Zaczął się marzec - srarzec. Nie przepadam za tym miesiącem, bo często coś dzieje się w nim niedobrego.
Dzisiaj Mela miała kastrację. W końcu i wreszcie. Czas najwyższy, bo hormony jej buzują, musieliśmy ją odizolować od małych, bo zrobiła się agresywna w stosunku do nich. Bardzo nam to utrudniło życie, bo mamy dwupokojowe mieszkanie, w mniejszym pokoju siedzi Mela, a reszta to my i siódemka kociąt. Bo adopcje niestety idą opornie. Jutro pierwszy kotek opuszcza nasz dom i jedzie do swojego. Mam nadzieję, że zaaklimatyzuje się tam szybko i zaprzyjaźni z kotką - rezydentką. Jego brat też znalazł dom, ale jeszcze chwilę u nas pobędzie, ponieważ jego nowa opiekunka wyjeżdża teraz na urlop. A my nie chcieliśmy, żeby mały od początku siedział sam w mieszkaniu, żeby tylko ktoś do niego przychodził. No cóż, zobaczymy.
Trzymajcie kciuki. No i za kolejne domy, żeby się w końcu pojawiły.
Trzymam kciuki mocno, także za Ciebie!
OdpowiedzUsuń💗💗💗
UsuńCudownie, że zazynają się w końcu pojawiać chetni na kotki. Oby znalazło sie takich w sam raz, byś mogła nareszcie odetchnać. Zatem trzymam kciuki Lidko by tak sie stało już wkrótce! I pozrawiam cię serdecznie!:-)
OdpowiedzUsuńDziękuję, też tego sobie życzę :)
UsuńMocno trzymam! Fsjnie, że gromadka pomniejszy się o dwa kotki, oby tak dalej. No i super, że Melcia juz po sterylce!
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńTy nie lubisz marca, ja listopada bo wszystko co najgorsze do tej pory w moim życiu wydarzyło się właśnie w tym miesiącu.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki🤞, a Puszek pazurki🐾 za dobre domki dla pozostałych kotków.
Jesień i przedwiośnie - trudne pory roku w sumie.
Usuń💗