bo mają domek na ogrodzonej działce 30 arów i cała ona jest dla pieska. A poza działkę co najmniej na godzinę na spacer po polach będzie wychodził. Odmówiono jej psa, bo to za mało! Płakała chyba z tydzień, potem pojechała do innego schroniska i zaadoptowała młodego 2-letniego wariatuńcia. Przepraszam, że się rozpisałam, ale teraz po tych psich aferach w ogóle nie mam zaufania do pracowników schronisk dla zwierząt. Nie chcę snuć teorii spiskowych, ale chyba faktycznie wolą sobie zostawić te biedne schorowane psy i na nich żerować zbierając kasę. Nie mówię, że wszędzie, natomiast teraz trzeba patrzeć na ręce nie tylko potencjalnym adoptującym , ale i pracownikom schronisk.
OdpowiedzUsuńJa to bym z ulic zgarnęła wszystkie bezdomniaki, tylko boję się, że sąsiedzi by mnie eksmitowali:)
Dobrze, że opisałaś tę historię, bo i takie się zdarzają. Przegięcie w drugą stronę. I oczywiście, że czasem chodzi o kasę, co wypłynęło na jaw do szerokiej masy ludzi przy okazji Sobolewa czy Bytomia. O czym wiedzieli tylko ci, którzy zajmują się pomocą bezdomniakom. U nas to gmina prowadzi schronisko, szefem jest komendant Straży Miejskiej, jest oczywiście prężnie działający wolontariat. Po plandemii zostało tam kilkanaście psów i ten stan się utrzymuje, tzn. dochodzą nowe psy, ale wiele jest adoptowanych. Tak to z zewnątrz wygląda.
UsuńKawałek miejsca też trzeba mieć dla zwierzaków, to fakt :)
Znam dom w którym kot jest głównym mieszkańcem. Mieszka w tym domu także siostra mojego męża, ale zawsze mówi, że ona mieszka u kota.:-))
OdpowiedzUsuńPogłaskaj swoje koteczki ode mnie.
Dziękuję bardzo :) pogłaskam :) Mam wrażenie, że te nasze są zdziwione, kiedy przed południem jesteśmy w domu. Weekend weekendem, ale reszta dni? ;)
Usuń