niedziela, 17 czerwca 2018

Przeznaczenie

Witajcie wszyscy, którzy tu mimo przerwy zaglądacie :)
Czas zapierdziela, wieczorami jestem padnięta i nie chce mi się włączać komputera, trochę poczytam w pociągu na komórce, ale postów to już mi się nie chce na tym małym ekraniku ślepić.
A tyle mam fajnych zdjęć, które mogę oczywiście obrobić na telefonie, ale nie ogarnęłam go jeszcze jakoś tak bardzo, żeby w pełni wykorzystywać jego możliwości. Trochę szkoda, ale może, kiedyś ... ;)
Chwilę temu rozkwitły akacje, porobiłam im sporo zdjęć, tak pięknie wyglądały i pachniały ... 
i przekwitły. 
Jeszcze wcześniej, na mojej drodze do pracy w Poznaniu, stanęły przepiękne tawuły. 
Te przekwitły jeszcze szybciej.
Teraz lipy. Kwitną, pachną obłędnie, a nad nimi słychać, jak pilnie pracują pszczoły i inne bzykadełka ...
Ale miałam pisać o przeznaczeniu.
Jak to się dziwnie Los człowieczy układa.
Wspominałam kiedyś, że Chłopu mój zwolnił się pod koniec zeszłego roku z kolei, bo miał dosyć? Zachowań ludzkich, ocierających się o mobbing i takiej beznadziei, związanej z brakiem perspektyw i takich tam innych spraw ... mimo, że w zabezpieczeniu brakuje ludzi, zrobiła się spora luka pokoleniowa, to nikt nie miał czasu, a może chęci, żeby porozmawiać z nim, dlaczego się zwalnia po 32 latach pracy, może zaproponować inne rozwiązanie, ale nie pozbywać się osoby z doświadczeniem ... zabrakło. Trudno, ich strata.
Koniec końców, M. zahaczył się w pewnej firmie w naszym mieście, praca na produkcji, non stop na nogach przy maszynie, krótka jedna przerwa, chemikalia, nowości, zniecierpliwieni współpracownicy. Jakoś to ogarnął, ale nie wiązał z tym zajęciem jakiejś wielkiej przyszłości. 
Pewnego dnia, niedawno, mówi do mnie, że znalazł ogłoszenie na kolejowej stronie, że poszukują pracownika tak zwanego drogowego, czyli np.do koszenia trawy, sprawdzania stanu nawierzchni i torów, napraw tegoż - tak mniej więcej. Praca lżejsza od tej, co robił poprzednio. 
I tak dla hecy wysłał swoje cv.
To miasto jest już pod inną dyrekcją.
Po paru dniach zadzwonił do niego naczelnik i się mu spytał, czy przyjdzie do nich do pracy! Jeśli tak, to w poniedziałek ma jechać do dyrekcji na rozmowę z panią naczelnik.
Chłopu wyżebrał na jeden dzień urlop i pojechał. W wyniku rozmowy, dostał skierowania na badania lekarskie, które zrobił i .... wrócił na swoją ukochaną i najlepszą na świecie kolej :))))
Mimo, że na początku twierdził, że musi się od niej odciąć, że nie chce mieć z tym nic wspólnego .... 
Przeznaczenie go tam znów popchnęło. Fakt, że trochę mu pomógł ;)
Zatoczył wielkie koło i wrócił, chociaż w inne miejsce, w inne towarzystwo, inne zarządzanie. Mam nadzieję ,że teraz będzie tak, jak ma być, czyli dobrze.
Ja zresztą też nie chciałam już pracować w szkole po tym, jak zostałam z niej zwolniona.
I co? I nic, pracuję w szkolnictwie znowu, tyle, że gdzie indziej. 

A jeśli chodzi o naszego kota, to ciągle jeszcze w ubranku chodzi, dziura zarasta się bardzo, ale to bardzo powoli ... ale niedawno złapał mysz. Tak, jest to możliwe, żeby kot na sznurku złapał żywą mysz.
Chwycił ją do pyska i spierdzielał do domu, ile sił w łapkach. Chłopu zadzwonił do mnie, że Bonus ma mysz i niesie ją do domu, ja wyleciałam im naprzeciw i w tym momencie ją wypuścił.
Mysz zwiała pod krzaczek róży i nie wiem, co się z nią stało dalej .... może przeżyła ... ale co miałam zrobić? Pozwolić, żeby zaniósł ją do domu i tam mi gdzieś pod szafkami się schowała? Ehhhh .....
Kto by pomyślał - kot domowy, wykastrowany .... ale instynkt to instynkt.

Kwitnące tawuły na jednej z poznańskich ulic. Pięknie wyglądały :)
U nas dzisiaj duchota straszliwa, zapowiadają jakieś burze i deszcze .... za burze dziękujemy, ale o deszcz poprosimy. Bardzo, bardzo, bardzo.

