Od poniedziałku zaczynamy - nawet nie wiem, jak to nazwać ...
W czwartek pojechałam z Franiem na pobranie krwi, jak pisałam w poprzednim poście. W piątek kontaktowałam się telefonicznie z naszym gabinetem i pani weterynarz nie miała dla nas dobrej wieści, bo podskoczyły parametry nerkowe - nie jakoś alarmująco, ale przed zabiegiem Franio musi mieć zrobioną kroplówkę z płukaniem nerek...
Kiedy słyszę "nerki" zamieram, bo przecież Mefi, Niuniuś, Amberek .... i wielu innych futrzastych przyjaciół już nie ma.
Ale póki co - poniedziałek, wtorek płukanie, a w środę ma być zabieg.
Dużo, jak na małego kotka ...
Siedzi mi teraz na kolanach i mruczy. Przytula się, kładzie na przedramieniu. Mój stalker, który miaukiem wita nas w korytarzu, kiedy zbyt długo zostawiamy go samego w domu.
Nawet już nie myślę, jak to będzie i co będzie. Jeszcze sobota wieczór jest, potem niedziela. Poniedziałek dopiero za dwa dni.