sobota, 31 października 2015

Dziwne .....

Osoby wrażliwe i nielubiące historii o duchach, strachach i dotknięciach nieznanego proszę o nieczytanie tego postu.
Czytasz na własną odpowiedzialność.

Pisałam kilka dni temu o wizycie na wiejskim cmentarzu, niedaleko mojego miasta, na którym pochowani są członkowie mojej rodziny ze strony obojga rodziców.
Do ogarnięcia mamy tam w zasadzie cztery groby. Dwa z nich są już bardzo stare, w jednym leży mój pradziadek, a w drugim bliżej nam nieznana krewna. Zmarła dość młodo, mając dwadzieścia sześć lat - w sumie wtedy była już starą panną, a obok niej pochowany jest w zbiorowej mogile mój dziadek, jego pierwsza żona, syn, córka, matka i może jeszcze ktoś - nawet nie wiem dokładnie. O przynależności Stanisławy do rodziny świadczy jej nazwisko, a o panieństwie końcówka -ówna w nazwisku. 
O tę mogiłę dbamy z mamą i jej brat. Tylko my w zasadzie. Pozostali wcisną czasem wiązankę starych, sztucznych, wypłowiałych kwiatów, bo przecież szkoda wyrzucić.
Nie muszę chyba dodawać, że takie coś ląduje natychmiast w śmietniku, wyniesione tam przeze mnie.
To taki dłuższy wstęp, ale konieczny.
Teraz do sedna.
Wczesną jesienią pojechałyśmy z mamą na ten cmentarz, żeby zrobić większe porządki. Przy grobie Stanisławy leżała wielka gruda gliny?, zlepionej ziemi?, coś w tym rodzaju. Wyglądało na to, że ktoś coś tam wywalił, zamiast wynieść do kosza lub przysypać. A co to takiego było?
Otóż rząd przed grobem naszej krewnej, pochowano niedawno kogoś na starym miejscu. Kustosz cmentarny ( grabarz), kopiąc dół dla nowego klienta, wykopał najwyraźniej jakieś resztki ze starego i zamiast zostawić to w dole, wywalił na wierzch. Nie wiedząc podczas sprzątania, co to jest, wrzuciłam te grudy do worka na śmieci, znajdując tam oprócz gliny coś, co przypominało uchwyt od trumny.
Nic więcej. Glina poszła na śmietnik, porządek został zrobiony, na jakiś czas wystarczy.
I teraz, przed świętem, zabraliśmy się znów za gruntowniejsze porządki. Zgrabiałam akurat ścieżkę pomiędzy grobem dziadka 
i Stanisławy, po wyrwaniu chwastów i w pewnej chwili patrzę, co mi się zahaczyło o grabie? 
Otóż była do szczęka, może żuchwa ludzka. Ze sporą ilością zębów.

Co zrobiłam? Grabiami wykopałam dziurę z boku grobu Stanisławy i zasypałam znalezisko. Odmówiłam modlitwę za zmarłych, 
a w domu zapaliłam świeczkę w tej intencji. 

Czyje to było? Nie wiem. Myślałam najpierw, że z tego starego grobu, rząd wcześniej, ale wtedy nic takiego nie znalazłam. Teraz myślę, że może owej krewnej. W sumie Ziemia jest w ciągłym ruchu i oddaje różne artefakty. Kamienie np.

Dziwne ......

piątek, 30 października 2015

Jeździlibyście?

Jak już pisałam - sobota, prawie tydzień temu, była dla nas intensywna z racji uczestnictwa w dwóch imprezach rodzinnych.
Najpierw pojechaliśmy do stolicy naszej wielkopolskiej, trafiliśmy bez problemu na miejsce, przedzierając się wcześniej przez pierdylion samochodów, których nie spodziewaliśmy się w takiej ilości, w sobotnie popołudnie. Chyba częściej trzeba by do stolicy się wybierać, tak dla treningu, byle bak był pełny ;)
Mała solenizantka roczkowa dostała od nas rowerek biegowy. Jego wybór poprzedzony był kilkoma dniami oglądania, wnikliwego czytania opisów, dyskusji itp. ;)
Wybraliśmy coś takiego:



Do rowerka dołączony był kask, oraz ochraniacze na wszelkie możliwe kończyny, łącznie z dłońmi - nie wiedziałam, że coś takiego istnieje ;)
Jak widać, sprzęt nie ma pedałów, Mała będzie napędzać go za pomocą swoich nóżek. Fajne, nie? ;)
Na wiosnę - jak znalazł :)
Z Małej rośnie niezły zbój, jak jej tatusiowie - biologiczny i chrzestny, więc ten róż przyda się na delikatne złagodzenie niespożytego temperamentu ;)
Nie wiem, jak u Was, ale w naszym regionie daje się rocznym dzieciom do wyboru kilka przedmiotów. Ma to być jakąś wytyczną na przyszłość. Mała miała do wyboru książkę, różaniec, kasę, kieliszek i obrączkę - z tym ostatnim pierwszy raz się spotkałam.
Wybrała fajnie, bo książkę i obrączkę. Po chwili dopiero, jej zainteresowaniem padły pieniądze, potem dopiero różaniec, a na kieliszek nie zwróciła najmniejszej uwagi. Obrączka skojarzyła się mi już w domu ze śrubką :))) Ma to swoje uzasadnienie w tym, że jej rodzice to ścisłowcy, a ona sama przejawia zainteresowania np. klamkami, ruszającymi się oczkami u lalki, dzwonkiem przy rowerze ...... zobaczymy :)
Na imprezie porobiliśmy trochę zdjęć, ale aparat ma ostatnio tendencję do przestawiania się, więc wyszły tak sobie. Ale coś Wam pokażę, łapki solenizantki i innych dzieci. Z oczywistych względów zdjęcia na bloga zostały przeze mnie poucinane ;)


Książeczka była, jak widać, bardzo silną faworytką ;)

Mnóstwo dziecięcych łapek, wyciągniętych w kierunku tortu, a właściwie jego ozdób :)

Rowerek, jak rowerek, ale ten dzwonek ...:)

Wózek też fajny, bo można się o niego oprzeć i robić kilometry wokół stołu. Krzesny dzielnie z Małą podążał, opowiadając po drodze coś o półmaratonie :)) Trzeba sobie następców wychowywać ;)

Lalka, jak lalka, ale te ruszające się oczka ....

A tu inne dziecko z imprezy, kuzynka solenizantki, lat trzy i pół :)

Natomiast wesele, jak wesele. Na początku zaczęłam się fajnie bawić, ale im później, tym było gorzej, bo muzykanty jakby zapomniały, że umieją w miarę grać, przerwy zrobiły się coraz dłuższe .... Ale ok., ogólnie wszystko się udało, Młodzi bardzo ładnie wyglądali, sala fajnie przystrojona, jedzenie dobre, nikt się nie pobił .....
Na tę imprezę wypożyczyłam sobie sukienkę :) Okazało się, że w moim mieście można czegoś takiego dokonać. Wypożyczalnię sukienek i dodatków prowadzi moja znajoma, ma tego mnóstwo. Rzecz jasna, że większy wybór mają osoby szczupłe i bardzo szczupłe, ale myślę, że koleżanka się jeszcze rozwinie.
A ja, dopiero przy oddawaniu sukienki zobaczyłam, jak wielki wybór torebusi tam się znajduje ...... wszystko przez to, że źle obliczyłam czas potrzebny mi do przymiarki. Nic to, innym razem zaszaleję ;)
Sukienka była z fajnego materiału, pełna asymetria, kolor miętowy. Na zdjęciu tak go dobrze nie widać, niestety.


Dzisiaj znów cmentarnie, ale obyło się bez "czegoś takiego", jak w środę. Do niedużego ogarnięcia był grób babci na naszym cmentarzu, więc poszło raz dwa. 
Pogoda mglista i pochmurna, ale w miarę ciepło, więc za kilkanaście minut ruszam na kijko-bieg ;)

Miłego popołudnia wszystkim :)

czwartek, 29 października 2015

Nie uwierzycie mi, jeśli napiszę, że

nasz kanapowiec, leloch, pieszczoch, kot nakolankowy, czyli Bonus - ........upolował dzisiaj sikorkę!!!
Sama w to nie wierzę.
Nie,nie, nie zaczął wychodzić na zewnątrz. Upolował ją na balkonie. Co z tego, że siatkę mamy. Dla chcącego nic trudnego, prawda?
Nie mam pojęcia, jak to się stało, bo Bonus siedział na balkonie, a my siedzieliśmy z Chłopem przy stole, jedząc śniadanie. Bonus wszedł do mieszkania i usiadł koło Chłopa. I siedział, jak rzadko kiedy. Wychyliłam się, żeby zobaczyć, co się dzieje, patrzę, a u stóp męża mego leży sikorka. Niestety nieżywa już.
Jest w siatce szpara, Bonus przez nią nie wyjdzie, bo jest za duży, ale sikorkę sobie tamtędy najprawdopodobniej wyciągnął.
Trzeba będzie uszczelnić, ale karmnika w tym roku już chyba nie będzie. Mamy w domu drapieżnika, co z tego, że wychowany w domu? Ano nic z tego. Instynkt to instynkt.
Sikorkę pochowałam pod brzózką, wśród liści. W takim miejscu, które - mam nadzieję, nie zostanie zabudowane przez bloki. Na terenie mleczarni, bo pojechałam do ich sklepu po zakupy.
Tak jakoś pogrzebowo - cmentarnie się zrobiło. 
Wczoraj spotkała mnie dziwna historia na cmentarzu, ale opiszę ją w sobotę. Bo pasuje idealnie zarówno do pierwotnego znaczenia święta Hallowen, jak i Święta Wszystkich Świętych.
Udanego dnia wszystkim życzę. 
A ja pozostaję w klimacie cmentarnym, bo za moment na pogrzeb jedziemy. Ze zmarłym nie byliśmy może w jakichś zażyłych stosunkach, ale był to brat mojego teścia, więc w trójkę weźmiemy udział w tej uroczystości.

Dziwny ten czas, bardzo dziwny .....

piątek, 23 października 2015

Sezon podglądacza - otwarty!

To już trzeci sezon, podczas którego oglądam serial na polanie w Puszczy Białowieskiej. Jest na pewno nie mniej ciekawy niż te w tiwi, której praktycznie nie oglądam. 
Tak nawiasem, dzwonił wczoraj do mnie miły pan z działu Wmawiania Klientom, Że Potrzebują Więcej i Więcej i usilnie próbował mnie skusić na wykupienie pakietu kablówkowego za niecałe trzy dychy na miesiąc, oraz przyspieszenie mojego i tak szybkiego internetu, za który miałabym zapłacić niecałą dychę więcej, tudzież na darmowy telefon stacjonarny. Jak widać z powyższego, że mi się per saldo ;) nie uśmiecha i średnio opłaca, wydawanie prawie pięciu dych więcej na coś, z czego i tak nie będę tak do końca i w pełni korzystać.
Bo w telewizji i tak nie ma przeważnie nic ciekawego, mimo pierdyliona programów, a żebym odczuła w pełni jeszcze szybciej śmigający internet, to musiałabym zmienić komputer, bo ten obecny już z lekka starawy jest i nie wydoli takiej prędkości ;) 
Odmówiłam zatem uprzejmie i asertywnie, bo bez przesady. Gdybym tylko jeszcze na taką asertywność w innych przypadkach się zdobywała ....
Ale o czym to ja miałam ...... o podglądaniu.
Dzisiaj weszłam w końcu na ten link, wiodący do kamery na wyżej wymienionej polanie - dzięki postom na fejsie :), a tam taki słodziaczek sobie stoi i pozwala się oglądać :)





Tak więc dzieje się coś na polanie, cały czas.
A ja tym postem odkurzam swojego bloga, bo dawno nie pisałam. Jakoś tak mi chęci i prądu zabrakło.
Jutrzejszy dzień natomiast, zanosi się bardzo aktywnie. Imprez co niemiara, niestety nie na wszystkie możemy jechać ;) 
Chrześniaczka mojego Chłopa skończyła kilka dni temu roczek. Na jutro zostaliśmy zaproszeni w celu świętowania tej doniosłej chwili. Trzeba jechać do Poznania.
Również jutro, ślubuje mój kuzyn, na to wesele dostaliśmy zaproszenie. Po roczku pojedziemy zatem na przyjęcie - chcieliśmy się z tego wymigać, ale się nie udało. Na szczęście niedaleko naszego miasta.
I zawody sportowe - jutro rusza w Poznaniu nowy cykl biegów City Trail, ale nie damy rady być na pierwszym biegu. Szkoda. Oraz Korona Wielkopolski w nordic - w tym roku daliśmy sobie z nią spokój, bo za dużo wszystkiego na raz. Może weźmiemy udział w jednych, albo dwóch zawodach, żeby w tabeli wyników zamieszać ;)

Udanego weekendu życzę wszystkim, w najbliższym zanadrzu mam już pomysły na dwa posty ;) tylko muszę je napisać.
Jeden dzięki Erracie i jej nominacji.

P.S. Dodane wieczorem - jest i on - Król Puszczy :)


czwartek, 8 października 2015

Niezwykłe odwiedziny

Przed chwilką ktoś nas odwiedził. Dobrze, że byłam w domu, bo inaczej gość nasz kompletnie by się pogubił i nie wiadomo, jak skończyłaby się ta wizyta.
Również i Bonus zachował pełną czujność - kochany kotek :) Niby domowy leloch, ale instynkty w nim nie zginęły ;)


W pewnym momencie, kotecek nasz kochany zrobił susa w kierunku kuchni, wskoczył na krzesło i zaczął miauczeć. Normalnie się tak nie zachowuje. Myślałam, że może jakiś motyl wleciał do domu i kot chce go upolować, albo co ..... kot miauczy i uparcie patrzy się w jeden punkt. Spojrzałam i ja ... kierunek kratka od wywietrznika, posłuchaliśmy chwilkę, a potem mówię do Bonusa, że to chyba wiatr hula. Po głębokim namyśle stwierdziłam, że chyba nie wiatr, a może ptak przez komin wleciał i tam się szamocze. Mało to jednakże realne, ponieważ na kominach są kratki zamocowane.
Weszłam na krzesło, patrzę ... nic. Patrzę jeszcze raz - nic, a potem, nagle ......

Oto przyczyna!

Dech mi z wrażenia zaparło, bo jak tu mieszkam, to nigdy myszy nie było. A tu masz.


Szybkie zdjęcia, dzwonię do chłopa, pokazuję fotkę, a mysz nie daje odporu. Samobójczyni jakaś normalnie. Pchać się do mieszkania, w którym jest kot???
No nic, zastawiłam tę kratkę, a po chwili widzę naszego gościa w mieszkaniu, jak wyłazi po ścianie....... 
.............................
wstrzymujemy oddech ..........................................

Błogosławiony pierdolnik na kuchennych szafkach. Moich ;)
Chwyciłam szybko słoik, mysz w międzyczasie wleciała na blaszkę, na której przykryłam ją słoikiem.

Oddychamy z ulgą ;) .................................................


Na tej blaszce wyniosłam ją na dwór i wypuściłam w krzaki. Niestety, wolała pobiec pod samochody, była silnie wystraszona. Niech sobie już radzi, jak może.


Zostawiła mi swoje bobki, więc wszystko poszło od razu do kosza. No niestety.
Żegnaj myszko, nie jesteś mile widziana w naszym mieszkaniu ;)

Taką to przygodę przed chwilką miałam. Dla Was, mieszkających na wsi, spotkanie z myszą to nic nadzwyczajnego, ale dla mnie, w tym mieszkaniu - to i owszem.
Wybaczcie słabą jakość zdjęć, ale robiłam na szybko komórką, a mysz nie była skłonna do współpracy i pozowania ;)

Miłego popołudnia wszystkim ♥

środa, 7 października 2015

Czeremchowo

Wybrałam się kilka dni temu na moją trasę, ale tym razem nie szłam z kijkami, tylko normalnie, szukając czeremchy do sfocenia. 
Nie było to trudne zadanie, bo mieszkam w takim miejscu, gdzie jest jej, póki co cała masa. Bo czeremcha rośnie jak chwast prawie. Dwa posty temu, Dora napisała w komentarzu o kozie, która o mało co nie wyzionęła ducha po zjedzeniu kwiatów czeremchy. Trzeba więc z nią uważać, jak się okazuje.
W tej chwili jednakże, po kwiatach nie pozostał żaden ślad, to znaczy pozostał - w postaci owoców, które w postaci nalewek na ten przykład, mają właściwości zdrowotne. A przynajmniej smakowe, jak się dobrze proporcje dobierze.
Zdjęcia porobiłam głównie dla Ataner. Oto czeremcha z mojej okolicy:








Obrodziły w tym roku niesamowicie.

Ale podczas drogi spotkałam inne obiekty godne sfotografowania. Na przykład jarzębiny:





Do tego przekwitnięte osty, rozkwitłe ponownie wrotycze i pajęczynki na badylkach:







Wlazłszy komuś na działkę - bo tam były jarzębiny czerwone, zobaczyłam tory z innej trochę perspektywy:



Niestety, żaden pociąg w tym momencie nie jechał.
A potem musiałam wracać do domu, bo żądni wiedzy kursanci wzywali ;) 

Dzisiaj pochmurno i trochę ponuro na dworze, ale za moment wybywam na trasę z kijkami plus trochę biegu, bo dawno nie byłam. Chyba w piątek ostatnio, bo sobota była rowerowa, niedziela w Kaliszu - Chłop biegał i brat mój też, a poniedziałek 
i wtorek są dość absorbujące zawodowo ostatnio. Z jednej strony dobrze, bo będzie na groszki dla Bonusa ;) ale z drugiej - padam na pysk w te dni, jak późnym wieczorem do domu wracam.

Miłego i udanego dnia życzę :)
Jak będziecie chcieli, to pomyślcie ciepło o Emce. Albo pomódlcie się, kto co woli.

piątek, 2 października 2015

Wet zaliczony ;)

Bonus jest z nami prawie 7 miesięcy. Nie mam pojęcia, kiedy ten czas zleciał, za to mam wrażenie, że jest u nas w domu od zawsze. To kochany, przytulaśny kotek o łagodnym usposobieniu ♥
Wybraliśmy się z nim do weta w końcu. Na przegląd techniczny i odrobaczenie. Gabinet wybraliśmy po rozmowach ze znajomymi, wszyscy wyrażali się o nim z uznaniem. Mieści się na naszym osiedlu, ale i tak trzeba jechać samochodem, bo przeniesienie naszego wielkiego kotecka w kontenerku, grozi naderwaniem kręgosłupa i wydłużeniem rąk ;))
Na początek musieliśmy złapać Bonusa w domu, bo na widok kontenerka i przy braku walizek, zwiał nam :)) Nie wiedział biedak, co jest grane, najwyraźniej.
Kiedy weterynarz zaglądał mu do buźki, czy do uszek, kot się wyrywał i trzeba było go dość mocno trzymać ... a później zeskoczył ze stołu - Bonus, oczywiście i zabrał się za zwiedzanie gabinetu. Potem z zachwytem popatrzyliśmy, jak wet podaje kotu tabletkę na odrobaczenie ..... to było prawdziwe mistrzostwo świata. Nie było opcji, żeby Bonus ją wypluł ;)
W każdym razie, kot jest zdrowy, tylko trzeba go odchudzić. Niestety. Już od jakiegoś czasu dostaje mniej jedzenia, mam nadzieję, że się w końcu uda. 1 kg u kota odpowiada 17 kg u człowieka! Nie wiedziałam o tym.
W sumie oboje musimy schudnąć i ja, i Bonus. Pasujemy do siebie, takie dwa grubaski ;)

Zdjęć w gabinecie nie robiłam, bo byłam tak przejęta wizytą, że mi się nawet śniła dzisiaj w nocy. A przeżywałam ją, jakbym sama miała np. do dentysty jechać - co zresztą wczoraj uczyniłam :(( 
Makabra z tymi moimi zębami. Zna ktoś może jakieś czary, za pomocą których można je jakoś w ryzach przytrzymać? Za kasę, jaką na nie wydałam, to postawiłabym dom w stanie surowym, nieledwie :(

Miłego weekendu wszystkim życzę ♥

To ja się pożegnam

Coraz mniej mnie na blogach od jakiegoś czasu. Nie mam ani pomysłów, ani sił i chęci do pisania nowych postów. W dodatku przyplątały się ...