sobota, 29 sierpnia 2015

Bonus, czyli domyślność Chłopa

Panterka na swoim blogu, wrzuciła toaletową historyjkę pewnego kota i jego Personelu - coś na rzeczy jest, koty to jednak są miszcze nad miszczami, jeśli chodzi o organizację czasu wolnego, jak również generowanie różnych, mało prawdopodobnych zdarzeń ;)
Już wczoraj miałam opisać pewną sytuację, która zdarzyła się u nas i mnie rozbawiła, Chłopa zresztą też.
Nasz kochany cfaniurek ;)
Najpierw krótki rys sytuacyjny. Bonusowa kuweta stoi w łazience, drzwi do niej są zawsze lekko uchylone, a kot łapecką je otwiera, kiedy chce wejść. W łazience stoi również wór ze żwirkiem do kuwety.
Chłop wczoraj wszedł do łazienki, ja byłam czymś zajęta. Chłop robi swoje, a po chwili wchodzi do niego Bonus, zagląda do swojej kuwety, jakby chcąc z niej skorzystać, po chwili paczy znacząco na Chłopa i wychodzi z łazienki.
Chłop zrozumiał ten podprogowy przekaz. Wziął foliówkę, otworzył kuwetę, wygarnął z niej tę niewielką grudkę z siuśkami, zamknął kuwetę .... a po chwili słyszymy szuranie żwirku .... 
Księciuniowi naszemu nie odpowiadał najwyraźniej stan czystości kuwety, chociaż do tej pory nie miał z tym problemu. Widocznie skorzystał wczoraj z okazji i poćwiczył na Personelu telepatię ;) Z sukcesem. Co nas w sumie rozśmieszyło trochę.
Tak sobie uświadomiłam, że Bonus jest z nami już pół roku prawie. Kiedy ten czas zleciał - nie wiem.
Jeszcze jedna toaletowa historyjka. 
Kiedy byliśmy w Hiszpanii, Bonusem opiekował się Personel Zastępczy. Z obowiązku wywiązał się bardzo dobrze, ale mała wpadka się zdarzyła. Wracaliśmy już z wycieczki, zadzwoniłam zatem już w Polsce do PZ, a ten mi melduje, że z kuwety wydobywa się mało przyjemny zapach. Cóż, na odległość nic nie poradzimy, a już w domu - faktycznie .... kurczę, co jest, posprzątane, a tu czuć. I co się okazało? Że zapach ten pochodził .... spod worka ze żwirkiem. Najwyraźniej jeden raz, PZ zastępczy spóźnił się z oczyszczaniem kuwety. A nasz mądry Bonusik załatwił swoją potrzebę gdzie indziej, starannie wybierając miejsce, jakby chciał powiedzieć, że on doskonale wie, do czego służy żwirek ;)

Piszę o takich głupotach, bo na wyżalenie się na blogu zostawiam sobie inny termin. 1 wrzesień będzie idealny. No chyba, że mi do wtorku podły nastrój przejdzie.
Dlatego też nie pisałam nowych postów, a tyle ich mogłoby już być - głównie podróżniczych i nie miałam sił na komentowanie na Waszych blogach. Dzisiaj czuję jakby nowy przypływ sił, oby to była tendencja rosnąca.

Na koniec postu kilka zdjęć, które pokazują, co robiłam i gdzie byłam ostatnio. 
Dwa pierwsze to Borne. Bonus na balkonie, na którym w końcu nie ma słońca, a drugie to samochód, którym jechałam - jako pasażer, rzecz jasna.
Dwa następne zostały zrobione w środę. Kto poznaje ten dworzec i ten przeraźliwy pomnik?





Udanej soboty wszystkim :)

P.S. Specjalnie dla Gosianki - Fikunie trzy ;)


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Psinka do wzięcia i dwa koty

Niedawno wróciliśmy do domu, wreszcie czytam na normalnym ekranie i mam normalną klawiaturę do dyspozycji, a nie dotykową, więc powoli będę doczytywać posty na blogach na ten przykład.
Od razu udostępniam post z Kurnika. O suni poszukującej domu.
Kopiuję tekst z fejsa:

Pilnie szukamy domu dla suczki, która aktualnie przebywa w Warszawie. Piesek ma zagwarantowane lokum do końca sierpnia tego roku. Niestety nie może w tym miejscu pozostać dłużej.
Sunia ma rok, chowała się z małymi dziećmi, teraz przebywa z innymi psami, sprawdza się w różnych warunkach, podróżowała autem, także za granicę, jest bezproblemowa absolutnie, ma wszystkie szczepienia, we wrześniu ma umówioną sterylizację.
Właścicielka z powodów osobistych została zmuszona do wyjazdu za granicę, do państwa, gdzie panują nieludzkie warunki, a zwierzęta wręcz nie są akceptowane przez społeczeństwo. Sunia nie byłaby tam szczęśliwa i nie miałaby dostatecznej ilości niezbędnego ruchu z uwagi na miejsce zamieszkania i okolicę, dlatego pani podjęła trudną decyzję o pozostawieniu jej w Polsce. 
Sunia musi trafić do domu, gdzie będzie miała możliwość pobiegać (ogród, duży taras), ponieważ jest zwierzęciem młodym, pełnym energii i wigoru.
Jako że czas nas nagli, bardzo prosimy o jakąkolwiek pomoc w szukaniu domu dla pieska. Udostępniajmy, zapraszajmy znajomych, ogłaszajmy w grupach bądź w innych miejscach.
Mamy nadzieję, że za niedługo suczka trafi do wymarzonego domu, gdzie będzie traktowana w sposób, na jaki zasługuje, a mianowicie jako pełnoprawny członek rodziny.

Sprawa jest bardzo, bardzo pilna.

Może ktoś marzy o takiej psince?
 

A u Gosianki dwa śliczne kotki. Kocurki. Są naprawdę cudne i na pewno dobrze rokują.

Może ktoś marzy o psince i dwóch ślicznych koteczkach??


Na fejsbuku jest cała historia kotków. Można ją przeczytać tutaj.
Zachwycić się i podjąć decyzję. Ja nie mam warunków dla kolejnych zwierzaków, póki co. Poza tym Bonus nie przepada za innymi zwierzętami - Księciunio to typowy jedynak, nie będziemy mu dokładać kolejnych stresów.

Mam jednak nadzieję, że ten nowy dom/ te nowe domy znajdą się jak najszybciej. 

Dowóz zwierzaków to naprawdę nie problem.

piątek, 21 sierpnia 2015

Odważyłam się

Od kilku dni jesteśmy w Bornym, w którym to od wczoraj trwają militaria. Czyli zlot różnych świrusów, zafascynowanych wojskowością i często swoimi starymi pojazdami wojskowymi.
Dzisiaj poszliśmy tam z Chłopem, żeby połazić, popatrzeć, wydać kasę na pierdoły ;)
Osobiście stanęłam zafascynowana przy tak zwanym tankromie, czyli miejscu z górkami, pagórkami i całą masą piachu. Jak na pustyni. Tam można sobie pojeździć, a im więcej kurzu, tym lepiej, rzecz jasna.
Niektórzy zarabiają, wożąc chętnych na mocniejsze wrażenia. Do tej pory nigdy nie jechałam, bo się bałam, a dzisiaj - no cóż ... po wahaniach i tłumaczeniu panu w mundurze esesmana, że chciałabym, ale się boję, bo mam chorobę lokomocyjną, wsiadłam do radzieckiego kraza. Wymarałam ;) przy okazji miejscówkę w kabinie kierowcy. Plusem było miękkie siedzenie i to, że widziałam drogę, a minusem, że tę drogę widziałam ;) spady, górki i podgórki ...
Ale jestem z siebie dumna :))
Zdjęcia wrzucę po powrocie do domu, to zobaczycie ten czad ;)
A wczoraj byliśmy nad morzem, w Mrzeżynie. I wreszcie poczułam reset mojego umysłu :)
Pomijając to, że nie chciało się mi jechać dokądkolwiek.

