Kiedy wczoraj po południu Franio zaczął znów wymiotować, napisałam smsa na służbowy telefon naszej lecznicy i wieczorem mieliśmy wizytę domową. Franio nie był z pewnością zachwycony, bo dostał inne leki w zastrzykach, niestety, ale co mieliśmy zrobić.
W nocy jeden rzyg, ale potem spokój. Rano domagał się jedzenia, dostał gotowanego indyka - trochę ... ale cwaniaczek z niego jest i spryciarz mały, bo wyszłam na parę minut, by nakarmić tego naszego bezdomniaka, a Franio miaukolił Chłopu memu, że ten wstał i dał mu kolejną porcję. Niedużo, ale zawsze. Bo nie wiedział, że ja mu dałam.
Potem jednak dawałam mu tylko indyka z puszki z karmy weterynaryjnej, która mu tak średnio smakuje. Ale tak mi pani wet kazała, więc tak będę robić.
I tak do tej pory jest spokój, chociaż czuję się jakbym na bombie siedziała.
Kot na razie zachowuje się normalnie, przytula się, mruczy, zobaczymy co dalej. Ale widzę, jak chodzi taki z lekka oszołomiony, może go tyłek od zastrzyków boli, no i schudł. A on sam
w sobie grubasem nigdy nie był, bo nie ma tendencji do tycia. Lekko się zaokrągli i to wszystko.
Wpieram go również energetycznie na tyle, na ile umiem. Na pewno mu tym nie zaszkodzę.
Cóż, zobaczymy, jak to będzie.
Dzisiaj od rana świeciło słońce u nas, pojechaliśmy w końcu do lasu na kijki. Spacer trochę smutny, bo tak zwani leśnicy niszczą go na potęgę. Nie dość, że kilka lat temu zniszczyła go wichura, to teraz robi to ludzka chciwość. Smutne to i tendencja obejmuje cały kraj, nie tylko
u nas przecież.
Wczoraj wiał u nas silny wiatr i powodował zwiewanie śniegu z pól i tworzenie się zasp, przez co drogi stały się nieprzejezdne. Część z nich.
Pojawiły się komentarze, że kiedyś to były zimy, ludzie jeździli i jakoś nikt nie narzekał. Oczywiście, ale na polach stawiano płotki, siatki, było więcej krzaków, które ten śnieg zatrzymały. A po tak zwanym odzyskaniu tak zwanej niepodległości w 89, wraz z zakładami pracy, zniknęły również i ta osłony. A krzaki powycinano, bo przecież trzeba zaorać każdy cm pola. O równowadze nie ma tu mowy. Podobnie jak w edukacji, czy polityce, czy innych dziedzinach życia. Dualizm. Jak nie popierasz A, to z pewnością jesteś zwolennikiem B. Jak nie A to musi być B. I tak w kółko się kręcimy, goniąc własny ogon. Ktoś na tym korzysta, a tracimy my wszyscy: zwolennicy A, zwolennicy B i ci, którzy stoją pośrodku i przyglądają się temu cyrkowi. Bo wszyscy jedziemy na tym samym wózku.
A mi zależy teraz na tym, żeby mój kot był zdrowy, a ja miała siły i chęci do życia.
Trzymajcie się 💖🧡💖

