wtorek, 9 października 2018

Czy Agniecha widzi tę zieleń?

Pisałam jakiś czas temu o porządkach, które poczyniłam na balkonie. Jakimś cudem zagnieździły się nam mrówki. Gniazdo miały w koszu wiklinowym, w którym rósł taki już biedny krzaczek. A, że roślina obok zaatakowana została przez mszyce, to mrówki urządziły sobie dojarnię.
Ale zaczęły mi wchodzić do mieszkania, więc pewnego popołudnia zostały wyeksmitowane - kosz z krzakiem no i rzeczona dojarnia. Chłopu wywiózł wszystko na taki pobliski nieużytek. Pomarudził, bo dwa razy musiał jechać rowerem, ale zawiózł.
Po jakimś czasie, żal mi się tej roślinki w garnku zrobiło, bo upały, bo dostałam ją od Agniechy, bo coś tam jeszcze...i pewnego dnia, niedawno, wzięłam ją do domu z powrotem. Tzn.na balkon. Już bez mszyc i mrówek.
Dołożyłam ziemi, obficie podlałam i ku mojemu zdziwieniu - odbiła skubana... Puściła piękne liście i do pierwszych przymrozków pewnie będzie sobie rosła.
Ta roślinka to waleriana, czyli kozłek lekarski.
Czy Ty to widzisz, Agniecha?


Trochę to symbolicznie wygląda, bo z tej rośliny niewiele zostało po inwazji mszyc i słońca.
Tylko z drugiej strony - może to nadinterpretacja z mojej strony...
Odrodzenie, nadzieja, odbicie od dna...sama nie wiem, co jeszcze...

Tęsknię ogromnie za Bonusem....

Chociaż Franio to kochany kotek, który przeżył swoje... Uwielbia czesanie... Z kota leci dużo kłaków, ale może się unormuje... na kolanka przychodzi i łebek podkłada, żeby za uchem go miziać ... a przy okazji trochę wyczesać, bo kłaków naprawdę dużo zostawia. Rolki są w użyciu jak nigdy ...
Franio lubi też gotowanego indyka. Dzisiaj i wczoraj trochę dostał, jak wszystko będzie ok., to dostanie częściej jako urozmaicenie. Kupiliśmy też enzymy trzustkowe i mu podajemy z karmą... tak co drugi dzień.
Kocha spać, ale chyba już o tym pisałam ... Z okazji Dnia Zwierzaka dostał takie legowisko zawieszane na kaloryfer - kładzie się tam ... i drapak też dostał, ale na razie drapak nie wzbudził jego entuzjazmu. Może inaczej go ustawię, to wejdzie.



Pisałam wczoraj tego posta na telefonie, jak miałam trochę wolnego w pracy, w internacie. Nie był to mój normalny dyżur, tylko poszłam za koleżankę, było nas kilkoro, więc jest inaczej, kiedy człowiek jest sam, albo z drugą osobą...
No i się popłakałam pisząc o Bonusie, chociaż obiecałam sobie ,że postaram się uspokoić. Ale nie, to jeszcze nie ten moment ...
Czasem ludzie piszą, że po śmierci swojego zwierzaka widzą go, albo słyszą ... Bardzo bym chciała, ale nic z tego. Ani mi się nie przyśnił, a kiedy odszedł, to poczułam, że go naprawdę nie ma. Odszedł gdzieś tam w niebyt, może do jakiegoś nieba, albo jest przy kimś innym.
Chciałam dla niego jak najlepiej, a wyszło jak zawsze - jedno wielkie nic.

60 komentarzy:

  1. Nieprawda, że wyszło nic, przecież mieliście siebie, on na pewno czuł, że chciałaś dla niego jak najlepiej!!!
    Przyślij mi na @ jakieś ulubione zdjęcia Bonusa, to spróbuje zrobić jakąś grafikę:) Tylko nie na ten adres co zazwyczaj, bo tamten się wściekł i nie mogę w niego wejść. Ślij na: mary.cha01.cha02@gmail.com
    Waleriana pięknie się odrodziła, dała radę, Ty też dajesz radę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajowskie te zdjęcie z wystającym spod kołdry Franiem :) Zobaczysz i on stanie Ci się bardzo bliski. Ja tak miałam z Morusem, po odejściu Darka.

      Usuń
    2. Dziękuję, Marija :) Wybiorę jakieś zdjęcie, albo kilka, a Ty zdecydujesz, co dalej.
      Franio już jest nasz, domowy i bliski. Tak to wygląda, dziwnie wszystko.
      Franio wchodzi pod kołderkę czasem, jak jest chłodniej na dworze. Jest bardziej ciepłolubny niż Bonus, bo ten nie lubił żadnego przykrywania, kot z Syberii ;)

      Usuń
    3. Wiesz , mam podobnie z Robinem,kocham tego koteczka, a jednoczesnie tak bardzo mi brakuje i tęsknię za Lutherem i Perką, o ile jestem w stanie pogodzic sie z odejsciem Perki,bo miała te 14 lat (chociaz jej odejscie było równie okropne jak i Lucia, to wlasnie z jego smiercią nie mogę sie oswoić,czuje wielki zal, pretensje do calego świata ,nas i siebie.Bardzo mi go brakuje.

      Usuń
    4. No to właśnie ja czuję się tak samo. I co z tego, że mamy inne problemy, które człowieka przywalają, jak te kocie sprawy są takie ważne i przykre ...

      Usuń
    5. Dorko, ja też tak podchodzilam zpretensjami do świata bo walczylam o Amberka jak lwica, on miał zaledwie 4 lata... I nie wygralam znerkami. Po prostu od dawał już na ostatniej kroplowki ze nie Bedzie jadł i musiałam się poddać. Nie miałam wyjścia.
      Wracam czasami do punktu kiedy była diagnoza itd i czasem same myśli lecą że może coś można było... Ale wtedy przypominam sobie cały przebieg i niestety jesteśmy tylko ludźmi. Zrobiliśmy co mogliśmy wtedy zrobić. Mój piesek odszedł jako 15latek 2012, dzisiaj miałby 21 lat tyle.mu życzyłbym. I i tak.myślę ze to za wcześnie...
      Te kocie są wszędzie najważniejsze i potrafią wycisnąć łzy nawet w pracy... Ale mamy dla kogo żyć.

      Usuń
  2. Cud natury po prostu i wygląda świetnie, widocznie tak miało być...
    Kotek najlepiej wygląda spod kołdry, w ogóle dzieci i zwierzaki wyglądają słodko w czasie snu, dorośli to już gorzej:-)
    Smutek musi się wypalić, nic nie poradzisz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nic się nie poradzi ... na razie smutek ma się doskonale, niestety.
      Z tym spaniem to prawda. Potem, jak już się obudzą, to pyskują, psocą i takie tam ;) A walerianą sama jestem zdziwiona.

      Usuń
  3. Bo Bonus jest we Franusiu a Tobie się zdaje,że go nie ma....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak jest, jakieś przenikanie dusz ... Są do siebie podobni charakterem, nie da się ukryć.

      Usuń
  4. W tym roku jest urodzaj na mrówki, super że udało się uratować roślinkę!
    Lideczko, rozumiem Twoją tęsknotę za Bonusem. Ja od 3 lat opłakuję Muszkę i na każde wspomnienie o niej łzy mi ciekną...
    Franio jest śliczniutki a Ty jesteś kochana za troskliwą opiekę :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie tak jest z tymi mrówkami, skoro przywędrowały do nas na pierwsze piętro ...
      Większość z nas przeżyła stratę zwierzaka, chociaż lepiej, kiedy to my pochowamy zwierza niż potem różnie to może być. Franio stracił swój dom, być może z powodu śmierci opiekuna i trafił na ulicę. Co tam przeżył, to wyobraźni brakuje. Teraz ma opiekę, ma dom i powoli się przyzwyczaja do dobrego na nowo.
      ♥♥♥

      Usuń
    2. Takiemu kotu chciałoby się nieba uchylić, bo serce boli jak sie pomysli jak mu musiało być źle i jaki był nieszczęsliwy.

      Usuń
    3. Tak jest dokładnie, ale jedzeniowo nie możemy, bo dieta. Chociaż wczoraj daliśmy mu gotowanego indyka, tzn.pierś i chętnie jadł. Jutro nie dostanie, zobaczymy, jak będzie reagował. Bo skubaniec nas dzisiaj wychowuje, wydziobując z michy właśnie kawałki mięsa, a to z saszetki zostawia, cwaniaczek jeden.
      Groszki też dzióbie sobie po trochu ... do tego enzymy trawienne, trzustkowe dostaje ... a teraz śpi sobie zwinięty w kłębek. Jeszcze nie pora na rozciągnięcie się podczas snu.

