wtorek, 5 maja 2015

O mało co do zderzenia nie doszło .... przeze mnie ;)

Od kilku dni zbieram się, żeby coś na blogu napisać  i ciężko idzie. Wczorajsza pełnia wyzwoliła w końcu jakieś dziwne napięcie, niechęć, smutek, które ogarnęły mnie jakiś czas temu. Tak to już jest, że uczucia te przychodzą czasem i na glebę rzucają. Punktem kulminacyjnym było wydarzenie, które skończyło się - ku mojemu zdziwieniu, dobrze. Otóż miałam coś do przetłumaczenia, tekst niby niezbyt długi, ale ciężki, bo naszpikowany prawniczo-handlowymi treściami. Ślęczałam nad nim jeszcze w niedzielę, pilnie klikając w ikonkę zapisywania, żeby całej pracy nie posłać w kabelki. Niestety komputer nie wytrzymywał napięcia i kilka razy się mi zawiesił. Po odwieszeniu, tekst istniał, przerzuciłam część na pendriva, zrobiłam drugą kopię na pulpicie, a późnym wieczorem wyłączyłam edytor. Kiedy chciałam sprawdzić, czy wszystko mam, okazało się, że nie mam. Całe dwie niedzielne godziny poszły się walić. To mnie naprawdę podłamało. W poniedziałek zasiadłam do tej pracy jeszcze raz i coś mnie tknęło, aby włączyć ten drugi tekst, który skopiowałam na pulpit również. I tam było wszystko, co zrobiłam w niedzielę. Cóż, pełnia minęła, punkt kulminacyjny, niczym w noweli nastąpił ,zobaczymy, co będzie dalej.
A teraz będzie weselej, o zderzeniu przeze mnie ;)
Kwiecień pod względem sportowym był bardzo słaby, raptem 9 dni. Maj rozpoczęłam intensywniej, oby ta tendencja się utrzymała i żebym zdrowotnie dała radę.
Dzisiaj wieczorem również ruszyłam  z kijkami, dochodząc do takiego miejsca, w którym droga się teoretycznie kończy, właściwie dwie się schodzą przy bramie dawnego PGR-u. Można tam wjechać, bo ciąg dalszy drogi wiedzie przez to gospodarstwo, wieś 
i wyjeżdżamy na główną. Ja tamtędy nie chodzę, tylko się cofam.
Stoję więc przy tej bramie na rozstaju dróg, patrzę, od strony mojego osiedla jedzie samochód, więc czekam aż przejedzie, z tej drugiej drogi też zbliża się samochód, który - wydaje mi się, że miał znak "ustąp pierwszeństwa" ( nie chciało się mi dzisiaj sprawdzać, czy to był ten znak, przekręcony przez półgłówkowatych osiłków). Oba jadą i niewiele brakło, a zderzyłyby się, ponieważ te pierwszy zatrzymał się obok mnie, a ten drugi - młody kierowca - nie wiem, co myślał. Może o tym, u kogo skombinować kasę na fajki, albo gdzie pobzykać bez zobowiązań?
Na szczęście nic się nie stało, a gość który się przy mnie zatrzymał, spytał się z miłym uśmiechem o drogę na Gniezno. No to mu powiedziałam, jak ma jechać, chłop życzył mi miłego dnia i pojechał w swoją stronę. Chyba się mu moje, to znaczy moja koszulka podobała, bo jest z takiego jednego biegu w Poznaniu, a samochód miał poznańską rejestrację ;)
Ot, taka sytuacja ;)
Zdjęć mam sporo w komórce, ale dzisiaj nie chciało się mi ich obrabiać, więc będą na następne posty. W roli głównej pociągi 
i kwiatki.
Kociamber ma się dobrze. Jest niezawodnym budzikiem około 4-4.30 rano. Jak ma fazę na niespanie, to potrafi kilka razy po nas przebiec, ostatnio zamykamy więc drzwi od pokoju. Do dyspozycji ma resztę mieszkania, niech robi tam, co chce ;) Zbój jeden, sierściuch ;) 
Poza tym, zrobił bardzo dobre wrażenie na naszych znajomych, którzy odwiedzili nas półtora tygodnia temu. Bonus z godnością pełnił honory domu,goście nasi stwierdzili, że to pierwszy czyjś kot, który nie chowa się przed obcymi, tylko im towarzyszy. 
Komentarz mój: oczywiście, że hrabiątko nie będzie chowało się przed ludźmi w swoim domu. Musi wiedzieć, co się dzieje, prawda?
W tej chwili ucina sobie drzemkę przed pójściem spać, na wiadomym fotelu, który muszę z nim dzielić ;)

