sobota, 14 kwietnia 2018

Zaczęło się

A co się zaczęło? I się nie skończy? ;)
Miaukolenie pod drzwiami w celu wymuszenia spacerku :))
Miaukoli oczywiście nasz kochany futrzak, który odkąd zrobiło się bardzo ciepło, rozpoczął wysiadywanie na balkonie, a od paru dni domaga się spaceru.
Co tam będzie na balkonie siedział. Nuda.
Za chwilkę też idziemy, niech kocina ma tę rozrywkę ;) Kiedyś sąsiadka - taka z bloku naprzeciwko, dorwała mnie przed szóstą rano ( ja na pociąg, ona szła z psem) i o kota się pytała. Czemu nie wychodzi. Powiedziałam jej.
A teraz już wychodzi :))

Wiosna wybuchła z całą siłą, zdjęcia oczywiście porobione. Po raz pierdylionpińćsetny te same widoki. Ale po raz pierdylionpińćsetny oko i powonienie cieszą.

No to ja spadam z kotem na obchód terenu, a Wam życzę miłej soboty.
Jutro Chłopu leci w Półmaratonie Poznańskim, jadę z nim, będę robić za depozyt ;)

wtorek, 3 kwietnia 2018

Jezdę potforę

Przejrzałam dzisiaj zdjęcia na fejsie z ostatniego morsowania i się przeraziłam.
Wyglądam na nich koszmarnie, niczym potwór z Loch Ness - chociaż nikt go ponoć nie widział 
i nikt nie wie, jak wygląda, to nie bez powodu nazywany jest potworem, nieprawda.
Wienc ja podobnież.
Oczywiście wiem, że po pierwsze primo są ludzie o wiele, wiele grubsi ode mnie i wcale nie muszę oglądać programów o grubasach, bo ja przy nich to chucherko jestem, piórko i puch marny, no i nie muszę mieć rzeczy szytych na miarę, bo w L-kę wchodzę bez problemu, 
a ostatnio nawet w jednym sklepie w M-kę, ale to chyba jest taktyka firmy, żeby powiększyć rozmiarówkę. Ale, niech im tam będzie, mnie oczu się nie zamydli, ale przez chwilkę jest miło ;)
Po drugie primo - są poważniejsze problemy na świecie, a nawet w najbliższych otoczeniu, oraz w moim domu się też pojawiają. Wiem, ale co z tego? Zdjęcia wstrząsnęły mną i tak.
Po trzecie primo - zamiast się tutaj wypłakiwać, trzeba wziąć dupsko w troki i ruszyć albo w trasę, albo na wspomnianą przeze mnie kiedyś siłownię na dworze, którą mam pod oknem niemalże. 
Z tegoż okna ją widzę w każdymbądźrazie .... ale, że jest to okno od pokoju, w którym śpimy 
i wyciągamy kota z szafy, nie mam wyżej wymienionej non stop na oku, więc tego...
Nic to. Wymyśliłam, że może na blogu będę swoje aktywności zapisywać? Nie, żeby się chwalić, ale jako motywator dla siebie?
Zobaczymy, zacznę od jutra ;)
Jeśli chodzi o kota naszego, może ktoś chce wiedzieć. Dzisiaj byliśmy na zmianie plastra 
i dokładniejszym przemyciu rany, pani doktor zadowolona, bo tworzy się owa ziarnina. No to jest dobrze. Kubraczek oczywiście bezwzględnie konieczny do końca leczenia i nie ma, że zmiłuj, bo zdjęcie owego z kota zniweczy cały proces gojenia. Zwierzaki, a koty w szczególności liżą, dłubią, drapią, wykazując się niesamowitą pomysłowością w ściąganiu szwów i opatrunków wszelakich.
Pani wetka opowiadała nam dzisiaj o swoim innym kocim pacjencie, który jest po operacji złamanej łapki, którą składali z kostnych puzzli i mimo kołnierza - już dwa razy wygryzł sobie szwy. Teraz gojenie przebiega na otwartej ranie, jak u naszego i musi siedzieć w zamknięciu, żeby nie zniweczyć efektów operacji.
Opowiedziała nam to chyba po to, żeby nas pocieszyć, że tutaj nie jest tak źle. W sumie teraz nie jest, potrzeba tylko czasu i naszej wytrwałości i odporności na kocie fochy, bo takowe są, że hohoho ....
W sobotę bodajże, się nasz Bonus obraził i wlazł do szafy na jakąś godzinę. A o co?
O to, że przebraliśmy go w czyste ubranko, a on chciał, żebyśmy już je zdjęli na zawsze. 
Byście musieli widzieć kota podczas tego przebierania! Położył się, żeby było nam trudniej założyć, w momencie unoszenia go ważył sto kilo, a grawitacja w tym miejscu działała pięćdziesiąt razy silniej niż normalnie.... Myślę, żeby takimi anomaliami zainteresować jakichś naukowców ... bo to naprawdę ciekawe i niespotykane na co dzień ;)
Poza tym, ubierając kota w ww., trzeba uważać na nogawki. Bo kot nasz oszukuje, że nogaweczki zostały podciągnięte do końca, a wcale tak nie jest, bo tylko do łokcia. I człekowi wydaje się, że wszystko gra i bucy, ładnie założone, a tu niespodzianka. Personel przestaje zwracać uwagę na kota, a on myk,myk i łapecki wolne, nogawecki swobodnie dyndają i można zająć się dalszą pracą polegającą na wydobyciu się ze znienawidzonego chomąta.
Nas na tę kwestię uczuliła pani wetka, bo kiedy przebieraliśmy kota w gabinecie, ona rzekła kiedyś: "Bonus, nie oszukuj...." i zobaczyliśmy, jaki z niego cwaniaczek.
Ubranko to ma wycięcia na przednie i tylne łapki, na początku zawijaliśmy kota w całość - potrafił tylne oswobodzić!! A potem stwierdziliśmy, że tylne może mieć wolne, tylko trzeba zabudować przednią część.
W tym celu, pod ubrankiem ma jeszcze body, a bezpośrednio na plastrze z żelem - jeszcze gazę jałową. Oczywiście liże się po tym i czasem próbuje się podrapać, ale do rany nie dojdzie - chyba i oby, jedynie body sobie trochę może wyciągnąć. Ale tylko trochę.
Tak to u nas wygląda.
No a teraz to moje odchudzanie ... Chłopu już nic nie będę mówiła, że zdjęcia mnie wystraszyły ;) 
I tak od stycznia trochę schudłam, bo dojazdy do pracy temu sprzyjają, często spacer z dworca do szkoły i z powrotem, a to prawie 2 km w jedną stronę ... i od września mam szansę na kontynuację zatrudnienia :)
Zobaczymy, jak to będzie.

Jeśli ktoś przeczytał wszystko, to super, a jeśli nie - to też dobrze ;) bo nie wszystkich muszą interesować perypetie z naszym kotem.

Cóż, mamy wiosnę, chociaż jeszcze u nas szaro, buro, ale słońce trochę poświeciło dzisiaj 
i wczoraj.
Na koniec - wiosenna piosnka w wykonaniu niejakiego Sławomira - nie wszystkim podobają się jego utwory, ale ja traktuję je z dużym przymrużeniem oka, więc mnie osobiście śmieszą:


Wszystkiego najlepszego na tę porę roku Wam życzę :)

Pozdrawiamy z chrapiącym kotem :)