Tak, jak pisałam w poprzednim poście - na sportowo. Kiedyś, gdy chodziłam do szkoły podstawowej, obowiązkowo musieliśmy uczestniczyć w pochodach pierwszomajowych. Większość z Was pamięta zapewne doskonale te czasy.
Byłam bodajże w trzeciej klasie podstawówki, pani od wuefu wymyśliła sobie, że dziewczynki ubiorą się w kostiumy gimnastyczne - takie czarne, z rękawkami do łokcia i czerwonymi lamówkami, nauczy je wymachiwać rękoma w jednym rytmie, którą to sekwencję przedstawią przed trybuną honorową, ustawioną dzień wcześniej na Rynku naszego miasta.
Jak wymyśliła, tak uczyniła. Ja też byłam w tej grupie. Jedna ze starszych dziewcząt miała gwizdek, naszym zadaniem było słuchać jej i gwizdania, machając równo rękoma. Jak wyszło, tak wyszło, na pewno nie równo ;) ale to nieistotne. Kto by tam pamiętał na drugi dzień o tym. Niestety nie mam żadnego zdjęcia z tego pokazu.
Przypomniałam to sobie, tak a propos dzisiejszej aktywności. Fajnie było :)) W zeszłym roku poszliśmy w pięć osób: ja z moim chłopem, najlepszy kumpel chłopa z żoną i żony tej koleżanka. Bez większych przygotowań, ale te 5 km cała nasza piątka przeszła z kijkami. W tym roku, grupa powiększyła się o kilka osób, z nami przyjechał bratanek, namówiliśmy też koleżankę, która miała niesamowite opory, ze strony "poznańskiej" doszła jedna osoba biorąca udział w biegu i personel pomocniczy. Zadaniem personelu pomocniczego jest pilnowanie dobytku - dobytek zawsze można dać do depozytu, oczywiście, jak również dokumentacja fotograficzna naszych występów. Warto go zatem mieć.
W grupie byli biegacze na 5 km i kijkowcy też na 5 km.
Wszyscy w pięknym stylu doszliśmy do mety, nawet oporna początkowo koleżanka, która zrobiła niezły wynik. A co namarudziła, że nie da rady, to jej ;) Taa, w lesie robi więcej, gadając przy tym :))
Warto brać udział w takich imprezach :)
Co do pierwszomajowych wspomnień, to pokażę Wam moje zdjęcie z pierwszej klasy.
Poprzebierani byliśmy za dzieci różnych narodów, a na tych tabliczkach widniał napis NIE.
Na zdjęciu widnieje grupa Indianek, Indian i kowbojów, oraz ich dam serca. Ja też na nim jestem. Gdzie? Pozgadujcie, proszę :))
Tak w ogóle, to miałam być przebrana za Chinkę. Ale strzeliłam strasznego focha, że nie chcę, nie pamiętam, czy nawet moja mama w tej sprawie do szkoły nie została poproszona :)) Koniec, końców, Chinką nie zostałam, a jaka była przyczyna mej niechęci do tegoż przebrania?
Bardzo prosta ;) Otóż nie miałam najmniejszej ochoty łazić po ulicy, na pochodzie w piżamie, która to miała być elementem chińskiego stroju.
Miłego i udanego wypoczynku życzę :) Ładnej pogody również.
U nas zrobiło się zimno, niestety.