Spokojnego wieczoru wszystkim życzymy :)

32 komentarze:

  1. O! Naprawdę jest pełnia? Ciekawe, czy to ma jakiś wpływ na mnie :)
    Całuj kociambra we wszystko - ode mnie. Kocham go miłością bezgraniczną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, była wczoraj. Może miała na Ciebie wpływ, ale subtelniejszy, bo u mnie tym razem było dość dramatycznie. Tak się jakos złożyło.
      Pocałuję, no moze nie we wszystko ;) On jest kochany, sierściuch jeden ;)

      Usuń
  2. Bywają takie ciężkie dni, dobrze,ze jednak Twoja praca nie poszła w diabły.
    Kociuńka proszę wyciumkać w czółko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie poszła, bo byłoby mi bardzo ciężko zasiąść do niej ponownie. Czasem głupi ma trochę szczęścia.
      Kociuniek wyciumkany również od cioci Dory :)

      Usuń
  3. Bonusik jak Bulka, czyni honory domu. Nasza pakuje sie gosciom na kolana i kaze miziac.
    Miecka natomiast spod lozka nie wychodzi, ale z czasem ciekawosc zwycieza i wystawia lebek przez drzwi, rzadziej wychodzi w calej kociej okazalosci, ale tylko wtedy, kiedy gosc jest jej dobrze znany. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co się będą chować w swoim domu? ;) Nasz na kolana jeszcze się nie pcha, wskoczył kiedyś jednej mojej uczennicy, bo bardzo ją polubił, ale ona niestety za bardzo "zwierzątkowa" nie jest. Czymś miłym mu pachnie i stąd to jego uwielbienie dla niej ;)
      Każdy kot jest inny,wiadomo, Bonus z jednej strony jest płochliwy, a z drugiej do obcych wychodzi.

      Usuń
  4. Pełnia była super piękna;)) no inie mogłam spać;) Dzisiaj chodzę jak błędna i dlatego chyba już się położę;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, z tym spaniem tak już jest. Mam nadzieję, że dzisiaj wstałaś już rześka i pełna energii :)

      Usuń
  5. A mnie się dobrze spało, no po taaakiej robocie to chyba się mi należało. Buziaki dla Bonuska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należało się, zdecydowanie :))
      Buziaki przekazane :)

      Usuń
  6. Ojacie Lidka, zagapiły się chłopy i o mało do katastrofy nie doszło! Ale Ci zazdraszczam!
    Bonus jest nadzwyczajny. Czajnik, ten zbój i bandzior, jak tylko ktoś obcy w domu, to spod kołdry nie wychodzi! Zaszywa się w łóżku i potrafi spędzić tak cały dzień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku zamarłam ze zgrozy, bo nic nie mogłam zrobić, a potem śmiać się mi z tego chciało. Te chłopy, wystarczy legginsy założyć i koszulkę sportową, to już im wzrok ucieka :))))
      To ci zbój, Czajniczek jeden ;) Fakt, ja go nie widziałam, kiedy u Ciebie byłam. Grażynka to i owszem - leżała w miejscu, z którego mogła wszystko i wszystkich widzieć, a ten się gdzieś zabunkrował ;)

      Usuń
  7. No pewnie, że przez Ciebie. Jak się obcy chłop na ...koszulkę zapatrzył, to znaczy, że miał powód. Dobrze, że Twój Chłop rodzony nie był tego świadkiem:)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie napis na tej koszulce go zaintrygował ;)
      Jakbym z moim szła, to pewnie do takiego czegoś by nie doszło. Ale opowiedziałam mu tę historyjkę po powrocie :))

      Usuń
  8. Oj, bardzo dobrze rozumiem takie stany, gdy człowiek trwa w jakimś dziwnym zawieszeniu, niechciejstwie, beznadziei i w smutku. Zdaje się, że wszystko jak w pajeczynie. Jak sie wyrwać?Wtedy najczęsciej zdarza się cos nieoczekiwanego. Coś co potrzasa nami mocno, coś co zrywa tę pajęczą sieć niemocy. U Ciebie było to zderzenie, do któego niewiele brakowało. Pewnie przeraziłas się i obudziłaś ze swego zawieszenia od razu. To taki kop od zycia, przypomnienie, że trzeba żyć i cieszyc sie nim mimo wszystko.
    Dobrze, że jednak notatki Ci nie zaginęły. Dobrze, że już po szczycie pełni. Niech już będzie lepiej.
    Ściskam Cię i ciepłe uczucia zasyłam Lidusiu!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamarłam początkowo,widząc, jak oni na siebie jadą, a ja nic nie mogę zrobić. Wbiło mnie w podłoże, ale na szczęście nic się nie stało. Czasem ta pełna bardzo intensywna jest, chociaż ktoś rzekłby, że to przypadek. Może tak, może nie.
      Bardzo mi ulżyło, że ta moja praca się jednak zapisała. Bo inaczej byłaby załamka następne dwa dni, bo trochę mnie już czas gonił, żeby ją oddać.
      Odściskuję, Olu :*******

      Usuń
  9. najwazniejsze że nie musiałaś roboty robić drugi raz... w tej erze komputeryzacji az strach pomysleć jak system padnie w takim na przykład nfz albo innym urzędzie....
    Bonusik sie nie chowa czyli czuje się w swoim domu jak pełnoprawny obywatel... cóz więcej można chcieć ;)
    Buziaki na ten deszczowy dzień :************

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie, ta cyfryzacja życie ułatwia czasami, ale tak do końca dobra nie jest. Wystarczy jakaś globalna katastrofa systemu i wszystko pójdzie w kabelki. Tyle wart jest ten wirtualny świat, jeśli chodzi o zapiski, zdjęcia itp.
      To cieszy, że Bonus się zaaklimatyzował i próbuje rządzić ;) Czasem się mu to udaje, czasem nie, bo bez przesady, szczególnie jeśli chodzi o jedzenie. Wymusza, jak tylko może, ale rzadko dostaje coś poza planem, bo nie chcemy kota zatuczyć.
      U nas na razie nie pada, ale się chmurzy. :*********

      Usuń
  10. Dobrze, ze jest juz dobrze Lidia.
    Notatki nie zaginely, panowie sie nie zderzyli, Bonus powital gosci :)
    Feliks sie chowa tylko wtedy, gdy cos nabroi - czyli kilka razy w ciagu dnia ;)
    Pozdrowienia serdeczne z deszczowej i bardzo wietrznej krainy, moja glowa weszla w stan migrenowy i funkcjonowac mi nie daje tak, jak bym sobie tego zyczyla :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Mam nadzieję, że to dobrze rozgości się na dłużej i przejdzie w lepiej.
      Bonus to dorosły kot, więc już tak nie psoci, a chowa się, kiedy go coś przestraszy. Odkurzacz na ten przykład. Nie znosi i się go boi.
      Niech Ci ta migrena, Orszulko szybko mija, bo co to za życie, kiedy coś człowieka boli.
      Buziaki :*********

      Usuń
  11. Ja też kotów nie wpuszczałam do sypialni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to my wpuszczamy, a wywalamy go, jak zaczyna szaleć rano ;)

      Usuń
    2. Opiłek sie chował, tak lubił sypialnie:))

      Usuń
    3. I miał rację ;) Wszyscy śpią w jednym pokoju, a nie osobno ;))

      Usuń
  12. Dobrze, że Twoja praca nie poszła na marne! Niestety czasem takie dni, że nic nie można zrobić się zdarzają! No Bonusik już przyzwyczaił się do nowego domu:) No i zaczyna szaleć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie zaczyna go nosić ;) Świtem wczesnym najlepiej ;)

      Usuń
  13. Heh, też na swojego kota czasem mówię Kociamber :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba się mi to określenie :)

      Usuń
  14. Ja kiedyś straciłam cztery godziny bitej pracy w exelu...tak się zagalopowałam z liczeniem i dostałam zeza, że zamiast kliknąć przy zapisaniu TAK...kliknęłam sobie NIE...i nie było szans na odkręcenie mojej nieuwagi. Teraz podobnie jak ty zapisuję wszystko w wielu miejscach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma innego wyjścia, bo potem tylko płacz i robota od nowa.

      Usuń
  15. Dobrze, że się wszystko dobrze skończyło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak :) Pod każdym względem :)

      Usuń

Bardzo miło mi, jeśli zostawiasz komentarz :) Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć.