sobota, 4 czerwca 2022

Wielki odlot ;)

Żeby nie było, że tylko marudzę, bo w końcu bez przesady, to napiszę Wam coś o Franiu.
Nabyłam otóż Franiowi kolejną zabawkę w postaci śmierdziucha - fretki, bo widziałam jak inne kotki na grupie fejsbukowej się nią bawią. Fretka zawiera w sobie orkisz, kocimiętkę i korzeń kozłka, stąd taki specyficzny zapach. Franio zaczął się nią bawić, leżał na niej, a na drugi dzień miał kompletny odlot.
Trochę widać go na zdjęciach, zaniepokoiło mnie jego zachowanie do tego stopnia, że fretka została schowana i wyciągnięta dopiero na noc. By się nią zajął, a nie skakał po mnie w nocy.
Zobaczcie na zdjęciach: pierwsze pokazuje, jak kotek nasz bawił się śmierdziuszkiem zaraz 
w pierwszy dzień, a drugie - rzeczony odlot.

Myślę, że głównym sprawcą była waleriana, bo kocimiętkę ma na balkonie w stanie świeżym 
i zero zainteresowania....



Taki to mieliśmy Dzień Kota, czyli Dzień Dziecka ;) ale trochę strachu mi ten nasz kotek napędził, bo nigdy go takim nie widziałam. 

wtorek, 31 maja 2022

Sił mi brakło

Jak w tytule. Niby nic wielkiego się nie dzieje, ale nie mam ostatnio sił na nic praktycznie. Ani na bloga - swojego, ani na blogi inne, trochę na fejsa, ale głównie strony z kotami, na których można się pośmiać i pożartować i to wszystko.

Praca nie cieszy, tylko wkurza mnie coraz bardziej robienie z nas debili i zrzucanie na nauczycieli całego zła świata. 
A dzieciaki po trzech latach zdalnych są tak rozjechane, że rozumie to tylko ten/ta, co uczy w szkole lub ma dzieci szkolno - studiujące. Ale co tam, piniędzy dla szkoły na nic ni ma, ale dni powiatu można robić, niech się ludziki zabawią. Nawet nie będę pisała, co nauczyciele mieli robić na tej imprezie, bo mnie zatkało i odetkać nie może, ale niektórzy nie widzą w tym nic zdrożnego. I zgłosili się do owych działań ...

Fakt - byłam ostatnio z uczniami w Warszawie na finale olimpiady przedmiotowej i nawet nieźle na niej wypadli - co mnie bardzo cieszy oraz nie zrobili siary w hotelu, co też się liczy.

Fakt - sportowo nadal działam sobie i dość często chodzę z kijkami - to mnie chyba jakoś w pionie trzyma.

Fakt kolejny - jestem świadoma tego, co robię, jak się zachowuję i jak czasem marudzę, co jest pozytywne 
i próbuję coś z tym zrobić. Z efektami różnymi. Cóż - menopauza, może kiedyś przejdzie.

I tak to leci.

Będąc w Warszawie, zamiast ruszyć w czasie wolnym w miasto i zanurzyć się w jego rytmie i tłumie ;), pojechałam do arboretum i nieistotne, że ponad sto km od stolicy. Zrobiłam tam sporo zdjęć i mam nadzieję pokazać je tu na blogu.

Trzymajcie się ciepło :)

wtorek, 1 marca 2022

Podsumowanie aktywności w lutym

Czas zapiernicza, jak szalony, w piątek ze zdziwieniem zauważyłam, że zaraz zaczyna się marzec.
Nie jest to mój ulubiony miesiąc, bo był czas, kiedy w zawsze marcu działo się coś niedobrego w moim życiu. Jak będzie teraz? Okaże się, na razie media znów rozhulały straszenie - tym razem wojną, zamiast rzetelnie przekazywać informacje, a nie straszyć. Ale cóż chcieć od takich sprzedajnych szui. Ludzie muszą się cały czas bać, niestety. Obecny poziom dziennikarstwa to poziom przedszkola. Chociaż i tam bardziej rozgarnięte dzieci zrobiłyby te newsy lepiej 
i rzetelniej niż wykształcone, zdawać by się mogło dziennikarzyny.
Cóż, wystarczyło 30 lat, żebyśmy my - pokolenie pamiętające komunę zapomnieli, jak to 
z wiadomościami było, że trzeba było oddzielać ziarna od plew.
Ale nie o tym chciałam.
Kolejny miesiąc minął mi na aktywnościach, które sobie zapisywałam i się nimi pochwalę. Jeśli ktoś uważa, że w obecnej sytuacji nie powinnam, bo trzeba płakać i sypać głowy popiołem ze smutku - jutro jest Popielec, w kościołach będzie zapewne taka okazja, można skorzystać.

A ja zrobiłam 71,3 km z kijkami i 26,2 km biegu, czyli truchtu, bo bieg w moim wykonaniu to za dużo powiedziane. Czyli razem - 97, 5 km. Czyli na dzień wychodzi 3,48 km. 
Podobnie było w styczniu.
Nie liczę, ile km przeszłam do pracy i z powrotem, bo prawie codziennie robię około 4.

Zdalne się na szczęście skończyły, kowida Rosjanie rozstrzelali, chociaż czytałam, że w pasie przygranicznym chcą te zdalne kontynuować. Ale nie wiem, na czym stanęło.
Ogólnie dzieciaki są totalnie rozwalone. Tyle złego, co siedzenie w domu zrobiło i przymusowe kwarantanny oraz wszechobecne straszenie chorobą, to coś strasznego. Nasi uczniowie chodzą do szkoły drugi tydzień i jest jazda. Np. zapowiedziany sprawdzian - pół klasy nie ma.... Drugi sprawdzian w innym dniu - pół grupy nie ma, a sprawdzian z przedmiotu zawodowego 
i materiału znowu nie jakoś tam trudnego. Dużo nieobecności, dużo zwalniania się w ciągu dnia. Wracam do materiału ze zdalnych - jakbym o tym po raz pierwszy mówiła ... A to dopiero początek. Nie twierdzę, że szkoła jest idealna, nie, ma sporo wad, ale "zdalne nauczanie" pokazało, że może być jeszcze gorzej z edukacją.
No nic, koniec z narzekaniem, zobaczymy, co czas przyniesie.

Kilka zdjęć z moich wypraw nad jezioro, spotkałam już jedną pszczołę, a "bazie" do kwietnia zdążą przekwitnąć:


















Trzymajcie się zdrowo na ciele i umyśle 💗