niedziela, 5 sierpnia 2018

Balkonowo - mrówkowo - iglakowo

Upały nie odpuszczają, aczkolwiek u nas dzisiaj jest ciut, ciut chłodniej, wieje wiaterek, a w nocy popadało jakieś 5 minut może i zagrzmiało gdzieś z daleka. Z racji, że była trzecia w nocy, nie włączałam internetu, żeby sprawdzić gdzie są te burze.
Taki wiec sobie temat wymyśliłam i potraktuję go dosłownie, bez już żadnych aluzji, żaluzji 
i innych rolet.
Odkąd skończył się rok szkolny, mam szczere chęci, by w końcu uporządkować pierdolnik w domu, który nagromadził się przez lata mego przygnębiającego półbezrobocia, ale tak średnio mi się chce. Aczkolwiek ostatnie tygodnie trochę mnie do aktywności zmobilizowały, zaczęłam więc jakiś czas temu od balkonu.
Wyglądał koszmarnie. Zeschnięte rośliny z poprzedniego sezonu, jakieś liście, płytki też już czystością nie grzeszyły ... 
Zrobiłam kilka zdjęć tej hańby ;) Ale może wrzucę je na koniec postu ;)
Jeszcze w czerwcu, uszykowałam sobie niezbędne sprzęty typu worki plastikowe na śmieci, rękawice, sekator, kupiłam ziemię do kwiatów, farbę do drewna i zabrałam się do dzieła.
Zeschnięte rośliny wyrzuciłam bez sentymentu, paru bidulkom, przy których widziałam jakieś oznaki życia, dałam szansę, przesadzając do nowej ziemi i pojemników. Smętne pergole koloru nieokreślonego pomalowaliśmy na ciemny brąz. Wiklinowe koszyki na fioletowy.
Dokupiliśmy dwa nieduże, składane krzesełka i mały stolik...
I teraz wygląda to wszystko w miarę sensownie.
Nie mam jakichś wielkich zdolności dekoratorskich, ale co tam - w końcu można na tym balkonie usiąść, wypić kawę i gościa tam posadzić ;)
Zrobiło się trochę ciaśniej, kiedy wystawiam suszarkę z praniem, ale w końcu coś za coś.
A czemu mrówkowo?
Widzicie na zdjęciach taki sporawy koszyk jak do pyrów? ( czyli ziemniaków po polsku rzecz ujmując ;)) I emaliowany garnek, w którym rośnie sobie kozłek, czyli waleriana?
Otóż w koszyku jest gniazdo małych mrówek, a na roślinie są mszyce ... czyli obora dla mrówek 
i ich "krowy". Ustaliłam z nimi, że mają mi do domu nie wchodzić - próby były, ale rozprawiłam się z nimi dość radykalnie i tak sobie koegzystujemy.
Tak naprawdę to bym się ich pozbyła, ale bez rozwalania im gniazda i zabijania tych pożytecznych stworzeń. Niestety nie mam żadnej działki, na którą zawiozłabym ten kosz i go po prostu z tym gniazdem zakopała. Tak więc na razie tak to wygląda.
A iglakowo?
Nie chciałam za dużo doniczek na balkonie, ale pewnego dnia mąż mój przywiózł z pracy kilkanaście mały sadzonek świerku i sosny. Oczywiście nigdzie ich nie ukradł,ani z lasu nie wykopał, tylko były to samosiejki, które rosły w tłuczniu, w torach. A oni je po prostu musieli powyrywać.
Jak widać - nie wszystkie się przyjęły, ale w razie czego stanę przed świętami na zieleniaku 
i posprzedaję te, które zaczęły rosnąć :))) 
Mówiłam Chłopu, że kasa im w tych torach rośnie ;) gdyby mieli trochę miejsca, to mogą powsadzać te małe roślinki do doniczek, a potem na dworcu sprzedać ;) w listopadzie, albo grudniu. Uczciwe ,z korzeniami, a nie jak to zazwyczaj bywa, wszystko ucięte, byle święta przetrwało.
Ale nie mają tam miejsca, więc cały plan poszedł w niebyt ;)
Oczywiście z tą hodowlą to mały żarcik był ;)

To teraz parę zdjęć "po", a potem kilka "przed". 
Pewnie, że nie ma się czym chwalić, ale zostawię to sobie "ku pamięci" ;)







Mrówki w akcji

Może jeszcze w tym roku dojrzeją?

Cynia


Ulubione miejsce kota

A teraz - jak było "przed". Wrażliwi zamykają oczy i przewijają stronę do dołu ;)







Tych ostatnich zdjęć komentować litościwie nie będę ;)

Czyli pojawiła się nadzieja, że podobnie postąpię z resztą domu, trochę zaczęłam już robić, idzie powoli, ale może do końca wakacji się mi uda.
I napiszę jeszcze, że w sprawach zawodowych nastąpiły u mnie kolejne zmiany ...
Parę dni temu zadzwonił do mnie dyrektor szkoły, z której zwolniono mnie kilka lat temu 
i .... zaproponował powrót. To jest już ktoś inny - tzn.inna osoba wygrała konkurs dyrektorski.
W dodatku mam uczyć przedmiotów zawodowych, czyli oznacza to dla mnie naukę 
i przypomnienie sobie tego, czego nauczyłam się w czasie moich pierwszych studiów ...
Życie pisze naprawdę zadziwiające scenariusze ... 
Zgodziłam się, ponieważ jest to praca na miejscu i nowe wyzwanie, aczkolwiek tam w Poznaniu źle mi nie było, tylko trochę czasu zajmowały mi dojazdy. I to przeważyło tak naprawdę.

