sobota, 30 maja 2015

Co Heine miał na myśli?

Oto moje tłumaczenie wiersza H. Heinego:

W przepięknym miesiącu maju,
kiedy pękały wszystkie pąki,
wtedy w moim sercu
wzeszła miłość.

W przepięknym miesiącu maju
kiedy wszystkie ptaki śpiewały
wtedy postawiłem jej
moją tęsknotę i pragnienie ( albo żądanie - słowo Verlangen ma wiele znaczeń).

Nigdy nie pisałam wierszy, czasem tylko jakieś rymowanki w Waszych blogowych zabawach, ale taka poezja to już nie moja bajka ;)) Jestem bardzo prozaiczna ;)
To jest w miarę dosłowne tłumaczenie wiersza Heinego, wiemy już mniej więcej o co chodzi, więc teraz kolej na Was :) Na Waszą interpretację tego pięknego utworu, bo po niemiecku brzmi on naprawdę ładnie i składnie. Opublikowany został w 1827 roku. 
Kto ma zatem ochotę, niech przyjmie moje zaproszenie do zabawy :)) Pomysł jako pierwsza podsunęła Errata w komentarzu do poprzedniego postu.
Epoka romantyzmu minęła i to dość dawno, czasy stały się dzikie i pełne materializmu, ale w wielu z nas drzemią tęsknoty, które bliskie były romantykom. Rzecz jasna, ci niemieccy żyli w innych uwarunkowaniach politycznych niż polscy, z zaborcami walczyć nie musieli, stąd też trochę inna tematyka ich utworów. Nie jestem, zresztą specjalistką od literatury romantycznej, ale to nie ważne w tym momencie.

Miłego rymowania, albo i nierymowania, a interpretowania literackiego życzę :) 

piątek, 29 maja 2015

Moja sakura

Bardzo się mi to słowo podoba. Jest takie zwiewne i tajemnicze, jak kwitnące wiśnie, czy też u nas w Polsce inne drzewa owocowe. Gdzieś wyczytałam o inicjatywie w Polsce, polegającej na znalezieniu sfotografowaniu kwitnących drzewek owocowych i pochwaleniu się zdjęciami. Zdjęcia zrobiłam, ale dopiero teraz je trochę uporządkowałam. Przedstawiają kwitnące jabłonie i mirabelki na mojej kijkowej drodze, oraz drzewko wiśniowe w ogrodzie moich rodziców. Wisienka jest nieduża, ale to dorosłe drzewo, często pięknie owocuje, chociaż ja za wiśniami nie przepadam.
I tak ku pamięci, zapraszam do oglądania:



















Kwiaty te zachwycają mnie za każdym razem, a tak krótko są na drzewach. Tak w ogóle mam wrażenie, że ta tegoroczna wiosna mnie jakoś ominęła. Dlatego tyle różnych zdjęć porobiłam, chodząc z kijkami, ale to dziwne odczucie pozostało.
Od kilku lat, zawsze w maju przypomina się mi wiersz Heinricha Heinego - niestety nie znalazłam polskiego tłumaczenia, chociaż na pewno istnieje :

Im wunderschönen Monat Mai,
Als alle Knospen sprangen,
Da ist in meinem Herzen
Die Liebe aufgegangen.
 
Im wunderschönen Monat Mai,
Als alle Vögel sangen,
Da hab ich ihr gestanden
Mein Sehnen und Verlangen.


To o miłości :) Nie pamiętam go całego, ale tak uparcie po głowie mi chodzi, że musiałam go poszukać i wrzucić na bloga. Nie będę go tłumaczyła, bo moje tłumaczenie byłoby bardzo chropawe, wrzućcie go sobie w gugla, jak ktoś nie zna niemieckiego.

Miłego weekendu Wam życzę :) U nas zaczęło padać i Bonus z chęcią na balkon wyszedł. A tak wody się boi ;)


poniedziałek, 25 maja 2015

Miss mokrego podkoszulka

Co to za dzień wczoraj był! I nie mam na myśli wyborów, którymi się jakoś nie ekscytowałam, aczkolwiek udział w nich wzięłam. Nie, nie, o wyborach pisać nie będę, bo nie mam ochoty, wystarczy podziałów między nami.
Do rzeczy zatem. Jak pisałam w poprzednim poście, wzięliśmy z Chłopem wczoraj udział w gonitwie za Lwem w Tarnowie Podgórnym. Impreza zorganizowana z dużym rozmachem, wzięło w niej udział mnóstwo ludzi, ale jakoś nie czułam się stłamszona tłumem, ponieważ jest tam dużo miejsca dla wszystkich.
Gmina należy do najbogatszych w Polsce, organizatorzy biegów nawiązali współpracę z wieloma sponsorami, pogoda dopisała 
i oboje zadowoleni wróciliśmy do domu.
Oboje z Chłopem biegliśmy na 7 km. On pobiegł niczym pantera, albo gepard bardziej ;) robiąc życiówkę, a ja w tempie zbliżonym do slow jogging ( wymyślił to i rozpropagował pewien Japończyk ) pokonałam cały dystans bez zatrzymywania się 
i bez kolki :) Do piątego kilometra biegłam, potem siły mnie trochę opuściły, więc szłam, żeby też oszczędzić się na finał i dobiec do mety, a nie dowlec się, czy też być ściągniętą z trasy przez służby medyczne. Taki był mój plan na ten rok, po wnikliwej analizie mojego zeszłorocznego występu na tej samej imprezie.
Trasa biegnie przez miasto, było gorąco, większość biegło się na odkrytym terenie, ale ja ciepłolubna jestem :) Biegnie się fajnie, bo jest mnóstwo kibiców, którzy czynnie dopingują - to naprawdę bardzo pomaga :) Poza tym wielu mieszkańców dzieliło się z nami swoją wodą, robiąc kurtyny wodne z węży ogrodowych, czy wystawiając miski z wodą, w których można było zanurzyć ręce i się ochlapać. Organizator zapewnił punkt z wodą, ale mieszkańcy wystawili też swoje :) I chwała im za to :))
Osobiście wbiegałam radośnie pod prawie każdy prysznic i to bardzo pomagało mi zebrać siły, orzeźwiało mnie i motywowało do dalszego biegu. Pod koniec jeszcze kot mi przez drogę przebiegł, nie czarny, ale śliczny, puszysty czarno - biały, taki duży, jak Bonus :) To na szczęście.
A potem się zdziwiłam, że już koniec, bo zaraz wbiegamy na stadion - siłą rzeczy nie pamiętałam całej trasy. Na luzie, 
z uśmiechem, nie za szybko, przybijając piąteczkę z Lwem ( człowiekiem za niego przebranym, rzecz jasna ;)) i jednym 
z organizatorów, szukając wśród kibiców Chłopa i reszty załogi. Byli, a jakże i wydarli się do mnie, żebym przyspieszyła, to się jeszcze załapię na lepszy czas. Ich doping był na tyle silny i przekonujący, że wydarłam ostro do przodu i zdążyłam :))
Niezbyt się to mojemu organizmowi spodobało, ale jakoś się opanowaliśmy i po chwili odpoczynku mogłam poszukać moich biegaczy.
To było naprawdę piękne :)
Jeśli chodzi o bieganie, jestem ciągle na etapie przekonywania mojej podświadomości, że może się nam udać, że nie zamierzam forsować organizmu, tylko powolutku polepszyć jego wydolność. Jeszcze niestety tak do końca nie dała się przekonać 
i kombinuje, jak koń pod górę. Ale cóż, z kijkami się prawie udało, tak na 80-95 % wiemy, że damy sobie nieźle radę, a tu potrzebna jest jeszcze mentalna praca.
Pożyjemy, zobaczymy, jakie owoce wyda.

Dostaliśmy takie oto medale ( z kryształkiem Svarowskiego) i koszulki. W bonusie macie Bonusa, uskuteczniającego kolejną poranną toaletę ;)



Myślę, że po przeczytaniu postu, tytuł stał się jasny - z przymrużeniem oka, oczywiście, bo bez przesady z tym całkowicie mokrym podkoszulkiem ;)

Miłego dnia wszystkim życzę :) ( Trochę zakwasów mam po weekendowych wyczynach, ale to nic. Zakwasy fajne są ;))