Nie wiem, co się ostatnio dzieje, czy ktoś na mnie jakiś urok zły rzucił, czy ja sama sobie to podświadomie robię .... Promyczek ugryzł mnie lub mocno zadrapał w stopę .... boli, trochę spuchło, ledwo chodzę, bo .... boli. Oczywiście smaruję różnymi specyfikami, ale wiadomo jak to jest. Od razu to mam ranę, a jej gojenie niestety trwa.
Zaczęłam dramatycznie, to teraz opiszę, jak do tego doszło. Nie, Promyczek nie jest agresywny. Po prostu - do mieszkania wleciała osa. Nasze koty kochają polowanie na owady, więc żeby te głupole nie chciały polować na osę, to ruszyłam na nią w celu jej zatłuczenia i nadepnęłam Promyczka, który, jak to koty mają w zwyczaju, plączą się między nogami kiedy nie trzeba. A on zareagował odruchowo i obronnie. Tak się potem wystraszył tego, co zrobił, że uciekł do drugiego pokoju pod stolik i przerażony patrzył na mnie. Wzięłam go na ręce, przytuliłam, bo przecież nie jego wina w sumie. A ja się ostatnio sypię. W lutym zacięłam się mocno w palec, od lutego również boli mnie prawa ręka - od momentu pobrania krwi. Tak, wiem to dziwne, ale tak to wygląda. Możliwe, że od spania. Zaczęłam smarować ją maścią, która zawiera kamforę
i jakaś poprawa jest. Też musi trochę to wszystko potrwać, zanim - jak mam nadzieję, wróci do pełnej sprawności.
Ktoś powie, że to wiek. Może i trochę tak, ale ja się na to nie godzę. Nie i już.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo miło mi, jeśli zostawiasz komentarz :) Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć.