czwartek, 26 marca 2015

Storczykowo - Bonusikowo - zawodowo

Witam po przerwie ;)
Żeby blog nie zarósł, to parę zdjęć - wedle tytułu ;)
Kilka lat temu pojawiły się w domu storczyki. Miałam na nie niezłą "fazę", ale minęła, ponieważ z braku miejsca nie mogłam powiększać mojej kolekcji i jakoś tak się mi odechciało. Kwiatki pozostały jednakowoż na parapecie, trochę dbam o nie, a one dość obficie kwitną. Mam jednego uparciucha, dostałam go jakieś 8 lat temu i od tej pory zakwitł jeden raz! Dałam mu niezliczoną liczbę szans i w tym roku wypuścił pęd kwiatowy, a na nim pojawiły się znamienne trzy kwiaty. Ciekawe, nie? ;)
To ten biały. Pozostałe są fioletowe, jeden łososiowy i żółty, który delikatnie pachnie. 









A co u Bonuska? Ma się dobrze, jak mniemam. Je, regularnie odwiedza kuwetę, bawi się, a przede wszystkim śpi :)) Chociaż nie zawsze, ponieważ wczoraj zabrałam się za porządki w sypialni, niezbędny okazał się odkurzacz, który jak wiadomo jest hałaśliwym i groźnym sprzętem, więc biedny kotek usiadł na krzesłach ( tak, tak, jedno to zazwyczaj mało ;)) pod stołem w kuchni i czuwał nad przebiegiem prac. Dopiero po ich ukończeniu, można było sprawdzić, czy wszystko w porządku:





A potem trochę się przespać:


Poza tym kombinujemy, co by tu ....

Pudełko .... trochę ten papier szeleści ....

... ale bez przesady ....

Ooooo, tu mnie jeszcze nie było :)))) Może da się skoczyć wyżej, a tam na pajączki zapolować?? ( Nie pozwalam mu na oparciu siedzieć, bo kiedyś zleci z hukiem. A kiedy wychodzimy, to odsuwamy fotel, żeby faktycznie do góry nie wskoczył, sfaniaczek jeden ;))


Zdjęcie z serii "Chodząca niewinność" ;)

Teraz zachwycamy się łapeckami, pazulkami, ockiem, noskiem ;))







A tu kupa kłaków, widzę kolor zielony, o zgrozo ;)


Odnośnie punktu trzeciego, to w sobotę byliśmy na zawodach kijkowych. I o dziwo zajęłam medalowe miejsce w swojej kategorii wiekowej!! W ogóle się tego nie spodziewałam, bo miałam wrażenie, że na starcie odskoczyło mi z 6 kobiet, jakieś z nich wyprzedziłam i liczyłam na 4-5 miejsce. A tu taka niespodzianka :)) Widocznie któraś po drodze spuchła i nie zwróciłam uwagi podczas wyprzedzania :))
Ta czwarta szła bardzo dobrze długi czas przede mną, ale na piątym kilometrze straciła trochę sił, a ja myk, myk, miło się do siebie uśmiechnęłyśmy, a potem to już się nie oglądałam za siebie, tylko gnałam niczym pantera do mety ;)) Trasa liczyła ok. 6,5 km.
Chłop mój też na pudło się załapał i kolega z drużyny również. Byli z siebie bardzo zadowoleni, bo podeszli do sprawy taktycznie, rozciągnęli grupę niczym peleton kolarzy i tylko jeden z nimi zawalczył, reszta nie dała rady :)))
Dzień wcześniej przeczytałam u Eli o sile wyobraźni i tak sobie przed snem pomyślałam, że stoję na podium następnego dnia. Bez napinania się, bo moja kategoria wiekowa jest mocno obsadzona, więc szanse miałam takie sobie. Czy zadziałało? Nie wiem :)) Zadziałała na pewno przepracowana zima, chociaż pozornie jakichś spektakularnych efektów u siebie nie zauważyłam.
No cóż, u nas dzisiaj popadało, ale może wyjdę sobie polatać, bo trochę się obijam od zeszłego tygodnia. Sprzątanie poczeka, chociaż chcemy uporządkować balkon, kupić dzisiaj siatkę i przygotować miejsce dla naszego Niuńka ;) Żeby miał się gdzie wylegiwać i było to dla niego bezpieczne.

Do miłego zatem :))


czwartek, 19 marca 2015

Medalowo i Bonusikowo

Żeby nie było, że cały czas tylko Bonus i Bonus, to najpierw pochwalę się naszymi ostatnimi medalami. Przedwczoraj uczestniczyliśmy albowiem w zakończeniu jesienno - zimowej serii biegów City Trail, która miała sześć odsłon. Aby otrzymać medal, należało wziąć udział w minimum czterech biegach. Ja byłam pięć razy, Chłop cztery. Tak jeszcze dla informacji. Biegi te odbywają się w kilku miastach Polski. Zaczęło się wszystko w Poznaniu, doszły potem Bydgoszcz, Szczecin, Warszawa, Katowice, Wrocław, Łódź, Lublin, Trójmiasto, Olsztyn. Fajna impreza, jakbyście chcieli na jesień rozpocząć starty, to zachęcam :) Trasa do pokonania to tylko 5 km. W tej edycji szłam z kijkami, ale następną może przebiegnę ;)

A to medale, które z Chłopem dostaliśmy, a środkowy - jakże cenny, jest z Bochni.


Bardzo się mi podoba św. Kinga biegnąca w adidasach :))

Jako, że na to zakończenie przyjechaliśmy dość wcześnie, poszliśmy do kilku sklepów sportowych, bo chciałam kupić sobie buty do biegania i chodzenia kijkowego też się nadadzą. 
E włala ;)


Wczoraj je wypróbowałam, w podeszwie mają żel, który ma amortyzować wszelkie obciążenia. Biega się w nich miękko. Zobaczymy, jak się będą dalej sprawować. Nad prawidłowością zakupu czuwał mój Chłop, poszliśmy poza tym do jego ulubionego sklepu, w którym jest rozpoznawany przez sprzedawców, więc powinny być dobre ;)
W ten weekend mamy start kijkowy - sobota, a niedziela będzie dla mojego wyjazdowa na półmaraton do Ostrowa Wlkp. Straszą, że pogoda się ma pogorszyć :( Trudno. Są poważniejsze zmartwienia niźli mało sprzyjająca pogoda ...

Dobra, teraz Bonusik. To najmądrzejszy kotek na świecie :)) Wszystko rozumie, co się do niego mówi, tylko czasem udaje, że nie ;) Nie ma się co za bardzo odkrywać ;) 
Stopniowo poznajemy się nawzajem i ustalamy rytm dnia codziennego i weekendowego. Co rano, jeszcze przed świtem jest kontrolne "miau, miau", ale my nie reagujemy :) Bonusik kładzie się zatem do łóżka i przysypia do momentu naszego wstawania. Bo jak wstają , to jeść dają :)) Jedzenie jest bowiem, bardzo ważnym elementem dnia. Potem się pobawią, albo i nie, bo zaraz wychodzą z domu i na zabawę trzeba trochę poczekać. Może w międzyczasie coś do miseczki skapnie??? .... Nadzieję trzeba mieć.
Istotne są również obserwacje ptaków, mycie futerka i spanie :)
Ulubioną ostatnio zabawką jest wędka z piórkiem - przynajmniej nie zginie, bo myszki niestety znikają i nie chcą same wyjść spod szafy, czy łóżka ;) 
Oto sesja zdjęciowa. Na początek - wtryniamy dupkę, gdzie się da ;)




Szaleństwa z wędką:






Na chwilkę położył się w plamie słońca, umył sobie pyszczek, łapki i zakończył słoneczną kapiel:



A zdjęcie to świadczy, że Bonus rozumie, co się do niego mówi :) Jedliśmy obiad, a Chłop rzekł do kota w pewnym momencie, żeby położył się na kocyku ( nigdy tam nie leżał!), bo słoneczko nie będzie go w oczka razić, a ogrzeje grzbiet :) Bonusik chwilkę pomyślał  i oto efekt! Nie do uwierzenia, ale tak było :)) Co za mądry kiciuś :*****


Na koniec zdjęcie z parapetu. Bonus lubi na nim siedzieć i obserwować świat:


Miłego dnia wszystkim życzę :)) W Dniu Wędkarza, zresztą ;)

sobota, 14 marca 2015

Walka o fotel

Bynajmniej nie chodzi mi o prezydencki. O nie, nie ... ale o inny, równie ważny dla mnie, jeśli nie ważniejszy. Fotel przy komputerze. Mebel jak mebel. Ani nowy, ani w jakimś idealnym stanie, "skóra" mu już powoli złazi .... wraz z przybyciem Bonusika do naszego domu, fotel stał się bardzo pożądaną miejscówką, której zdobycie wymaga refleksu, sprytu i odrobiny bezczelności ;)
Post dedykuję przede wszystkim tym osobom, które pożądają więcej zdjęć Bonusa ;) 

Najpierw Bonusik na swoim ulubionym miejscu.
Wystarczyło wstać na chwilkę po aparat:




Seria: znajdź 10 różnic w ułożeniu kota. Poza tym powiększamy i zachwycamy się łapeckami, ogonkiem i uszkami ;)




Bonus przyjechał do nas z kompletem zabawek, w tym z ulubioną myszką. W ferworze zabawy, myszka została wciśnięta gdzieś pod łóżko i kupiliśmy mu drugą. Bawił się niczym prawdziwą - drapieżnik jeden ;)




Ciężko było strzelić fotkę, a poza tym Bonusek pokazał mi, ile mam w domu kurzu :(( Fstyt :(( Czas na wiosenne porządki ;)
A na koniec wiadomość sprzed chwili. Chłop mój siedział przy komputerze, na fotelu, Bonusek wskoczył sobie na parapet, potem mimochodem wszedł na poręcz fotela, również mimochodem wlazł Chłopu za plecami, usiadł na skraweczku wolnego miejsca, rozepchnął się od niechcenia łapkami i już :)) Przecież dla dwóch osób też wystarczy, prawda?


I co zrobić w tej sytuacji, droga redakcjo??

piątek, 13 marca 2015

Bonus bez zadyszki

Dla spragnionych wieści o Bonusie - naszym nowym współlokatorze. Kotek ma się dobrze. Jest niesamowicie przytulaśny 
i spokojny. Czy tęskni? Nie wiem, bo nie mam porównania. W każdym razie apetyt mu dopisuje, chciałby więcej, ale tu trzymamy się zaleceń poprzedniego Personelu, bo nie chcemy, żeby się zapasł. A potrafi wymuszać, robiąc oczy niczym kot ze Shreka niemalże ;) Dostaje swoją porcję rano, najczęściej to Chłop mu miseczki napełnia, bo wcześniej wstaje, a potem, jeśli jestem 
w domu, przychodzi do mnie, zerka znacząco na puste już michy, ociera się o nogi, a jak zrobiłam sobie kanapkę, to miał wzrok głodzonego kotecka :)) No bo ode mnie nic dzisiaj nie dostał, prawda???
Około 5-5.30 jest gotowy do rozpoczęcia nowego dnia, ale nie reagujemy na jego znaczące mruczenie, chodzenie i wstajemy trochę później. Śpi oczywiście z nami, na swoją podusię, przywiezioną z domu nie zwraca w ogóle uwagi. Poza tym pokłada się po krzesłach, fotelach, umie otworzyć sobie szafę przesuwną w sypialni i tam czasem siedzi ...
Jak ma ochotę, to się bawi piłeczką, myszką, wędką - trochę ruchu musi być. Bacznie obserwuje wróbelki na balkonie, ale jeszcze trochę i ich już tam nie będzie ;)
Na kolankach też lubi sobie posiedzieć. Lubi, jak całe stado jest razem, w jednym pomieszczeniu :) Nie psoci, nie zrywa firanek, nie zwala nic z półek - póki co ;) To bardzo spokojny, kochany koteczek.


W takim skupieniu obserwuje ptaszki :)) Ogon mu cały chodzi jak wahadło, mruczy coś sobie ...
Strasznie boi się odkurzacza, ale inne sprzęty nie wzbudzają takiej paniki, na szczęście. Zmywarka, blender, za pralką nie przepada, ale nie chowa się, kiedy jest włączona. Tak powoli przyzwyczajamy się do siebie.