Jak się Wam moja praca balkonowa podoba?
Może coś mi jeszcze podpowiecie? ;) A w kwestii mrówek? ;)

Miłego dla Was na nowy tydzień :)

wtorek, 31 lipca 2018

36,6

Weekend nad morzem spędziliśmy dość intensywnie i tak jakoś inaczej. Może to dzięki pełni  Księżyca i to w dodatku tak wyjątkowej? Może i tak.
Pełnię obejrzeliśmy, tak trochę. Zdążyliśmy przyjechać. A i tak najlepiej widoczna była na wsi, gdzie nocowaliśmy w "naszej" agroturystyce. Nad morzem nie, ponieważ plaża jest zbyt nisko.
Sobotę spędziliśmy plażowo, a w niedzielę ruszyliśmy z kijkami do Pogorzelicy. Dawno tam nie byliśmy.
Z Mrzeżyna idąc plażą, jest, jak się okazało, równiutkie 12 km. Dla nas nic nadzwyczajnego ... 
z powrotem też 12, w międzyczasie też parę kilometrów nakręciliśmy i wyszło - wedle naszych urządzeń pomiarowych, tytułowe 36 i trochę.
Również nic nadzwyczajnego, ale ... ale ... 
Zrobiliśmy jeden, zasadniczy błąd. Po którym to błędzie bolały nas stopy i na pięcie - każdy po jednej ;) miał siniaka ...
A wszystko przez to, że po plaży szliśmy boso. 
Owszem, fajnie jest chodzić sobie na bosaka, ale stópki nasze nie są do tego przyzwyczajone. Tzn.,żeby robić nimi tyle kilometrów i to jeszcze po szorstkim podłożu. Takie rzeczy to tylko spacerowo ... i z powrotem.
Tak więc, piszę to ku przestrodze ;)
Sama wycieczka była cudna. Pogoda się nam udała, ponieważ rano było chłodno, a kiedy szliśmy po południu, mieliśmy słońce w plecy.
W samej Pogorzelicy nie byliśmy już 8 lat! Zmieniła się i to bardzo. Z leśnej, małej miejscowości robi się zabudowane apartamentowcami - nie wiem, jak to nazwać nawet. Coś a`la kurort? Ehhh  ...
Ale mniejsza o to.
Najważniejsza w tym dniu była Ona:


Śliczna staruszka, świeżo po remoncie. Nie planowaliśmy przejażdżki, ale poszliśmy na dworzec, a tam stała sobie kolejka jedna i kusiła. To kupiliśmy bilety, wsiedliśmy i pojechaliśmy całą jej traską nadmorską z Pogorzelicy do Trzęsacza i z powrotem.
W tej chwili jeździ spalinowa lokomotywa, która ciągnie kilka wagonów ... kilka lat temu w jeden dzień jeździł parowóz - obecnie w remoncie.
Jako, że była to niedziela, chętnych na przejażdżkę nie brakowało.
Kilka zdjęć zatem. Patrzcie, podziwiajcie i skorzystajcie kiedyś z okazji, by się nią przejechać:

Manewry na stacji w Pogorzelicy




Wagon bagażowy dla wózków, rowerów ...

Bidula - pracuje, ile sił, stąd wietrzenie silników musi być




Latarnia morska w Niechorzu
Oczywiście - to nie wszystkie zdjęcia, jakie po drodze robiłam. Już wkrótce będą ujęcia stacyjek, torów świeżo po remoncie i morza z mewami ;)
Do domu wróciliśmy wczoraj, a dzięki remontowi i całkowicie zamkniętej drogi za Gnieznem, zwiedziliśmy nieznane nam do tej pory rejony Wielkopolski. 
Trzeba było albowiem, kierować się nawigacją.
W pole nas nie wyprowadziła, ale pokazała kilka ciekawych skrótów, w efekcie było fajnie :)
Ale drogowcy, jak zawsze dali .... no  właśnie. 

Do napisania się z Państwem ;)


sobota, 28 lipca 2018

Kto rano wstaje....

... temu pusta plaża 🏖


Dzisiaj plażing, jutro walking 😉 a pojutrze do domu.
Ale dobre i to.
Kotu został w domu z nianią. I wszyscy y zadowoleni.
Miłego weekendu Wam życzę 😀
P. S. Na plaży słońce, nawet chłodno, i wieje wiatr, a wieczorem okaże się, jakie efekty to przyniosło... No i ludzi przybyło.