poniedziałek, 30 listopada 2015

Niespodzianki i próba rozgrzania smutnego umysłu

Najpierw:
Zajrzyjcie do Pastelowego Kurnika 
Kilka kotów z Warszawy potrzebuje natychmiastowej pomocy. Może ktoś, gdzieś, jakiegoś weźmie????

Miło mi, że z takim zrozumieniem odnieśliście się do mojej odezwy do świętej Katarzyny ♥. Niestety, czasem człowiek musi, bo inaczej się udusi.
Pewnie nie wszyscy w komentarzach doczytali, jak napisałam o kontroli u mojego kolejarza w pracy, na którą miał przyjechać jakiś upierdliwiec. Fakt, nie mój Chłop miał z nim chodzić i oczami świecić, ale wnioski i czepianie się szczegółów, czasem od zwykłych pracowników niezależnych, wpłynęłyby również i na niego.
Otusz ;) wyobraźcie sobie, że czepialski nie przyjechał .... zamiast niego był jakiś młody gość, który zrobił, co do niego należało, ale bez wariacji. Nnno! Oby tak dalej. Zobaczymy.

Teraz o niespodziankach. Jakiś czas temu wzięłam udział w rozdawajce u Czerwonej Filiżanki, która miała na zbyciu blender. Szczerze mówiąc, udział wzięłam dzięki mojemu Chłopu, bo on jest wielkim entuzjastą tego urządzenia. W domu mamy jeden, ale on już swoje lata ma, a poza tym wchodzi w skład takiego sprzętu, które może być np. trzepaczką, albo służyć do rozdrobnienia np. cebuli. W zależności od nakładki. I zostałam wylosowana :) 
Przyszła do mnie przesyłka, w której był wyżej wymieniony, a poza tym parę miłych drobiazgów: cienie do powiek w kolorach, które bardzo lubię ( skąd Filiżanka wiedziała?;)), kartka z kaszubskimi przysłowiami, słodycz dla nas i przysmak dla Bonusa. 
Te dwie ostatnie zostały szybko zjedzone :)


Jeszcze raz bardzo Ci, Czerwona Filiżanko, dziękuję :)
Blender działa jak szalony, Chłop jest z niego bardzo zadowolony, bo moc ma odpowiednią, większą od naszego starego i nic mu nie "wylata" :))

Kilka dni później, do drzwi zadzwoniła pani listonoszka z przesyłką, czym mnie niemożebnie zadziwiła .... Pacze, a tu pismo Hany, w kopercie natomiast:


Tak, tak, oryginał z kalendarza Biała Kura, którą jeszcze być może, można kupić na wyprzedaży.
Gosianka wymyśliła również, że do każdej kartki z kalendarza ma być wymyślona bajka, która oparta jest na faktach, albo całkowicie zmyślona. Jako, że my występujemy w styczniu już, napisałam opowieść "Jak to z Bonusem było", która pojawi się do poczytania u Gosianki, w Kurniku (??) - nie pamiętam już i oczywiście u mnie na blogu.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba, a poza tym każdy może taką bajkę napisać. O Bonusie również. Jak ktoś chce i ma natchnienie, to proszę bardzo :)

Hano - dziękuję bardzo :))

Od kilku dni, przez nasze blogi przetacza się fala smutku, melancholii ... każdy ma jakiś powód, żeby poczuć się beznadziejnie. Pogoda nie sprzyja radości, szybko robi się ciemno, zimno, a dzisiejszy wiatr, niczym halny, smuci, huczy, przywiewając nie wiadomo co i skąd.
Moja podświadomość czuje się w takich klimatach wspaniale. To jest to! Uwielbiamy się zdołować ..... unurzać w czerni smutku ... super sprawa.
Od jakiegoś czasu próbuję ją tresować, trwa to już kilka lat, niewielki postęp jest. Nie jest łatwo przebić się przez warstwę nagromadzoną przez kilkanaście, czy w zasadzie kilkadziesiąt lat. A może kilkaset?

Tą ekspiacją chciałabym zaproponować Wam mały konkurs. Czy bardziej zachęcić do próby rozgrzania smutnego umysłu. 
Nagrodą będą specjalne życzenia świąteczne od Bonusa :) Jeszcze nie wiem, w jakiej formie, ale to nic. Coś wymyślę.
Na czym ta rozgrzewka miałaby polegać? Wrzucę za chwilę dwa zdjęcia z moim komentarzem. 
Obejrzyjcie je, a pod spodem napiszę pytania.



Instalacja z pierwszego zdjęcia stoi u mnie w sypialni. Na drugim zdjęciu, oprócz Bonusa jest pasek papieru. Szary, bo to brystol, o szerokości 1 cm.
Pytania brzmią:
1.Do czego służy ta instalacja i w jaki sposób powstała - w sensie kto i w jaki sposób mógł przyczynić się do jej powstania?
2. Analogicznie ów pasek papieru - do czego służy? Komu? Skąd się wziął? 

Na Wasze mailowe odpowiedzi czekam do końca Barbórki, do północy. A w Mikołaja ogłoszę werdykt i opublikuję Wasze przypuszczenia.
Nie muszą to być długie elaboraty ☺
Zastrzegam sobie subiektywizm owego werdyktu ;)
Adres mailowy to: zycieiszycie(maupa)interia.pl - z boku bloga też jest.
Serdecznie zapraszam do zabawy i zachęcam :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie ♥♥♥

środa, 25 listopada 2015

Moja droga Katarzyno ...

Patronką dzisiejszego dnia jest św. Katarzyna z Aleksandrii. Jest patronką ludzi, którzy reprezentują wiele zawodów, ale przede wszystkim polskich kolejarzy.
Przede wszystkim, z takiego patronatu jest mi znana, żeby była jasność ;)
Postanowiłam napisać do niej małą odezwę, chociaż w świętych za bardzo nie wierzę.
Zatem:
Moja droga Katarzyno!
Jak zapewne nie wiesz, jestem żoną kolejarza. I to nie maszynisty, czy konduktora, czy jakiegoś naczelnika,  tylko takiego ot szuszwola kolejowego, którego widać czasem, jak szwenda się wzdłuż torów, albo - co niedopuszczalne, stoi i gapi się na podróżnych, kiedy ci przejeżdżają obok mniej lub bardziej eleganckim Intercity lub TLK. Podróżni owi, często krytykują tych stojących, twierdząc, że oni nic nie robią. Cóż, przepisy bhp wymagają, aby w momencie przejazdu pociągu zejść z torowiska 
i nie zostać przejechanym. Proste, prawda?
Pamiętasz może, jak w zeszłym roku nawtykałam Ci ze złości, nie mogąc znieść absurdów, które mąż mój z pracy przynosił? 
W sensie, że opowiadał? Może i nie pamiętasz, masz przecież tyle na głowie. 
Być może z lekka Tobą opowieści te wstrząsnęły, bo jest ciut lepiej. Ale nie ciesz się. Ciut nie oznacza, że należy szampany otwierać i świętować odrodzenie polskiej kolei. Ciut, to ciut. I tylko tyle. Ciut znaczy, że zamiast dwóch jest ich czterech. Rozumiesz?
Nie mam pojęcia, dlaczego polscy kolejarze ustanowili Cię swoją patronką, może dlatego, że opiekujesz się przewoźnikami. Wiem tylko, że nie wyrabiasz w tej roli. A może nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo źle się dzieje? W końcu między Aleksandrią, a Polską jest dość spory dystans.
Z okazji Twego święta, życzę Tobie, abyś wzięła się do roboty. Żeby w końcu coś lepszego zaczęło się dziać. Bo remonty, ładne pociągi, unowocześniany tabor cieszy, ale to nie wszystko. Kiedy się nad tym pochylisz, będziesz wiedziała, dlaczego tak piszę.
Nie wiesz tego, ale ja bardzo lubię kolej. Lubię pociągi, dworce, megafony, zapowiedzi, dworcowe zegary ... moja rodzina przyczyniła się do rozwoju kolei - jako mróweczki w trybikach wielkiej machiny, brat babci został przez Niemców zamordowany 
w parowozowni, gdzie pracował. I cała ta praca i życie zostały zmarnowane, rozumiesz? Ta stacja, kiedyś leżąca na magistrali północ - południe, zarosła chwastami. Dopiero od niedawna wróciły na nią pociągi. Dzięki kolejnym mróweczkom, a nie urzędasom na górze, którzy, jak zawsze, stracili poczucie rzeczywistości.
A wąskotorówki? Te, które jeżdżą, to tylko dzięki  pasjonatom i świrusom, którzy robią wszystko, czasem przegrywają z tak zwaną ekonomią. Wiem, wiem, czasy się już zmieniły, trudno żebyśmy ciuchciami się przemieszczali, mając do dyspozycji szybsze środki lokomocji, ale nie o to mi chodzi, przecież. 
Kolejne hasełko - parowozownia w Wolsztynie. Nie chce mi się tego tematu rozwijać, bo to żenada. Poszukaj sobie sama informacji.
Tak więc bardzo Cię proszę: weź się do roboty. Skoro już jesteś patronką polskich kolejarzy.
Dlaczego w innych krajach jest inaczej? Choćby w Czechach, albo na Słowacji .... 
Pozdrawiam serdecznie
Lidia - żona kolejarza, sama z kolejarskiej rodziny.