Natomiast na niwie sportowej odniosłam mały - wielki sukces. Przedwczoraj było zimno, ale mimo to wyszłam na marszobieg. Kiedy skończyłam, wiał przenikliwy wiatr. Stwierdziłam więc, że spróbuję pobiec do domu, zamiast iść. I tę odległość przebiegłam !!! Bez zadyszki !!! Trochę ponad pół kilometra, jakieś 600 metrów mi mapa Googla wymierzyła. Jeśli chodzi o mnie, jest to wyczyn na miarę półmaratonu ;)) Z radości mi łzy poleciały, jak doleciałam do domu. Zresztą od soboty mam łzy na wierzchu, bo biedny Bonusik, bo coś tam i coś tam ..... a tu jeszcze coś takiego. I to ja tego dokonałam??
Dzisiaj też tyle samo przebiegłam, zresztą :) 

Miłego weekendu wszystkim :)

poniedziałek, 9 marca 2015

Dwa samce na pokładzie

Wczoraj Chłop mój wrócił do domu po trudach kopalnianych biegów. Wszedł do domu, wniósł tysiąc nowych zapachów, 
a Bonusek zwiał pod łóżko. Może to przypadek, ale chwilę przed jego przyjściem, kotek udał się zachowawczo do sypialni, normalnie przebywa tam, gdzie ja jestem. 
Postąpiwszy trochę niepedagogicznie chyba, po kilkunastu minutach, wyciągnęłam stwora z jego kryjówki, żeby przyszedł się przywitać z nowym Personelem. Dał się Chłopu pogłaskać i po chwili czmychnął do kryjówki. Musiała minąć dłuższa chwila, kiedy ciekawość zwyciężyła i kitek do nas przyszedł. Naprawdę mi ulżyło. Obwąchał bardzo dokładnie kurtkę Chłopa, która wisiała jeszcze na krześle - jakiś zapach go tam przyciągał, bo kilka razy podchodził do niej.
A potem było już coraz lepiej, poszedł z nami spać, ułożył się w nogach łóżka i grzecznie spał do jakiegoś bladego świtu, kiedy to wstał i zaczął zaczepiać nie mnie, ale Chłopa. Na szczęście, kiedy powie się Bonuskowi, że ma iść spać, to daje się o tej porze namówić :)
Rano mąż dał kotkowi jeść i można było zacząć nowy dzień ;) Mam nadzieję, że już będzie ok.

Chłop przyjechał niezmiernie zadowolony, chociaż ze stłuczonym kolanem, bo się przewrócił na jakichś płytach. Źle to nie wygląda, zobaczymy, co będzie dalej.
Ten bieg jest już z serii ekstremalnych, więc i ekstremalni ludzie tam przyjeżdżają. Z odżywkami, smarowidłami, planami treningowymi .... po występach na innych, równie ciężkich biegach. Ten mój, to się czuł między nimi, jak totalny amator he,he .... Dziwili się ,że np. nie ma planu treningowego, tylko ubiera się, wychodzi i idzie pobiegać na dłuższej trasie lub krótszej :)) 
No cóż, kto co lubi ;)
Ale co zauważył? Otóż dostali tam takie izotoniki z gwiazdą w nazwie. To taki szajs słodzony aspartamem. Wyobraźcie sobie, że prawie nikt tego nie pił! Dobre, co?
A propos tych napitków. Jechałam w sobotę pociągiem na zawody. Obok mnie usiadła w pewnym momencie jakaś młoda dziewczyna. Patrzyłam sobie w okno i nagle doleciał mnie fetor, jakby ktoś się, za przeproszeniem, na rzadko zdefekował. Patrzę zszokowana na bok, a to owa młoda osoba otworzyła sobie butelkę z kolejnym szajsem, który ma dodawać skrzydeł. Matkoicurko, co tam w środku jest, to tego nie wie nikt.
Z tymi opowieściami zostawiam Was na początek tygodnia. I z Bonuskiem na kolanach. Chociaż właśnie zeskoczył i pije wodę - tak śmiesznie, bo głównie macza sobie łapkę i ją oblizuje.

Kilka zdjęć, zrobionych wczoraj i to ostatnie dzisiaj. Bonusek się na nim nie myje, tylko zlizuje wodę. Na pierwszym bacznie obserwuje wróbelki na balkonie, w karmniku:







Idę biegać, a stwór kombinuje, jak tu szafę przesuwną otworzyć ;) Teraz znów wróbelki na tapecie. Bonusek takie śmieszne dźwięki wydaje na ich widok ;)

Miłego dnia wszystkim :)

To ja się pożegnam

Coraz mniej mnie na blogach od jakiegoś czasu. Nie mam ani pomysłów, ani sił i chęci do pisania nowych postów. W dodatku przyplątały się ...