Miłego weekendu życzę :)
Jutro też tam pójdziemy ;) czasem fajnie jest się zakurzyć, a potem z przyjemnością wziąć prysznic :)

niedziela, 16 sierpnia 2015

Mała zemsta dawnych pracowników PKP ;)

Mam nadzieję, że tytuł dałam dość intrygujący he,he ....
Zacznę od początku. Chłop mój pojechał lotać na Maratonie Solidarności w Trójmieście, tzn. trasa wiodła z Gdyni do Gdańska, w samym Gdańsku między innymi przez samą stocznię. Niestety, wczoraj chłodniej tam na Wybrzeżu nie było, wobec czego maratonu nie ukończyło około 400 osób - tak mi wyszło z obliczeń na podstawie listy wyników. Jakieś 1100 zaczęło, a ukończyło trochę ponad 700 osób, w tym Chłop mój, dla którego był to pierwszy występ w maratonie.
Wrócił cały i żywy, zadowolony, prawie nic go dzisiaj nie boli, odbił sobie tylko jeden z mniejszych paluszków u stopy ;) Pokazałam mu haniny patent na tę przypadłość, ale nie skorzystał :))
Dojazd pociągowy do Trójmiasta mamy taki sobie. Tzn. trzeba jechać do Poznania i tam się przesiąść, albo jakaś dobra dusza może nas zawieźć do Gniezna. W tamtą stronę, Chłop pojechał do Poznania, z powrotem natomiast, musiałam wyjechać po niego do Gniezna samochodem. Już z samej Gdyni pociąg ów wyjechał z opóźnieniem, po drodze go niestety nie nadrobił 
i w efekcie do Poznania dojechał za późno, żeby Chłop zdążył na przesiadkę do nas.
Wszystko byłoby ok., gdyby nie wieczorna nawałnica. Z niepokojem obserwowałam ciemniejące niebo i mapy burzowe na przemian. Wszystko wskazywało na to, że będę musiała w tej nawałnicy jechać .... i co tu robić? Kazać Chłopu jechać do Poznania i stamtąd go odebrać? W końcu wymyśliłam - niczym pomysłowy Dobromił, że pojadę wcześniej, uciekając przed burzą i najwyżej przeczekamy ją w Gnieźnie - szła albowiem z południa. Kiedy wsiadałam do samochodu, zrobiło się już u nas ciemnawo, wiatr zaczął dość mocno wiać, jeszcze mi przejazd zamknęli, a tu z drzew lecą drobne gałązki, samochodem kołysze - nooo, komfortowo się nie czułam. Prosząc o wsparcie wszelkie dobre duchy, ruszyłam w końcu i szczęśliwie dojechałam na gnieźnieński dworzec. 
Dawno już tam nie byłam, chyba niedawno zrobiono remont budynku dworca, nawet ładnie tam wygląda, weszłam do środka, 
a tam na tablicy odjazdów i przyjazdów istne szaleństwo. Literki i cyferki przelatywały szybko z wielkim hukiem, w pewnym momencie ustawiły się jak trzeba, żeby po paru minutach znów zgasnąć, a po chwili wyświetlić się po swojemu. Niestety nie zrobiłam zdjęć, ale na tablicy pojawiły się dawne przyjazdy i odjazdy np. Jarocin, Września, Damasławek, Braniewo ..... tych połączeń od dłuższego czasu już nie ma.
Stwierdziłam, że to taka mała zemsta dawnych pracowników, nieżyjących już, którym nie podoba się ta cała kolejowa rozpierducha ;) A co - korzystając z burzy, duszki pobawiły się tablicami. Kto im zabroni?
Co tam zresztą tablice - mnie bardziej przerażał powrót w nawałnicy. A tu niespodzianka - po drodze padało, owszem, 
w Gnieźnie również, ale burza jakby rozeszła się od mojego miasta na boki, wiatr też jakiś przesadny nie wiał. 
Błyskało się po lewej i prawej stronie, w sporej odległości od nas, aż biało było, a my jechaliśmy w takim jakby korytarzu - wyglądało to dość niesamowicie. Co za ulga przy tym.
A dzisiaj już ciepło jest, Bonus siedzi w szafie, więc chyba będzie upalnie, ale najważniejsze, że w końcu popadało i podlało znękane rośliny.
Jutro natomiast, wybieramy się na kilka dni do Bornego, w międzyczasie będą tam militaria - dawno już na nich nie byliśmy. 
Kot jedzie z nami. 
Nie, żebym była jakąś fanką tego typu imprez, ale tak się w tym roku złożyło. Co innego planowaliśmy, co innego wyszło. Bywa.
Ktoś z Was się może tam wybiera? Dajcie znać, to jakieś spotkanie się zrobi :)

Miłej niedzieli wszystkim życzę :)

P.S. Mały bonus dla wszystkich, którzy przeczytali ;)

Czyja to łapecka?




Tak, tak, to Bonusik nasz, ubrania kłaczy ;))

środa, 12 sierpnia 2015

Coś dla ochłody ;)

Wakacje życia, normalnie :)))


Lubicie taki wypoczynek?
Nie, żebym nabijała się z tych urlopowiczów, bo każdy jedzie tam, dokąd lubi i wypoczywa, jak chce, ale jak upał człowiekowi musk lansuje ;) to pisze się takie ogórkowe posty :))
Jak upały kocham, to tych już mam dosyć powoli i czekam na jakieś lekkie ochłodzenie. No i deszcz, bo wszystko schnie. Przedwczoraj jechałam pociągiem do Poznania, to niestety na polach dramat. Jak jeszcze niedawno trawniki były zielone 
w moim mieście, tak teraz wszystko suche. 
A we Włoszech albo Hiszpanii, rolników stać na deszczownie i wodę do nich. Jadąc na wakacje nie widziałam tak suchych pól, jak u nas. A przecież upałów tam nie brakuje.
Swoją drogą w tym pociągu lekko zmarzłam i z przyjemnością wyszłam na zewnątrz. Przyjemność ta trwała dość krótko, niestety, ale dobrze, że pociągi są klimatyzowane. W przeciwieństwie do TLK, którym jechaliśmy w sobotę, też do Posen. Klima była naturalna, czyli wszystkie okna otwarte, gorące powietrze wlatywało do środka, a potem przez pół dnia czułam na sobie specyficzny zapaszek, który nabywa się, podróżując starymi składami. I nieważne, że ten był odnowiony.
Wracając do soboty. Gościliśmy się u rodziny, która mieszka za Wartą, jadąc od dworca kolejowego - w takim ogromnym wieżowcu, bardzo wysoko mieszkają .... Wieczorem, kiedy wyszliśmy od nich, zaczęło padać, za Wartą deszcz na moment ustał. Do mojego miasta już nic nie dotarło ,zatrzymując się w połowie drogi i udając się na północ regionu :( Nam zostały tylko obiecujące błyski do obejrzenia.

Na dzisiaj widzę u nas jakieś deszcze, ciekawe, czy ta prognoza się sprawdzi.

Ochłodzenia zatem życzę, u nas już 35 na termometrze wiszącym od strony zachodniej. A ja na kuriera czekam, może przed południem się u nas zjawi. Może posprzątam takie jedno miejsce w kuchni, korzystając z tego, że jeszcze nie ma tam pełnego słońca.

P.S. Przed chwilką na fejsie znalazłam i padłam :)


piątek, 7 sierpnia 2015

Barcelona cz. II

Wypadałoby dokończyć spacer po Barcelonie. Bo ileż można chodzić wokół bazyliki, albo autobusem w kółko jeździć? ;)
Swoją drogą, w komentarzach pod artykułem dotyczącym remontów w Poznaniu, a szczególnie Kaponiery - to taki newralgiczny punkt w mieście, rozkopany od Euro bodajże, ktoś przyrównał tenże remont do rozbudowy Sagrady. Że niby tyle samo może potrwać, bo wykonawcy ani chybi się na rzeczoną bazylikę zapatrzyli. Cóż, sprawa zostaje otwarta, bo i przy jednym, jak i drugim końca nie widać. Co tam jednakże te kilkadziesiąt lat, oby nie zapatrzyli się na budowniczych katedry w Kolonii - jej budowa trwała bodajże 600 lat. Z przerwami na wojenki, rzecz jasna, ale zawsze.
To wracajmy do Barcelony. Zostawmy na razie Poznań z jego komunikacyjnym i nie tylko, kociokwikiem.

Wielu, słysząc Barcelona - kojarzy nazwę ze słynnym klubem piłkarskim FC Barcelona. Stadion z przyległościami można zwiedzić za jakieś, chyba dwadzieścia parę euro i w naszej grupie znalazła się garstka zapaleńców, która była chętna ponieść taki wydatek i otrzeć się o to sławne miejsce ;)
My z Chłopem niekoniecznie, ale decyzją przewodnika podjechaliśmy wszyscy pod stadion, wysadziliśmy ową garstkę chętnych, dając im ze dwie godziny, a my pojechaliśmy sobie na piękny punkt widokowy ( Wzgórze Monttjuic), z którego widać Barcelonę 
i na którym można znaleźć ślady Gaudiego. Na ten punkt można również dojechać kolejką linową - będzie widoczna na jednym zdjęciu. Po drodze wstąpiliśmy również na stadion olimpijski. W 1936 roku miała odbyć się właśnie w Barcelonie antyolimpiada - w opozycji do tej berlińskiej. Niestety nic z tego nie wyszło, gdyż w tymże roku wybuchła w Hiszpanii wojna domowa, w wyniku której rozpoczął się trudny czas dla tego kraju i rządy gen. Franco.
Olimpiada odbyła się dopiero w 1992 roku. Na tym stadionie miało miejsce oficjalne rozpoczęcie, znicz został zapalony za pomocą strzały wypuszczonej z łuku, a na widowni mogło zasiąść 38 tys. widzów.
Tutaj możecie poczytać więcej zarówno o Wzgórzu, jak i stadionie - również, jak tam dojechać.

To teraz zdjęcia. Najpierw stadion Barsy ( trzy pierwsze zdjęcia), potem stadion olimpijski i Wzgórze Montjuic. Koła zębate wkomponowane w bruk, to działo Gaudiego.












 


Po tym kibice dołączyli do nas ( swoją drogą nie słyszałam jakichś wielkich zachwytów odnośnie stadionu i przyległości), rozpoczęliśmy wędrówkę po mieście. W upale takim, jak jest teraz u nas ;)
Taką sztandarową ulicą spacerową Barcelony jest tak zwana Rambla. Słowo to oznacza rzekę i faktycznie taka płynęła tam kiedyś, dość błotnista i praktycznie mało użyteczna - no chyba, że do pozbywania się niechcianych osób ;) bo dzielnica nader szemrana była, sprzyjała temu bliskość portu. W tej chwili to takie Krupówki. Rambla składa się z pięciu ulic tak naprawdę, deptak wiedzie środkiem, a po bokach jeżdżą sobie samochody. Na końcu ulicy możemy dojść do dworca kolejowego.
Nie zrobiliśmy na tej ulicy praktycznie żadnego zdjęcia, podlinkuję zatem wpisy innych osób. Zwróćcie uwagę na płytki deptaka - są faliste, mają nawiązywać do płynącej tam rzeki. A tutaj też sobie poczytajcie :)
Byliśmy ostrzegani przed kieszonkowcami i chyba nikomu z naszej grupy nic nie zginęło. Ale na ulicy było sporo policjantów, patrole piesze i samochodami też jeździli.
Na zwiedzanie ruszyliśmy prawie spod kolumny, na której stoi Kolumb. Mówią, że ustawiony został tyłem do Madrytu ;) - będzie na zdjęciu. Po prawej stronie jest port, a po lewej skręca się na Ramblę. Obeszliśmy Stare Miasto dookoła, przeszliśmy przez Plac Królewski, potem wąskimi uliczkami w kierunku Katedry św. Eulalii, do której mieliśmy wejść ..... a tu niespodzianka - ticket plis ;) 7 euro. Mieliśmy pecha, nie pierwszego na tej wycieczce - od niedawna wprowadzono w Hiszpanii opłaty za wstępy do kościołów. No cóż, miejmy nadzieję, że wielkich dochodów z tego mieć nie będą, chytrusy jedne. Nikt z nas nie pokwapił się do wyciągnięcia kasy - lepiej za to piwka się napić, albo sangriji ;) brzmi to okropnie, ale co zrobić. Lajf yz brutal.
Obejrzeliśmy sobie budowlę z zewnątrz i wyszliśmy na początek Rambli, albo jej koniec. Mieliśmy trochę czasu wolnego, usiedliśmy z Chłopem przy jednej z knajpek, zamówiliśmy sangriję oraz paellę. Sangrija to napój z wina - sangrii, z dodatkami 
w postaci owoców, goździków, lodu, soku gazowanego, może być wzmacniany jakąś brandy. Ta barcelońska była mocniejsza niż podawana w naszym hotelu ;) Bardzo dobra w każdym razie.
Pokrzepieni udaliśmy się do portu, posiedzieliśmy chwilkę na jakiejś ławce, załapując się na otwarcie molo, dwie części rozsuwają się na boki, żeby jachty mogły przepłynąć - chyba o wyznaczonych godzinach. Za dobrze tego nie widzieliśmy, bo staliśmy już na tym molo, chcąc iść dalej - nie dało się. A potem trzeba było wracać do autobusu.
Byliśmy już za Kolumbem, kiedy usłyszeliśmy jakieś krzyki, odwracamy się, a tam biegnie cała banda Murzynów z workami, a za nimi policja. Uciekający wbiegli na Ramblę, a policjancie stanęli sobie na jej początku i to wszystko.
Byliśmy w szoku, myśleliśmy, że to uchodźcy z jakiegoś statku zeszli i wieją, ale dziwiła bierność policjantów. Okazało się, że ci co wiali, to handlarze różnościami z molo. Swój towar mają na takich płachtach, w razie nalotu szybko je zwijają i w nogi.
I tak się z policjantami bawią, a policja z nimi. Podobną sytuację zaobserwowaliśmy, siedząc w tej knajpetce. Dziewczyna handlowała wachlarzami, rozłożyła je bezpośrednio na ziemi, chłopak stał obok i sprzedawał jakieś kląskające coś. W pewnym momencie dziewczyna zwinęła szybciutko swój towar, odeszła, żeby za chwilkę wrócić w to samo miejsce. Wydaje mi się, że handlarze udają, że się policji boją, a policja udaje, że chce ich złapać za nielegalny handel. A tak naprawdę, każdy chce jakoś żyć ;)

Porcja zdjęć zatem:

Zapomniałam, co jest w tym budynku - znajduje się obok portu zaraz.

Idziemy w stronę Rambli i portu, na wprost widać już kolumnę 
z Kolumbem

Kolumb na kolumnie

Plac Królewski

Gdzieś w mieście

Idziemy ....

Siedziba rządu Katalonii

Na Starym Mieście

Katedra św. Eulalli



Zdjęcie zrobione z Rambli - wieżowiec nie może być w całości użytkowany ze względu na błędy w konstrukcji - przesadzono z jego dziwacznością. Grozi w tej chwili zawaleniem, jakieś trzy, cztery piętra są użytkowane

Kapitanat portu






Wagoniki kolejki, o której pisałam wcześniej w tym poście




Kolumny na Placu Hiszpańskim, wokół są budynki targowe, które wybudowano na EXPO w 1929 roku. W oddali grające fontanny - nie byliśmy.

Jedna z kamieniczek na Rambli
Jeden dzień na Barcelonę to stanowczo za mało. A czasem wycieczki "robią" w ten sam dzień Monserrat i Barcelonę ....
Mimo wszystko, podobało się mi tam. Chciałabym kiedyś wrócić do tego miasta na dłużej i się nim spokojnie podelektować. Może kiedyś się uda.
Gratuluję wszystkim, którzy dobrnęli do końca postu, przeczytali go i obejrzeli zdjęcia :)))

Miłego popołudnia życzę :)

niedziela, 2 sierpnia 2015

Barcelona cz.I

Trochę zeszło mi z kolejnym postem wspomnieniowym. Zdjęcia czekają w kolejce, wspomnienia coraz bledsze się robią ;)
W międzyczasie ochłodziło się u nas, ale dzisiaj wróciły upały. Niczym w Barcelonie ;)
Spędziliśmy tam prawie cały niedzielny dzień. Miało to sens, gdyż ruch w mieście generowany był w większości przez turystów, 
a nie mieszkańców i pracujących w tym mieście. Samo miasto ma jakieś 1,6 mln mieszkańców, natomiast zespół miejski prawie 
5 mln. Tak, jak pisałam, Katalonia wypracowuje 20% dochodu narodowego, Barcelona dokłada się do tego w znacznym stopniu. I te roczne temperatury! Więcej możecie poczytać sobie np. na Wikipedii np. 
W ciągu kilku godzin można jedynie dotknąć miasta i zobaczyć jego najważniejsze miejsca. Szybko ;)
Co myśmy zobaczyli?
Pierwszym obiektem była Sagrada Familia, czyli katolicka bazylika, której kształt wymyślił genialny Antonio Gaudi. Budowę kościoła rozpoczęto w 1882 roku i do dzisiaj jej nie zakończono. Gaudi poświęcił temu 15 ostatnich lat swojego życia. Był jedną z pierwszych ofiar tramwajów, ponieważ wpadł pod jeden z nich i po kilku dniach umarł (1926 rok). Przewodnik mówił, że architekt trzy dni leżał w szpitalu, zanim rozpoznano, że ofiara wypadku, to genialny Gaudi.
Jego uczniowie kontynuowali dzieło mistrza, ale budowę przerwała wojna domowa w 1936 roku, plany architektoniczne zostały zniszczone, dopiero po wojnie rozpoczęto budowę na nowo.
W tej chwili, głównym architektem jest Japończyk. Dokończenie budowli planuje się na 2026 rok.
Obejrzyjcie sobie zdjęcia, a potem napiszę o moich odczuciach po ;)










Te cztery ciemne wieże są dziełem Gaudiego i te niższe części budowli z prawej strony ( drugie zdjęcie od góry) również. Reszta nie i chyba różnicę widać. Widać również, że było mnóstwo ludzi, do środka nie wchodziliśmy - bilety lepiej kupić wcześniej, tylko obeszliśmy kościół dookoła. Na piątym zdjęciu od góry widać takie jakby drzewko bożonarodzeniowe. Nazywane jest to drzewkiem pokoju.
A w parku przy bazylice fruwały sobie papużki. Trudno było je zauważyć wśród zielonych liści.
Co do moich odczuć, czy ewentualnych zachwytów - tych ostatnich nie było niestety. Część Gaudiego jakoś wygląda, natomiast reszta to dla mnie porażka. Budowla jest ogromna, bardzo, bardzo - powiedziałabym, ale chyba trochę przereklamowana. Może, gdybym zwiedziła ją w środku, byłoby inaczej, z drugiej strony - zważywszy na dzikie tłumy wszędzie - nie wiem. Może kiedyś się dowiem, ale na razie niekoniecznie miałabym ochotę to sprawdzać, stojąc najpierw w wielkich kolejkach do wejścia. Bo bilety można kupić w internecie - jedna kolejka odpada ;)
Za to park z papugami jest bardzo miły, mimo swej niewielkości ;)
I na tym zakończyliśmy zwiedzanie bazyliki w Barcelonie :)
Na zakończenie pierwszej części, kilka zdjęć z okien autobusu. Chwyciłam barcelońskie taksówki - wszystkie czarno - żółte, a na klapie od bagażnika mają napisane, w które dni nie pracują. Po mieście można poruszać się rowerem miejskim, a dla jeżdżących skuterami, są specjalne parkingi, których u nas nie uświadczysz.
Do tego kamienice, oraz ciekawe rozwiązane skrzyżowania - zobaczcie, że nie przecinają się pod kątami prostymi, tylko są jakby pościnane. Ma to usprawniać poruszanie się po barcelońskich ulicach i może coś w tym jest.











Żeby Was nie zanudzić, rozbijam ten post na dwa. Ciąg dalszy zatem nastąpi.

Do miłego :)

To ja się pożegnam

Coraz mniej mnie na blogach od jakiegoś czasu. Nie mam ani pomysłów, ani sił i chęci do pisania nowych postów. W dodatku przyplątały się ...