wtorek, 10 czerwca 2014

Pozdrowienia z Japonii

To mi GosiAnka niespodziankę zrobiła :)) Wczoraj po południu, kiedy wróciłam do domu, w skrzynce czekała na mnie kartka 
o egzotycznym wyglądzie.
O taka:


Śliczna, prawda? Tyle kwitnących wiśni, panie pięknie odziane z pieskami. 
Co prawda, jeśli chodzi o zwierzątka, mieliśmy z Chłopem dylemat, co to jest, bo wyglądają trochę jak  koty, ale jakoś Japończycy z kotami się nam nie skojarzyli, więc stwierdziliśmy, że to psy.

Na drugiej stronie są trzy stempelki, jeden jest niezapisany, to go pokazuję. Bardzo ciekawy :)


Żołędziowy ludzik przyszedł mi na myśl.

I znaczek, taki, jak u Was, ale z wyraźnym stemplem. Kartka szła równy tydzień, co zważywszy na odległość, jest bardzo dobrym wynikiem. 




Gosiu - sprawiłaś mi tą kartką dużą przyjemność i miłą niespodziankę. Dziękuję Tobie i TCO też :))
Bardzo, bardzo dziękuję :)

Z doniesień pogodowych - u nas się ochłodziło, pada i trochę grzmi. Wyglądało groźnie na mapie burzowej, ale wyładowania ominęły moje miasto i poszły sobie na południe. Jak miło z ich strony ;)

Co do sobotniego biegu - daliśmy radę. Ja zrobiłam sobie marszobieg, mąż zadowolony z czasu, a bratanek przez pierwszy kilometr dotrzymywał kroku starszym chłopakom z jednego z klubów sportowych w Poznaniu, więc dla każdego coś dobrego.
W tę sobotę kijkowy Wrocław, obejrzałam sobie trasę na filmie, nieźle, bo pójdziemy głównie w parku. Regulamin surowy, ale nie dziwię się, bo ludzie to mali oszuści i zobaczymy, jak się sędziowie sprawią. Gorzej, jak ja dostanę ostrzeżenie he, he .... chociaż nie mam w zwyczaju podbiegać, czy kombinować coś z kijkami. W sensie, że odpychać się nimi na boki, a nie równolegle np.

Zobaczymy.

Dalej pada i to dość mocno, burza w oszałamiającym tempie poszła sobie dalej.

Miłego dnia wszystkim życzę :) 

sobota, 7 czerwca 2014

Jak przygotować się do występu na zawodach

Sezon  wiosenno-letnio-jesienny obfituje w liczne imprezy biegowo - kijkowe, w których to bierzemy udział: mój Chłop i ja, wraz 
z innymi oszołomami z rodziny i z powiększającego się kręgu znajomych.
Wzięcie udziału we wszystkich jest niemożliwe, bo ilość przewyższa liczbę wolnych weekendów, jak również, póki co istniejemy 
w liczbie pojedynczego człowieka, jeśli chodzi o ciało, bo z jaźnią to już różnie bywa. Wystarczy wejść sobie na stronę np. maratony polskie, albo Polska biega i zasypani jesteśmy ogromem propozycji spędzenia czasu wolnego.
Aż tak napaleni znowu nie jesteśmy, trzeba realnie spojrzeć na zasoby sił i finansów, coś tam się zawsze wybierze, żeby pasowało i dogodny dojazd był.
Ale wcześniej należy się do występu, tak, tak, bo to jednak występ jest, odpowiednio przygotować. Nie mam na myśli nudnych, prawie codziennych treningów, bo ileż można pokazywać na blogasku maki i przejazd kolejowy. Chodzi mi o stylizację, bo na imprezach tego typu są media, tu i ówdzie czają się reporterzy z aparatami i człowiek musi jakoś wyglądać. W tym temacie jestem kompletnie początkująca, bo wizaż nigdy nie leżał w kręgach moich bliskich zainteresowań, od czego jednak Internet?
Niedawno wpadł mi w oko fantastyczny filmik instruktażowy, którym chciałam się z Wami podzielić. Zawiera mnóstwo ciekawych spostrzeżeń i godny jest uwagi. Nawet osób, które na co dzień sportu nie uprawiają.
Zobaczcie:



Autorka filmu opowiada, co prawda, o stylizacji na maraton, myślę jednakże, iż na pomniejsze biegi jej rady też będą miały zastosowanie.

Moje spostrzeżenia po obejrzeniu.

Zaistniał w tej chwili pewien problem z moimi butami. Nie maluję się bowiem, prawie wcale i kupując buty nie pomyślałam, że powinny pasować do makijażu. Są koloru czarnego z białą podeszwą, z niewielkim różowym elementem. 
Jakieś pomysły? ;) 
Mam pewną wizję mojego makijażu, wizja ta wygląda dość demonicznie. Z drugiej strony może zacznę jakiś nowy trend 
w biegowo - kijkowej stylizacji?? ;)
Co do włosów. Autorka filmu ma krótsze niż ja, więc jej rady się do mnie nie stosują. Ale dziewczyny z dłuższymi włosami, wiążą je po prostu w kitkę, nieco wyżej, bliżej czubka głowy, wystarczy szybko iść, albo biec nawet truchcikiem, kitka kołysze się na wszystkie strony i sprawiasz wrażenie energicznie biegnącej ( na zdjęciach, oczywiście). Proste? Proste!

Dzisiaj tak właśnie sobie włosy zwiążę :))) 
Jedziemy do Poznania, na taki jeden lokalny bieg, dystans 5 km, czas na przebiegnięcie - godzina. Spoko. Kameralne biegi  mają swój urok :)

Za tydzień jedziemy już dalej i z kijkami. Do Wrocławia :))
Jeśli któraś z koleżanek z Wrocławia, czy okolic będzie miała czas i chęci, żeby przyjść pokibicować nam i poznać się na żywo ze mną i z moim Chłopem, to będę się bardzo cieszyć :)
Startujemy na dystansie 11 km, krótszym pogardziliśmy, nie po to człowiek taki kawał drogi jedzie, żeby przespacerować się 
4,5 km, prawda?
Impreza odbywa się przy Hali Stulecia, w sobotę.
Dajcie znać np. na maila, to dopracujemy szczegóły. 

U nas piękne słońce, ciepło, sobota - słychać odkurzacze i głośną muzę relaksujących się ... dobrze, że wracamy dopiero wieczorem, nie przepadam za sobotami spędzanymi w domu.

Miłego weekendu życzę :)

P.S. Z boku bloga umieściłam banerek z jedwabnym candy u Ilony. Biorę w nim udział, bo lubię jedwabne rzeczy. Nie, żebym ich miała zatrzęsienie w szafie, w tej chwili żadnej nie mam, ale może apaszka będzie moja? Od czegoś trzeba zacząć.

środa, 4 czerwca 2014

Jakież one mają niebieskie oczy!

Trochę dziwna ta tegoroczna wiosna. Nie tylko pod względem bujności kwiatów i roślinności wszelakiej, która cieszy oko i ducha. U nas na ten przykład , zrobiło się zatrzęsienie glap wszelkiego rodzaju. Wydaje mi się, że aż tyle nigdy ich nie było. Wrzeszczy toto i kotłuje się pod dachami bloków, gdzie uwiło sobie gniazda, oblega tłumnie śmietnik - trudno się dziwić, zresztą. Zabraliśmy ich terytoria, to próbują dostosować się do zmieniającej rzeczywistości.
Trochę przerąbane mają osoby, które mieszkają na ostatnim piętrze, bo doskonale słyszą pukające i przemieszczające się ptaki. Cóż .....
Jako, że nasz nowy sprzęt robi dobre zbliżenia, to dzisiaj chwyciłam aparat i z balkonu zrobiłam trochę fotek. Dwie mniejsze kawki, jeszcze nie do końca wypierzone, stały sobie na daszku wejściowym do naszej klatki. Jedna z nich siedziała w rynnie, łypiąc niebieskim okiem, starsze co chwila do nich dolatywały, a te broniły swojego terytorium. Dodawszy do tego zachmurzone niebo, wychodzi sceneria prawie gotowa do jakiegoś horroru ....
Zobaczcie zresztą.






Te za to, broniły chyba swojego gniazda. 


Ale, żeby nie było, iż tylko walczą i złowrogo łypią oczami. Te siedziały sobie na dachu przeciwległego bloku i przytulały się do siebie. Możliwe, że jest to para ze zdjęcia wyżej.



Na parapecie też trzeba sobie posiedzieć:


 Gdzie nie gdzie przemykają wróbelki i jaskółki. Tych ostatnich jest niewiele - też trudno się dziwić.


Trochę mnie rzeczywistość przytłacza, jest szansa jednakże, że odkurzę maszynę do szycia i coś na niej wymodzę. 
A u Oli Jawor piękny wiersz motywujący. Zadałam go sobie do poczytania, kilka razy dziennie.

Bo w końcu, nie przesadzajmy, zdrowa jestem, na zawody się szykuję, a inne rzeczy to takie dziwne dodatki, które trzeba 
z siebie strząsnąć.

Spokojnych snów życzę :)