środa, 18 czerwca 2014

Wielkopolskie skneruski w podróży, czyli co zrobić, aby ta choć trochę się zwróciła ;)

Mam nadzieję, że tytuł Was trochę chociażby zaintrygował ;)
Właśnie - co zrobić? Postaram się o tym napisać, może ktoś skorzysta.

Otóż inicjując akcję pozbywania się nieużywanych i niepotrzebnych rzeczy z domu, wygrzebaliśmy z piwnicznych czeluści gofrownicę. Nie żadne tam chińskie badziewie, tylko porządną, metalową, ciężką jak diabli, wyprodukowaną w Polsce, mającą jeszcze opcję wymiany wkładu do pieczenia gofrów na wkład do pieczenia ryb, czy kanapek na ciepło na ten przykład. Otrzymaliśmy ją w prezencie ślubnym, a że stażu jakiegoś oszałamiającego nie mamy, to przeleżała tylko osiem lat, ani razu jej nie użyliśmy, bo nie było takiej potrzeby. Tak na dobrą sprawę, nasza gofrownica nadawałaby się bardziej do małej gastronomii niż do użytku domowego.
Poszła więc na pierwszy ogień. Chłop ją obfocił, zaproponowaliśmy przyzwoitą cenę i wystawił ją w necie na widok publiczny. Preferowaliśmy odbiór osobisty, bo koszty przesyłki byłyby dość wysokie, z racji wagi i dwa dni nic się nie działo. Osobiście byłam pełna nadziei, że ktoś się zgłosi, bo powoli zaczyna się sezon na smażenie różnych rzeczy i ludzie kompletują sprzęty. Chłop stracił nadzieję, ale ogłoszenie sobie wisiało.
W czwartek, przed naszym wyjazdem do Wrocławia, odbiera telefon od jakiejś pani, bardzo zainteresowanej nabyciem naszej gofrownicy. Był tylko jeden malutki problem. Pani nie mieszka w naszej okolicy i zadała pytanie o przesyłkę. Mąż jej mówi, że wyjdzie trochę drogo i najlepiej byłoby osobiście, a tak w ogóle, to skąd pani dzwoni.
Okazało się, że pani jest z  ................. dokładnie tak - z Wrocławia :)))
Na to ta moja Dobra Dusza mówi jej, że on akurat jutro jedzie do Wrocławia i może jej tę gofrownicę przywieźć. Pani musiałaby tylko dojechać po odbiór w jakieś umówione miejsce.
Kobieta się zgodziła, jak najbardziej i do naszego bagażu dołączyła dodatkowa torba z żelastwem :)) Udało się nam przewieźć ją bez narażania czyjegokolwiek zdrowia i życia, nikomu na głowę nie spadła ( na półkę w pociągu nie była kładziona zresztą), nikt się o nią przewrócił, ani goleni sobie nie poobijał.
Po przyjeździe do hotelu, mąż zadzwonił do naszej kontrahentki z informacją, że jesteśmy w tym i tym hotelu i najlepiej byłoby, gdyby podjechała tutaj, bo nie będziemy się z tym sprzętem wozić po całym mieście np. do Hali Stulecia, do której tramwaj od nas jechał jakieś 40 minut.
Kontrahentka okazała zrozumienie w temacie, zwłaszcza, że mieszka w okolicy naszego hotelu. Umówili się na sobotnie popołudnie. Super :)
Wracamy zatem w sobotę po zawodach, Chłop do niej dzwoni, a tu telefon wyłączony. Drugi, trzeci raz, sms i nic. Nosz kurde jak nic, babie się odmieniło! I co teraz? Zostawić gofrownicę w hotelu? Wieźć ją ze sobą do domu, wlokąc ją przedtem przez całe miasto, Ostrów Tumski, do Gosi i na dworzec?? 
Nic mądrego nie wymyśliliśmy na bieżąco, stwierdziliśmy, że jedziemy na Rynek, potem się pomyśli.
Wychodzimy z hotelu, zatrzymaliśmy się na chwilę z mojej inicjatywy, bo chciałam lipy sfotografować, w międzyczasie tramwaj pomachał nam na do wiedzenia, następny był za jakieś 10-15 minut. Trudno, poczekamy.
Czekamy sobie, czekamy, tramwaj prawie, że podjeżdża, a tu dzwoni telefon mojego męża. Jakiś nieznany numer. Odebrać trzeba, bo może kolejny chętny i to z Wrocławia??
A tu niespodzianka. Dzwoni syn naszej kontrahentki mówiąc, że mamie rozładował się telefon, on dopiero teraz go włączył 
i odczytał smsa, i tak w ogóle to może za pięć minut podjechać po towar.
Super :)) Gdyby nie moje zdjęcia, to jechalibyśmy już w stronę Rynku i trzeba byłoby się cofnąć. A tak, nie musimy :)
Po kilku minutach, pod hotel podjechał młody mężczyzna ze swoją żoną, dokonaliśmy wymiany, po czym zaproponował nam podwiezienie w okolice Rynku, bo i tak w tę stronę jechał. 
W trakcie jazdy zaczął mówić o mamie, że ona już w tej chwili te gofry smaży i czeka na sprzęt. Pomyślałam sobie szybko - ciekawe, co oni tych gofrów tacy spragnieni? Chłopak dokończył swą myśl - mama smaży gofry na jakimś festynie i bardzo jej zależy na dodatkowym sprzęcie.
Taki to biznes zrobiliśmy we Wrocławiu :))
Poza tym, po przyjeździe, obok toalety na dworcu znalazłam dwie dychy :)) Jak nigdy. Wydałam je od razu na bilety komunikacji miejskiej.

Publikuję tę historyjkę osobno, a zdjęcia z Wrocławia będą w osobnym poście, ale pewnie nie jutro, tylko trochę później.
Mam nadzieję, że się Wam podobała. 

Miłego weekendu wszystkim życzę - kto go będzie mieć, oczywiście :)

42 komentarze:

  1. No boskie!!!! Sama bym takiego gofra zjadła;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz ... a my tyle lat i nic ;))

      Usuń
  2. Noooo to jednak mieliście farta ,a historia z biegiem to tylko trochę dziekciu zeby za słodko nie było :)
    Historia z gofrownicą ,aż niesamowita ,taki zbiegi okoliczności . Też udanego weekendu życzę ,bo chyba będziesz go miała :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż nie wygląda to na zbieg okoliczności ;) Miała kobietka nosa, żeby zadzwonić akurat w czwartek.
      Widać ten dziegdź był potrzebny, bo inaczej za słodko by było ;)) Dziękuję za życzenia, Marij :) Się okaże ;)

      Usuń
  3. :) No widzisz Lidia, teraz gofrownica jest juz wroclawianka :) I bedzie pracowala po dlugim piwnicznym odpoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Związki z Wrocławiem są mi, jak się okazuje pisane. Jak nie w taki, to inny sposób ;))
      Podejrzewamy, że jej wypoczynek był jeszcze dłuższy i stanowiła tak zwany prezent przechodni. Ale teraz napracuje się za wszystkie czasy w końcu, niech tam służy owej pani jak najdłużej :)
      Ale to trzeba być niezłym gooopkiem, żeby żelastwo wlec taki kawał drogi ha, ha :))

      Usuń
  4. Kiedyś jak byłam dzieckiem mama miała gofrownicę często robiła gofry.Buziaki i miłego dnia życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie taką podobną, jak nasza mieliście :) Solidna, metalowa z bawełnianym kablem.
      Dziękuję i Tobie też miłego dnia, Agatko :))

      Usuń
  5. Wyzbyłaś się sprzętu, a może trza było gofrowy interes rozkręcić. W sprawie 20 zł, to czasami są takie przypadki. Kiedyś jechałam gdzieś tam i po drodze zachciało mi się grochówki, takiej wojskowej, stoją takie czasem przy drogach. Grochówkę zjadłam, ale zgubiłam tam 2 dychy. No trudno. Po przyjeździe na miejsce przed blokiem znalazłam 2 dychy. Wyszło na zero:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko gdzie ten interes otworzyć? ;) Zresztą , juz przepadło.
      Dwóch dych zawsze szkoda, dobrze, że chociaż na zero wyszłaś ;)

      Usuń
  6. Świetna historia! :) Czyli w tym Wrocławiu balans miłych rzeczy chyba przeważył? :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. No masz. Było najsampierw na blogu to cudo pokazać. Mogłabym sobie beztłuszczowo różne rzeczy piec, chlebek rozmrażać i takie tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot, widzisz. No szkoda, nie pomyślałam o tym. Ale moze gdzieś znajdziesz?

      Usuń
    2. Takiej na pewno nie. W dodatku made in Poland, a nie China? Chyba, że odkupię od wrocławskiej pani. Może po imprezie już nie potrzebuje? Teraz używam do takich celów tostera/opiekacza, ale to cholerstwo psuje się po kilku miesiącach, jak szfystko:(((

      Usuń
    3. Made in Poland, jak najbardziej, stało napisane. Myślę, że wrocławska pani działa w jakimś kole gospodyń i się mocno na imprezach różnych i festynach udziela.
      Ale wiesz co? Widziałam takie gofrownice na różnych portalach, moze trafisz na jakąś fajną?

      Usuń
  8. poznańska pyra18 czerwca 2014 14:02

    A ja myślałam, nawet w środku tekstu, że wróciliście na trasę, tam gdzie zeszłaś i tę gofrownicę w ruch wprawiliście. Zapachy tak się niosły, że kolejka się ustawiała po te gofry :))) rzucając na tacę co łaska (bo przecież nie mieliście pozwolenia na interes) i się wam nazbierało... na bilet zepsutej komunikacji wrocławskiej.
    Potem dojechaliście do Gosinicy gdzie za jednym zamachem mieliście wstęp do zoo, na pokaz kotów, godzinę odstresowania przez głaskanie kotów, na koniec poczęstowano was sernikiem, o którym Gosienica pisała już od tygodnia.
    Potem spotkałyście się z Marią ...
    Potem...
    Potem... patrzyliście pod nogi bo podobnież we Wrocku pieniądze na ulicy leżą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tego było, dużo, nawet może działo się tak, jak piszesz, pyro poznańska ;)
      Kompletne zawirowanie i pokręcenie zdarzeń :))

      Usuń
  9. I Ty narzekasz na Wroclaw? Boga w sercu nie masz, kobieto!
    Na Twoim miejscu jezdzilabym tam czesciej, zawsze by sie zwrocilo. .)))
    Nasza gofrownica tez lezala bezuzytecznie, bo o niej zapomnialam, a tak lubie gofry. Wreszcie corka sobie o niej przypomniala i zabrala. Mamy przeto wiecej miejsca w szafce kuchennej. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie narzekam, w żadnym wypadku, na miasto nie narzekam, tylko na jeden, mały wycinek. Chociaż na nich machnęłam ręką, wysyłając im uprzejmego, acz zgryźliwego nie co w swej treści maila ;)

      Usuń
  10. Musicie częściej takie wyprawy do Wrocławia robić! Przy takich fartach, to mus!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak ;) Trzeba dokładnie piwnicę przejrzeć, moze jeszcze coś się znajdzie do sprzedania i to koniecznie we Wrocławiu :)) To naprawdę niesamowita historia z takimi zwrotami akcji.

      Usuń
  11. Zjadłabym gofra,ale moja gofrownica jest na mieszkaniu moich studentów. O gofrownicy i o moich podróżach też byłaby niezła historia.Tylko kiedy to pisać...!?
    Pozdrawiam i miłego długiego łikędu życzę!
    Relaksuj się za mnie,bo mi zostało relaksowanie się przy pracy przy sianie i inne tympodobne babie ze wsi spędzającej swój 2-tygodnoiwy urlop na pracach rekreacyjno-relaksująco-zdrowotnych z wsią w tle ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie życie ratuje Twoim studentom, jak już niewiele kasy im zostaje ;)
      Dziękuję za życzenia, porelaksuję się i za Ciebie, jeśli to coś da :) Niestety, siano nie zaczeka, tylko trzeba zwozić, póki pogoda, żeby Wasze krówki miały co zimą szamać.
      Mam jednakże nadzieję, że znajdziesz choć chwilkę swojego urlopu, żeby jednak odpocząć :)

      Usuń
    2. Jak miło i obie strony zadowolone z transakcji. :)
      Ja bym nieźle przetrzepała przydasie mojego chłopa, bo one są wszędzie, ale się nie da, wszystko się przyda a najlepiej jak będzie po co najmniej dziesięć sztuk wszystkiego. Ten egzemplarz tak ma. :))
      Dobrego wszystkiego Lideczko. :)

      Usuń
    3. Ciężko żyć ze zbieraczami, którzy każdą próbę uporządkowania i pozbycia się klamotów, traktują jak zamach na siebie. Chociaż zawsze można to zbieractwo jakoś wytłumaczyć, przynajmniej u tych, których znam.

      Tobie, Elu również najlepszego :))

      Usuń
    4. Jeju, Lidziu, to się nazywa interes życia! I w dodatku nie musiałaś gofrownicy taszczyć do Gosienicy. A co jeszcze lepsze - z powrotem do domu. ;)

      PS. Kurczę, jak mi się ta Gosienica spodobała. :) Ciekawe, czy Gosieniczce też. ;)

      Usuń
    5. Dokładnie tak, Jolu, zrobiliśmy biznes życia :))) Ciężko byłoby ją ciągnąć do Gosienicy ;) Gosienica z Gąsienicą się mi kojarzy. Zobaczymy, co sama zainteresowana na to ;)

      Usuń
  12. Historia trzymająca w napięciu:) Fajnie, że pozytywnie zakończona:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do końca nie było wiadomo, jak się to wszystko wyjaśni.

      Usuń
  13. Jak w życiu .Nigdy nie wiadomo co się przydarzy:):

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Zwroty akcji były dość gwałtowne i liczne, niczym w filmie sensacyjnym, żeby dojść do rozwiązania, które usatysfakcjonowało wszystkie zainteresowane strony ;)

      Usuń
  14. Szkoda, ze pani od gofrownicy nie zaprosila Was na festyn w ramach podziekowania. Teraz Wasza gofrownica sluzy w slusznym celu, a haslo przewodnie brzmi "wszyscy jemy gofry".

    Jednak fajnie bylo w we Wroclawiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że było fajnie :) Oprócz spotkań z dziewczynami, zwiedzania, jedzenia, aspekt finansowy jest nie do pogardzenia ;)
      Pani była widocznie zajęta mocno tym smażeniem gofrów i nie pomyślała o zaproszeniu nas na nie ;) Jej syn nas za to do centrum podwiózł.

      Usuń
  15. No widzę we Wrocławiu świetnie się bawiliście:) i o to chodzi! super historia z gofrownicą. a tak nawiasem mówiąc to mam ochotę na gofra:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczął się sezon na gofry :) Jeśli masz na czym usmażyć, to nei pozostało Tobie nic innego, jak tej chęci sprostać ;) Nawet późnym wieczorem.

      Usuń
  16. A to historia:))
    Moja gofrownica zmiesci sie w torebce;))
    I odetchnelam, ze to sie tak skonczylo.Ze Pani jednak z tych uczciwych, ba nawet dobrze syna wychowala. Dobre ludzie-laczcie sie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza była niestety większa :))
      Tak, ten syn bardzo miły gość, jest wielu uczciwych ludzi na świecie, tylko ich tak na pierwszy rzut oka nie widać. Cwaniaczki i chamy grają pierwsze skrzypce tu i ówdzie, co widać i słychać, niestety.

      Usuń
    2. A bo zuooo, kryzkliwe i widocne jest. Dobro bardziej dyskretne.

      Usuń
    3. Nic dodać, nic ująć. Dlatego o dobrych ludziach piszę i przede wszystkim o nich, a źli niech giną w pomrokach dziejów.

      Usuń

Bardzo miło mi, jeśli zostawiasz komentarz :) Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć.