sobota, 6 stycznia 2018

Coś pozytywniejszego

Gdy trzech Króli mrozem trzyma będzie jeszcze długa zima.
Na Trzech Króli słońce świeci wiosna do nas pędem leci.

A jak jest u Was?
U mnie słońce świeci, a co z tą wiosną będzie - czas pokaże. Bo z Barbarą się nie sprawdziło. Była po wodzie i Święta też były po wodzie. Cóż ... jak się różnymi harpami pogodę modyfikuje, to potem tak jest.
Ale dzisiejszy mój wpis nie będzie marudzący.
Przeżyłam tydzień w nowej pracy i ani razu nie chciałam stamtąd zwiewać, chociaż oczywiście idealnie nie jest, ale nigdzie nie jest chyba, tak naprawdę.
Towarzystwo dorosłych ogólnie życzliwie mnie przyjęło, chociaż zdaję sobie sprawę, że co niektórzy mendowaci są, ale to też nic dziwnego :)) a dzieciory, jak to dzieciory ... ogólnie nie najgorsze, zwłaszcza kiedy porównuję chamstwo i agresję z poprzedniego miejsca pracy z tymi tutaj.
Pożyjemy, zobaczymy ... 
Jestem oczywiście zmęczona, bo do Poznania muszę dojechać pociągiem jakieś 45-50 minut 
i jeśli zaczynam lekcje rano, to mam jeszcze jakąś godzinę w zapasie. Plus tego jest taki, że idę wtedy pieszo, zajmuje mi to jakieś 20 minut, to są niecałe 2 km wedle nawigacji.
A w samej szkole trenuję step aerobic, gdyż mieści się ona w ponadstuletnim budynku, pokój nauczycielski jest na samej górze, czyli na drugim piętrze, czyli tak naprawdę na trzecim blokowym, bo w starym budownictwie schody są dłuższe ;)
I tak kilka razy trzeba tam wejść i zejść.
Kondycję sobie odbuduję przynajmniej ;)
Zmęczenie wynika też z planu lekcji mojej poprzedniczki, nawalone godzin na maksa przez trzy dni, pozostałe mniej, bo jeszcze pracowała w innej szkole. To ja się nie dziwię, że się rozchorowała.
Ja też muszę moje dotychczasowe działania oddać komuś, bo nie zamierzam nawalać do utraty sił i przez cały dzień. Kot tęskni, Chłop tęskni, ja też nie mam już tylu sił i chęci, bo w imię czego. Kasy? Nie jest znowu nie wiadomo jak wielka.
Pożyjemy, zobaczymy ...
Na razie życzę Wam udanego dnia i weekendu, zamierzam za chwilkę wziąć kijki i ruszyć 
w trasę moją na przejazd, porobić zdjęcia, bo mi tego brakuje.
Aczkolwiek wybraliśmy się z Chłopem w drugi dzień Świąt i w Sylwestra na kijki do lasu, którego już prawie nie ma. Zrobiłam parę zdjęć, niektórych miejsc nie można poznać, bo las jest powycinany po sierpniowej nawałnicy, a droga tak porozjeżdżana,że wejść i przejść nie idzie.

A jutro - chlup do wody ;) taki mam plan bynajmniej, przynajmniej ;))
 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Tak na początek nowego roku

Nie wiem, co napisać na początek nowego roku.
Jak wszyscy, albo prawie wszyscy chciałabym, aby był udany i obfitował w same dobre wydarzenia.

Czego oczywiście Wam i sobie życzę.

Niestety, mam w sobie jakiś wielki niepokój i brak wiary, że tak będzie. Nie wiem, czy powodem jest pełnia Księżyca, która będzie miała miejsce jutro, czy jakieś ogóle fluidy rozpylane po to, byśmy się źle czuli, czy może to, że jutro jadę do nowej pracy, co do której do końca przekonana nie jestem.
Pewnie wszystko po trochu, a najwięcej to ostatnie. 
Do pracy tej muszę dojechać do Poznania. Znowu nowe środowisko, które nie wiem, jak mnie przyjmie - może nie przyjmie ... No cóż, wtedy dam sobie z nią spokój. Głównym powodem, dla którego się na nią zdecydowałam jest umowa o pracę i terminowa wypłata. To chyba sporo.
Bo ostatnie 5 lat, z kilkumiesięcznym wyjątkiem, to takie byle jakie umowy, z wypłatami też różnie bywało i bywa ... niestety, nie wiem, co ze mną jest nie tak, że nie mogę nic sensownego znaleźć.
Za stara, za głupia,  naiwna i bez znajomości ... i  niech mi nikt nie wmawia, że jest inaczej. Po tych paru latach nie stać mnie na jakiś wielki optymizm w tej kwestii. A naprawdę się starałam.
Owszem, zdarzają się chwile, kiedy mam więcej optymizmu, ale coś dzisiaj mi nastrój zleciał do poziomu minus tysiąc. No może minus dziesięć ...
Praca ta jest oczywiście w szkole, chociaż szukałam też gdzie indziej. Szkoła na trudnym poziomie, bo klasy siódme i gimnazjalne. Chociaż podstawówka, w której pracowałam w minionym już roku, bardzo negatywnie mnie zaskoczyła. Tak więc zobaczymy, aczkolwiek entuzjazmu wielkiego brak.
Dotychczasowe zajęcia muszę dość mocno przeorganizować i z części z nich zrezygnować, bo czasowo nie dam rady, a poza tym ... czy warto za wszelką cenę ... chyba nie.
Cóż, wielką optymistką nigdy nie byłam, bardziej realistką z dozą pesymizmu, a tak mi się nazbierało różnych spraw dodatkowo.

Mimo wszystko - raz jeszcze, wszystkiego najlepszego Wam życzę ♥♥♥

PS. Morsowanie trochę pomaga, na chwilę. Bo nie odpuszczam, nawet na sylwestrowe pojechałam sama, mimo, że było już mocno zimno i musiałam trochę ze  sobą powalczyć ;)
 

niedziela, 10 grudnia 2017

Dalej o morsowaniu ;)

Zbieram się do napisania jakiegoś posta, ale coś mi się nie chce ;) 
To się pochwalę, że nadal znajduję upodobanie w moczeniu się w zimnej wodzie, przy niskich temperaturach powietrza. A robi się coraz chłodniej, dzisiaj miałam przez jakąś chwilę lekkie zwątpienie, czy jechać, a czy wejdę, a może lepiej nie jechać ...
Pojechaliśmy.
Słońce zdecydowało się na wyjście zza chmur, więc przyjemniej się człowiek w toni "akwenu" zanurzał. No i jeszcze jedna rzecz dzisiaj była super - nie zmarzły mi stopy !! Bo normalnie miałam je tak zdrętwiałe, że chodzenie aż bolało chwilami, a dzisiaj - nic :)
Niestety nie dlatego, że się uodporniłam, tylko wczoraj pojechaliśmy do stolicy naszej wielkopolskiej, do takiego jednego sklepu sportowego, gdyż okazało się, po sprzątnięciu pierdolnika z blatu kuchennego, że ostała się nam karta podarunkowa za jakieś zawody sportowe, do tego sklepu właśnie.
W sklepie owym zanabyłam specjalistyczne buty do żeglowania ( hahaha, ale to zabrzmiało :))) ja i żeglowanie, z moją chorobą morską na spokojnym jeziorze :))) i do windsurfingu, zapinane na zameczek, z neoprenu i twardą podeszwą, które miały zapewnić mi ciepłe stopy. No i suche, jeśli faktycznie miałabym żeglować i żaglówka nie zanurzałaby się w wodzie ;)
Wyobraźcie sobie, że to zadziałało! Nuszki były mokre, fakt - dziwne nie jest, ale woda w butach 
i materiał utworzyły warstwę ochronną i było mi ciepło :)
Chłopu natomiast, stwierdził w sklepie, że jemu nogi nie marzną i takie buty są mu zbędne, ale po dzisiejszym dniu szybciutko zmienił zdanie i odkupił nowe buty od kolegi, któremu owe za małe były. Tak się akurat dobrze złożyło :)
W wodzie było mi ciepło, żadnej gęsiej skórki nie miałam, potelepało mnie później, ale alkoholem się absolutnie nie dogrzewałam. To, co pisałam w poprzednim poście - absolutnie nie polecam!
Wolę gorącą herbatę i w domu gorący prysznic.

Wyjrzałam za okno - pada śnieg ... nie cierpię zimy :( a jutro czeka mnie cały dzień pracy i jazdy samochodem od samego rana ...
Ehhh, no cóż, jakoś to będzie.

Miłego ♥♥♥