W poprzednim poście pisałam szumnie o naszych domowych remontach i porządkach ....
u idealnej pani domu wszystko byłoby już dawno skończone, wybłyszczone, poukładane, posegregowane i tak dalej .... ale nie u mnie. Owszem, przenieśliśmy się z powrotem do sypialni, koty razem z nami. To znaczy, łajzy jedne śpią tam w ciągu dnia, a z nami nie chcą.
A dzisiaj w kuchniosalonie, kanapa na której spaliśmy przez prawie rok, została w końcu ustawiona tak, jak kiedyś stała, czyli w stanie złożonym, a koty uznały to wszystko za świetną zabawę i atrakcję. I bardzo dobrze.
Wywaliłam ze trzy worki makulatury wszelakiej, trochę luzu zrobiło się w różnych szufladach. Ale, jak to u mnie bywa - nigdy nie jest tak, jakbym chciała, bo często coś stawało mi na przeszkodzie kiedy chciałam zagłębić się w porządki, układanie, polerowanie, nabłyszczanie etc. Pojawiały się sprawy urzędowe, a że miałam jeszcze wolne, to szłam i je załatwiałam. Bo urzędy nie są czynne tak, żeby człowiek pracujący nie w urzędzie, mógł doń pójść po pracy. Fakt - niektóre pracują dłużej w poniedziałki, ale nie wszystkie i nie wszędzie da się wszystko załatwić po 15.
Ale wystarczy tego. Jest jak jest.
Tydzień temu wybraliśmy się na grzyby do Bornego Sulinowa. Kiedyś jeździliśmy tam bardzo często, bo mieliśmy dogodną bazę wypadową, której już od lat nie ma. Od nas to jakieś 200 km. Zapowiadali deszcze, burze, zimno i przez to nie pojechaliśmy na weekend nad morze, tylko
w sobotę do Bornego. Chcieliśmy wyjechać koło piątej rano, ale lało, wiało, pospaliśmy sobie zatem ciut dłużej i kiedy wyjeżdżaliśmy, pogoda była ciut lepsza. Przez całą drogę padało, mżyło - z różnym natężeniem, ale Borne powitało nas bez deszczu. Ale jeśli chodzi o grzyby, było kiepsko. Plus taki, że pusto w lesie. Zebraliśmy pół koszyka kurek, trzy podgrzybki i to wszystko. Nie wiem, gdzie ci wszyscy ludzie wynoszą z lasu wielkie kosze grzybów .... U mnie też posucha, może we wrześniu coś się ruszy.
Ale za to pięknie kwitną w Bornym wrzosy. I nie trzeba jechać na słynne ichniejsze wrzosowiska, wystarczy wejść do lasu. Wrzosy i brzozy. Szkoda, że zdjęcia nie oddają tego piękna.
Jeszcze tylko napiszę - ku pamięci, co nam Myszunia wywinęła. Otóż zeżarła kilka kawałków wełny. Skąd wełna? Ano prułam moje niedokończone sweterki sprzed lat wielu, wielu. Myszunia siedziała przy mnie, bawiła się wełenką, a przy okazji coś tam zjadła. Nie zauważyłam tego, dopiero na drugi dzień, kiedy wyszła z kuwety i zaczęła wycierać sobie tyłek o podłogę. Kiedy chciałam zobaczyć, co jej jest, zwiała mi pod łóżko. Na szczęście kawałki wyszły z niej bez niczyjej pomocy. Jeszcze się dodatkowo zdenerwowałam, bo zanim doszło do mnie, skąd te sznurki, zapomniałam, że jedna wełna była czerwona. I w takim kolorze wyszła z Myszuni, a ja myślałam, że to krew. I tak - wiem, że mogło skończyć się operacją, bo znam takie przypadki. Ręce opadają.
Jutro do pracuni, zobaczymy, jakimi dobrymi wiadomościami na nowy rok szkolny uraczy nas pan dyrektor - to oczywiście sarkazm.
Kilka zdjęć z Bornego i nasz zbiór:







Powroty do miejsc ulubionych, to jak powroty do domu , niebo was straszyło, ale las utulił.
OdpowiedzUsuńZ kotami, jak z dziećmi, za mało mamy wyobraźni, by przewidzieć ich pomysły.
Nam padła pralka, nie mogę wyprać po powrocie z gór, przeprałam w misce tylko delikatne rzeczy...
Trzymaj sie w nowym roku, oby nie było przykrych niespodzianek!
Ładnie to napisałaś - las utulił :) tak było. Pralka - jest to upierdliwe, bo nie wiadomo, co robić - naprawiać, czy kupować nową? Przykre niespodzianki już się trafiły, niestety. Z roku na rok jest coraz gorzej. Pozostaje mi tylko robić swoje i za dużo się tym wszystkim nie przejmować, bo głową muru nie przebiję.
UsuńWspolam kiedyś że zawód nauczycielski miałam dookoła siebie. Teraz tylko młodszy syn uczy w dwóch liceach.
OdpowiedzUsuńI jutro podobnie jak Ty zaczyna "cudze dzieci uczyć".
Powodzenia Lidio na cały rok szkolny!!!
Dziękuję bardzo :) Przyda się, bo z roku na rok jest coraz gorzej. Absurdalne pomysły od góry do dołu...
UsuńBrzozy i wrzos cudne połączenie, jestem fanką jednych i drugich!
OdpowiedzUsuńPamiętam twoje relacje z Bornego Sulinowa, szczególnie twój przejazd wojskowym terenowcem :)
Nauczycielskich satysfakcji ci w tym roku szkolnym życzę, albowiem satysfakcje potrafią choć trochę zrównoważyć upierdliwości. W szkołę rodzimą bez upierdliwości niestety nie wierzę :D
Pomiziaj kociaste i powiedz im aby nie robiły głupich numerów, trzymej się!!! :)
Dziękuję bardzo :) Jedynie samemu można poszukać sobie zrównoważenia tych upierdliwości i tego się trzymać należy. Tak, przejazd samochodem po poligonie był naprawdę niezapomniany :)) musze sobie poznajdować te posty wspomnieniowe.... Kociaste miziane są, rozmawiam z nimi, tłumaczę i tak coś od czasu do czasu wywiną.
UsuńKocham las, ok. Kocham wrzosy, ok. Ale grzyby to ja kocham miłością bezwzględną!!! 🍄🍄🟫🧺
OdpowiedzUsuńNa to, co moje oszołomki wyprawiają, trzeba by zużyć całego WORDA 🤣
Bo grzyby ogólnie fajne są :) Pięknie pachną, pięknie wyglądają i ta aura tajemniczości, która je okrywa ... Koty to koty - cóż tu dużo pisać. Dzisiaj byłam z Promyczkiem na pobraniu krwi, to księciunio nasz płakał cała drogę w jedną i w drugą stronę, w gabinecie również. Histeryk to mało powiedziane. Aż zadyszki dostał.
UsuńKocury to tchórze, jak to chłopy...
UsuńCoś w tym jest ;)
UsuńTeż mam wrażenie, że domowe porządki potrafią się ciągnąć w nieskończoność, bo zawsze nagle pojawia się coś ważniejszego do zrobienia. Szkoda, że grzybobranie nie było bardziej owocne, ale wrzosy i brzozy musiały wyglądać przepięknie. A historia z Myszunią naprawdę mogła nieźle przestraszyć – dobrze, że tym razem skończyło się bez wizyty u weterynarza.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło! Miłego tygodnia🌸
Angelika
Niestety, jakby wszystko się przeciwko mnie sprzysięgło. U weterynarza mamy kartę stałego pobytu niemalże, więc wolę, kiedy nic się nie dzieje. Chociaż w sumie robię im teraz badania krwi. Dzisiaj Promyczek, jeszcze Mami została.
UsuńMiłego tygodnia również Tobie życzę :)
Jak zawsze — czyta się z uśmiechem, mimo że po drodze i urzędowe przygody, i kocia złośliwość, i wełniane perypetie Myszuni 😄 Najważniejsze, że powoli wracacie do swoich ulubionych miejsc i dom znów zaczyna wyglądać jak Wasz. A Borne Sulinowo… nawet bez wielkich koszy pełnych grzybów potrafi zachwycić. Wrzosy wśród brzóz musiały wyglądać przepięknie! ❤️
OdpowiedzUsuńNiech ten wrzesień przyniesie Ci trochę więcej spokoju, mniej „dobrych wiadomości” od pana dyrektora 😉 i jak najwięcej takich małych, zwyczajnych powodów do radości. A Myszuni życzę, żeby już nigdy nie wpadła na pomysł degustowania wełny! 🐱❤️
Najgorszy moment to była akcja z Myszą, bo mogło się to źle skończyć.
UsuńDziękuję za dobre słowa, zobaczymy, jak to będzie.
Ooo, jak ja to rozumiem, Robin zjadł kawalek sznurka, ależ to byl stres i czekanie żeby wydalił!
OdpowiedzUsuńŚwietnie, że powakcjowaliście w przyjemnych okolicznosciach przyrody, nawet jesli zbiory na jeden obiad😀
Mysmy nieco chorowali, lasu i wedrowek nie było, jedna niewielka z Zosią , i to w drobnym deszczyku, bo,akurarnie się rozpadał. Grzybów zero.Pewnie teraz by coś sie pojawiło, gdyby intensywnie poszukać , ale moje problemy z kregoslupem nie sprzyjają częstemu, pochylaniu się czy kucaniu, po za tym zaraz wyjazd.
Jak napisałaś "Robin", to go od razu zobaczyłam :) Piękny i dostojny 💗🐈⬛
UsuńSzkoda, że zamiast cieszyć się spacerami i pobytem w Polsce, to chorowaliście. Mam nadzieję, że wszystko już jest dobrze. Tak prawie ....
Byl czas na to i na to, he,he.Teraz ju,ż zmiana bociana, do listopada.
UsuńZa gorąco bylo,na,spacery.
UsuńFakt, były i upały, chociaż niezbyt dużo.
UsuńNa grzyby, na grzyby Lideczko, bo wysyp prawdziwków , jak i opieniek.
UsuńU nas nie ma :(((
UsuńOooo, jak to, nawet tutaj na niemieckim gruncie wysyp, w róznych miejscach.
UsuńPodgrzybek mi wyrosł pod szałwią omszoną! Byłam w szoku.
Doskonale to znam. Też odgracam się bez końca. Młody daje co rusz jakieś miśki od siebie, że weź mamo wystaw. Najukochańsze spakował sobie w pudełeczko. Eh. Teraz ciuchy przebieramy, ale to Motylowa wzięła na siebie z wystawianiem. No mi ręce opadają. A jeszcze stos książek czeka...
OdpowiedzUsuńI troche prania.
Więc nie czuj się źle. U nas to samo...
Pozdrowienia! 💗😽💗
Nagromadzi człowiek tyle rzeczy, a potem tylko problemy. I u mnie brak sił na działanie.
UsuńTrzymajcie się :)
Tak tam pięknie. Nie dziwię się, że lubisz tam wracać. Myszunia widziała pewnie w wełnie małe smaczne myszki. Moja Pusia maniakalnie "poluje" na nici. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTeraz już rzadko tam jeździmy. A co Myszunia widziała, to nie wiem, zaraza jedna ;) tyle strachu mi napędziła. Co one z tymi nićmi mają, to nie wiem, naprawdę.... Pozdrowienia :)
Usuń