Udanego poniedziałku wszystkim życzę :)

czwartek, 31 maja 2018

Kolejna majówka, wspomnienie poprzedniej

Przeleciał mi ten maj, jak zwariowany. Przecież przed chwilką byliśmy na majówce nad morzem, a tu już koniec miesiąca. I koniec roku szkolnego, bo co to są trzy tygodnie? 
Już zapomniałam, jak to jest pod koniec, kiedy zmęczenie sięga zenitu, a tu trzeba się sprężyć, bo oceny, bo dzienniki, świadectwa ... Te ostatnie mnie w tym roku nie dotyczą, ale dojazdy do pracy to i owszem. Oczywiście, sporo osób dojeżdża, ale co z tego? Ja nie jestem to sporo, tylko jestem ja ;)
Jazda pociągiem nie jest dla mnie jakoś uciążliwa, zawsze można pogapić się w okno, w telefon, czy na współpasażerów ... czasem ktoś znajomy jedzie, to sobie człowiek pogada ...
Ale nie mam nic naprzeciwko, żeby cztery dni odpocząć.
Był, co prawda plan, żeby pojechać nad morze, ale wizja wkurzonego i miaukolącego kota na pokładzie - nie, nie ... a potem jego foch gigant na wszystkich, bo przecież jak to? Skąd te podróże? Przecież niania przychodziła, personel wyjeżdżał, kot zostawał w domu i wszystko pięknie funkcjonowało. 
Wyobraźcie sobie, że i niani się kilka tygodni temu dostało... Bo czasem jest tak, że dzwonię do niej, kiedy z kotem na spacer wychodzę. Chodzimy sobie, gadamy, kotu wykorzystuje sytuację, jak może ;) a zawsze, kiedy ona do nas podchodzi, Bonus z własnej inicjatywy podchodzi do niej i o nogi się ociera ... 
Po naszym powrocie znad morza, niania do nas podchodzi, a kotu udaje, że jej nie widzi :)))))
Skubaniec jeden nasz ;)
Poza tym, kwitną lipy, trzeba wybrać się na zbiór, żeby nie przegapić, jak w zeszłym roku.
Będąc nad morzem, porobiłam mnóstwo zdjęć, jak zawsze i chcę je Wam pokazać. Bo czemu nie? 
Morze zawsze piękne jest :) Szkoda tylko, że tak daleko, tzn.może nie aż TAK daleko, tylko drogi takie sobie, więc podróż trochę trwa.
Miłego oglądania zatem Wam życzę :)



 
Port w Mrzeżynie. Na majówce dzikich tłumów nie było, nie to, co latem.

A teraz będzie morze, morze, morze, widoczki ... dla maniaków ;) Powiększcie sobie :)














Pogoda była świetna, wiało, ale od czego ten wyśmiany parawan? Właśnie od tego, żeby przed wiatrem się osłonić.
Oczywiście, nie zabrakło kąpieli - w wodzie :)))
Najpierw rozgrzewka, a potem chlup :)
Jakie to było fajne :)))) Przyjemne i cudne :))) Lekkie fale, mocne słońce i przyjemnie chłodna woda.
Oczywiście, tak naprawdę, to była pieruńsko zimna, może miała jakieś 8-9 stopni i gdyby nie buty z pianki, nigdy bym do niej nie weszła, bo stopy odpadłyby mi po kilku minutach.

A to nie koniec zdjęć:




W tej muszli było trochę wody, taki basen kąpielowy dla jakichś małych stworzonek ;)

I jeszcze kilka ujęć na koniec:







Ostatnie zdjęcie to taki widoczek na pożegnanie z morzem.
Na jak długo? Może kilka miesięcy, albo tygodni?
Zobaczymy, bo nie wiadomo w tym roku, jak to z urlopem Chłopa mego będzie, ponieważ zawodowo są zawirowania ;)
W poniedziałek okaże się, co z tego wyjdzie.
A pogodowo - upał.

Trzymajcie się ciepło, albo chłodno - co kto woli :)

wtorek, 1 maja 2018

Dotarliśmy

nareszcie do celu. Czyli nad morze. Czyli do miejsca, w którym co roku spędzamy choćby kilka dni. Nie wiem dlaczego, ale kiedy tam jestem, czuję się tak, jakbym stamtąd nigdy nie wyjeżdżała.
Kota wzięliśmy ze sobą. Tak, jak pisałam. Trochę ciężko było, ale dojechaliśmy, chociaż z miaukiem i kota wkurzeniem 😉 biedulek, nie jest typem podróżnika.
Fakt, jechaliśmy trochę okrężną drogą, ponieważ wstąpiliśmy na cmentarz w Górce Klasztornej - pochowany jest tam mój kolega - ksiądz. Właściwie zakonnik, misjonarz.
Widok grobów księży tam pochowanych, bardzo mnie zbulwersował,ponieważ są bardzo zaniedbane. Przecież nie każdy z nich ma rodzinę, albo ma rodzinę, która mieszka daleko. Tak, jak ten mój kolega. I podejrzewam, że rodzice jego już też nie żyją.
A skoro został pochowany tam, gdzie był niejako przydzielony, to zakon powinien o to miejsce pochówku dbać. Dobrze myślę?
Już kiedyś wysłałam maila do proboszcza góreckiej parafii - bez odzewu. Ale miarka się przebrała.
Ale ok. Jesteśmy w pięknym miejscu, kot leży przytulony do mnie, byliśmy też nad morzem, które tak pięknie pachnie. I mamy plan, by się w nim wykąpać 😂
Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
I kilka fotek wrzucam, nieobrobionych, bo z telefonu. A nie ogarnęłam go na tyle, żeby używać go zamiast komputera 😉


Miłej majówki wszystkim życzę ☺️