piątek, 25 września 2015

Bogate życia wewnętrzne

Zbieram się do kolejnego postu i zbieram, w końcu dzisiaj chyba będzie. Nie jestem aż tak obowiązkowa, jak koleżanki np. Panterka ;), może dobrze byłoby się poprawić. Zobaczymy.
Dzisiejszy post będzie o bogatym życiu wewnętrznym i o kocie, oraz grzybach. Czyli o wszystkim i niczym ;)
Kilkanaście dni temu zebraliśmy śliwki z drzewa u rodziców. Dostało się nam wiaderko tego dobra, które przeznaczyliśmy na powidła. W zeszłym roku nie robiliśmy, bo nie było, a dwa lata temu - owszem, nawet na blogu opisałam tutaj.
Nawet ładnie pozowały mi do zdjęcia, nie sądziłam, że komórką zrobię nawet fajne ujęcia. Część śliwek miała bogate życie wewnętrzne, więc darowałam im długie pyrkotanie w garnku i przerobienie na powidła, ale na zdjęciach ciekawie wyszły. Gdyby nie blog, nie wpadłabym na pomysł obfocenia tego i owego ;)





Fajne, nie? ;)

Wczoraj natomiast, pojechaliśmy z Chłopem po czeremchę, z której powstanie nalewka. Czeremcha niesamowicie obrodziła 
w tym roku, gałęzie drzew uginają się pod ciężarem owoców :) W miejscu, w którym ją rwaliśmy, pojawiły się również grzybki. Oto kilka z nich:





Takich bardziej jadalnych, za bardzo nie znaleźliśmy, dwa maślaczki jedynie. Wygłodniała grzybów ludność, wywęszyła je i tu, oraz skrupulatnie wyzbierała. 
Tak dawno nie mieliśmy obfitych zbiorów, niestety.

Poza tym, zrobiliśmy w domu drapaczek dla Bonusa. Tzn. Chłop mój głównie zrobił. Jest to część planu przemeblowania u nas 
w domu. Drapak już jest, Bonus na nim czasem leży, a zmiany postępują, dość powoli, co prawda, ale do przodu. Drapak też wymaga małego dopracowania jeszcze.




Ta zwisająca łapecka mnie rozczula, doprawdy ;)

A tu Bonus czynnie pomagający w porządkach na balkonie, bo i na takowe się mi zebrało ;)



Niby bałaganu wielkiego tam nie było, ale różnicę "przed" i "po" widziałam. 

Na swoje stanowiska wróciły już wróble, pokazały się w pobliżu balkonu, Bonus się na nie czaił i powstał pewien problem. Dokarmiania ptaków zimą, mianowicie.
Myślałam, żeby umieścić karmnik tam, gdzie zawsze i będzie za siatką, czyli wróble na balkon nie powinny wlecieć. Ale z drugiej strony, balkon należy do kota. Zimą tak często nie będzie na nim siedział, ale czy nie dostanie szału, widząc tyle latającego mięska w pobliżu? A on nie będzie mógł wyjść na swój balkon?
Macie jakieś pomysły? Albo doświadczenia w tej kwestii? Podzielcie się, proszę.

Do miłego :) Pozdrawiam ♥

niedziela, 20 września 2015

Przede wszystkim pociągowo

Tydzień szybko upłynął, pomysłów na jakieś błyskotliwe posty brak, ale że w poprzednim wpisie obiecałam pociągi, to będą pociągi. Z wrocławskiego dworca, zrobione przeze mnie prawie miesiąc temu! Zdjęcia, rzecz jasna ;) To jest straszne, jak ten czas zapiernicza.
Jedziemy w takim razie ;)

Na początek stareńki już "żółtek". Pewnie niektórzy z Was pamiętają, że te pociągi pomalowane były kiedyś na żółto - niebiesko. U nas mówiło się na nie właśnie "żółtki" - bez żadnych podtekstów, rzecz jasna.
Kiedyś było prościej jednak, teraz tylko wielu doszukuje się dziury w całym, w najprostszych słowach, czy symbolach, bez sensu, swoją drogą.


Drugi to również "żółtek", za nim stoi nowoczesny szynobus z Kolei Dolnośląskich, a na końcu pociąg Przewozów Regionalnych do Poznania, zresztą. Wyjeżdżał z Wrocławia później niż mój i załapałabym się w Poznaniu dopiero na ostatni kurs do mojego miasta. Za duże ryzyko, poza tym mój jechał szybciej :))



Niepostrzeżenie na dworzec wślizgnął się pendolino.



Stare i nowe razem.



W poprzednim poście nie pokazałam jeszcze kilku zdjęć, które zrobiłam w Akademii Sztuk Pięknych, do której weszłyśmy 
z Mariją. Prace studentów, wyeksponowane były w gablotkach, a efektowny czerwony bucik na nuszkę ze schodzącym pazurkiem, Marija pokazała już na swoim blogu.
A ja pokażę coś innego, w klimacie militariów - zaskakujące zestawienia w tych pracach rozbawiły mnie :)



Nawet jakaś padnięta muszka w kadr się załapała.

A skoro o pociągach mowa, to chciałam napisać, że jest mi niezmiernie miło, kiedy przysyłacie mi zdjęcia pociągów, dworców, albo pokazujecie je na swoich blogach i piszecie, że są dla mnie, albo o mnie sobie myślałyście, czy się zainspirowałyście co do tematyki zdjęć :)))
Mam w komputerze specjalny folder, do którego wrzucam Wasze zdjęcia. 
To super sprawa :)))

Ostatnio mało robiłam zdjęć na "moim" przejeździe, bo rzadko chodziłam na kijki. Powoli wracam do tej aktywności, te minimum trzy razy w tygodniu dobrze byłoby na trening wyjść ;) i nawet ostatnio się udaje.
Z zawodami kijkowymi daliśmy sobie spokój, bo za dużo wszystkiego jest. Poza tym, Chłop mój wsiąkł na dobre w bieganie, koleżeństwo od zawodów zbiesiło się i kijki odrzuciło ( dostali od nas bęcki w Wągrowcu, zamknęli się w sobie, zatem ;)), preferując bieganie lub marszobiegi, a mi też zresztą, nie chciało się w tym roku na owe jeździć. W okresie jesienno - zimowym obskoczymy City Trail - zachęcam Was również do udziału, w wielu miastach Polski te biegi się odbywają. Do tej pory chodziłam z kijkami, w tym roku chcę pobiec, lub pokonać tę trasę marszobiegiem.
W trakcie moich kijkowych wyjść, również trochę biegam. Nie wiedziałam, że wyglądam jak "ultraska" ha,ha.
Ultrasami nazywa się biegaczy, którzy biorą udział w ultramaratonach, czyli np. 100 km po górach. Lecą wtedy często z kijkami, żeby było lżej na podbiegach.

Spokojnego wieczoru życzę i udanego poniedziałku :)

P.S. Znalezione na wiocha.pl. Tak a propos "żółtków" ;)


niedziela, 13 września 2015

A dokąd, to dokąd, przez pola i las ....

Najpierw radosne wieści - kotki i psy z poprzedniego postu będą miały swoje nowe domki :)) Wszystko jest na najlepszej drodze do pozytywnego zakończenia tej trudnej sytuacji. Na bieżąco można śledzić informacje w Kurniku. 
Na ten moment, jedynie Bella nie jest zagospodarowana, ale mam nadzieję, że wkrótce i ona znajdzie najlepszy i kochający dom na świecie :) 
Chociaż jedna dobra wiadomość w zalewie wiadomości takich sobie i bardzo złych.

W dzisiejszym poście chciałabym opisać moją wędrówkę po Wrocławiu, do którego pojechałam na zaproszenie naszej koleżanki blogowej Mariji, która to popełniła już post na ten temat. Opis jest tutaj. Zachęcam do zajrzenia - jeśli jeszcze tego nie zrobiliście i porównania, ponieważ Marija bardzo wyczerpująco opisała, gdzie byłyśmy i co robiłyśmy, dodała mnóstwo zdjęć z dodatkowymi informacjami.
Na to spotkanie miała dotrzeć Orszulka, ale ważne sprawy rodzinne sprawiły, że nie mogła się z nami spotkać.
Wrocław "prześladuje" mnie od najmłodszych mych lat. Dziecięciem będąc, jeździłam na wczasy do Darłówka, w którym to zakład pracy rodziców miał swój ośrodek, a zaraz obok - bliźniaczy - Zakład Sprzętu Grzejnego z Wrocławia właśnie. Trzeci budynek był niejako wspólny, mieściła się tam stołówka i świetlice. Do tego, zdarzyło się raz, że pojechałam na zimowisko, do tegoż Darłówka i mieszkałam w ośrodku wrocławskim. Większość uczestników tegoż zimowiska i kadra była z Wrocławia.
Poza tym, od zawsze lubię wrocławski dworzec, nawet przed jego remontem, mimo łażącego tam ponoć menelstwa i złej sławy tegoż. Mnie tam nigdy nic złego nie spotkało i mam nadzieję, że tak zostanie.
Z Mariją poznałyśmy się osobiście w czerwcu zeszłego roku, kiedy to pojechaliśmy z Chłopem na zawody kijkowe, a Marija przyszła do nas pod Halę Stulecia, gdzie te nieszczęsne zawody się rozgrywały. Pisałam o tym spotkaniu, o spotkaniu 
z Gosianką i naszej wędrówce po mieście.
Teraz Marija stwierdziła, że pokaże mi trochę inne zakątki swojego miasta, na co się zgodziłam, bo dlaczego nie? Lubię odkrywać nowe miejsca.
Cóż, napiszę tylko, że gdybym nie była tak zaprawiona w chodzeniu, to nie dałabym rady, błagając Mariję o zakończenie wędrówki w połowie trasy, oraz dzwoniąc po jakiś środek transportu, tudzież wsiadając do najbliższego tramwaju, który z kilkoma przesiadkami zawiózłby nas do domu Mariji, a przedtem do jakiejś miłej, klimatyzowanej knajpetki ;) Ale nie ze mną takie numery, więc bez większego zmęczenia z mojej strony, dotarłyśmy tam, gdzie Marija zaplanowała. Ona też jest chodziarką doskonałą, więc spacer odbył się bez komplikacji :))

Do Wrocławia dojechałam pociągiem, szybko, sprawnie, a kiedy wysiadłam, moim oczom ukazał się  ..... Pendolino, stojący przy tym samym peronie :))) Trzeba mieć szczęście ;)
Z Mariją znalazłyśmy się po krótkiej chwili i zmusiłam ją od razu do sesji zdjęciowej przy rzeczonym pociągu ;) A potem mogłyśmy już przystąpić do realizacji programu ;)

Czas zatem na zdjęcia:



Budynek ów, wyglądał mi z daleka na przeniesiony z Hiszpanii, jego kolor w realu jest też ciut inny


A to zbliżenie  tej kamienicy:


Poszłyśmy dalej - ciąg domów, a za nimi niemiecki konsulat:


Czy ta kopuła nie przypomina pruskiej pikelhauby? ;)
Ciekawe, kto na kim się wzorował? Twórcy tej kopułki na twórcach nakryć głowy pruskich żołdaków, czy na odwrót? Takie moje skojarzenie.


A tu dekoracyjne elementy powyższego ciągu kamienic:



Popodziwiawszy, idziemy dalej. Czyżby jakiś prom dalekomorski do Wrocławia zawitał?


A potem wspięłyśmy się na Wzgórze Partyzantów. Kiedyś mieściły się tam restauracje, odbywały imprezy, było też planetarium, a dzisiaj - jakiś tam lokal jest, ale poza tym sprawia to wszystko dość przygnębiające wrażenie:


Zszedłszy ze wzgórza, udałyśmy się do parku, przy którym mieści się również Teatr Lalek. Zdjęcia z drogi do i z parku:


W moim mieście wron siwych nie ma, ale w Poznaniu już widziałam:







Fikunia Gosianki razy trzy :)


Samochód ten to bajkowóz - fajny pomysł :)



Posiedziałyśmy trochę w parku, Marija zaproponowała mi przejażdżkę karuzelą - byłabym chętna, ale musiałam odmówić, bo mam złe wspomnienia z tego typu rozrywek i w życiu może dwa razy na karuzeli jechałam.


 Przy karuzeli Marija zrobiła mi kilka zdjęć. W tym samym czasie, odbywała się sesja fotograficzna jakiejś młodej dziewczyny. Mam ją również na zdjęciu - ciekawy kontrast między nami ;)
Idziemy dalej, tyle ciekawych rzeczy czeka:

Dom towarowy Renoma - połączenie starego z nowym
 


Bolesław Chrobry, a w tle DT Renoma:


Cmok,cmok kochanie, spotkamy się w zajezdni ;)


Opera

 Szukamy tęczy:


 A tu pomnik poświęcony rotmistrzowi Pileckiemu:


Forum Muzyki tuż przed otwarciem - fajny pomysł z lustrami, w których odbijają się budynki z naprzeciwka:


Na tym samym placu - stare, nowe, najnowsze:



Wchodzimy do Dzielnicy Czterech Wyznań - remontowane i wyremontowane kamienice w dawnej dzielnicy żydowskiej i krasnoludek:




Po drodze - musiałyśmy je/ ich (?) sfotografować :))


Wychodząc z dzielnicy - w oddali kościół garnizonowy:


Budynek biblioteki uniwersyteckiej ( tak, Marija?) - biblioteka została już przeniesiona, a ten piękny budynek wygląda na zapomniany i zaniedbany:


Malownicze zaułki i stół z "misiowego" baru:




Dzień był bardzo ciepły, to dzieci chętnie do fontanny wskoczyły:


Pomnik Wrocławianki - ciekawam, na ile mieszkanki się z tą postacią identyfikują ;) Mnie się nie podoba, ale w sumie rozśmieszył mnie ;)


I tak sobie idąc powolutku, doszłyśmy do domu Mariji, poznałam jej mamę, brata i Mykusia o słodkiej mordce ..... Czas szybko upłynął i nawet nie wiem kiedy, musiałam potuptać na dworzec. Szłam tam jakieś 10 minut, zostało mi trochę czasu na sfotografowanie pociągów - pendolino również :) ale te zdjęcia pokażę w następnym poście.

Marija - jeszcze raz dziękuję ♥

Miłego dnia wszystkim :)
 

To ja się pożegnam

Coraz mniej mnie na blogach od jakiegoś czasu. Nie mam ani pomysłów, ani sił i chęci do pisania nowych postów. W dodatku przyplątały się ...