Na zachętę - kilka moich kolejowych zdjęć. Dawno ich na blogu nie było ;)

Nowy pociąg Kolei Wielkopolskich - po prawej.



Ten jest Przewozów Regionalnych, chyba, ale pewna nie jestem. Może i TLK?


Dalej lokomotywa manewrowa, glapy na drutach i zrzucające orzechy na tory i różowa lokomotywa - dalej przelatuje ze świstem, pędząc do Warszawy.




A dla wszystkich Katarzyn ,które dzisiaj mają imieniny, z najlepszymi życzeniami ,widoczek sprzed kilku tygodni:


I dla pozostałych - prosta droga :)


czwartek, 19 listopada 2015

Czarny kot straszy niczym czarna wołga.

Słyszeliście być może o Dniu Czarnego Kota?
Ogłoszony został we Włoszech i obchodzony jest 17 listopada. 
Wiemy doskonale, ilu uprzedzeniom hołduje mnóstwo ludzi. Uprzedzenia dotyczą oczywiście kotów, szczególnie czarnych. Niedawno wyczytałam, na fejsie bodajże, że czarne koty dłużej czekają w schroniskach na adopcję niż pozostałe. Na drugim miejscu są "krówki". Może coś w tym jest. Nie wiem.
Kiedy byłam dużo młodsza, to najbardziej podobały się mi właśnie czarnuchy. I pierwszy kot, który zawitał do domu, był właśnie czarny.
Późniejsze natomiast - buraski same, jedna szyldkretka. Dopiero teraz mamy w domu czarnego, ogromnego kociambra, chociaż w międzyczasie moje preferencje co do umaszczenia zwierzaka, zmieniły się diametralnie.
W sensie, że podobają się mi prawie wszystkie koty na świecie :)) Jakieś 98% ;)

Kocich zabobonów jest cała masa. Zanim napiszę Wam, co znalazłam w sieci, to najpierw dwie historyjki z mojego życia.
Wiadomo, że jak kot przebiegnie komuś drogę, a zwłaszcza czarny, to pech murowany. Ale jest na to antidotum. Trzeba poczekać, aż ktoś inny przejdzie przed nami i gotowe :)) Kilka lat temu szłam sobie chodnikiem, a z naprzeciwka jechał samochód. Nagle czarny kot przebiegł nam drogę. Kierowca samochodu zatrzymał się, poczekał aż przejdę, a potem odjechał. Ubaw z głupola miałam nieziemski :)))
Drugą historię opowiedział mi brat, pracujący w służbach mundurowych. Zdarzyła się mu praca w sylwestra. Dostali wezwanie do domu starszej pani, która od jakiegoś czasu już nie żyła. Weszli, a na jej brzuchu leżał kot. I nie wyjadł jej wnętrzności, jak to mówią miejsko-wiejskie legendy, tylko pewnie ogrzewał ją swoim ciałem. Ot, co.

Tutaj znalazłam wiele powiedzeń i przesądów związanych z kotami. 
I w Anglii wierzono, że jak kot myje się za uszami lub rozszerzają się mu źrenice, to spadnie deszcz. A kiedy siedzi z podwiniętymi czterema łapami, to będzie zimno. Hmmm, być może.
To jest ciekawe: Gdy kot domowy jest czarny, kochanków dziewczętom nie zabraknie.
Moi rodzice chyba podświadomie buraski preferowali ha,ha. A teraz, dziewczęciem już nie jestem, więc czarny kot w domu kochanków nie ściągnie ;)
Następne jest fajne: Na początku XVI w. gość przybywający do angielskiego domu zawsze całował domowego kota. 
Amerykanie natomiast wierzą, że sen o białym kocie jest zapowiedzią szczęścia, spotkanie z nim - wręcz przeciwnie.
Holenderskie:  Nie należy wpuszczać kotów do pokojów, w których toczą się rodzinne rozmowy, bo rozniosą one plotki po okolicy.
Ciekawa sprawa z tymi plotkami, bo my często nabijamy się, że Bonus sąsiadów podsłuchuje i szkoda, że nie umie mówić :)) Zwłaszcza, że latem, nasi sąsiedzi z naprzeciwka zdjęli osłonę z balkonu w pewnym momencie. Zauważyliśmy, że kociamber nasz siedząc na balkonie wygląda tak, jakby ich podsłuchiwał. A kiedy, po jakimś czasie, sąsiedzi założyli tę osłonę z powrotem, radocha nasza była wielka :))
Irlandzkie powiedzenie: Zabicie kota to 17 lat pecha.
Niemieckie: Spotkanie kota w pierwszy dzień nowego roku to dobry znak. (Niektóre źródła precyzują, że chodzi o czarnego kota.)
Mamy zatem szansę na szczęście w przyszłym roku ;)
Szkoci uważają, że: Obcy czarny kot na werandzie oznacza pomyślność i dobrobyt.
Szkoda, że nie mam werandy .....
Koty czasem kichają. I na to znajdą się odpowiednie czary ;)
Włochy: Kichnięcie kota to dobra wróżba dla tego, kto je usłyszy.
Oraz: Trzy kichnięcia kota wróżą przeziębienie.
Jeżeli kot kichnie na pannę młodą w dniu ślubu, małżeństwo będzie szczęśliwe.
Do tego dochodzi cała masa twierdzeń, zabobonów, przekonań związanych z wpływem kota na zdrowie człowieka. 
O przegryzaniu tętnic chyba każdy słyszał .... już się normalnie boję ;) 
Na forum miau znalazłam kolejne perełki: o bezpłodności dziewczynek w domach, gdzie są koty, o kocie śpiącym na poduszce 
z człowiekiem, kradnącym jego oddech. 
A tu na temat ciąży, noworodka i kotów. I słynnego starszaka w postaci toksoplazmozy.
I kilka cytatów z powyższej strony:  Kot udusi dziecko wsuwając mu ogon do gardła.
Ciekawam, jak miałby to zrobić?? 
Dobre: Koty powodują niepłodność 8O
Odpowiedź: Nie wiesz?bo zaklaczają macicę 
Kolejne: 
- Nie chciałaby mieć kota lub psa, bo dziecko mogłoby mieć twarz podobną do kociej lub psiej mordki albo miałoby cztery sutki,
- A jeśli już rzeczonego kota posiada, nie patrzyłaby mu prosto w oczy, bo dziecko urodziłoby się z kocimi oczami.

Znacie jakieś inne? 
O, jeszcze jeden się mi przypomniał. Że koty śmierdzą. Taaa, jakoś tego nie czuję. Może się mi już "kubki" węchowe zdegenerowały ;) Trudno.
Jestem kociarą, nie da się ukryć, ale jakieś resztki zdrowego rozsądku jeszcze zachowałam. Chyba ;)

Pozdrawiam wszystkich kociolubnych i wszystkie kociambry :)

PS. Pamiętajcie o kalendarzach i zooplusie :)

czwartek, 12 listopada 2015

O święcie

Wczoraj wybraliśmy się z Chłopem do miasta uważanego za pierwszą stolicę Polski, chociaż tak naprawdę to chyba do końca takie jasne i oczywiste nie jest, jak to w życiu zazwyczaj zdarza się nagminnie.
Tym niemniej i póki co, Gniezno dzierży palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie.
Powodem, dla którego tam pojechaliśmy, był oczywiście Bieg Niepodległości, w tym mieście odbył się po raz pierwszy.
Mimo, że Gniezno jest niedaleko nas, mało je znam. Jadąc do Bornego np., przejeżdżamy przez nie, błogosławiąc obwodnicę miasta ,dzięki której nie musimy kluczyć po ulicach i uliczkach. Opracowany mam też dojazd do dworca kolejowego, a wczoraj pokierowała nas nawigacja i węch, bo znaleźliśmy dobre miejsce do parkowania :))
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz spacerowałam po Rynku .....
Pogoda była wczoraj nader przekropna. Co chwilę moczył nas jesienny kapuśniaczek, żeby za chwilę dać nadzieję na przejaśnienia ... do tego wiał spory wiatr, przy temperaturze 14 stopni. Jak dla biegaczy - pogoda wręcz idealna.
Trasa liczyła 11 km, a prowadziła po ulicach i uliczkach w centrum miasta, jak również wokół Jeziora Jelonek za katedrą. Start odbył się spod katedry, a meta była na Rynku. O dziwo, trasa okazała się bardzo wymagająca, było sporo dość stromych podbiegów, do tego mokra kostka brukowa ... ale chyba nikomu nic się nie stało i każdy zadowolony do domu wrócił.
Chłop mój osiągnął niezły czas i miejsce, więc też miał powody do radości, przeanalizowawszy międzyczasy, tętna i spalone kalorie ;) czy co tam jeszcze zegarek mu pokazał ....
Po tym wstępie pokażę Wam zdjęcia. Jeśli byliście kiedyś w Gnieźnie, to bez problemu rozpoznacie sfotografowane miejsca, 
a jeśli nie byliście to ... i tak pewnie widzieliście kiedyś te widoczki ;)


Wieża katedry schowana za drzewami.

 Widok na katedrę, a z lewej strony pomnik Bolesława Chrobrego

 Ktoś rozpoznaje to miejsce? Znajduje się naprzeciwko katedry. To pałac arcybiskupi. Rezydencja prymasa Polski, a na tym balkonie pamiętam papieża podczas jego wizyty w 1979 roku.
Jak widać - stąd wystartowali biegacze, na lewo.


 Okolice startu i wolontariusze "biegowi".

 Widok na katedrę z Rynku. Za moimi plecami była meta.

Godło Gniezna na Rynku.

Mieliśmy sporo czasu od momentu odebrania pakietu startowego do rozpoczęcia biegu, więc tak sobie połaziliśmy tu i ówdzie. Weszliśmy również do katedry, ale odbywała się tam msza, więc chodzenie po niej było wykluczone.
Stanęliśmy w pewnym momencie po arkadami, bo zaczęło mocniej zacinać. Na zdjęciu ich nie widać, ale popatrzcie na to 
z widokiem. Po prawej stronie, ciemna zieleń tynku na parterze. Mieści się tam jakaś restauracja, a zaraz za nią, skręca się 
w ulicę Podgórną. Wiedzie ona do klasztoru i kościoła franciszkanów. I tak sobie stoję, flagi łopoczą na wietrze, po ulicy snuje się sporo biegaczy i niebiegaczy, a z Podgórnej wychodzi postać w czarnej pelerynie i kapturze na głowie. Taka niecodzienna 
i jakby z innej epoki już.
Ciekawy kontrast z resztą ludzi.

Jakby tego było mało, tuż obok mnie, w innym momencie przejechał taki to samochód:



Okazało się później, że jechał nim sam Piłsudski.
Oczywiście aktor teatru w Gnieźnie. Jego wystąpienie było jednym z elementów uroczystości pod katedrą.

A na rynku znajdują się tabliczki z godłami różnych miast, głównie Wielkopolski, należących do Związku Miast Polskich. Kilkanaście z nich sfotografowałam. Wybór był całkowicie subiektywny, bo albo godło się mi spodobało, albo kierowały mną względy sentymentalne na ten przykład.

Które najładniejsze? Mnie np. urzekły kaczorki i niechanowska róża. Zadziwiło oko w godle Witkowa, czy przypomniał się Bieg Lwa w Tarnowie Podgórnym...

I tak minęło nam przedpołudnie i część popołudnia wczorajszego.

Cieszą różne imprezy organizowane z okazji Święta Odzyskania Niepodległości.

Hmmm, naiwna jestem chyba jak dziecko. Bo burdy chyba jednak były.

Cóż. Wczoraj były imieniny Marcina. Z pogody w tym dniu, można wywróżyć nadchodzącą zimę.
Co mówią przysłowia?

Chmurny Marcin chętnie przyprowadza łagodną zimę, mrozy straszne zgładza.
Gdy liście przed Marcinem nie opadają, to mroźną zimę przepowiadają.
Jaki dzień na świętego Marcina, taka będzie cała zima.
Jak Marcin z chmurami niestateczna zima przed nami.

Jak będzie? Pożyjemy, zobaczymy.

Do miłego wszystkim :)

P.S. Pamiętajcie o zakupach w zooplusie i kalendarzach - banerki prawy górny róg bloga. 

sobota, 7 listopada 2015

Wyróżnienie od Erraty

Jakiś czas temu, Errata poleciała po całości, nominując całą chmarę osób w ramach wyróżnienia "Liebster award". Jak to Errata, do sprawy podeszła niekonwencjonalnie - zważywszy na ilość nominowanych, oraz pytania, które mogłyby być tematami na maturze pisemnej z polskiego. Tej starej, oczywiście, podczas której trzeba było napisać wypracowanie na minimum 5 stron papieru kancelaryjnego, chyba.
Postaram się zatem rozwinąć pytania Erraty, ale wypracowań pisać nie będę, bo kto to przeczyta ;)

Oto pytania:
1. Jak sadzisz, czy w resocjalizacji więźniów lepiej sprawdza się podejście restrykcyjne, czy też "liberalne"?
2. Jaką rolę w Twoim życiu pełni muzyka. Bardziej jest inspiracją, czy też wyciszeniem?
3. Czy ujmowanie życia w kategoriach estetyki jest "po linii" Bożej, czy szatańskiej raczej?
4. Gdybyś miał w swojej gestii kilkanaście milionów na cele społeczne, jak być je rozdysponował. Wiadomo, że wszystkim pomóc nie sposób. Czy w tej sytuacji rozdawałbyś przysłowiowe ryby, czy też raczej zainwestowałbyś w wędki.
5. Czy zgadzasz się z powiedzeniem "wszystkie dzieci nasze są"? Jak widzisz to w praktyce, miedzy innymi również w kategoriach legislacyjnych.

Z resocjalizacją nie miałam nigdy do czynienia. Uważam jednakże, że ci, którzy popełnili ciężkie przestępstwa i nie wykazują chęci poprawy, skruchy, czy ta skrucha jest nieszczera, powinni do końca swoich dni ciężko pracować, bez pobłażania im, litowania się, czy stwarzania warunków lepszych niż mają dzieci w domach dziecka lub pensjonariusze w domach opieki. Niektórych nie da się po prostu zmienić. Aczkolwiek szansę każdy dostać może.
Niestety jest to, jak widzimy, nierealne.

Co do muzyki .... mało jej słucham w tej chwili. Większość stacji radiowych wrzuca taką sieczkę, powtarzaną milion razy, że tego słuchać się nie da. I nie chce mi się wyszukiwać jakichś alternatywnych mediów, nie mam takiej potrzeby.
Paradoksalnie, za czasów komuny, muzyka w Polsce stała na wysokim poziomie. Była pewnie takim wentylem bezpieczeństwa, odskocznią od rzeczywistości ... nie było tak swobodnego dostępu do tego, co działo się na Zachodzie, więc naszych artystów stać było na własny styl, a nie kopiowali bezmyślnie zachodnich wykonawców, chociaż się wzorowali. Np. Lady Pank na Police.
Będąc nastolatką w latach 80., słuchałam wszystkiego, co się dało. A pomagała mi w tym Radiowa Trójka, Rozgłośnia Harcerska, czy nawet program pierwszy Polskiego Radia. Było co posłuchać ....
I bożej, i szatańskiej, moim zdaniem. Zależy od człowieka. Uważam, że niektórzy, poddający się namiętnie zabiegom chirurgii tak zwanej estetycznej, przywodzą na myśl monstra ze średniowiecznych malowideł. Mnie tam nic do tego, nie muszę na szczęście
z takimi przebywać, ani ich oglądać.
I nie podoba się mi moda na tatuaże, którą zachłysnęło się nasze społeczeństwo kilkanaście lat temu. Nie i już. No chyba, że mi się odmieni na starość i szczele se ;) motylka na tyłku, na ten przykład. Albo wenża na kostce.

Wędki, zdecydowanie. Dają człowiekowi więcej możliwości i wolności. Chociaż nie wszystkim ta wolność odpowiada.
W niektórych przypadkach rybę. A potem wędkę. 
Utopia, wiem.

Nie do końca się z tym zgadzam. Wychowanie i dbanie o dzieci to obowiązek ich rodziców przede wszystkim. I dobrze byłoby, gdyby im tego przynajmniej nie utrudniano. 
Odnoszę jednakże wrażenie, że rodzice mają coraz mniej praw do swoich dzieci, bo urzędas wie lepiej. Bulwersujące są praktyki zabierania dzieci, zamiast najpierw dać rodzicom wędkę. By sami mogli złowić ryby i zatroszczyć się o rodzinę. Oczywiście nie mam na myśli sytuacji patologicznych rodzin, w których dzieciom dzieje się ewidentna krzywda. Paradoksalnie - często się z tym nic nie robi.
Bulwersujące jest dla mnie, zmuszanie rodziców do bezsensownych często, szczepień swoich dzieci, straszenie ich grzywnami, za które to zabiegi, jakby nie było medyczne, nie odpowiada lekarz, tylko - rodzic. Kolejny paradoks. 
Kiedyś byłam gorącą zwolenniczką szczepień, bo wierzyłam, że tak ma być i chronią nas, a ich producentom wcale nie zależy na zyskach, tylko na naszych zdrowiu. Buchacha ....
Pracowałam kiedyś w wiejskiej szkole, do której chodziły dzieci z rodzin popegeerowskich, oraz gospodarzy, czy z rodzin,
w których rodzice pracowali w mieście.
Oczywiście wszystko należało się tym pierwszym, bo oni są biedni (sic!!!). Darmowe śniadania ( które były często wyrzucane do kosza, albo następowało obrzucanie się jogurtami), dofinansowanie do książek, przyborów szkolnych ( które nie były potem kupowane), paczki od burmistrza itp.
Rodzice ich nie mieli nigdy kasy na składki, na wycieczki dla dzieci, ale na papierosy i alkohol - jak najbardziej.
To coś tu nie gra, prawda?
Tak więc to wszystko postawione jest na głowie. Jak całe to życie na Ziemi. Paradoks goni paradoks, a my kręcimy się jak na karuzeli, albo drepczemy w miejscu, niczym chomiki w swoich "kręciołkach".
A to wszystko ch....j, jak śpiewają Elektryczne Gitary.

Nominować nikogo nie będę, bo Errata sporo osób do tablicy wywołała ;) ale, jeśli ktoś ma ochotę, to niech napisze coś "na temat" w komentarzach.

Udanego weekendu wszystkim życzę i dobrego nastroju ♥

poniedziałek, 2 listopada 2015

Ogłoszenia .... blogowe: kalendarze

Pora na to, aby powoli wyjść z dusznej tematyki walających się szczęk i innych takich tam dziwnych rzeczy ;) Tematu rozwijać nie będę, bo były osoby, które nie czytały mojego poprzedniego posta.

A więc ;) Kultowe kalendarze, czyli Biała Kura i Poetyckie Kotki od dzisiaj w sprzedaży!!!
Po instrukcje proszę zajrzeć do Gosianki, a na zachętę obrazek autorstwa Hany z Pastelowego Kurnika:


Poza tym jeszcze jedna sprawa, przekopiuję tekst z Kurnika:

Kureiry i Wszyscy Zwierzolubni ! Ja trochę od czapy - na pewno część z Was, zwierzolubnych, robi dla swoich zwierząt zakupy w Zooplusie. Jeśli tak jest, wchodźcie tam TYLKO przez banerek u Gosianki na blogu (górny prawy róg) oraz tędy, przez Kurnik - także prawy górny róg. Wam przecież wszystko jedno, a za każdy zakup przez Was zrobiony na konto Gosianki wpływa jakiś grosz. Nieduży, ale wiecie przecież, że grosz do grosza... Gosia prowadzi swój koci dom tymczasowy za własne pieniądze, nie korzysta z żadnych funduszy, nie zasila swojego "kociego" budżetu ze Skarpety. Zwierzolubni wiedzą, że wykarmienie i - przede wszystkim - szczepienia, odrobaczanie, kastracja i ewentualne leczenie, to są ogromne koszty. Możemy napełnić puste, kocie brzuszki nie ponosząc żadnych, najmniejszych nawet kosztów! Dziękuję!

Pozwoliłam sobie zmienić wstęp, bo na bloga zaglądają nie tylko Kureiry ;) 

Banerek wygląda tak. A zmodyfikowała go Panterka:


U mnie na blogu pojawi się zaraz odnośnik do bramki zooplusa u Gosi, a tam wejdziecie sobie dalej. 
Zachęcam serdecznie, bo Was i mnie też nic to nie kosztuje, a ułatwi Gosi prowadzenie DT dla zmaltretowanych życiowo kotów. 
I żadne szuje w tym nie przeszkodzą.

U nas dzisiaj ładnie i słonecznie, Bonusiasty od rana na balkonie patroluje okolicę. Ma widocznie nadzieję na jakieś udane polowanko ;)
Rozpoczął się u nas sezon na zabawę w "otwieramy i zamykamy drzwi od balkonu". Ale co tam, trochę się człowiek więcej porusza, bo jak kotu dupka zmarznie, to wchodzi do domu, ale drzwi już nie zamyka ;) Otwarcie jest możliwe, jeśli zostawimy lekko niedomknięte, to łapką sobie pchnie, albo z drugiej strony otworzy. Tudzież stoi i miauczy, czekając na swoich poddanych ;)
A najlepiej usiąść w ten sposób:


Albo tak, ale drzwi powinny być uchylone:


Czasem trzeba przypomnieć sobie o podusi. Zawsze to w dupkę cieplej. Przeważnie siedzi na wycieraczce:


Udanego dnia wszystkim życzę :)

To ja się pożegnam

Coraz mniej mnie na blogach od jakiegoś czasu. Nie mam ani pomysłów, ani sił i chęci do pisania nowych postów. W dodatku przyplątały się ...