czwartek, 8 października 2015

Niezwykłe odwiedziny

Przed chwilką ktoś nas odwiedził. Dobrze, że byłam w domu, bo inaczej gość nasz kompletnie by się pogubił i nie wiadomo, jak skończyłaby się ta wizyta.
Również i Bonus zachował pełną czujność - kochany kotek :) Niby domowy leloch, ale instynkty w nim nie zginęły ;)


W pewnym momencie, kotecek nasz kochany zrobił susa w kierunku kuchni, wskoczył na krzesło i zaczął miauczeć. Normalnie się tak nie zachowuje. Myślałam, że może jakiś motyl wleciał do domu i kot chce go upolować, albo co ..... kot miauczy i uparcie patrzy się w jeden punkt. Spojrzałam i ja ... kierunek kratka od wywietrznika, posłuchaliśmy chwilkę, a potem mówię do Bonusa, że to chyba wiatr hula. Po głębokim namyśle stwierdziłam, że chyba nie wiatr, a może ptak przez komin wleciał i tam się szamocze. Mało to jednakże realne, ponieważ na kominach są kratki zamocowane.
Weszłam na krzesło, patrzę ... nic. Patrzę jeszcze raz - nic, a potem, nagle ......

Oto przyczyna!

Dech mi z wrażenia zaparło, bo jak tu mieszkam, to nigdy myszy nie było. A tu masz.


Szybkie zdjęcia, dzwonię do chłopa, pokazuję fotkę, a mysz nie daje odporu. Samobójczyni jakaś normalnie. Pchać się do mieszkania, w którym jest kot???
No nic, zastawiłam tę kratkę, a po chwili widzę naszego gościa w mieszkaniu, jak wyłazi po ścianie....... 
.............................
wstrzymujemy oddech ..........................................

Błogosławiony pierdolnik na kuchennych szafkach. Moich ;)
Chwyciłam szybko słoik, mysz w międzyczasie wleciała na blaszkę, na której przykryłam ją słoikiem.

Oddychamy z ulgą ;) .................................................


Na tej blaszce wyniosłam ją na dwór i wypuściłam w krzaki. Niestety, wolała pobiec pod samochody, była silnie wystraszona. Niech sobie już radzi, jak może.


Zostawiła mi swoje bobki, więc wszystko poszło od razu do kosza. No niestety.
Żegnaj myszko, nie jesteś mile widziana w naszym mieszkaniu ;)

Taką to przygodę przed chwilką miałam. Dla Was, mieszkających na wsi, spotkanie z myszą to nic nadzwyczajnego, ale dla mnie, w tym mieszkaniu - to i owszem.
Wybaczcie słabą jakość zdjęć, ale robiłam na szybko komórką, a mysz nie była skłonna do współpracy i pozowania ;)

Miłego popołudnia wszystkim ♥

środa, 7 października 2015

Czeremchowo

Wybrałam się kilka dni temu na moją trasę, ale tym razem nie szłam z kijkami, tylko normalnie, szukając czeremchy do sfocenia. 
Nie było to trudne zadanie, bo mieszkam w takim miejscu, gdzie jest jej, póki co cała masa. Bo czeremcha rośnie jak chwast prawie. Dwa posty temu, Dora napisała w komentarzu o kozie, która o mało co nie wyzionęła ducha po zjedzeniu kwiatów czeremchy. Trzeba więc z nią uważać, jak się okazuje.
W tej chwili jednakże, po kwiatach nie pozostał żaden ślad, to znaczy pozostał - w postaci owoców, które w postaci nalewek na ten przykład, mają właściwości zdrowotne. A przynajmniej smakowe, jak się dobrze proporcje dobierze.
Zdjęcia porobiłam głównie dla Ataner. Oto czeremcha z mojej okolicy:








Obrodziły w tym roku niesamowicie.

Ale podczas drogi spotkałam inne obiekty godne sfotografowania. Na przykład jarzębiny:





Do tego przekwitnięte osty, rozkwitłe ponownie wrotycze i pajęczynki na badylkach:







Wlazłszy komuś na działkę - bo tam były jarzębiny czerwone, zobaczyłam tory z innej trochę perspektywy:



Niestety, żaden pociąg w tym momencie nie jechał.
A potem musiałam wracać do domu, bo żądni wiedzy kursanci wzywali ;) 

Dzisiaj pochmurno i trochę ponuro na dworze, ale za moment wybywam na trasę z kijkami plus trochę biegu, bo dawno nie byłam. Chyba w piątek ostatnio, bo sobota była rowerowa, niedziela w Kaliszu - Chłop biegał i brat mój też, a poniedziałek 
i wtorek są dość absorbujące zawodowo ostatnio. Z jednej strony dobrze, bo będzie na groszki dla Bonusa ;) ale z drugiej - padam na pysk w te dni, jak późnym wieczorem do domu wracam.

Miłego i udanego dnia życzę :)
Jak będziecie chcieli, to pomyślcie ciepło o Emce. Albo pomódlcie się, kto co woli.

piątek, 2 października 2015

Wet zaliczony ;)

Bonus jest z nami prawie 7 miesięcy. Nie mam pojęcia, kiedy ten czas zleciał, za to mam wrażenie, że jest u nas w domu od zawsze. To kochany, przytulaśny kotek o łagodnym usposobieniu ♥
Wybraliśmy się z nim do weta w końcu. Na przegląd techniczny i odrobaczenie. Gabinet wybraliśmy po rozmowach ze znajomymi, wszyscy wyrażali się o nim z uznaniem. Mieści się na naszym osiedlu, ale i tak trzeba jechać samochodem, bo przeniesienie naszego wielkiego kotecka w kontenerku, grozi naderwaniem kręgosłupa i wydłużeniem rąk ;))
Na początek musieliśmy złapać Bonusa w domu, bo na widok kontenerka i przy braku walizek, zwiał nam :)) Nie wiedział biedak, co jest grane, najwyraźniej.
Kiedy weterynarz zaglądał mu do buźki, czy do uszek, kot się wyrywał i trzeba było go dość mocno trzymać ... a później zeskoczył ze stołu - Bonus, oczywiście i zabrał się za zwiedzanie gabinetu. Potem z zachwytem popatrzyliśmy, jak wet podaje kotu tabletkę na odrobaczenie ..... to było prawdziwe mistrzostwo świata. Nie było opcji, żeby Bonus ją wypluł ;)
W każdym razie, kot jest zdrowy, tylko trzeba go odchudzić. Niestety. Już od jakiegoś czasu dostaje mniej jedzenia, mam nadzieję, że się w końcu uda. 1 kg u kota odpowiada 17 kg u człowieka! Nie wiedziałam o tym.
W sumie oboje musimy schudnąć i ja, i Bonus. Pasujemy do siebie, takie dwa grubaski ;)

Zdjęć w gabinecie nie robiłam, bo byłam tak przejęta wizytą, że mi się nawet śniła dzisiaj w nocy. A przeżywałam ją, jakbym sama miała np. do dentysty jechać - co zresztą wczoraj uczyniłam :(( 
Makabra z tymi moimi zębami. Zna ktoś może jakieś czary, za pomocą których można je jakoś w ryzach przytrzymać? Za kasę, jaką na nie wydałam, to postawiłabym dom w stanie surowym, nieledwie :(

Miłego weekendu wszystkim życzę ♥