      Usuń
    4. Zima idzie teraz to chlebki i krewetki ❤️

      Usuń
  5. Czesc Lidaku!
    Uau i jeszcze raz uau uau! Nigdy nie widzialam waleriany na zywca! Wiesz, ze koty ja lubia? i wariatkuja potem? Smutek potrzebuje czasu, zeby sie wysmucic. Nic nie przyspieszaj. Podziwiam, ze tak szybko wzieliscie Franka ale moze to i dobrze. Koty przychodza wtedy, kiedy sa potrzebne. One wiedza, ze maja zadanie do wypelnienia, to madre bestyjki.
    My tez juz mamy nowego czlonka rodziny a raczej czlonkinie: Kropke. ja nie chcialam, zarzekalam, sie, ze ab so lut nie. I co? Przyszla taka wariatuncia kochana a i tak czasem mowie do niej LUNA...
    Pozdrawiam miauczaco
    Zabuell

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej :) Tak wiem, jak waleriana na koty działa, ale to wyciąg z korzenia, liście natomiast pachną jak liście ;)
      Kiedy zapadła decyzja o wzięciu kota, to od razu wiedziałam, że to będzie Franio. A przecież w naszym otoczeniu nie brakuje domów tymczasowych, schronisko jest w Poznaniu, a my adoptowaliśmy kota z Wrocławia. Dobrze, że Gosianka podwiozła nam kota do połowy drogi gdzieś :) ale i tak byśmy po niego pojechali, nawet do samego Wrocławia.
      Nam też się czasem Bonus wymknie ...
      Odpozdrawiam :)

      Usuń
    2. Ja się mylę czasem do moich i pogardliwie spojrzą tylko, bo wiedza cwane bestie jak który ma na imie. Tylko te małe podloty to tylko szelest saszetki na nie działa.

      Usuń
    3. Cwaniaczki - wiedzą już o co chodzi, a imię rzecz drugorzędna :))

      Usuń
  6. Waleriana dostała drugie życie i patrz jak się odwdzięczyła. Piękna jest, tfu, tfu - tak na wszelki wypadek. Sama przeżyłam kilka odejść moich zwierząt i nie mogę się do końca z tym pogodzić ale żyje nadzieja, ze brykaja tam gdzieś za tęczowym mostem, są szczęśliwe i na pewno się kiedyś spotkamy. Tule mocno Lidko ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama w to nie wierzę, że tak ładnie odrosła. Chyba ten szok termiczny też jej dobrze zrobił.
      Ja to już chyba w nic nie wierzę, ale może mi przejdzie. Kiedyś tam.
      ♥♥♥

      Usuń
  7. Ja tez nie widziałam ani nie słyszałam. Ja czytałam sobie na pocieszenie ten list co mam na stronie chyba z 3 albo 4 sierpnia przetlumaczylam to wyjac jak glupia ale pomaga kiedy jest naprawde źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie mogę tego wiersza czytać. Raz przeczytałam, kiedy Amberek odszedł, Bonus jeszcze żył. U mnie musi to samo minąć, kiedyś tam.

      Usuń
    2. https://kocia-focia.blogspot.com/2018/08/list-od-amberka.html

      Ten list mam na myśli. Tlumaczylam to z angielskiego. On mi pomaga najbardziej. Klimek ma piękne wiersze ale ten list doglebnie wyjaśnia dlaczego nie powinnismy płakać.

      Sciskam i mam nadzieje ze kiedyś będziemy płakać mniej a uśmiechać się więcej. ❤️
      Franio Cie na pewno kocha tak samo mocno i pewnie ma podszepty od Bonusa ❤️❤️❤️

      Usuń
    3. Niby wyjaśnia, ale do mnie to nie dociera, ot co ...
      Jak na razie.
      ♥♥♥

      Usuń
  8. No to sie przyznam, bo najpierw myslalam, ze tylko ja tak mam i ze to wstyd o tym mowic, ze nie wypada, ze to jakis rodzaj nielojalnosci w stosunku do zwierzaka. Jeszcze dlugo po tym, odkad Toya u nas nastala, wydawalo mi sie, ze nigdy nie bede z nia tak zwiazana jak bylam z Kira, a ona Kirze nigdy nie dorowna. Bo Kirunia byla jedyna taka. Od niedlugiego czasu zaczelam tak myslec o Toyi. Wszystko chyba potrzebuje czasu, Frania wzielas dosc szybko i chyba jeszcze nie przezylas dostatecznie swojej zaloby po Bonusie. Wrocisz jednak do rownowagi, zapewniam Cie. Bo zawsze sie wraca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są silne emocje i tak się człowiek miota... Nie żałuję ,że mamy Frania, absolutnie nie. Tylko za Bonusem tęsknię, bez względu na wszystko.
      I jakbym miała czekać na koniec żałoby, to nie wiem, kiedy by to nastąpiło. Może nigdy, bo tak naprawdę to Chłopu mój był motorem do adopcji nowego kota. A ja wtedy już wiedziałam, że to będzie na pewno Franio. Nie wiem, dlaczego, bo przecież kotów i u nas do adopcji nie brakuje. Jakie chcesz i ile chcesz ...w moim mieście, 25 km, 50 km od nas ...niekoniecznie prawie 200 ...
      Czekam na ten powrót do równowagi, bo niestety, ale utrudnia mi to moje rozchwianie codzienne życie...

      Usuń
    2. Panterko, Lidio ale ja tez tak mam. Ja wiem że Chessur jest słodki, a Morfeuszek jak zaśnie w połowie mycia to rozkłada, a Nikusia swoim wszedobylstwem kiedyś ze mną w plecaku z domu wyjdzie. Ale tak, tez czuje jakby to było tacy nowi świeżo przyjęci członkowie. Tez momentami jestem trochę na siebie zła bo wyje za Amberem a przecież przyslal mi srajde stulecia i sikuna który póki co jako jedyny gubi drogę do kuwety (Chessur) i zamiast wyć trzeba się zajmować i pokazywać kuwete i łapka tlumaczyc ze się kupe zakopuje.
      Do tego stopnia że a stwierdziłam w pewnym stopniu, ze jakąś walnieta jestem i odrzucam ostatnio wycie i od razu idę do tych nowych, co wiem, ze z chwile nie będę mogła bez nich żyć jak i bez Amberka Mefiego Jagusia itd itd ...
      Coś na zasadzie do garów babo gdzie twe miejsce a nie wyć tu kiedy kot w potrzebie na miłość czeka.
      O!

      Usuń
    3. Masz co robić, Kocurku z taką bandą futer :)) A sikun faktycznie - wymaga dużej uwagi i opieki, żeby go nauczyć, jak ma się w kuwecie zachowywać ;) i nie myśleć za dużo, nie kombinować ;)

      Usuń
  9. Agniecha widzi i podziwia. Piękny kolor. Kolor nadziei, czyż nie?

    A Ty sobie tak nie dokładaj, życia samo z siebie wystarczająco potrafi dołożyć, po co jeszcze samą siebie kopać? Nie, nie uchodzi. Niech Cię Franek po główce pogłaska albo co, bo ja za daleko jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mówią, że nadziei. Ale widocznie taki szok był jej potrzebny ;)
      Tak mi się wylało, bo miało być o roślince i Franiu ... Franio przyjdzie raz dziennie na głaski, ale to ja mam go głaskać, a on łaskawie pomruczy ;)

      Usuń
    2. Rude tak mają. Mój Jaguś to samo. Łaską by miasto wybudował drugie.

      Usuń
    3. Co za mendy jedne ;) w sumie rudego nigdy nie miałam, więc nie wiem.

      Usuń
  10. Lidziu, kiedy niespodziewanie musiała odejść moja Kizia-Mizia, wszystko straciło sens. Ryczałam za nią przez dwa tygodnie i ciągle patrzyłam w drzwi, że zaraz wejdzie to ukochane, czarno-białe futerko... Po tym czasie już byłam gotowa na nowego kota, ale... musiał być taki sam. Wyszukiwałam czarno-białego kocurka, bo znajomej kocur żył 20 lat, więc i mój musi tyle żyć. Niestety kocurek się nie trafił, a z monitora popatrzyły na mnie oczy Bezy i powaliły nas na kolana, nie odpuściłam, musiała być moja. O Kiziuni nigdy nie zapomnę, widzę ją nadal, bo takie samo futerko przytula się do mnie. Po prostu musiałam mieć takiego samego kotka. MUSIAŁAM!
    Roślinka ślicznie zielona.
    Buziaczki - Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jakoś Franio przyciągnął - tak, jak pisałam wyżej w innych komentarzach. I nie dlatego, że jest poszukiwanym przez wielu rudzielcem. Mnie się zawsze podobały czarne koty. A przecież takie mam do adopcji na wyciągnięcie ręki. Z mojego miasta, albo z bardzo niedaleka.
      Każdy ma inny sposób na radzenie sobie z takimi emocjami, Ty musiałaś mieć identycznego kota, a ja ... nie wiem. Poszłam na żywioł.
      :*

      Usuń
    2. A ja uderzyłam chyba zatem głową w ścianę :) Fajnie, że każdy inaczej się zmierza. Ja np nie chciałam takiego samego. Nie potrafilabym.

      Usuń
    3. Uderzanie głową w ścianę boli ;) nie dla mnie. Ja też nie upierałam się przy czarnym, chyba non stop płakałabym. Wystarczy, że na zdjęcia popatrzę, niekoniecznie Bonusa, ale innego czarnego kota.

      Usuń
    4. A wiesz Lidzia? Coś w czarnych kotach jest magicznego. Moja koleżanka też straciła czarnego Murzynka jakiś czas temu i ciągle o nim myśli, chociaż stała się domem tymczasowym dla malutkich kotków. Kolega miał 6 kotów po przejściach, znalezionych na ulicy, między nimi był czarny Oskar, który odszedł dwa lata temu a on nadal za nim płacze.
      Drevni Kocurku, widzisz, każdy inaczej ma w tej swojej głowie poukładane - u mnie był mus. Kiedy patrzę na Bezę, widzę je obie i często wołamy ją Kiziunia, w końcu Kizia-Mizia była z nam 13 lat, a Beza dopiero 3,5 roku.
      Ania Bezowa

      Usuń
    5. Takie czarne pantery, dzikie i nieokiełznane, koty czarownic i wiedźm ... nie wiem, co w nich jest, lubię wszystkie koty, miałam różne, ale czarne to czarne ;)
      Franio wygląda jak mały lewek. A i tak czasem nam się wymsknie tak, jak na Bonusa wołaliśmy ...

      Usuń
  11. Bonusik zrobił swoje i odszedł przywołując Frania. To normalne że tęsknisz i czasem popłaczesz, po takim płaczu rude futerko czeka na czesanie i głaski. Nie bądź smutna bardziej niż jesteś, bo przecież roślinka pokazała, że można się odrodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobitnie pokazała, jak nigdy żadna inna roślina chyba w moim domu.

      Usuń
  12. Nie mów, że NIC nie wyszło! Dałaś Bonusowi dom, kiedy najbardziej tego potrzebował! A teraz uratowałaś życie Franiowi! Rukwa bejana, no weź!!!
    Koty teraz kłaczą bardziej, wiadomo, jesień. Moje też uwielbiają czesanie. Ale to musi być moja szczotka do włosów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie to myśli mi do głowy przychodzą czasami ...

      Bonus był wyjątkiem, bo tak nie kłaczył, albo nie było tak widać czarnej sierści ... a ten - kołowrotek wziąć i wełnę prząść tylko.
      Szczotka do włosów - dobre :))) Nas pani w zoologicznym namówiła na trymer. Czy jak to tam się nazywa... No i tym go wyczesuję raz dziennie delikatnie. A Franio - szaleństwo w oczach z rozkoszy :)

      Usuń
  13. Agunia mi się przyśniła, Kinia nie...
    Franiowe sianie sierścią może należeć do jego urody. Mój Niuniuś od zawsze tak ma, że sieje szczodrze przez okrągły rok. Już dawno to sprawdzałam u weterynarza, po prostu niektórzy kotowie tak mają, że linienie i odrastanie hula u nich w kółko i nie jest to nic nienormalnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz ... niektóre przyjdą we śnie, a inne nie. Ciekawe, dlaczego.
      Zobaczymy, jak u Frania będzie. Na razie jest na okresie próbnym ;) i musi się mu unormować gospodarka organizmu. Ale podejrzewam, że może być tak, jak u Niuniusia ... cały rok sierściosianie. Kit z tym, zresztą, częściej rolki będą w użyciu i już.

      Usuń
    2. A to fakt. Najwięcej widać klaki rude i białe. Póki były 3 kiedyś dawno temu to Mefiego nie widać a jak odkurzam to mi się roluja na tej szczotce glownie bialorude takie dredy.

      Ja zrezygnowałam z czarnych ubrań. I z ciemnoszarych. I granatowych. I całkiem białych bo wtedy już widać czarne klaki.
      Nie miałam nerwow tego czyścić.

      Usuń
    3. Z jednego kota to może tak źle nie będzie ;) a może trochę mniej będzie kłaczył ...

      Usuń
  14. Ostatnio Boski Oski chwalił się, że ma hodowlę mrówek w pokoju, więc może i Ty Lidziu ją założysz? Słodziutki ten Franio, wprost stworzony do miziania. A może on tak się kłaczy, bo zmienia sierść na zimę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak pisałaś o tych mrówkach ;) ale ja nie chcę, dziękuję za mrówki, są zbyt upierdliwe i zaborcze ;)
      Bonus był większym przytulasem, ale nie mówmy hop, bo Franio to kot po przejściach i stresach, a od niedawna przychodzi sam na kolana i domaga się miziania. Albo się po prostu na nich kładzie i jakiś czas poleży.

      Usuń
  15. Jeszcze raz się wpakuję. Beza, jak wiesz jest czarno-biała i strasznie gubi kłaki, przez cały rok. Nie widać tych czarnych, ale białe ścielą się gęsto. Lubi się czesać, ale na swoich zasadach, ona sobie chodzi, a ja na kolanach latam za nią. Lubię czarne ubrania i opanowałam do perfekcji odsierściuchowanie. W końcu od 17 lat kot z nami mieszka.
    Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) białe na czarnym widać i to bardzo ... franiowe też. Ale są rolki, które dobrze zbierają kłaki, a na kocu te trochę mi nie przeszkadza.

      Usuń
  16. Daj czasowi czas...Będziesz jak ta walerianka...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby ... może nie na darmo przytargałam ją z powrotem do domu ;)

      Usuń
  17. Roslinka zielona pieknie wyglada, ale koteczek zwiniety w klebek przecudnie.
    Czasami smutki sa takie ze zostaja na zawsze, mam takie, wtedy tylko zabijanie czasu pozostaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On tak się zwija w ciasny kłębuszek i mocno zasypia. Jak go budzimy - wredni jesteśmy, wiem, ale nie chce,my, żeby spał w dzień, a w nocy wojował, to widać mocno zaspane oczka ;)
      Bez sensu z tymi smutkami, nie? To nic nie daje, jak je przy sobie trzymamy, ale czasem inaczej się nie da. Taka nasza dziwna natura.

      Usuń
  18. Droga Lidko! I wszyscy Komentujacy!
    Czy znacie wiersze Franciszka Klimka? Szczegolnie ten O Kocie Ktory Odszedl. To jakos tak tam bylo, ze on nie odszedl daleko i ze wroci na pewno tylko czasem w troche innym futerku...
    Ja to czytalam codziennie po stracie moich siersciuchow, ryczac i moczac kartki ksiazki.
    Kazdy, kazdziutki KOT jest tylko jeden jedyny i niepowtarzalny, nawet jezeli wyglada tak samiusko. Ale kazdy absolutnie jest wart naszej milosci!
    Pozdrawiam nieco optymistycznie
    Zabuell

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Drevni Kocurek pisała nawet gdzieś w którymś komentarzu powyżej... i ten wiersz ma na swoim blogu, umieściła go tam po odejściu jej kota Amberka, Bonus przeżył go niecały miesiąc.
      Przeczytałam raz ten wiersz i więcej na razie nie mogę.
      Tak, kocha się każdego swojego kota, co poradzić na to, że coś w sobie te sierściuchy jedne mają ...
      ♥♥♥

      Usuń
  19. Roślina piękna,a koteczek uroczy.Pamiętaj,że czas goi rany.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo miło mi, jeśli zostawiasz komentarz :) Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć.