poniedziałek, 31 marca 2014

Post na ostatni dzień marca

Dokopał nam ten marzec do tyłków, że hej. Mocno i konkretnie, chociaż w łaskawości swej, totalnie na dechy nie rzucił. Może jedynie na kolana. Do czegoś ta lekcja była nam potrzebna i mam nadzieję nie zmarnować, ani przegapić tej nauki. Oboje jakieś wnioski już z niej wyciągnęliśmy, trzeba je tylko i aż wcielić w życie, mając nadzieję, że nie będziemy musieli jej po raz kolejny powtarzać.
Wnioskami dzielić się nie będę, ze zrozumiałych względów, może kiedyś, później, bo na razie nie mam pojęcia, co z nich się wykluje.
Mąż jeszcze jest w szpitalu, dzisiaj minęły dwa tygodnie od operacji. Gdyby nie to krwawienie z rany, byłby już w domu. Mam nadzieję, że w tym tygodniu się to uda, bo wszystko ku temu zmierza.

Tak się złożyło, że dzisiaj znów pojechałam do stolicy naszej wielkopolskiej. Dzisiejszy dzień był piękny i słoneczny, załatwiłam, co miałam załatwić, pozwoliłam sobie na małe szaleństwo w postaci kawałka pizzy i kawy ( na Ratajczaka Kreciku, dzięki Twojej rekomendacji, to nasza ulubiona jadłodajnia w Posen :)). Pizza była pyszna, kawa - tak nie do końca, widocznie mi nie służy 
i nie jest mi do szczęścia potrzebna, bo od jakiegoś czasu obywam się bez niej.
Wsiadłszy do pociągu, pstryknęłam kilka zdjęć przez szybę, bo mnie te podbiały rozczuliły. Specjalnie nie przycinałam tego zdjęcia, żeby pokazać Wam, w jakich to okolicznościach przyrody (?) sobie te roślinki rosną:


A to widoczek na lokomotywy, kwitnące drzewa i drogę wiodącą do dworca:


Te pięknie kwitnące drzewa przystopowały mnie już na moim osiedlu, kiedy szłam do szpitala. Zdjęcie nie oddaje ich piękna, zapachu, ale można sobie to wyobrazić:


Kręciło się tam mnóstwo bzykadełek, które pracowały jak szalone i nie miały czasu pozować do zdjęć:



Nie pamiętam tak pięknej wiosny.

Miłego wieczoru i spokojnych snów :)

sobota, 29 marca 2014

Serce dla mężczyzny

Nasza blogowa koleżanka Mnemo napisała w którymś z komentarzy, że uszyje dla mojego chłopa serduszko dla zdrowotności. Jak napisała, tak uczyniła i wczoraj odebrałam od niej przesyłkę. Zaniosłam ją chłopu do szpitala i tam razem ją otwieraliśmy, bo było, nie było - przeznaczona została dla niego.
A jak wygląda serce dla mężczyzny? Ano tak:



Pasuje do niebieskiej pościeli ;) Taką mają na oddziale. Serduszko zostało oczywiście przy właścicielu :)

Pomocą w dojściu do sił i zdrowia ma być również ta konfitura. Bardzo dobrze zapakowana przez Mnemo, dotarła do nas 
w stanie idealnym i nadającym się do spożycia. I w dodatku fajnie przyozdobiona :))



Mnemo - bardzo Ci dziękujemy za Twoje podarki :)) Bardzo, bardzo :))


Słońce mocniej przygrzało, to i owady się obudziły i ruszyły do pracy. Udało się mi złapać te dwie pracowite pszczółki na kwitnącej i pachnącej mirabelce:



 
 A zaraz obok brzoza:


Miłego popołudnia Wam życzę :)
Za chwilę idę do tego mojego chłopa, za wcześnie nie mogę, bo słucha transmisji meczu - telewizora tam nie ma, ale może 
i dobrze. Najważniejsze, że opatrunki są w miarę czyste.

piątek, 28 marca 2014

Zaginione dni

Ze zdziwieniem zauważyłam wczoraj, że ostatni mój wpis popełniłam w poniedziałek, a to już czwartek się zrobił. Gdyby ktoś mi się spytał, co robiłam przez te dni, nie umiałabym precyzyjnie odpowiedzieć, zakreślić jedynie jakieś ogólne ramy i to wszystko.
Okazało się, że za wcześnie mieliśmy nadzieję na wyjście męża przed weekendem. We wtorek zaczęła mu z rany, spod drenu lecieć krew, w ilościach niepokojących - nas przynajmniej. Nie będę się rozpisywać ze szczegółami, co i jak. Wydaje się, że od wczorajszego popołudnia sytuacja się wyciszyła. Po USG lekarze nabrali pewności, że to nie z brzucha, ze środka, tylko pod powierzchnią się coś tam stało, czyli z miejsca cięcia.
Przyczyna jest nieznana, ale mam swoją teorię, w którą nikt nie musi wierzyć, u chłopa mego jednak się sprawdziła. Mąż operowany był w poniedziałek, zaraz po niedzielnej pełni. Niektórzy twierdzą, że w czasie pełni nie powinno robić się zabiegów operacyjnych, czy też usuwać zębów, bo rany mogą słabiej się goić. Poza tym, trafiłam kiedyś na artykuł, w którym astrolog opisywał wpływ Księżyca na sprawy zdrowia i medycyny. Nie sprawdzałam, w jakim znaku był ów Księżyc w poniedziałek, bo nie chciałam się nakręcać. Zrobiłam to dopiero przedwczoraj. I cóż? Waga, która odpowiedzialna jest za brzuch, talię, pośladki itp.
Czyli nie był to zbyt dobry dzień na tego typu zabieg, czy operację.
Oczywiście racjonaliści wyśmieją to wszystko, kwalifikując informacje owe jak zabobon i ciemnotę, ale tak chyba do końca nie jest. Mało mnie zresztą ich zdanie interesuje. W ogóle mnie nie interesuje.

Może i leki przeciwzakrzepowe rozrzedziły krew zbyt mocno i poszło w drugą stronę, bo mu teraz  zmniejszyli dawkę - tak mi wczoraj ordynator mówił.
Miejmy nadzieję, że w końcu uporamy się z tym całym bałaganem. Muszę pomyśleć o jakiejś kuracji antystresowej po wszystkim.

Żeby do końca nie było tak smutno, to kilka zdjęć - pierwsze zrobiłam przy płocie mojego liceum, a pozostałe w okolicach i na dworcu w Poznaniu.








Miłego dnia wszystkim życzę :)