czwartek, 31 grudnia 2015

Sylwestrowa twierdza

Chciałabym spędzić w końcu sylwestra w miejscu, w którym nie musiałabym słuchać, jak inni z wrzaskiem, pitoleniem na organach elektrycznych, czy disco polo świętują ten czas. Może kiedyś się uda.
Na szczęście, kotu memu takie odgłosy nie przeszkadzają. Mam również wrażenie, że wybuchające bomby petardy robią na nim coraz mniejsze wrażenie - pod warunkiem, że drzwi, okna są pozamykane, a on nie znajduje się na balkonie.
Dzisiaj jednakże, zamienimy mieszkanie w małą twierdzę, gdyż chcemy pozasłaniać okna, drzwi kocami, żeby dodatkowo wygłuszyć huk petard. I mam nadzieję, że petardziarze wystrzelą sie w końcu - w kosmos najlepiej i na zawsze ... a ponoć ludzie tacy biedni i na nic kasy nie mają. Ciekawe.
Ale, żeby nie było, iż samym marudzeniem rok stary kończę. Na Gwiazdkę dostałam "kocią" książkę pt. " Jak wytresować kota?" autorstwa Dawida Ratajczaka. Autor już na samym początku odpowiada na to pytanie. Nie da się. 
Wiadomo, wyjątki się zdarzają, sama na filmikach różnych widziałam. Książka napisana jest z ironią i przymrużeniem oka, świetnie się czyta. Uśmiałam się w trakcie niemożebnie ;)
Jak wiecie, nasz Bonus jest kochanym, grzecznym koteckiem, ale niektóre punkty - jakby na podstawie obserwacji u nas 
w domu napisane.
Np. zostało zadane pytanie, czy kota można wyprowadzać na smyczy, na spacery. Autor odpowiada, że i owszem, ale 
w większości próby takie przypominają próby prowadzenia pługa na smyczy. Nawet ślady zostają podobne ;) A kiedy kota uda się w końcu w szelki zapiąć ( tu z Bonusem problemu nie ma), to rzeczony padnie na ziemię i będzie ciężko dyszał. Wszelkie próby postawienia kota na cztery łapy nie powiodą się. Dokładnie to samo dzieje się z naszym kotem :))
Albo ktoś ma podobny dylemat, jak Panterka. Dwa koty nie lubiące się nawzajem.
Autor radzi wziąć trzeciego, gdyż relacje pomiędzy kotami są często tak skomplikowane i złożone niczym wenezuelska telenowela. Każdy dodatkowy kot zmienia natomiast, dynamikę kocich relacji. Poza tym, jak nie trzeci to zmieni, to czwarty, albo kolejny. Gdzieś tam na pewno jest złoty środek - jak twierdzi sam autor książeczki :))
Panterko, co Ty na to zatem? ;))
Dużo miejsca poświęcono myciu kota pod prysznicem i obcinaniu pazurków. Cóż, solidny zapas środków dezynfekująco - opatrunkowych będzie na miejscu, jak również zgrana drużyna pomocników. Najlepiej stałych, żeby wypracować pewne strategie.
Jak chcecie się pośmiać i oderwać trochę od rzeczywistości - polecam tę lekturę.
A ja stary rok kończę opiekując się dwoma dodatkowymi kotami. Nie są to na szczęście żadne bezdomniaki, tylko koty mojej koleżanki, które mieszkają naprzeciwko. Koleżanka wyjechała na kilka dni, jutro już wraca, a koteczki tęsknią, oczywiście. Ale damy radę do jutra. Nie boją się, na szczęście fajerwerków.
A Bonus - mam wrażenie, że szczela ;) focha, jak stamtąd wracam. No nic to, jutro ostatni dzień oprzątania, a kotki muszę miziać, bo bardzo się napraszają. Biedulki.
Roku 2015 nie będę jakoś podsumowywać. Dla mnie nie był najgorszy. Coś wyszło, coś nie, no i od marca Bonus mieszka 
z nami, co też zmieniło dynamikę naszego życia ;))
Szczególnie o czwartej nad ranem :))
O północy Blogger wyemituje mój nowy post - nauczyłam się nareszcie, jak z wyprzedzeniem go zaprogramować - chyba ;) 
W poście będzie między innymi opowiadanie, które napisałam do kalendarza Biała Kura. W końcu styczeń Bonusem się zaczyna :)
My z Chłopem wybieramy się wieczorem na imprezę sylwestrową. Trochę mam wyrzutów sumienia, że kot zostaje sam w domu, ale jak jest wystraszony, to żadne głaskanie nie pomaga, niestety. Wieje do sypialni, tam się chowa i dopiero po jakimś czasie wychodzi. Ma do dyspozycji łóżko i szafę. Do tego koce.
Ta impreza jest niedaleko domu, więc pewnie po północy podjedziemy zobaczyć, co się dzieje.
Kończąc, życzę Wam miłego sylwestra, gdziekolwiek będziecie go spędzać, a życzenia noworoczne będą po północy :)

I weźmy czasem przykład z żubra po lewej stronie ;)

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Ptaszkowe szycie

Dzisiejszy post nie będzie już taki mocno "wykalibrowany", jak ten wczorajszy. W końcu nie prowadzę bloga o polityce, tylko 
o pierdołach mniejszych lub większych ;)
Latem postanowiłam sobie mocno, znaleźć miejsce u nas w domu i zrobić sobie w nim kąt, w którym maszyna do szycia mogłaby stać już sobie na stałe, bez potrzeby targania jej na stół kuchenny i sprzątania przed każdym posiłkiem, potykania się o kabel itp.
Po intensywnym riserczu, znalazłam takie miejsce. Chłop wymyślił, że nieużywany stolik pod telewizor można przerobić na stolik pod maszynę, no i mam. Z podnoszoną i opuszczaną klapą z boku - zwróćcie uwagę :)
Przed świętami uszyłam kilkanaście ptaszków, które wysłałam kilku osobom w podziękowaniu za udział w zabawie blogowej.
Ptaszki znalazłam tutaj. Ale moje troszkę się różnią. Trochę z konieczności musiałam swój wzór zmodyfikować, zabrakło mi czasu albowiem na rozpracowanie wzoru i rozplanowanie sobie pracy.
Mam nadzieję jednakże, że moje nie są znowu takie najgorsze, starałam się bardzo. Naprawdę.
Poza tym przyszyłam inaczej skrzydełka. Stwierdziłam, że moja koncepcja to ptaki wznoszące się do lotu, a koncepcja z linku - ptaszki odpoczywające.

Zdjęcie stolika wyszło trochę nieostre, kiedyś zrobię lepsze i pokażę cały kąt.


Teraz ptaszki. Plener taki sobie, bo trochę czas mnie gonił - ten kaloryfer z tyłu, ale trudno ;) Jak widzicie - Bonus dzielnie mi podczas pracy asystował.









Niebieskie skojarzyły się mi po ich uszyciu, ze Smerfami :))
Pierwszy raz w życiu naszywałam również koraliki. Poza tym, odnalazłam, dzięki instrukcji obsługi, nową, przydatną funkcję maszyny - ścieg do naszywania aplikacji.
Człowiek całe życie się uczy.
Proszę zatem osoby obdarowane o przymknięcie oka na pewne błędy w sztuce :)

Pozdrawiam serdecznie wszystkich :)

niedziela, 27 grudnia 2015

O obchodach Powstania Wielkopolskiego

I znów trochę pomarudzę, ale też i będę się chwalić.
Dwa lata temu, w tym poście pomarudziłam na brak zainteresowania rocznicą Powstania, potem w komentarzach Mnemo napisała, że uczestniczyła w obchodach w Warszawie, czym mnie bardzo miło zaskoczyła.
Niestety, w tym roku, a również i poprzednim, mogłabym napisać podobny post. W moim zapyziałym, prowincjonalnym mieście 
( chociaż zrobiło się w nim tak cholernie międzynarodowo i światowo, że ojapierdole - sorry za ten wulgaryzm, ale wydaje się mi na miejscu), oprócz mszy w miejscowej farze, pochodzie na cmentarz pod mogiłę Powstańców - kibice Lecha go trochę czerwonymi racami urozmaicają, to nie dzieje się praktycznie nic.
W tym roku jednakże, żeby nie było, że marudzę i czepiam się wszystkiego - odbył się po raz pierwszy bieg ku czci Powstańców 
i Powstania. I był to naprawdę bardzo dobry pomysł.
Pogoda była świetna, trasa niezła, liczyła sobie 5 km, na mecie każdy dostał medal i posiłek regeneracyjny z napojami. Całość finansowało starostwo nasze i kilku sponsorów, uczestnicy nic nie płacili.
Było fajnie :) Oczywiście biegliśmy z Chłopem, on poleciał ostro do przodu, ja obstawiałam tyły, ale taka ostatnia znowu nie byłam ;)
Medal wyglądał tak:


Bardzo się mi podoba.
A teraz, co mi się nie podoba. 
Na moim osiedlu kompletny brak flag. W lokalnych mediach - brak zachęty, przypomnienia o święcie. Brak również informacji 
o tym, gdzie można kupić powstańczą flagę - wiem, że gdzieś, ktoś, kiedyś mówił o takiej możliwości, ale nie pamiętam w tej chwili.
Lepiej dać się zaKODować, omamić mediom, które - te główne są tylko polskojęzyczne, a nie polskie i pobić bliźniego 
w Lidlu w walce o kawałek karpia. Ale to nic, przed świętami pójdzie się do spowiedzi i wszystkie grzechy zostaną odpuszczone.
Żeby było jasne. Nie uważam się za wyrocznię i wszechwiedzącą, i doskonale zorientowaną w sprawach polityki wszelakiej. Nie, nic z tych rzeczy.
Nic na to nie poradzę, że polityczne manifestacje, które organizowano przed świętami, kojarzą się mi z ukraińskim majdanem. Tam, jak wiemy, na dobre im nie wyszło. Te nasze mnie wręcz przerażają. Z jednej i drugiej strony, ale jak na razie strona, tak zwana przegrana, robi kompletny zamęt. Tak to widzę.
Widzę również działania tej drugiej strony, też mi się wiele rzeczy nie podoba, fanką prezesa też nie jestem, ale czy warte są takiej medialnej histerii? Skarżenia w Unii Europejskiej???
Mam również skojarzenia z I wojną światową, kiedy Polacy stanęli przeciwko sobie, Wielkopolanie w pruskich mundurach, 
ci z zaboru rosyjskiego w carskich, a Galicjanie - CK armii.
Obcy zdecydowali i zmusili naszych przodków, by jeden walczył i zabijał drugiego. Nie widzicie analogii? Może trochę daleko posunięta, bo dzisiaj nie strzelamy fizycznie do siebie - jeszcze, ale strzelamy nienawiścią. Co wrogom naszej ojczyzny jest na rękę.
Znacie ten wiersz? Przeczytajcie go sobie:

Władysław Bełza, „ Z doli niedoli”

Podzielił nas, mój bracie
Zły los i trzyma straż
W dwóch wrogich sobie szańcach
Patrzymy śmierci w twarz
W okopach, pełnych jęku,
Wsłuchani w armat huk,
Stoimy na wprost siebie
Ja – wróg twój, ty – mój wróg!

Las płacze, ziemia płacze,
Cały świat w ogniu drży...
W dwóch wrogich sobie szańcach
Stoimy – ja i ty.
Zaledwie wczesnym rankiem
Armaty zaczną grać,
Ty świstem kul morderczym
O sobie dajesz znać
I wołasz mnie i mówisz:
To ja, twój brat...twój brat!

A gdy mnie z dala ujrzysz
Od razu bierz na cel
I do polskiego serca
Moskiewską kulą strzel.
Bo wciąż na jawie widzę
I co noc mi się śni,
Że ta, co nie zginęła wyrośnie z naszej krwi.

Chwała Bohaterom!

czwartek, 24 grudnia 2015

No to życzmy sobie :)

Życzę Wam wszystkim, którzy tu przychodzicie i przyjdziecie - udanych Świąt.
Z różnych powodów, nie dla wszystkich będą wesołe, ale niechże będą zdrowe, pogodne 
i spędzone tak, abyście byli z nich zadowoleni.
Wszystkiego najlepszego ♥♥♥
 
Już wczoraj dostałam prezenty od ... no właśnie, od kogo? Gwiazdora, Mikołaja, Aniołka? ;) A, nieeee, od Frau Be.
Dzięki jej werdyktowi otrzymałam od niej prezenty, przywiezione wczoraj wieczorem przez zdyszanego kuriera, ponieważ wzięłam udział w zabawie blogowej.
Paczki były tak solidnie zapakowane, że w rozpakowaniu musiał mi Chłop pomóc ;) Frau Be zrobiła niespodziankę regionalną, bardzo ciekawą :) Na poniższym kolażu, po prawej stronie - kubek, kalendarz, kartka - wszystko jednego twórcy, no i herbatka na szczęście :)

Dziękuję Ci bardzo :)))

A pozostałe zdjęcia pochodzą z dzisiejszego poranka biegowego. Taka to u nas pogoda piękna, wiosenna, albo jesienna. Od rana mgła 
i przebijające się słońce :) Chłop wylatał prawie 20 km, a ja 4 :)
Udało się mi sfocić dwie lokomotywy, dość często się tutaj szwendają, bo mała to manewrówka, a duża ciągnie często kupę wagonów na wielką budowę w pobliżu naszego miasta.
Poza tym resztka wrotyczy - szczególnie dla Orszulki :)
No i prosta droga - dla wszystkich :)

 
Trzymajcie się ciepło :)
 

wtorek, 22 grudnia 2015

Macie choinkę?

Pytanie takie trochę z przymrużeniem oka, bo aż tak ciekawska nie jestem, żeby się o cudze choinki dopytywać ;)
Z Chłopem od kilku lat kupujemy żywą w doniczce. Wiadomo, jak to z tymi doniczkowymi jest - niewiele z nich jest w stanie funkcjonować po przesadzeniu, bo nie ma korzeni. Ale co tam. I tak są sprzedawane, i tak.
W tym roku zdawać się mogło, że kupimy niedużą, sztuczną - te nowe takie fajniejsze są i miększe, ale Chłop przyniósł dzisiaj żywą w doniczce :) Nawet pachnie.
Ciekawi byliśmy reakcji Bonusa na nową rzecz w domu ;) Kiedy choinka została do domu wtargana, Bonus spał i ani nie drgnął. Potem dopiero otworzył zaspane oczęta, przeciągnął się, zszedł z fotela i udawszy się na rekonesans, zauważył zmianę wystroju.
I chyba lubi zapach lasu, bo namiętnie obwąchał choinkę ,zobaczymy, jak dalej będzie się zachowywał.
Zrobiłam kilka zdjęć, jakość taka sobie, bo ciemno już było:




Śmieszny jest ten nasz Niuniek :))

P.S. To mamy zimę od dzisiaj, jakoś tak po piątej rano przyszła? U nas trzy pory roku: słońce, wiatr i deszcz.


poniedziałek, 21 grudnia 2015

Be Be, czyli ....

Blubry* o Bonusie ;)
Tak, w ramach odkurzania bloga, bo jeśli chodzi o mieszkanie, to mi się nie chce.
Tak, jak się obawialiśmy, Bonus bardzo źle reaguje na wystrzały petard. O dziwo, burzy się nie boi, bo bywało, że siedział sobie na balkonie i patrzył w dal. No chyba, że znienacka i głośno grzmotnęło.
Petardowe szaleństwo już się zaczęło. Mimo wyraźnego przepisu, który reguluje, kiedy można strzelać, cała masa półgłówków już teraz wali.
W sobotę dwa razy rozległ się potworny huk, niestety Bonus był wtedy na balkonie. Przestraszony zwinął podłogę za sobą, wleciał do drugiego pokoju najpierw pod łóżko, potem do szafy i dość długo tam siedział, patrząc na człowieka przestraszonym wzrokiem.
Nie mam pojęcia, co to za debile tak waliły i gdzie dokładnie, za drugim razem wyleciałam na balkon, wypuściłam w eter kilka bardzo grubych słów i bluzgów, pewnie pół osiedla mnie słyszało, bo o mury  wszystko się obija - nie ma się czym chwalić, rzecz jasna, ale czasami człowiek musi ...
W niedzielę natomiast - kompletna cisza. Ani jednego wystrzału. Nigdzie w pobliżu. Normalnie cud jakowyś się zdarzył!! Podejrzewam, że sąsiedzi debili postraszyli policją, albo zadzwonili, gdzie trzeba i półgłówki się uspokoiły. Może.
Albo im łapy poodrywało. 
W każdym razie, po konsultacjach, nie będę dawała Bonusowi żadnych środków uspokajających, tylko spróbujemy jakoś na trzeźwo ten czas przeżyć. Na szczęście ma gdzie się schować. Niuniek malutki nasz ♥
A druga historyjka jest śmieszna - dla mnie i Chłopa, przynajmniej;)
Bonus obudził mnie o jakiejś nieludzkiej porze dnia kilka dni temu, robiąc porządki na moim stoliku nocnym, szukając tam czegoś, albo przestawiając - trudno mi powiedzieć, bo o takiej porze, to człowiek mało przytomny jest. 
Zainteresowałam się oczywiście jego poczynaniami i stwierdziwszy, że bawi się czymś drobnym, schowałam pod poduszkę moje kolczyki i uwaga - jedną zatyczkę do uszu, bo czasem muszę w nich spać. Drugiej nie mogłam znaleźć. Jakoś do rana przekimaliśmy, a ja zaczęłam szukać tej drugiej zatyczki. I nigdzie jej nie było. Pomyślałam sobie, że może Bonus ją zjadł, mało możliwe, ale zawsze ... niepokój lekki był. Mimo wszystko.
Tak minął dzień, położyliśmy się spać i słyszymy, jak kotecek nas, w przedpokoju reklamówką szeleści. No kurcze - on raczej nie bawi się czymś takim .... a rano znalazłam na reklamówce zaginioną zatyczkę :))))
( W worku tym miałam swoje buty sportowe).
Złodziejaszek zatyczkowy, jeden ;)))
A Wasze zwierzaki coś ciekawego podebrały, czy też podbierają Wam do zabawy?

Na koniec porcja żuberków, bo kto rano wstaje, ten ma żubry na ekranie ;)


Najpierw dwa się przepychały:


 A potem trzy:


A wczoraj wieczorem - zwyczajowe przeganianie świniaczków:


Udanego poniedziałku wszystkim życzę :)

*Blubry - dla niezorientowanych w gwarze wielkopolskiej, to pierdoły, bzdury, ale też gadanina.
Np. Blubry Starego Marycha - taka audycja kiedyś była w Radio Merkury. Czyli Stary Marych snuł różne opowiastki o sobie, swojej żonie, znajomych, wszystko w gwarze poznańskiej.

piątek, 18 grudnia 2015

Odkurzając bloga, podglądamy

Jak w tytule. Trochę chęci, pomysłów brakuje, ale zawsze można wspomóc się żubrami :) Zwłaszcza, że dawno nic o nich nie było, a ja sama rzadko coś na polanę zaglądam.
No nic. Nadrobimy to. W tej chwili kamera skierowana jest na kulki z pokarmem dla ptaków, na których harcuje całe stado sikorek, a wcześniej wróbelków.
Wczoraj wieczorem za to, chwyciłam żubry i przemykające jelonki, oraz świniaczki:






A w listopadzie chwyciłam takie żubry:




Doczytałam na fejsie, że to białe na sierści jednego jest jakąś chorobą skóry, którą miał obejrzeć weterynarz. Nie wiem, jak to się skończyło.

A tutaj żubry marcowe, z poprzedniego sezonu podglądactwa:



A łosia przy lizawce pokazywałam?


Za oknem nieśmiało słońce przebija i bardzo dobrze. Ja tam za zimą i śniegiem nie przepadam, żadnego nastroju świątecznego nie musi być - w postaci tego białego czegoś. I już.
Trochę więcej ostatnio przy maszynie zasiadam, bo niedawno zrobiłam sobie mały kącik ( koncik;)) do pracy. Mieści się 
w sypialni, na stół został zaadaptowany stolik od telewizora, który dzięki Chłopu memu przeszedł pewną metamorfozę. 
A tak poza tym bliżej mi do ChPD ( Chujowej Pani Domu), a PPD zatarłaby z radością rączki, widząc pierdolnik w domu i ciesząc się na akcję edukacyjną, czy bardziej motywacyjną, bo wyedukowana to jestem dostatecznie w kwestii porządków itp.
Gotowania już mniej, bo wczoraj zaserwowałam Chłopu pierogi ze sklepu, rzecz jasna, które się mi z letka rozgotowały. Zjadł, co miał zrobić, bo to spokojny człowiek jest i może już głodny był ;)
Poza tym - odchudzamy się, Bonus też. Ważenie kota będzie po zimie, ale mam wrażenie, że troszkę się zmniejszył. 
Ja natomiast, zważę się przed świętami, a potem - też po zimie :))
I tak to czas szybko zapierdala sobie leci.

Na koniec informacja: osoby, które brały udział w zabawie i adresy przysłały - proszę wyczekiwać przesyłki. Wczoraj część poszła, dzisiaj zamierzam wysłać resztę. Za wszelkie usterki, co do zawartości serdecznie przepraszamy ;)

Miłego dnia wszystkim życzę :)

P.S. O zooplusie przypominam, przez banerek u Gosianki :) U niej ruch w interesie, kolejne słodkości do zsocjalizowania i odchuchania przybyły. Zobaczcie, jeśli jeszcze ich nie widzieliście :)

niedziela, 6 grudnia 2015

Co potrafią rozgrzane umysły ;)

Jak obiecałam, dzisiejszy wpis poświęcę Waszym wymysłom i pomysłom, oraz wybździnom umysłowym, dotyczących dwóch obrazków w tym poście.
Najpierw chcę bardzo, bardzo podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w zabawie :)

Pierwsza była Dora:
"1.Instalacja to eleganckie podanie pićka Bonusikowi. 
2. Być może Lideczka produkuje coś pięknego z kartonu szarego stąd ten obrzynek, służący obecnie za zabawkę dla Bonusika."
Komentarz mój:  Trafnie wytypowałaś, Doro, przeznaczenie kubka, talerzyka i obrzynka :)) Obrzynek jest w tej chwili dużo krótszy, bo stał się najlepszą zabawką dla Bonusa ;)

Druga napisała Mnemo:
"1. Kubek z wodą jest dla kota. W nocy mu się chce pić ,ale Wam się nie chce wstawać, żeby go wypuścić z sypialni.
2. Kubek jest dla Was, kot śpi Wam na piersiach, że dychać nie możecie, a jak zlezie to trzeba się napić.
3. Paskiem z bristolu coś było zmierzone, ale Bonus to uznał za swoją zabawkę".
Komentarz mój: Prawdą jest, że kubek z wodą jest dla kota :) Z sypialni sam się wypuszcza, bo drzwi mamy wszędzie pootwierane. My już się z tegoż kubka nie częstujemy ;)
Paskiem było coś zmierzone, też prawda :) Ale to już przeszłość, bo pasek jest już wymymlany i przez to miękki i krótszy :)

Frau Be nazwała swoje pomysły "wybździną mózgową":
1. Instalacja sypialniana jest nawilżaczem powietrza. Przyczynił się do jej powstania ten... no... szuszwol kolejowy, czy jak mu tam, bo mu w gardle sucho, a Ty odmówiłaś polewania wódki.
2. Ów pasek szarego bristolu służy do wyrzucenia, ponieważ dostałaś od Dzikiej Kury obraz i musiałaś go nieco przyciąć, gdyż nie mieścił Ci się w antyramę.
Komentarz mój:  Jak wynika z powyższych moich komentarzy - instalacja nie jest nawilżaczem. Na szczęście w gardłach nam nie zasycha z nadmiaru trunków wyskokowych :))
Jeszcze chwila, a pasek brystolu trzeba będzie wyrzucić, bo Bonus go szczerze nadgryzł i wymęczył w zabawie.

Marija napisała zgrabną historyjkę:
Gdyby obok filiżanki było kropidło to bym napisała, że jak Twój kochany Bonusik naprzykrza Ci się to kropisz go wołając: Aaaaaaaaa poooooooooooooszedł wonnnnnnn czarne półdiable !!!!!!!!!!!! ;)) A może sytuacja jest odwrotna to Bonusik kochany kotecek, wsadza swoją słodziutką łapeckę do filiżanki, paca Ciem nią po czółku i mrauczy: Łysa toż głodny jestem!!!!!!!!!!!!!
Jeśli chodzi o pasek papieru to wygląda jak lont, tylko kurna do czego? Spróbuje tak: Bonusik tańczy krzesanego, iskry lecące spod pazuretów, podpalają lont.... o już wiem ;) Loncik prowadzi do firaneczek, firaneczki siem podpalają, Ty z chopem gasicie, dzieje się, jest świetna zabawa hehehe.
Obie te instalacje wymyśliłaś zaś dlatego że bardzo kochasz swojego kotecka i dla niego zrobisz wszystko ;)))
Komentarz mój: pomysł z kropidłem jest przedni :))) Czasem by się przydało go prześwięcić za to skakanie po nas o jakiejś niemożliwej porze dnia, a czasem jeszcze nocy.
Z tym wsadzaniem łapecki do filiżanki, to masz rację, Marija, bo Bonus tak najczęściej pije wodę. Pochłepcze sobie, a potem hyc, hyc z mokrą łapką na nas. 
Papierek nie jest, na szczęście lontem i iskry kotu spod pazuretów nie lecą, na szczęście. Widzę tylko nowe ryski na podłodze - od ostrego hamowania :))
Ostatnie Twoje zdanie jest oczywistą oczywistością, rzecz jasna :))

Gosianka miała inne pomysły:
Odpowiedź na pytanie nr 1: 
Chłop jako świetny kucharz opracował autorski przepis na... przeźroczystą zupę! Mimo dodania wielu składników i wielogodzinnego gotowania, miksowania, przecierania i doprawiania zupa wygląda jak woda i to właśnie jest w niej niesamowite! Smakuje ponoć doskonale! Chłop niósł kubek cennej zupy swojej kobiecie i tak się denerwował, czy ona to doceni, że aż mu się ręce trzęsły i wylał trochę na talerzyk! 
Odpowiedź na pytanie nr 2: 
Lidka zlitowała się nad samotnym Bonusem i przygarnęła mu do towarzystwa węża szarego prostego. Ten gatunek jest po prostu niewymagający, nie musi jeść, ani pić, za to można go suwać po podłodze i kot ma uciechę. 
Komentarz mój: koncepcja przezroczystej zupy jest godna rozpropagowania, moim zdaniem. To pomysł na hit ;) Byłaby to dobra zupa dla odchudzających się, bo przezroczystość sugerowałaby, że danie niemalże nie ma kalorii ;)
Wąż szary prosty jest faktycznie niewymagający :) Co ciekawe, Bonus sam go wynalazł i z pudełka wyciągnął. W tej chwili - najlepsza zabawka :)

Olga Jawor odpisała baśniowo:
To papierek ów jest papierkiem lakmusowym Waszych nastrojów i uczuć. A kot, jak na istotę magiczną przystało bada co dzień ów papierek i albo wybiera formę terapii albo ma wolne i rozwala się bezczelnie na fotelu. Jak w duszy Lidusi łka, kotem wskakuje jej na kolana i mruczy swoje pocieszajki, rozśmieszajki i mądre bajanki. I nieraz Lidusia zaśmiewa się do łez, że ma takiego mądrego a także pełnego poczucia humoru kota. Ale czasem Lidusi ta kocia magia w ten sposób pomaga, że zamiast się uspokoić i rozweselić na skutek  kociej terapii, to łzy roni rzęsiste i końca ich nie ma, albowiem czasem z człowieka ulać się coś koniecznie musi aby nie oszalał. I wówczas przydaje się kubeczek. Onże mieści w sobie te drogocenne łzy. Na razie jest wypełniony tylko w połowie. Bo w Lidusi szala nastrojów przechyla się to na jedna, to na drugą stronę. (Szklanka w połowie pełna, szklanka w połowie pusta... - szepcze coś w jej głowinie.) Ostatniej nocy miała sen. Otóż jej kocurek Bonus - czarodziej nad czarodzieje wyszeptał jej wprost do ucha, że jak kubeczek jak się wypełni całkowicie, coś zmieni się diametralnie w jej życiu...Lidusia sen zapamiętała. Obudziła się głęboko nad nim zamyślona. W kościach coś ją zabolało, wiec przeciągnęła się z rozkoszą. Wtem - łup, stuk, brzęk! Zahaczyła o kubeczek...Jego kawałeczki potoczyły się pod łóżko. Łzy się rozlały...Czy teraz już nigdy nie dowie się, co Bonus miał na myśli? Jakże ją to zmartwiło. Gotowa by znowu łzy ronić, ale po co, skoro kubeczek rozbity? Trzeba by wstać, posprzątać skorupy, ale siły jakoś z niej opadły.
Tymczasem Bonus patrzy na nią swymi miodowo-złotymi oczami i widać, że jego koci łebek skrywa jeszcze niejedną tajemnicę...Kot znów dotyka łapką papierka lakmusowego...I od razu wskakuje swej ukochanej pani na kolana. Opiera się obiema łapkami o jej pierś a wówczas Lidusia słyszy, jak kocisko szepcze - "Nie czas płakać nad rozlanym mlekiem! Tfu! Łzami!:-))
Komentarz mój: co tu pisać .... niesamowita opowieść :)) Tylko ten papierek lakmusowy już prawie w całości zniszczony, ale może świadczy to o terapii, jaką Bonus na mnie szczególnie wymusza ;) Lubi bawić się tym papierkiem, ale kiedy mu ktoś nim macha, po podłodze ciąga ....
Już jakiś czas stwierdziłam, że kot wszystko niemalże rozumie, jak chce ;) Może kiedyś będziemy umieli jeszcze lepiej się ze sobą porozumieć?

Elaja pod "przypominajkowym" postem napisała wprost:
woda że rozlana, to albo do "święcenia" rozrabiającego po nocy Bonusa, albo Bonus popija z filiżanki ;) na taśmę papierową nie mam pomysłu, no bo przecież nie zabawka dla kota? to byłoby za proste, hmmm
Komentarz mój: Elajo - tak jest, jak napisałaś :)) Bonus popija z filiżanki, a ta taśma służy mu do zabawy :)))

Kasia też krótko i zwięźle:
Woda w kubecku, musi stać oczywiście na talerzyku, bo jak kot pije, to wychlapuje. A przecie ze swej miski pic nie będzie, bo nudaa panie.
Paseczek papieru, brystolu znaczy, to mysi ogon oczywiście. 
Komentarz mój: Ty to znasz życie :)) Talerzyk po to właśnie jest :)) Bonus poza tym, ma zwyczaj nabierania wody na łapkę i zlizywania jej stamtąd, nachlapane jest więc dość mocno.
O mysim ogonku nie pomyślałam, ale chyba coś w tym jest :))

Hana wymyśliła coś takiego:
Instalacja w sypialni służy do polewania kota, gdy szaleje o 4 nad ranem.
Kubek z talerzem stoi na nocnym stoliku, pasek tektury wkładasz na noc jednym końcem do kubka z wodą, on nasiąka i woda wykapywuje w nocy prosto do Bonusowej paszczy. Bonus wtedy nie nadaje, że chce pić i możecie spoko spać!
Komentarz mój: Niestety nie polewamy kota, jak zaczyna swoje harce o jakiejś straszliwej porze nocy. Chyba trudno byłoby w niego trafić ;) Z wykapywaniem wody byłoby ciekawie, gdyby Bonus zechciał spokojnie leżeć. I to na podłodze! Chyba nie nasz Księciunio :))

CzarnyKot:
Takie pierwsze skojarzenie mam, że szklanka i talerzy to instalacja dla Bonusa.
Popija sobie wodę z kubeczka,a talerzyk służy ochronie stolika przed mokrymi łapkami,
bo na pewno łapka sobie pomaga?:) Ewentualnie Ty pijesz z kubeczka w nocy wodę, a kotek z talerzyka, bo musisz się z nim podzielić:) Druga instalacja to zabawka Bonusowa. Kotek kładzie się pod fotelem, krzesłem, stolikiem i czatuje z ukrycia na węża, którym czyjaś magiczna ręką, co i raz porusza i podsuwa ku kotkowi:)

Komentarz mój: prawie wszystko się zgadza :) Poza konkursem wystąpił "pan kotek był chory" - oto jego/jej pomysły. Trzy aż :))
1. Obrazek pierwszy: dostałaś blender i sobie zblendowałaś winogrona z jogurtem greckim i ten 'blend' Ci zdziebko sfermentował w trzewiach, no i... miałaś piramidialnego kaca (Twoj kotek podal ci kubek wody... szklanka nie ma ucha) i Tobie sie tak rece trzesly do tego mocnego trunku (wszak woda kolo mlynskie potrafi poruszyc), ze efekt widac na spodeczku i zdjeciu numer jeden. Moze to byc tez wersja z Chlopem (mial co oblewac) ale (za skojarzenie Chlopa przepraszam) nie znam Chlopa wiecej niz od strany sportowej... To jednak wierze bardziej w Ciebie.
Obrazek dwa:takie paski byly wysciolka w poczce (blendera? bo nie Hany, ktora nic nie wie o pasku z papiera) a paczkę pierwszy, oczywiscie, spenetrowal Bonusik i znalazl od razu cos dla siebie. Nie podejrzewam abys cos darla, w sensie papieru czy wycinala z dokladnoscia 1centymetra.
2.Obrazek pierwszy: Przygotowuwujesz (za Klarka : Jak myc okulary) post o ... jak utrzymywac sztuczna szczeke w stanie ciaglej gotowosci w wilgoci przez noc i to tak aby nie klapala po proznicy. :DDD
Obrazek dwa: To tasma metrowa: odliczacie z Bonusem dni do Wigilii, To taki kalendarz adwentowy z kartonu dla kota. Centymetrowy.
3.Zdjecie pierwsze. Tak sie zaåapalilas do robienia sobie makijazu i uzywania blendera, ze az sobie palec poparzyłaś... i cala noc musialas sobie mozyc ten palec w zimnej wodzie. A ze na scianie zawisl kalendarz (wiadomej tresci i rysunkow) to lekka slepota Cie opanowala. Kurza slepota. Stad woda rozchlapana na talerzyku.
Zdjecie drugie:. Slepota o zmierzchu (i w nocy) jest utrapieniem. Nic to. Po klebku centymetrowego paska kartonu mozna bezpiecznie dojsc do Bonusa na koncu paska czatujacego i go wyglaskac tak, ze sie zaiskrzy (oswieci).
Komentarz mój: motyw ze szczęką bardzo mnie poruszył ;) ale niestety, taka rzeczywistość może być moim udziałem. Życie, ot, co.
Kilka lat temu, natomiast spałam z ręką w misce z zimną wodą, ponieważ poparzyłam sobie dłoń gorącą wodą z czajnika. Bolało jak diabli .....
Kaca nie miewam he,he, kalendarza adwentowego też z Bonusem nie zrobiliśmy :))) 

A jak było naprawdę?
Otóż Bonus ma swoją miseczkę do wody, która przyjechała z nim z poprzedniego domu. Ona istnieje nadal, nie stłukła się, ani kotka sąsiadki też jej sobie nie przywłaszczyła.
Kilka tygodni temu, nalałam do tego kubka wody i postawiłam dla siebie na nocnym stoliku, bo czasem budzę się w nocy
z wyschniętym gardłem. Ale nie dlatego, że nadużywam napojów wyskokowych ;)
A owego ranka obudziłam się i słyszę chłeptanie, oraz na oparciu łóżka widzę czarne futro, które dobrało się do mojej wody. Stwierdziłam zatem, że postawię Bonusowi wodę również i w sypialni, a talerzyk po to, by tak nie rozchlapywał wody. Kotu bardzo się to miejsce spodobało i nie przeszkadza mu fakt, że po zjedzeniu chrupek musi przemieścić się do innego pomieszczenia, aby te chrupki popić :))
Zostawiłam mu przez jakiś czas miseczkę z wodą tam, gdzie poprzednio, woda była codziennie zmieniana, ale Bonus na nią nawet nie spojrzał.
Co do paska papieru. Oczywiście, że służy Bonusowi do zabawy, obecnie została z niego połowa. To najlepsza zabawka na świecie :)) Może faktycznie kojarzy się mu z mysim ogonkiem, jak to Kasia zasugerowała?
W rzeczywistości wycięłam sobie ten pasek po to, aby móc odmierzać 1cm przy zaprasowywaniu tkaniny. Pasek tkwił sobie 
w takim pojemniku, z którego Bonus sam go wyciągnął i wziął do zabawy. Cwaniaczek, nie? ;) Bonus oczywiście, a nie pasek ;)

Postanowiłam, że każda osoba, która wzięła udział w zabawie, dostanie bonusowe życzenia i pozdrowienia :)
Jeśli więc na powyższe reflektujecie, to przyślijcie mi adresy, na które je wyślemy :)
Adresy Hany, Gosianki, Olgi i Mnemo mam. 

Udanego mikołajkowania wszystkim życzę :))

piątek, 4 grudnia 2015

Kolejny kot - zgubiony? Wyrzucony?

U Mnemo kocie ogłoszenie, które pozwoliłam sobie przekopiować. Zajrzyjcie do niej.
Kotek jest w tej chwili pod Warszawą, ale wiadomo - nie ma problemu z przewiezieniem zwierzaka gdziekolwiek.

Treść ogłoszenia i zdjęcie kota:

"Znaleziono/ przybłąkał się rudy kot w okolicach Złotokłos, Szczaki, Mroków. Kocur jest dorosły, zadbany, niekastrowany, pieszczoch prawdopodobnie mieszkał z psami bo ładnie czyta z mojego psa który ma ochotę go zjeść. Niestety niedługo wracam do Warszawy, a tam mam drugiego psa, który jeszcze bardziej nie lubi kotów. Przybłąkał się w nocy 1.12.2015 na terenie ROD Elektron. Kot jest zadbany, czysty, grubasek. Szukam przede wszystkim dotychczasowego właściciela ewentualnie koła ratunkowego w postaci nowego domu, bo kot sam nie może zostać. Tym bardziej, że kiedyś zima jednak przyjdzie. tel 608 14 12 09"




czwartek, 3 grudnia 2015

Przypominajka

Uprzejmie przypominam, że jutro o północy mija termin przysyłania Waszych wymysłów na temat dwóch zdjęć pokazanych w poprzednim poście :)
Kilka osób ten wysiłek podjęło, za co bardzo dziękuję i zachęcam następne osoby.

Nie mam pomysłu na sensowny wpis, więc nic na siłę.

Życzę wszystkim udanego wieczoru :) 

poniedziałek, 30 listopada 2015

Niespodzianki i próba rozgrzania smutnego umysłu

Najpierw:
Zajrzyjcie do Pastelowego Kurnika 
Kilka kotów z Warszawy potrzebuje natychmiastowej pomocy. Może ktoś, gdzieś, jakiegoś weźmie????

Miło mi, że z takim zrozumieniem odnieśliście się do mojej odezwy do świętej Katarzyny ♥. Niestety, czasem człowiek musi, bo inaczej się udusi.
Pewnie nie wszyscy w komentarzach doczytali, jak napisałam o kontroli u mojego kolejarza w pracy, na którą miał przyjechać jakiś upierdliwiec. Fakt, nie mój Chłop miał z nim chodzić i oczami świecić, ale wnioski i czepianie się szczegółów, czasem od zwykłych pracowników niezależnych, wpłynęłyby również i na niego.
Otusz ;) wyobraźcie sobie, że czepialski nie przyjechał .... zamiast niego był jakiś młody gość, który zrobił, co do niego należało, ale bez wariacji. Nnno! Oby tak dalej. Zobaczymy.

Teraz o niespodziankach. Jakiś czas temu wzięłam udział w rozdawajce u Czerwonej Filiżanki, która miała na zbyciu blender. Szczerze mówiąc, udział wzięłam dzięki mojemu Chłopu, bo on jest wielkim entuzjastą tego urządzenia. W domu mamy jeden, ale on już swoje lata ma, a poza tym wchodzi w skład takiego sprzętu, które może być np. trzepaczką, albo służyć do rozdrobnienia np. cebuli. W zależności od nakładki. I zostałam wylosowana :) 
Przyszła do mnie przesyłka, w której był wyżej wymieniony, a poza tym parę miłych drobiazgów: cienie do powiek w kolorach, które bardzo lubię ( skąd Filiżanka wiedziała?;)), kartka z kaszubskimi przysłowiami, słodycz dla nas i przysmak dla Bonusa. 
Te dwie ostatnie zostały szybko zjedzone :)


Jeszcze raz bardzo Ci, Czerwona Filiżanko, dziękuję :)
Blender działa jak szalony, Chłop jest z niego bardzo zadowolony, bo moc ma odpowiednią, większą od naszego starego i nic mu nie "wylata" :))

Kilka dni później, do drzwi zadzwoniła pani listonoszka z przesyłką, czym mnie niemożebnie zadziwiła .... Pacze, a tu pismo Hany, w kopercie natomiast:


Tak, tak, oryginał z kalendarza Biała Kura, którą jeszcze być może, można kupić na wyprzedaży.
Gosianka wymyśliła również, że do każdej kartki z kalendarza ma być wymyślona bajka, która oparta jest na faktach, albo całkowicie zmyślona. Jako, że my występujemy w styczniu już, napisałam opowieść "Jak to z Bonusem było", która pojawi się do poczytania u Gosianki, w Kurniku (??) - nie pamiętam już i oczywiście u mnie na blogu.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba, a poza tym każdy może taką bajkę napisać. O Bonusie również. Jak ktoś chce i ma natchnienie, to proszę bardzo :)

Hano - dziękuję bardzo :))

Od kilku dni, przez nasze blogi przetacza się fala smutku, melancholii ... każdy ma jakiś powód, żeby poczuć się beznadziejnie. Pogoda nie sprzyja radości, szybko robi się ciemno, zimno, a dzisiejszy wiatr, niczym halny, smuci, huczy, przywiewając nie wiadomo co i skąd.
Moja podświadomość czuje się w takich klimatach wspaniale. To jest to! Uwielbiamy się zdołować ..... unurzać w czerni smutku ... super sprawa.
Od jakiegoś czasu próbuję ją tresować, trwa to już kilka lat, niewielki postęp jest. Nie jest łatwo przebić się przez warstwę nagromadzoną przez kilkanaście, czy w zasadzie kilkadziesiąt lat. A może kilkaset?

Tą ekspiacją chciałabym zaproponować Wam mały konkurs. Czy bardziej zachęcić do próby rozgrzania smutnego umysłu. 
Nagrodą będą specjalne życzenia świąteczne od Bonusa :) Jeszcze nie wiem, w jakiej formie, ale to nic. Coś wymyślę.
Na czym ta rozgrzewka miałaby polegać? Wrzucę za chwilę dwa zdjęcia z moim komentarzem. 
Obejrzyjcie je, a pod spodem napiszę pytania.



Instalacja z pierwszego zdjęcia stoi u mnie w sypialni. Na drugim zdjęciu, oprócz Bonusa jest pasek papieru. Szary, bo to brystol, o szerokości 1 cm.
Pytania brzmią:
1.Do czego służy ta instalacja i w jaki sposób powstała - w sensie kto i w jaki sposób mógł przyczynić się do jej powstania?
2. Analogicznie ów pasek papieru - do czego służy? Komu? Skąd się wziął? 

Na Wasze mailowe odpowiedzi czekam do końca Barbórki, do północy. A w Mikołaja ogłoszę werdykt i opublikuję Wasze przypuszczenia.
Nie muszą to być długie elaboraty ☺
Zastrzegam sobie subiektywizm owego werdyktu ;)
Adres mailowy to: zycieiszycie(maupa)interia.pl - z boku bloga też jest.
Serdecznie zapraszam do zabawy i zachęcam :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie ♥♥♥

środa, 25 listopada 2015

Moja droga Katarzyno ...

Patronką dzisiejszego dnia jest św. Katarzyna z Aleksandrii. Jest patronką ludzi, którzy reprezentują wiele zawodów, ale przede wszystkim polskich kolejarzy.
Przede wszystkim, z takiego patronatu jest mi znana, żeby była jasność ;)
Postanowiłam napisać do niej małą odezwę, chociaż w świętych za bardzo nie wierzę.
Zatem:
Moja droga Katarzyno!
Jak zapewne nie wiesz, jestem żoną kolejarza. I to nie maszynisty, czy konduktora, czy jakiegoś naczelnika,  tylko takiego ot szuszwola kolejowego, którego widać czasem, jak szwenda się wzdłuż torów, albo - co niedopuszczalne, stoi i gapi się na podróżnych, kiedy ci przejeżdżają obok mniej lub bardziej eleganckim Intercity lub TLK. Podróżni owi, często krytykują tych stojących, twierdząc, że oni nic nie robią. Cóż, przepisy bhp wymagają, aby w momencie przejazdu pociągu zejść z torowiska 
i nie zostać przejechanym. Proste, prawda?
Pamiętasz może, jak w zeszłym roku nawtykałam Ci ze złości, nie mogąc znieść absurdów, które mąż mój z pracy przynosił? 
W sensie, że opowiadał? Może i nie pamiętasz, masz przecież tyle na głowie. 
Być może z lekka Tobą opowieści te wstrząsnęły, bo jest ciut lepiej. Ale nie ciesz się. Ciut nie oznacza, że należy szampany otwierać i świętować odrodzenie polskiej kolei. Ciut, to ciut. I tylko tyle. Ciut znaczy, że zamiast dwóch jest ich czterech. Rozumiesz?
Nie mam pojęcia, dlaczego polscy kolejarze ustanowili Cię swoją patronką, może dlatego, że opiekujesz się przewoźnikami. Wiem tylko, że nie wyrabiasz w tej roli. A może nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo źle się dzieje? W końcu między Aleksandrią, a Polską jest dość spory dystans.
Z okazji Twego święta, życzę Tobie, abyś wzięła się do roboty. Żeby w końcu coś lepszego zaczęło się dziać. Bo remonty, ładne pociągi, unowocześniany tabor cieszy, ale to nie wszystko. Kiedy się nad tym pochylisz, będziesz wiedziała, dlaczego tak piszę.
Nie wiesz tego, ale ja bardzo lubię kolej. Lubię pociągi, dworce, megafony, zapowiedzi, dworcowe zegary ... moja rodzina przyczyniła się do rozwoju kolei - jako mróweczki w trybikach wielkiej machiny, brat babci został przez Niemców zamordowany 
w parowozowni, gdzie pracował. I cała ta praca i życie zostały zmarnowane, rozumiesz? Ta stacja, kiedyś leżąca na magistrali północ - południe, zarosła chwastami. Dopiero od niedawna wróciły na nią pociągi. Dzięki kolejnym mróweczkom, a nie urzędasom na górze, którzy, jak zawsze, stracili poczucie rzeczywistości.
A wąskotorówki? Te, które jeżdżą, to tylko dzięki  pasjonatom i świrusom, którzy robią wszystko, czasem przegrywają z tak zwaną ekonomią. Wiem, wiem, czasy się już zmieniły, trudno żebyśmy ciuchciami się przemieszczali, mając do dyspozycji szybsze środki lokomocji, ale nie o to mi chodzi, przecież. 
Kolejne hasełko - parowozownia w Wolsztynie. Nie chce mi się tego tematu rozwijać, bo to żenada. Poszukaj sobie sama informacji.
Tak więc bardzo Cię proszę: weź się do roboty. Skoro już jesteś patronką polskich kolejarzy.
Dlaczego w innych krajach jest inaczej? Choćby w Czechach, albo na Słowacji .... 
Pozdrawiam serdecznie
Lidia - żona kolejarza, sama z kolejarskiej rodziny.

Na zachętę - kilka moich kolejowych zdjęć. Dawno ich na blogu nie było ;)

Nowy pociąg Kolei Wielkopolskich - po prawej.



Ten jest Przewozów Regionalnych, chyba, ale pewna nie jestem. Może i TLK?


Dalej lokomotywa manewrowa, glapy na drutach i zrzucające orzechy na tory i różowa lokomotywa - dalej przelatuje ze świstem, pędząc do Warszawy.




A dla wszystkich Katarzyn ,które dzisiaj mają imieniny, z najlepszymi życzeniami ,widoczek sprzed kilku tygodni:


I dla pozostałych - prosta droga :)


czwartek, 19 listopada 2015

Czarny kot straszy niczym czarna wołga.

Słyszeliście być może o Dniu Czarnego Kota?
Ogłoszony został we Włoszech i obchodzony jest 17 listopada. 
Wiemy doskonale, ilu uprzedzeniom hołduje mnóstwo ludzi. Uprzedzenia dotyczą oczywiście kotów, szczególnie czarnych. Niedawno wyczytałam, na fejsie bodajże, że czarne koty dłużej czekają w schroniskach na adopcję niż pozostałe. Na drugim miejscu są "krówki". Może coś w tym jest. Nie wiem.
Kiedy byłam dużo młodsza, to najbardziej podobały się mi właśnie czarnuchy. I pierwszy kot, który zawitał do domu, był właśnie czarny.
Późniejsze natomiast - buraski same, jedna szyldkretka. Dopiero teraz mamy w domu czarnego, ogromnego kociambra, chociaż w międzyczasie moje preferencje co do umaszczenia zwierzaka, zmieniły się diametralnie.
W sensie, że podobają się mi prawie wszystkie koty na świecie :)) Jakieś 98% ;)

Kocich zabobonów jest cała masa. Zanim napiszę Wam, co znalazłam w sieci, to najpierw dwie historyjki z mojego życia.
Wiadomo, że jak kot przebiegnie komuś drogę, a zwłaszcza czarny, to pech murowany. Ale jest na to antidotum. Trzeba poczekać, aż ktoś inny przejdzie przed nami i gotowe :)) Kilka lat temu szłam sobie chodnikiem, a z naprzeciwka jechał samochód. Nagle czarny kot przebiegł nam drogę. Kierowca samochodu zatrzymał się, poczekał aż przejdę, a potem odjechał. Ubaw z głupola miałam nieziemski :)))
Drugą historię opowiedział mi brat, pracujący w służbach mundurowych. Zdarzyła się mu praca w sylwestra. Dostali wezwanie do domu starszej pani, która od jakiegoś czasu już nie żyła. Weszli, a na jej brzuchu leżał kot. I nie wyjadł jej wnętrzności, jak to mówią miejsko-wiejskie legendy, tylko pewnie ogrzewał ją swoim ciałem. Ot, co.

Tutaj znalazłam wiele powiedzeń i przesądów związanych z kotami. 
I w Anglii wierzono, że jak kot myje się za uszami lub rozszerzają się mu źrenice, to spadnie deszcz. A kiedy siedzi z podwiniętymi czterema łapami, to będzie zimno. Hmmm, być może.
To jest ciekawe: Gdy kot domowy jest czarny, kochanków dziewczętom nie zabraknie.
Moi rodzice chyba podświadomie buraski preferowali ha,ha. A teraz, dziewczęciem już nie jestem, więc czarny kot w domu kochanków nie ściągnie ;)
Następne jest fajne: Na początku XVI w. gość przybywający do angielskiego domu zawsze całował domowego kota. 
Amerykanie natomiast wierzą, że sen o białym kocie jest zapowiedzią szczęścia, spotkanie z nim - wręcz przeciwnie.
Holenderskie:  Nie należy wpuszczać kotów do pokojów, w których toczą się rodzinne rozmowy, bo rozniosą one plotki po okolicy.
Ciekawa sprawa z tymi plotkami, bo my często nabijamy się, że Bonus sąsiadów podsłuchuje i szkoda, że nie umie mówić :)) Zwłaszcza, że latem, nasi sąsiedzi z naprzeciwka zdjęli osłonę z balkonu w pewnym momencie. Zauważyliśmy, że kociamber nasz siedząc na balkonie wygląda tak, jakby ich podsłuchiwał. A kiedy, po jakimś czasie, sąsiedzi założyli tę osłonę z powrotem, radocha nasza była wielka :))
Irlandzkie powiedzenie: Zabicie kota to 17 lat pecha.
Niemieckie: Spotkanie kota w pierwszy dzień nowego roku to dobry znak. (Niektóre źródła precyzują, że chodzi o czarnego kota.)
Mamy zatem szansę na szczęście w przyszłym roku ;)
Szkoci uważają, że: Obcy czarny kot na werandzie oznacza pomyślność i dobrobyt.
Szkoda, że nie mam werandy .....
Koty czasem kichają. I na to znajdą się odpowiednie czary ;)
Włochy: Kichnięcie kota to dobra wróżba dla tego, kto je usłyszy.
Oraz: Trzy kichnięcia kota wróżą przeziębienie.
Jeżeli kot kichnie na pannę młodą w dniu ślubu, małżeństwo będzie szczęśliwe.
Do tego dochodzi cała masa twierdzeń, zabobonów, przekonań związanych z wpływem kota na zdrowie człowieka. 
O przegryzaniu tętnic chyba każdy słyszał .... już się normalnie boję ;) 
Na forum miau znalazłam kolejne perełki: o bezpłodności dziewczynek w domach, gdzie są koty, o kocie śpiącym na poduszce 
z człowiekiem, kradnącym jego oddech. 
A tu na temat ciąży, noworodka i kotów. I słynnego starszaka w postaci toksoplazmozy.
I kilka cytatów z powyższej strony:  Kot udusi dziecko wsuwając mu ogon do gardła.
Ciekawam, jak miałby to zrobić?? 
Dobre: Koty powodują niepłodność 8O
Odpowiedź: Nie wiesz?bo zaklaczają macicę 
Kolejne: 
- Nie chciałaby mieć kota lub psa, bo dziecko mogłoby mieć twarz podobną do kociej lub psiej mordki albo miałoby cztery sutki,
- A jeśli już rzeczonego kota posiada, nie patrzyłaby mu prosto w oczy, bo dziecko urodziłoby się z kocimi oczami.

Znacie jakieś inne? 
O, jeszcze jeden się mi przypomniał. Że koty śmierdzą. Taaa, jakoś tego nie czuję. Może się mi już "kubki" węchowe zdegenerowały ;) Trudno.
Jestem kociarą, nie da się ukryć, ale jakieś resztki zdrowego rozsądku jeszcze zachowałam. Chyba ;)

Pozdrawiam wszystkich kociolubnych i wszystkie kociambry :)

PS. Pamiętajcie o kalendarzach i zooplusie :)

czwartek, 12 listopada 2015

O święcie

Wczoraj wybraliśmy się z Chłopem do miasta uważanego za pierwszą stolicę Polski, chociaż tak naprawdę to chyba do końca takie jasne i oczywiste nie jest, jak to w życiu zazwyczaj zdarza się nagminnie.
Tym niemniej i póki co, Gniezno dzierży palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie.
Powodem, dla którego tam pojechaliśmy, był oczywiście Bieg Niepodległości, w tym mieście odbył się po raz pierwszy.
Mimo, że Gniezno jest niedaleko nas, mało je znam. Jadąc do Bornego np., przejeżdżamy przez nie, błogosławiąc obwodnicę miasta ,dzięki której nie musimy kluczyć po ulicach i uliczkach. Opracowany mam też dojazd do dworca kolejowego, a wczoraj pokierowała nas nawigacja i węch, bo znaleźliśmy dobre miejsce do parkowania :))
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz spacerowałam po Rynku .....
Pogoda była wczoraj nader przekropna. Co chwilę moczył nas jesienny kapuśniaczek, żeby za chwilę dać nadzieję na przejaśnienia ... do tego wiał spory wiatr, przy temperaturze 14 stopni. Jak dla biegaczy - pogoda wręcz idealna.
Trasa liczyła 11 km, a prowadziła po ulicach i uliczkach w centrum miasta, jak również wokół Jeziora Jelonek za katedrą. Start odbył się spod katedry, a meta była na Rynku. O dziwo, trasa okazała się bardzo wymagająca, było sporo dość stromych podbiegów, do tego mokra kostka brukowa ... ale chyba nikomu nic się nie stało i każdy zadowolony do domu wrócił.
Chłop mój osiągnął niezły czas i miejsce, więc też miał powody do radości, przeanalizowawszy międzyczasy, tętna i spalone kalorie ;) czy co tam jeszcze zegarek mu pokazał ....
Po tym wstępie pokażę Wam zdjęcia. Jeśli byliście kiedyś w Gnieźnie, to bez problemu rozpoznacie sfotografowane miejsca, 
a jeśli nie byliście to ... i tak pewnie widzieliście kiedyś te widoczki ;)


Wieża katedry schowana za drzewami.

 Widok na katedrę, a z lewej strony pomnik Bolesława Chrobrego

 Ktoś rozpoznaje to miejsce? Znajduje się naprzeciwko katedry. To pałac arcybiskupi. Rezydencja prymasa Polski, a na tym balkonie pamiętam papieża podczas jego wizyty w 1979 roku.
Jak widać - stąd wystartowali biegacze, na lewo.


 Okolice startu i wolontariusze "biegowi".

 Widok na katedrę z Rynku. Za moimi plecami była meta.

Godło Gniezna na Rynku.

Mieliśmy sporo czasu od momentu odebrania pakietu startowego do rozpoczęcia biegu, więc tak sobie połaziliśmy tu i ówdzie. Weszliśmy również do katedry, ale odbywała się tam msza, więc chodzenie po niej było wykluczone.
Stanęliśmy w pewnym momencie po arkadami, bo zaczęło mocniej zacinać. Na zdjęciu ich nie widać, ale popatrzcie na to 
z widokiem. Po prawej stronie, ciemna zieleń tynku na parterze. Mieści się tam jakaś restauracja, a zaraz za nią, skręca się 
w ulicę Podgórną. Wiedzie ona do klasztoru i kościoła franciszkanów. I tak sobie stoję, flagi łopoczą na wietrze, po ulicy snuje się sporo biegaczy i niebiegaczy, a z Podgórnej wychodzi postać w czarnej pelerynie i kapturze na głowie. Taka niecodzienna 
i jakby z innej epoki już.
Ciekawy kontrast z resztą ludzi.

Jakby tego było mało, tuż obok mnie, w innym momencie przejechał taki to samochód:



Okazało się później, że jechał nim sam Piłsudski.
Oczywiście aktor teatru w Gnieźnie. Jego wystąpienie było jednym z elementów uroczystości pod katedrą.

A na rynku znajdują się tabliczki z godłami różnych miast, głównie Wielkopolski, należących do Związku Miast Polskich. Kilkanaście z nich sfotografowałam. Wybór był całkowicie subiektywny, bo albo godło się mi spodobało, albo kierowały mną względy sentymentalne na ten przykład.

Które najładniejsze? Mnie np. urzekły kaczorki i niechanowska róża. Zadziwiło oko w godle Witkowa, czy przypomniał się Bieg Lwa w Tarnowie Podgórnym...

I tak minęło nam przedpołudnie i część popołudnia wczorajszego.

Cieszą różne imprezy organizowane z okazji Święta Odzyskania Niepodległości.

Hmmm, naiwna jestem chyba jak dziecko. Bo burdy chyba jednak były.

Cóż. Wczoraj były imieniny Marcina. Z pogody w tym dniu, można wywróżyć nadchodzącą zimę.
Co mówią przysłowia?

Chmurny Marcin chętnie przyprowadza łagodną zimę, mrozy straszne zgładza.
Gdy liście przed Marcinem nie opadają, to mroźną zimę przepowiadają.
Jaki dzień na świętego Marcina, taka będzie cała zima.
Jak Marcin z chmurami niestateczna zima przed nami.

Jak będzie? Pożyjemy, zobaczymy.

Do miłego wszystkim :)

P.S. Pamiętajcie o zakupach w zooplusie i kalendarzach - banerki prawy górny róg bloga. 

To ja się pożegnam

Coraz mniej mnie na blogach od jakiegoś czasu. Nie mam ani pomysłów, ani sił i chęci do pisania nowych postów. W dodatku przyplątały się ...