Witam po przerwie :)
Jakoś nie mam weny do pisania ostatnio. Moje posty wydają się mi nędznymi wypocinami przy innych, chociaż trudno się do kogokolwiek porównywać, gdyż każda/każdy z nas jest inna/inny.
Będąc w zeszłym tygodniu bodajże, na kijkowym spacerze, zauważyłam kwitnące maki, zaraz obok mojego przejazdu kolejowego. Wyciągnęłam od razu komórkę i z trudem zrobiłam kilka zdjęć. Z trudem, gdyż wiał silny wiatr i zdjęcia wychodziły zamazane. Ale się udało i niniejszym pokazuję je Wam na blogu:
Piękne są w tej swojej delikatności i ulotności :)
Zdjęć natrzaskałam dużo więcej, rzecz jasna, ale nie wszystkie naraz ;)
W sobotę pojechaliśmy do lasu wypróbować nowy aparat fotograficzny. Uczyniliśmy taki zakup albowiem, nie jest to lustrzanka, ale też nie mały kompakt. Taka hybrydka pomiędzy. Robi niesamowite makra, bo ma ich aż trzy opcje. Zdjęcia sosen wyszły również inaczej niż komórką.
Niesamowicie pachniało wtedy w lesie, sosny dokładały się do tej feerii zapachów, jak tylko mogły.
Oto one w nowym ujęciu - szczególnie dla Ciebie, Panterko, która nie ma ich w swoim otoczeniu :)
Wczoraj natomiast, poszłam pobiegać (!!!) i przy drodze zauważyłam je:
Myślałam, że są to ulubione przez Orszulkę wrotycze, ale nie. Jakieś podobne do nich, nazwy nie poszukałam jeszcze. Wrotycze wypuściły ogrom liści, póki co, a pomiędzy tymi liśćmi tkwią zeschnięte, zeszłoroczne badylki.
Trochę sobie biegam ostatnio - głównie po miękkim, oczywiście, bo w niedzielę jedziemy na zawody pod Poznań, na które zapisaliśmy się już dawno temu. Ja pobiegnę (!!) na ok.7,5 km - tzn. przemierzę ten dystans marszobiegiem, a mój chłop będzie tym razem kibicował. Zapisał się był na 20 km, ale na razie nie ma tyle sił jeszcze, żeby to przebiec. W jego imieniu pobiegnie jego znajomy.
Ale, ale - trzy dni temu, w niedzielę odbył się bieg Szpot w Swarzędzu, 10 km i chłop mój przebył go w niezłym czasie godziny
i dwóch minut bodajże!
Startowało tam ponad 3 tysiące osób, najlepsi byli Kenijczycy, w liczbie dwóch, którzy dyszkę zrobili w ciągu ok. pół godziny. Szli jak burza.
Mnóstwo ludzi ruszyło tyłki z kanap i foteli, a najbardziej niesamowici są seniorzy. W Swarzędzu startowały osoby z rocznika 36, 37,39 ... dostali chyba największe brawa od publiczności i prawie każdy z nas sobie zapewne pomyślał, że chciałby w tym wieku być tak sprawnym, jak oni.
Jeden z tych panów, zapytany dlaczego biega, odpowiedział ,że dla kasiory ;) bo odkąd uprawia sport, nie wydaje pieniędzy na lekarzy :)) I worka lekarstw też pewnie żaden z nich nie ma w domu.
To chyba najlepsza rekomendacja dla ruchu.
Zresztą sam widzę po sobie. Jak się ruszam, to wszystko jest ok. Tydzień temu musiałam trzy dni przysiedzieć przy komputerze
i stole, bo miałam pilną pracę zleconą, a potem mi kręgosłup z lekka strzelił. Tzn. pojawiły się dawno niewidziane u mnie bóle tegoż. Dzisiaj jest już ok., wczoraj byłam na masażu, zapisałam się na kolejny i powinno pomóc. Podejrzewam, że zaległy stres też swoje dołożył.
Trzymajcie się zatem zdrowo, bierzmy przykład z tych kowali, które podejrzeliśmy w lesie i uwieczniliśmy na super makro ;)
