Jak już pisałam - sobota, prawie tydzień temu, była dla nas intensywna z racji uczestnictwa w dwóch imprezach rodzinnych.
Najpierw pojechaliśmy do stolicy naszej wielkopolskiej, trafiliśmy bez problemu na miejsce, przedzierając się wcześniej przez pierdylion samochodów, których nie spodziewaliśmy się w takiej ilości, w sobotnie popołudnie. Chyba częściej trzeba by do stolicy się wybierać, tak dla treningu, byle bak był pełny ;)
Mała solenizantka roczkowa dostała od nas rowerek biegowy. Jego wybór poprzedzony był kilkoma dniami oglądania, wnikliwego czytania opisów, dyskusji itp. ;)
Wybraliśmy coś takiego:
Do rowerka dołączony był kask, oraz ochraniacze na wszelkie możliwe kończyny, łącznie z dłońmi - nie wiedziałam, że coś takiego istnieje ;)
Jak widać, sprzęt nie ma pedałów, Mała będzie napędzać go za pomocą swoich nóżek. Fajne, nie? ;)
Na wiosnę - jak znalazł :)
Z Małej rośnie niezły zbój, jak jej tatusiowie - biologiczny i chrzestny, więc ten róż przyda się na delikatne złagodzenie niespożytego temperamentu ;)
Nie wiem, jak u Was, ale w naszym regionie daje się rocznym dzieciom do wyboru kilka przedmiotów. Ma to być jakąś wytyczną na przyszłość. Mała miała do wyboru książkę, różaniec, kasę, kieliszek i obrączkę - z tym ostatnim pierwszy raz się spotkałam.
Nie wiem, jak u Was, ale w naszym regionie daje się rocznym dzieciom do wyboru kilka przedmiotów. Ma to być jakąś wytyczną na przyszłość. Mała miała do wyboru książkę, różaniec, kasę, kieliszek i obrączkę - z tym ostatnim pierwszy raz się spotkałam.
Wybrała fajnie, bo książkę i obrączkę. Po chwili dopiero, jej zainteresowaniem padły pieniądze, potem dopiero różaniec, a na kieliszek nie zwróciła najmniejszej uwagi. Obrączka skojarzyła się mi już w domu ze śrubką :))) Ma to swoje uzasadnienie w tym, że jej rodzice to ścisłowcy, a ona sama przejawia zainteresowania np. klamkami, ruszającymi się oczkami u lalki, dzwonkiem przy rowerze ...... zobaczymy :)
Na imprezie porobiliśmy trochę zdjęć, ale aparat ma ostatnio tendencję do przestawiania się, więc wyszły tak sobie. Ale coś Wam pokażę, łapki solenizantki i innych dzieci. Z oczywistych względów zdjęcia na bloga zostały przeze mnie poucinane ;)
Książeczka była, jak widać, bardzo silną faworytką ;)
Mnóstwo dziecięcych łapek, wyciągniętych w kierunku tortu, a właściwie jego ozdób :)
Rowerek, jak rowerek, ale ten dzwonek ...:)
Wózek też fajny, bo można się o niego oprzeć i robić kilometry wokół stołu. Krzesny dzielnie z Małą podążał, opowiadając po drodze coś o półmaratonie :)) Trzeba sobie następców wychowywać ;)
Lalka, jak lalka, ale te ruszające się oczka ....
A tu inne dziecko z imprezy, kuzynka solenizantki, lat trzy i pół :)
Natomiast wesele, jak wesele. Na początku zaczęłam się fajnie bawić, ale im później, tym było gorzej, bo muzykanty jakby zapomniały, że umieją w miarę grać, przerwy zrobiły się coraz dłuższe .... Ale ok., ogólnie wszystko się udało, Młodzi bardzo ładnie wyglądali, sala fajnie przystrojona, jedzenie dobre, nikt się nie pobił .....
Na tę imprezę wypożyczyłam sobie sukienkę :) Okazało się, że w moim mieście można czegoś takiego dokonać. Wypożyczalnię sukienek i dodatków prowadzi moja znajoma, ma tego mnóstwo. Rzecz jasna, że większy wybór mają osoby szczupłe i bardzo szczupłe, ale myślę, że koleżanka się jeszcze rozwinie.
A ja, dopiero przy oddawaniu sukienki zobaczyłam, jak wielki wybór torebusi tam się znajduje ...... wszystko przez to, że źle obliczyłam czas potrzebny mi do przymiarki. Nic to, innym razem zaszaleję ;)
Sukienka była z fajnego materiału, pełna asymetria, kolor miętowy. Na zdjęciu tak go dobrze nie widać, niestety.
Dzisiaj znów cmentarnie, ale obyło się bez "czegoś takiego", jak w środę. Do niedużego ogarnięcia był grób babci na naszym cmentarzu, więc poszło raz dwa.
Pogoda mglista i pochmurna, ale w miarę ciepło, więc za kilkanaście minut ruszam na kijko-bieg ;)
Miłego popołudnia wszystkim :)