poniedziałek, 25 listopada 2013

Przesyłka od Panterki 2 i weekendowe spotkania

Ze trzy dni temu zadziało się u Panterki, oj zadziało ;) Poskarżyła się wszem i wobec na niechcianą dostawę i .... nie wiem, co zrobiła, bo wczoraj wieczorem wyszłam na balkon 
i zobaczyłam białą szmatę na oknach naszego samochodu. Po wnikliwszej analizie 
( ciemno już było) i zeskanowaniu otoczenia okazało się, że to nie żadna szmata przywiana wiatrem północno - zachodnim, tylko kurnażeszjegobiałanać .......... ŚNIEG!!
Tak sobie niewidocznie poprószył z deszczem drobnym i jest.
Na szczęście dostawa nie była zbyt duża, ale przymroziło, teraz świeci słońce, a śnieg - no cóż, jeszcze jest.
Zdjęcie zostało zrobione dzisiaj rano.


Biedny ten nasz maluszek :(

Dżunglowe zmiany pogody przychodzą więc do nas, czy tego chcemy, czy nie. A miało nie padać!

Jest już po południu. Świeci piękne słońce, w zaciszu spokojnie i ciepło, ale wystarczy wyjść z tego zacisza i piździ, to znaczy wieje zimny północny wiatr - tak mniej więcej. Piszę mniej więcej, bo u mnie trudno określić kierunek wiatru, kotłuje się między blokami i wieje zawsze. Nawet w upały.

A w weekend miałam dość nieoczekiwane zwroty akcji ;) W sobotę odezwała się do mnie koleżanka, którą znam od lat wielu, wielu bardzo, a z którą też od kilku lat nie miałam kontaktu, nie licząc jakichś tam smsowych, czy mailowych życzeń na święta.
Jako, że i ona, i ja nie jesteśmy skore do zmian numerów telefonów i jakoś mój się u niej uchował, a ja jej pamiętałam - początek przynajmniej ;), to nie było problemu, żeby tą drogą się odezwać i przypomnieć o swoim istnieniu.
Umówiłyśmy się na ploty w sobotni wieczór, trzeba było sobie opowiedzieć te kilka lat, wlać morze alkoholu ;) opijając ten znamienity fakt ;) , zajęło nam to kilka godzin, które przeleciały z prędkością światła.
Na sam koniec spotkania, koleżanka stwierdziła, że chciałaby pojechać na cmentarz do naszego kolegi - księdza, nieżyjącego już prawie 10 lat. Dawno tam nie była, ostatni raz ze mną, z 5 lat temu, może?
Problem z wybraniem się w te odwiedziny jest bardzo prozaiczny - kolega pochowany jest w Górce Klasztornej, oddalonej od naszego miasta o jakieś 150 km w jedną stronę. 
Koleżanka natomiast wyemigrowała do stolicy i mieszka tam już też od lat.
Natomiast mąż i ja, ilekroć podążamy nad morze, albo do Bornego, to do Górki wjeżdżamy, jest to kwestia 30-40 km więcej i godziny dłużej naszej podróży, więc leży to 
w naszych możliwościach.
W każdym razie, umówiłyśmy się na niedzielny poranek, że pojedziemy moim samochodem, no i tak też uczyniłyśmy. Poszło szybko ( i tak dwie godziny w jedną stronę) i sprawnie, trochę zamieszania było przed samym klasztorem na parkingu, gdyż miejscowa i zamiejscowa ludność przybywała na mszę i jakieś dziwne manewry uskuteczniała, aby zaparkować. Taki folklor widocznie ;)
Załatwiłyśmy, co było do załatwienia i przed obiadem zjechałyśmy do domu. 
Zmęczona byłam porządnie, ponieważ nie robię na co dzień takich tras, a poza tym obudziłam się o piątej rano i nie zasnęłam do momentu wstawania. Nie mam pojęcia, dlaczego, bo przecież ta droga to dla mnie nie pierwszyzna.
Poza tym czuć było w powietrzu zmianę pogody i śnieg, co nie sprzyja odczuwaniu życiowego komfortu ;)
I wieczorem zawiało, popadało, zabieliło się i zima zaczęła o sobie przypominać. Chociaż u nas i tak nie jest źle, w porównaniu np. z Małopolską - obejrzałam sobie zdjęcia zaśnieżonej np. Krynicy Górskiej.

A u nas się teraz zachmurzyło - cholerajasnapsiakrew :/

Trzymajcie się ciepło :))

34 komentarze:

  1. Ha! Przegnalam te zaraze na wschod! Skutecznie, jak widac, bo u nas piekne slonce i bezchmurne niebo, choc temperatura oscyluje w okolicach zera. Ale sniegu ani sladu. Szron jednak nie odpuszcza i auto trzeba rano skrobac.
    Zaczelo sie! Na dobre!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo skutecznie, oj bardzo. Niestety, koniec listopada, więc cóż tu się dziwić, chociaż chyba mało kto tęskni za zimą, skoro raptem 7 miesięcy temu hulała w najlepsze.

      Usuń
  2. Do mnie zaraza nie doszła, a czekam specjalnie dziś w domu, wolna od huty. Świeci słoneczko, ale ma taki zimowy kolor. Snuję się po domu, jak smród po gaciach i nie wiem, za co mam się zabrać, jeden dzień wolnego to tylko takie połaskotanie. Pewno dziś w nocy zaraza przyjdzie i rano będę zmuszona skrobać Magdę przed wyjazdem:((((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednym dniem wolnym tak jest. Za dużo szczęścia na raz i za mało czasu, żeby zrobić wszystko, co by się chciało. Najczęściej zostaje właśnie takie snucie się ;)
      U nas skrobanie było, kto musiał rano wcześnie wyjeżdżać, muszę płyn do odmrażania poszukać w czeluściach bagażnika - chyba.

      Usuń
  3. No Jestes :) Juz zaczelam sie niepokoic :) Toz to Ci niespodzianka z tym bialym na maluszku :) Ale barwy narodowe masz ! Polska bialo czerwoni :) Ciesze sie, ze spedzilas milo czas, takie spotkania po kilku latach sa niesamowite, czlowiek nie moze sie nagadac, przynajmniej ja tak mam ;) Jezdzic tez uwielbiam w dluzsze trasy ale jako pasazer, wtedy obserwuje wszystko co sie da, nic mi nie umknie, rozmyslam wtedy sobie, wspominam...ale sielanke zawsze przerywaja moje chlopaki, zaczynaja sie pytania w stylu, a gdzie jest ladowarka, a gdzie cos do picia, a gdzie kanapki, no i pytanie syna, notorycznie zadawane za kazdym razem i wszedzie jak jedziemy - DALEKO JESZCZE ? ;) Od razu mi sie Osiol ze Shreka przypomina ;) Sciskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, co ma mnie nie być ;)
      Nie zwróciłam uwagi, że faktycznie barwy narodowe, jak nic :) Tyle, że w południe już ich nie było, bo spłynęły.
      Tekst "daleko jeszcze" jest świetny :)) zawsze mnie śmieszy, chociaż nic w nim śmiesznego nie ma, ale widzę Osła, jak wysuwa się i ta chwila pełna napięcia, zapyta, czy nie :)))
      Ja lubię jeździć za kierownicą, chociaż nie zawsze jest na to dobry dzień, a jako pasażer, to też na drogę uważam, chociaż jazda samochodem ma w sobie coś takiego, że się człowiek zamyśli, zagapi na przelatujące krajobrazy, coś się przypomni ....

      Usuń
    2. Tak, przypomni... Mojej mamie sie zawsze przypomina jak juz jestesmy daleko, daleko od domu, ze zelazka chyba nie wylaczyla...;)

      Usuń
    3. :)) dlatego my, kiedy wyjeżdżamy daleko, wyłączamy prąd, zostawiając tylko "nitkę" do lodówki. Takie myśli też mi nie są obce :))
      Twoja mama dba o to, by nudno nie było Wam w drodze, o ten element zaskoczenia i głębokiego zastanawiania się ;)
      Ta niepewność jest mało fajna.

      Usuń
    4. Dobrze, ze sasiedzi maja klucze i moga wyjasnic te niepewnosc zawsze i zawsze jest tak samo, czyli wszystko wylaczone ;)

      Usuń
    5. To dobrze, że macie do kogo zadzwonić i wyjaśnić :), bo inaczej musielibyście wracać do domu ;)

      Usuń
  4. no niestety i u mnie biało! Małżonek więc po nocce zamiast spać, to opony szybko wymieniał w samochodzie żeby w miarę bezpiecznie jeździć. Nie mogę wprost uwierzyć, że już zima! Przecież dopiero było lato. A właściwie to jeszcze poprzednią zimę dobrze mam w pamięci bo się skończyć nie chciała :/ masakra..
    Trzymaj się ciepło!
    :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ta poprzednia zima niedawno się skończyła :( , więc nikt chyba nie tęskni za następną. Jak na biegunie dosłownie, albo innej Grenlandii ;) zima 10 miesięcy, a potem tylko lato i lato ....
      I zdopingowała wielu do akcji "opony" ....
      Również ciepełka życzę :***

      Usuń
  5. Lidka, nie strasz, u nas nie ma żadnego śniegu! Oponki mam letnie! Okropnie nie lubię tej akcji "zmiana opon". Załadować, pojechać, czekając przeczytać "Życie na gorąco", bo innych tam nie mają, rozładować i czekać na wiosnę.
    A ja wiem jak na imię ma Twój samochodzik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, żeby to było zdjęcie z zeszłego roku na ten przykład .... ale niestety, nie. Mam nadzieję, że póki co było to tylko takie jedno dmuchnięcie zimy i spokój.
      Ja też jeszcze mam letnie opony, tzn. z przodu uniwersalne, a z tyłu letnie. W piwnicy zimówki czekają na wymianę - też nie lubię tej akcji :(
      Co do samochodu, to mówię zawsze, że jeżdżę maluchem, bo jest mały, chociaż w środku jest dość przestronnie, jak na takie maleństwo.
      A jakie znasz określenie mojego wypaśnego samochodziku? ;)

      Usuń
    2. Dla mnie moze byc Muchomorkiem ;) Czerwony jest, a z przodu ma takie dwa okraglutkie oczka ;)

      Usuń
    3. Fajne :) Podoba mi się :) Pyszczek ma śmieszny z tymi oczkami.

      Usuń
    4. Lidia, a moze by mu tak rzesy doprawic do tych oczkow ladnych ? ;)

      Usuń
    5. :)) Takie zalotne ;) mogłyby fajnie wyglądać. Gdzieś już takie widziałam przy samochodzie. Tylko nie wiem ,co mój mąż na to ;) Taką zalotnicą by jeździł :)))

      Usuń
    6. Maz sie nie zgodzi... wiem to, bo naszemu autku tez chcialam doprawic, to mi powiedzial, ze zwariowalam chyba ;) Twoj tak samo powie ;)

      Usuń
    7. No właśnie :( tego się obawiam ;)

      Usuń
    8. Przecież to jest Koziołek z głową opuszczoną do skoku!

      Usuń
    9. Fajne określenie :))
      Muszę przyjrzeć się dokładnie, a jeszcze lepiej byłoby ustawić dwa naprzeciwko siebie i porównać z tymi np. poznańskimi :))

      Usuń
  6. U nas śnieg leży na trawnikach. Ulice jeszcze są czarne, ale jeśli temperatura spadnie, może być "szklanka". Całe szczęście, że zdążyłaś bezpiecznie wrócić z przejażdżki. Teraz trzeba już przestawić się na inną jakość. Czapka, szalik, rękawiczki (których uparcie nie zakładam, bo zawsze gubię). Aby do wiosny:-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta "szklanka" chyba jest najgorsza. Po południu w niedzielę zrobiło się faktycznie nieciekawie na drogach, ale na szczęście nas juz to nie dotyczyło.
      Jeśli nie założyłabym rękawiczek, to chyba ręce by mi z zimna odpadły, nosze więc i pilnuję. A w czapce jest mi cieplej niż bez, więc też noszę. Ale w tej chwili mam tylko wyciągnięte rękawiczki, reszta czeka na zmiłowanie ;)
      Aby do wiosny, dokładnie tak :)

      Usuń
  7. U nas wczoraj wieczorem popruszyło , a dzisiaj cały dzień mroźno, ale cudownie świeciło słoneczko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też świeciło, ale po południu naszło mnóstwo ponurych chmur i było po zawodach. Cóż, listopad, prawie grudzień ....

      Usuń
  8. Rano u mnie śnieg był...ależ rozdawna ta Pantera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, z rozmachem obdarowała pół Polski śniegiem ;)

      Usuń
  9. i u mnie śnieg:) ależ się u Ciebie działo "łikendowo":) no i samochód w narodowych barwach:D:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się działo, za to niespodziewanie ;)
      Patriotyczny stał się ten samochód, mimo, że rodem z Francji ;) :))

      Usuń
  10. Małopolska się odśnieżyła...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobra wiadomość :)) Chyba ;)
      U nas tylko postraszyło dwa razy śniegiem i na tym koniec. Bardzo ładnie ze strony pogody, że śniegów nam nie serwuje :)

      Usuń
  11. U mnie od kilku dni slonecznie i temperatura w granicach +15, co mnie bardzo cieszy. Zima sie zbiesila :))

    Usciski Lidko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż to upały u Was panują :)) Mnie również by cieszyły. Niech tam się biesi, nie lubię jej i tyle.

      Pozdrowienia serdeczne :)))

      Usuń

Bardzo miło mi, jeśli zostawiasz komentarz :) Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć.

To ja się pożegnam

Coraz mniej mnie na blogach od jakiegoś czasu. Nie mam ani pomysłów, ani sił i chęci do pisania nowych postów. W dodatku przyplątały się ...