poniedziałek, 30 listopada 2015

Niespodzianki i próba rozgrzania smutnego umysłu

Najpierw:
Zajrzyjcie do Pastelowego Kurnika 
Kilka kotów z Warszawy potrzebuje natychmiastowej pomocy. Może ktoś, gdzieś, jakiegoś weźmie????

Miło mi, że z takim zrozumieniem odnieśliście się do mojej odezwy do świętej Katarzyny ♥. Niestety, czasem człowiek musi, bo inaczej się udusi.
Pewnie nie wszyscy w komentarzach doczytali, jak napisałam o kontroli u mojego kolejarza w pracy, na którą miał przyjechać jakiś upierdliwiec. Fakt, nie mój Chłop miał z nim chodzić i oczami świecić, ale wnioski i czepianie się szczegółów, czasem od zwykłych pracowników niezależnych, wpłynęłyby również i na niego.
Otusz ;) wyobraźcie sobie, że czepialski nie przyjechał .... zamiast niego był jakiś młody gość, który zrobił, co do niego należało, ale bez wariacji. Nnno! Oby tak dalej. Zobaczymy.

Teraz o niespodziankach. Jakiś czas temu wzięłam udział w rozdawajce u Czerwonej Filiżanki, która miała na zbyciu blender. Szczerze mówiąc, udział wzięłam dzięki mojemu Chłopu, bo on jest wielkim entuzjastą tego urządzenia. W domu mamy jeden, ale on już swoje lata ma, a poza tym wchodzi w skład takiego sprzętu, które może być np. trzepaczką, albo służyć do rozdrobnienia np. cebuli. W zależności od nakładki. I zostałam wylosowana :) 
Przyszła do mnie przesyłka, w której był wyżej wymieniony, a poza tym parę miłych drobiazgów: cienie do powiek w kolorach, które bardzo lubię ( skąd Filiżanka wiedziała?;)), kartka z kaszubskimi przysłowiami, słodycz dla nas i przysmak dla Bonusa. 
Te dwie ostatnie zostały szybko zjedzone :)


Jeszcze raz bardzo Ci, Czerwona Filiżanko, dziękuję :)
Blender działa jak szalony, Chłop jest z niego bardzo zadowolony, bo moc ma odpowiednią, większą od naszego starego i nic mu nie "wylata" :))

Kilka dni później, do drzwi zadzwoniła pani listonoszka z przesyłką, czym mnie niemożebnie zadziwiła .... Pacze, a tu pismo Hany, w kopercie natomiast:


Tak, tak, oryginał z kalendarza Biała Kura, którą jeszcze być może, można kupić na wyprzedaży.
Gosianka wymyśliła również, że do każdej kartki z kalendarza ma być wymyślona bajka, która oparta jest na faktach, albo całkowicie zmyślona. Jako, że my występujemy w styczniu już, napisałam opowieść "Jak to z Bonusem było", która pojawi się do poczytania u Gosianki, w Kurniku (??) - nie pamiętam już i oczywiście u mnie na blogu.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba, a poza tym każdy może taką bajkę napisać. O Bonusie również. Jak ktoś chce i ma natchnienie, to proszę bardzo :)

Hano - dziękuję bardzo :))

Od kilku dni, przez nasze blogi przetacza się fala smutku, melancholii ... każdy ma jakiś powód, żeby poczuć się beznadziejnie. Pogoda nie sprzyja radości, szybko robi się ciemno, zimno, a dzisiejszy wiatr, niczym halny, smuci, huczy, przywiewając nie wiadomo co i skąd.
Moja podświadomość czuje się w takich klimatach wspaniale. To jest to! Uwielbiamy się zdołować ..... unurzać w czerni smutku ... super sprawa.
Od jakiegoś czasu próbuję ją tresować, trwa to już kilka lat, niewielki postęp jest. Nie jest łatwo przebić się przez warstwę nagromadzoną przez kilkanaście, czy w zasadzie kilkadziesiąt lat. A może kilkaset?

Tą ekspiacją chciałabym zaproponować Wam mały konkurs. Czy bardziej zachęcić do próby rozgrzania smutnego umysłu. 
Nagrodą będą specjalne życzenia świąteczne od Bonusa :) Jeszcze nie wiem, w jakiej formie, ale to nic. Coś wymyślę.
Na czym ta rozgrzewka miałaby polegać? Wrzucę za chwilę dwa zdjęcia z moim komentarzem. 
Obejrzyjcie je, a pod spodem napiszę pytania.



Instalacja z pierwszego zdjęcia stoi u mnie w sypialni. Na drugim zdjęciu, oprócz Bonusa jest pasek papieru. Szary, bo to brystol, o szerokości 1 cm.
Pytania brzmią:
1.Do czego służy ta instalacja i w jaki sposób powstała - w sensie kto i w jaki sposób mógł przyczynić się do jej powstania?
2. Analogicznie ów pasek papieru - do czego służy? Komu? Skąd się wziął? 

Na Wasze mailowe odpowiedzi czekam do końca Barbórki, do północy. A w Mikołaja ogłoszę werdykt i opublikuję Wasze przypuszczenia.
Nie muszą to być długie elaboraty ☺
Zastrzegam sobie subiektywizm owego werdyktu ;)
Adres mailowy to: zycieiszycie(maupa)interia.pl - z boku bloga też jest.
Serdecznie zapraszam do zabawy i zachęcam :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie ♥♥♥

środa, 25 listopada 2015

Moja droga Katarzyno ...

Patronką dzisiejszego dnia jest św. Katarzyna z Aleksandrii. Jest patronką ludzi, którzy reprezentują wiele zawodów, ale przede wszystkim polskich kolejarzy.
Przede wszystkim, z takiego patronatu jest mi znana, żeby była jasność ;)
Postanowiłam napisać do niej małą odezwę, chociaż w świętych za bardzo nie wierzę.
Zatem:
Moja droga Katarzyno!
Jak zapewne nie wiesz, jestem żoną kolejarza. I to nie maszynisty, czy konduktora, czy jakiegoś naczelnika,  tylko takiego ot szuszwola kolejowego, którego widać czasem, jak szwenda się wzdłuż torów, albo - co niedopuszczalne, stoi i gapi się na podróżnych, kiedy ci przejeżdżają obok mniej lub bardziej eleganckim Intercity lub TLK. Podróżni owi, często krytykują tych stojących, twierdząc, że oni nic nie robią. Cóż, przepisy bhp wymagają, aby w momencie przejazdu pociągu zejść z torowiska 
i nie zostać przejechanym. Proste, prawda?
Pamiętasz może, jak w zeszłym roku nawtykałam Ci ze złości, nie mogąc znieść absurdów, które mąż mój z pracy przynosił? 
W sensie, że opowiadał? Może i nie pamiętasz, masz przecież tyle na głowie. 
Być może z lekka Tobą opowieści te wstrząsnęły, bo jest ciut lepiej. Ale nie ciesz się. Ciut nie oznacza, że należy szampany otwierać i świętować odrodzenie polskiej kolei. Ciut, to ciut. I tylko tyle. Ciut znaczy, że zamiast dwóch jest ich czterech. Rozumiesz?
Nie mam pojęcia, dlaczego polscy kolejarze ustanowili Cię swoją patronką, może dlatego, że opiekujesz się przewoźnikami. Wiem tylko, że nie wyrabiasz w tej roli. A może nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo źle się dzieje? W końcu między Aleksandrią, a Polską jest dość spory dystans.
Z okazji Twego święta, życzę Tobie, abyś wzięła się do roboty. Żeby w końcu coś lepszego zaczęło się dziać. Bo remonty, ładne pociągi, unowocześniany tabor cieszy, ale to nie wszystko. Kiedy się nad tym pochylisz, będziesz wiedziała, dlaczego tak piszę.
Nie wiesz tego, ale ja bardzo lubię kolej. Lubię pociągi, dworce, megafony, zapowiedzi, dworcowe zegary ... moja rodzina przyczyniła się do rozwoju kolei - jako mróweczki w trybikach wielkiej machiny, brat babci został przez Niemców zamordowany 
w parowozowni, gdzie pracował. I cała ta praca i życie zostały zmarnowane, rozumiesz? Ta stacja, kiedyś leżąca na magistrali północ - południe, zarosła chwastami. Dopiero od niedawna wróciły na nią pociągi. Dzięki kolejnym mróweczkom, a nie urzędasom na górze, którzy, jak zawsze, stracili poczucie rzeczywistości.
A wąskotorówki? Te, które jeżdżą, to tylko dzięki  pasjonatom i świrusom, którzy robią wszystko, czasem przegrywają z tak zwaną ekonomią. Wiem, wiem, czasy się już zmieniły, trudno żebyśmy ciuchciami się przemieszczali, mając do dyspozycji szybsze środki lokomocji, ale nie o to mi chodzi, przecież. 
Kolejne hasełko - parowozownia w Wolsztynie. Nie chce mi się tego tematu rozwijać, bo to żenada. Poszukaj sobie sama informacji.
Tak więc bardzo Cię proszę: weź się do roboty. Skoro już jesteś patronką polskich kolejarzy.
Dlaczego w innych krajach jest inaczej? Choćby w Czechach, albo na Słowacji .... 
Pozdrawiam serdecznie
Lidia - żona kolejarza, sama z kolejarskiej rodziny.

Na zachętę - kilka moich kolejowych zdjęć. Dawno ich na blogu nie było ;)

Nowy pociąg Kolei Wielkopolskich - po prawej.



Ten jest Przewozów Regionalnych, chyba, ale pewna nie jestem. Może i TLK?


Dalej lokomotywa manewrowa, glapy na drutach i zrzucające orzechy na tory i różowa lokomotywa - dalej przelatuje ze świstem, pędząc do Warszawy.




A dla wszystkich Katarzyn ,które dzisiaj mają imieniny, z najlepszymi życzeniami ,widoczek sprzed kilku tygodni:


I dla pozostałych - prosta droga :)


czwartek, 19 listopada 2015

Czarny kot straszy niczym czarna wołga.

Słyszeliście być może o Dniu Czarnego Kota?
Ogłoszony został we Włoszech i obchodzony jest 17 listopada. 
Wiemy doskonale, ilu uprzedzeniom hołduje mnóstwo ludzi. Uprzedzenia dotyczą oczywiście kotów, szczególnie czarnych. Niedawno wyczytałam, na fejsie bodajże, że czarne koty dłużej czekają w schroniskach na adopcję niż pozostałe. Na drugim miejscu są "krówki". Może coś w tym jest. Nie wiem.
Kiedy byłam dużo młodsza, to najbardziej podobały się mi właśnie czarnuchy. I pierwszy kot, który zawitał do domu, był właśnie czarny.
Późniejsze natomiast - buraski same, jedna szyldkretka. Dopiero teraz mamy w domu czarnego, ogromnego kociambra, chociaż w międzyczasie moje preferencje co do umaszczenia zwierzaka, zmieniły się diametralnie.
W sensie, że podobają się mi prawie wszystkie koty na świecie :)) Jakieś 98% ;)

Kocich zabobonów jest cała masa. Zanim napiszę Wam, co znalazłam w sieci, to najpierw dwie historyjki z mojego życia.
Wiadomo, że jak kot przebiegnie komuś drogę, a zwłaszcza czarny, to pech murowany. Ale jest na to antidotum. Trzeba poczekać, aż ktoś inny przejdzie przed nami i gotowe :)) Kilka lat temu szłam sobie chodnikiem, a z naprzeciwka jechał samochód. Nagle czarny kot przebiegł nam drogę. Kierowca samochodu zatrzymał się, poczekał aż przejdę, a potem odjechał. Ubaw z głupola miałam nieziemski :)))
Drugą historię opowiedział mi brat, pracujący w służbach mundurowych. Zdarzyła się mu praca w sylwestra. Dostali wezwanie do domu starszej pani, która od jakiegoś czasu już nie żyła. Weszli, a na jej brzuchu leżał kot. I nie wyjadł jej wnętrzności, jak to mówią miejsko-wiejskie legendy, tylko pewnie ogrzewał ją swoim ciałem. Ot, co.

Tutaj znalazłam wiele powiedzeń i przesądów związanych z kotami. 
I w Anglii wierzono, że jak kot myje się za uszami lub rozszerzają się mu źrenice, to spadnie deszcz. A kiedy siedzi z podwiniętymi czterema łapami, to będzie zimno. Hmmm, być może.
To jest ciekawe: Gdy kot domowy jest czarny, kochanków dziewczętom nie zabraknie.
Moi rodzice chyba podświadomie buraski preferowali ha,ha. A teraz, dziewczęciem już nie jestem, więc czarny kot w domu kochanków nie ściągnie ;)
Następne jest fajne: Na początku XVI w. gość przybywający do angielskiego domu zawsze całował domowego kota. 
Amerykanie natomiast wierzą, że sen o białym kocie jest zapowiedzią szczęścia, spotkanie z nim - wręcz przeciwnie.
Holenderskie:  Nie należy wpuszczać kotów do pokojów, w których toczą się rodzinne rozmowy, bo rozniosą one plotki po okolicy.
Ciekawa sprawa z tymi plotkami, bo my często nabijamy się, że Bonus sąsiadów podsłuchuje i szkoda, że nie umie mówić :)) Zwłaszcza, że latem, nasi sąsiedzi z naprzeciwka zdjęli osłonę z balkonu w pewnym momencie. Zauważyliśmy, że kociamber nasz siedząc na balkonie wygląda tak, jakby ich podsłuchiwał. A kiedy, po jakimś czasie, sąsiedzi założyli tę osłonę z powrotem, radocha nasza była wielka :))
Irlandzkie powiedzenie: Zabicie kota to 17 lat pecha.
Niemieckie: Spotkanie kota w pierwszy dzień nowego roku to dobry znak. (Niektóre źródła precyzują, że chodzi o czarnego kota.)
Mamy zatem szansę na szczęście w przyszłym roku ;)
Szkoci uważają, że: Obcy czarny kot na werandzie oznacza pomyślność i dobrobyt.
Szkoda, że nie mam werandy .....
Koty czasem kichają. I na to znajdą się odpowiednie czary ;)
Włochy: Kichnięcie kota to dobra wróżba dla tego, kto je usłyszy.
Oraz: Trzy kichnięcia kota wróżą przeziębienie.
Jeżeli kot kichnie na pannę młodą w dniu ślubu, małżeństwo będzie szczęśliwe.
Do tego dochodzi cała masa twierdzeń, zabobonów, przekonań związanych z wpływem kota na zdrowie człowieka. 
O przegryzaniu tętnic chyba każdy słyszał .... już się normalnie boję ;) 
Na forum miau znalazłam kolejne perełki: o bezpłodności dziewczynek w domach, gdzie są koty, o kocie śpiącym na poduszce 
z człowiekiem, kradnącym jego oddech. 
A tu na temat ciąży, noworodka i kotów. I słynnego starszaka w postaci toksoplazmozy.
I kilka cytatów z powyższej strony:  Kot udusi dziecko wsuwając mu ogon do gardła.
Ciekawam, jak miałby to zrobić?? 
Dobre: Koty powodują niepłodność 8O
Odpowiedź: Nie wiesz?bo zaklaczają macicę 
Kolejne: 
- Nie chciałaby mieć kota lub psa, bo dziecko mogłoby mieć twarz podobną do kociej lub psiej mordki albo miałoby cztery sutki,
- A jeśli już rzeczonego kota posiada, nie patrzyłaby mu prosto w oczy, bo dziecko urodziłoby się z kocimi oczami.

Znacie jakieś inne? 
O, jeszcze jeden się mi przypomniał. Że koty śmierdzą. Taaa, jakoś tego nie czuję. Może się mi już "kubki" węchowe zdegenerowały ;) Trudno.
Jestem kociarą, nie da się ukryć, ale jakieś resztki zdrowego rozsądku jeszcze zachowałam. Chyba ;)

Pozdrawiam wszystkich kociolubnych i wszystkie kociambry :)

PS. Pamiętajcie o kalendarzach i zooplusie :)