poniedziałek, 9 września 2013

Moda na wrzosy, część pierwsza i nie ostatnia, jak mniemam ;)

Witajcie :)

Wróciliśmy wczoraj z Bornego Sulinowa szybko, sprawnie i szczęśliwie. Aczkolwiek tak zmęczona to dawno nie byłam, po powrocie z Czarnogóry może, ale tam mieliśmy do przejechania ponad tysiąc kilometrów, a tu raptem dwieście.
W dodatku drogi są w coraz lepszym stanie - słyszę te rechoty ;) , ale to prawda. W ciągu tych 10 lat, podczas których zjeździłam tę trasę samochodem, doczekaliśmy się w wielu miejscach lepszej nawierzchni, chociaż oczywiście nie wszędzie. Podziurawiona jest okolica Wągrowca np. i w ogóle przejazd przez to miasto jest zazwyczaj ciekawy i dostarcza wielu emocji ;) I to zarówno wtedy, gdy jedzie się przez centrum, jak i omija się centrum, kręcąc się na trzech, czy czterech rondach o dziwnych oznaczeniach.
Nie, żebym coś miała do Wągrowca i jego mieszkańców, tak jakoś się składa, chociaż teraz mamy już tę  drogę nieźle opracowaną, więc trudno nas zaskoczyć ;)

Miało być o wrzosach. 
Sporo się działo w Bornem, w ten weekend. Szczególnie w niedzielę. Odbyły się Targi Miodu i Chleba, wystawiło się sporo osób właśnie z miodami, prawdziwymi chlebami, ciastami, wędlinami, jak również rękodziełem. Zakupiliśmy ze ślubnym trochę miodu, razowego chleba i małego kotecka z wełny. 
Było tam mnóstwo fajnych rzeczy, ale musiałabym wywalić wszystko z mieszkania i na nowo je urządzić, a jest to mało realne w tej chwili.
Pokręciliśmy się trochę po kiermaszu, ale wypędziły nas stamtąd występy różnych artystów. Za głośne, jak dla mnie, taka już dziwna jestem.

W tym samym czasie odbywały się Warsztaty Dźwięku - nie pamiętam dokładnej nazwy ,a w niedzielę każdy mógł przyjąć i uczestniczyć w koncercie gongów i mis tybetańskich. Poszliśmy zatem.
Uczestnictwo polega na tym, że wszyscy kładą się na materacach, zamykają oczy 
i pozwalają ponieść się dźwiękom. Dobrze jest mieć przy sobie śpiwór, albo kocyk 
i poduszkę.
Większość osób na tym koncercie to uczestnicy warsztatów, ale znalazło się kilkoro 
z "zewnątrz".
Było ciekawie. O terapii dźwiękiem piszą, że ma właściwości oczyszczające. Przez chwilę coś takiego czułam, poza tym dudnienie w różnych częściach organizmu, w zasadzie tam, gdzie mieszczą się główne czakry. Mój mąż odpłynął za to w różne kolory :) Ciekawe doświadczenie.

Jak już pisałam, Borne to wrzosowe i grzybowe zagłębie. Te pierwsze objawiły się w całej krasie, a te drugie niestety nie. W lesie jest tak sucho, że nawet mech pęka pod stopami. Czegoś takiego dawno już nie widziałam.

W ogóle sam pobyt był trochę dziwny. Ciągle szukałam kluczy do mieszkania, w którym byliśmy ( zaprzyjaźnione i czasem udostępniane, gdy właściciele nie przyjeżdżają), popsuł mi się rower, ot tak, znienacka i umarł sąsiad z klatki. Przyjazd karetki, a potem karawanu, wywołał wielką sensację, ludzie powychodzili na zewnątrz, stali i gapili się, jakby było na co. A skąd wiem? Bo wyjrzałam raz z balkonu i widziałam. Nie mam potrzeby żywienia się takimi emocjami.

Może wystarczy pisania, czas na obrazy.

Nad Jeziorem Pile

i wrzosy, wrzosy, wrzosy .....







To oczywiście nie wszystko, ciąg dalszy nastąpi ....

Miłego dnia życzę :)

27 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Już powoli zbliża jesień, liście też żółkną - to fakt. I kasztany na drodze wczoraj widziałam. Ale jesień też bywa piękna, chociaż jeszcze mamy lato ;)

      Usuń
    2. Z kasztanami szybko idzie, bo one bidne, zeżarte przez tę wredotę kasztanowiaczka (żeby taki podły robal tak ładnie się nazywał?). Wrzosy piękne, jakoś nie potrafię dochować się ich w ogrodzie. Próbuję co i raz i kicha. Zakwaszam, przesadzam i nadal kicha.
      Borne jest ciekawostką bez wrzosów i bez grzybów. Teraz to metropolia, ale widziałam je zaraz po "uwolnieniu", to był inny świat. Wstrząsające wrażenie zrobił na mnie cmentarz i leżące na dziecięcych grobach zabawki - obyczaj zupełnie dla nas obcy.

      Usuń
    3. Borne to znam tylko z opowieści. Mój syn pojechał ze 4 lata temu tam z kolegą, byli jeden dzień, bo koledze spadła stara belka kolejowa na nogę i skończyło się na pogotowiu. Byli tam z mamą tego kolegi, więc mieli, jak wrócić. Ale wrzosy śliczne.....

      Usuń
    4. Te zabawki leżały tam nadal,może dwa lata temu, chociaż były już mocno zniszczone. Robią wrażenie. A groby, na których napisano "nieznany", a w rzeczywistości znany, tylko ośmielił się dezerterować?
      Te 20 lat temu było jak na Dzikim Zachodzie pewnie. Ja byłam tam pierwszy raz chyba w 1999 roku.
      Wrzosów ciężko się dochować w ogrodzie. Te kupne są zaprogramowane na jeden sezon tylko, a leśne, to nie wiem, bo nigdy nie przesadzałam ich.
      Dzisiaj byłam w Poznaniu i znalazłam kole targów trzy maleństwa - kasztany, znaczy się.

      Usuń
    5. Mnemo, to gdzie te dzieciaki biegały?
      Latem jest w mieście trochę ruchu, zimą i jesienią wszystko usypia. No, moze prawie wszystko.

      Usuń
    6. Już nie takie dzieciaki, stare konie. Pojechali "pozwiedzać" jakieś opuszczone koszary czy cuś, przy okazji odwiedzin u dziadków tego kolegi. Nie byli sami, mama kolegi z nimi była. Ponoc ten kolega wszedł na stertę takich podkładów no i jedna mu spadła. Wielkiej krzywdy nie było, ot troche krwi w bucie i rozwalony palec, ale od tej pory już byli ostrożniejsi.

      Usuń
    7. Dobrze, że tylko tak się skończyło. Nie da się ukryć, że przy łażeniu po ruinach, trzeba być czujnym. Ciekawe to miejsca, ale dość niebezpieczne. Już ich coraz mniej i chyba dobrze.

      Usuń
    8. A byłaś/widziałaś/rozmawiałaś z gościem, który mieszka tak na narożniku głównej ulicy i którejś bocznej, naprzeciwko knajpki w drewnianym pawilonie? Po ogrodzie chodzi 3-noga sarenka wyciągnięta z wnyków, która zachowuje się jak pies, ma też facet kawki, wiewiórki, króliki, zające, bażanty, kruki i nie wiem, co jeszcze - wszystkie stwory uratowane z wnyków, albo wydarte z łap oprawców. On je wyprowadza z traumy i potem wypuszcza - poza 3-nogą sarenką, wiadomo, że nie da sobie rady. Wisiałam na jego płocie ze 3 godziny - gość gadatliwy jest. Mnie też nic nie brakuje w tym względzie.

      Usuń
    9. Nie widziałam ... ale przy następnym pobycie nadrobię to.
      Masz na swoim koncie uratowane zwierzaczki, to tym bardziej mieliście wspólny temat :)
      Lasów tam pełno, bezrobotnych też, to patologia się szerzy.
      Teraz jest jeszcze gorzej, bo Matex przestał funkcjonować, jest na sprzedaż - nie wiem, czy wiesz. Byli właściciele okradli firmę i pracowników, mówiąc krótko, robiąc wielomilionowe długi na rzecz zakładu.

      Usuń
    10. Tak, tam jest sprzyjający przekrętom "klimat". Napływowi ludzie, przeważnie biedni, często bezradni życiowo i naiwni, przyjechali skuszeni mieszkaniem i wizją lepszego życia, a tam kicha. Patologia i bezrobocie. Chociaż normalnieje wszystko wokół, to widać gołym okiem.

      Usuń
    11. A poza tym masa cwaniaczków, która liczyła na szybki i nieuczciwy zarobek. Z pewnością pamiętasz, ile tam było spółdzielni mieszkaniowych, które po krótkim czasie plajtowały, tzn. ludzie wpłacali cwaniakom pieniądze z nadzieją na mieszkanie, a ci potem wiali z kasą, zostawiając te osoby z gołymi murami i długami pewnie.
      A te bloki nad samym jeziorem? Do dziś stoją puste i niszczeją, już nie wspomnę o Domu Oficera ...

      Usuń
  2. LATO :)
    Choć wrzosy piękne, ale mamy LATO :)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, lato, lato, Ilonuś :) Jeszcze trochę lata mamy ....
      :*

      Usuń
  3. Te wrzosy są zachwycające, cieszę się, że jesień już coraz bliżej :)Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba większość osób nie podziela Twojej radości ;) ale mogę się mylić. Bo lato to upały, a jesień bywa piękna i ciepła :)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  4. Piękne wrzosy. Co roku noszę się z zamiarem kupienia w doniczce, ale zawsze coś mi staje na przeszkodzie... Ale zobaczyć takie na łące, to musi być zupełnie co innego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie ,wrzosy w swoim naturalnym środowisku to zupełnie inna bajka niż te w doniczce.
      Z tym kupnem, to mam podobnie ;) Odkładam to na później i później, aż w końcu wrzosy znikają z kwiaciarni.
      Ale moze kupię je jutro.
      Dzisiaj zbieram siły na wizytę u dentysty.

      Cieszę się, że wpadłaś do mnie, Aniu :) Zapraszam, jak będziesz miała czas i ochotę :)

      Usuń
  5. No ja mysle, ze to nie wszystko!
    Taki mi apetyt na te wrzosy zrobilas, ze chyba sobie kupie takiego wrzosa w doniczce, zawsze to lepiej niz nic.
    Jezioro jest cudowne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakup wrzosów planuję na jutro. I może kilka zdjęć każę wywołać?
      Może znajdę inne zdjęcia Bornego, to też wkleję. Ale najpierw wrzosy :)

      Usuń
  6. W moim lesie tez są wrzosy, ale nie tak piękne, nie tak bujne jak w Bornem. Ciekawa miałaś z męzem wycieczkę Lidko. Tez bym przed hałąsem uciekała. Ale ta terapia muzyką fascynująca. Tylko tego sąsiada, którego powaliło tak nagle, jak drzewo, żal...Och, zycie zawsze jest takie. Piekno i brzydota tuż obok siebie. Życie i śmierć...Nie da się zapomniecć, odrealnić i zyc jak na pocztówce.
    U nas pada obficie. Jesiennie sie zrobiło po prostu...Wrzosy i mchy nareszcie się napiją.
    Ściskam Cie mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak już jest dziwnie z tym życiem. W jednym domu smutek, a pod oknami biegają i bawią się dzieci.
      U nas też pada. Mam nadzieję, że w Bornem też i wszystkie rośliny wreszcie opłuczą się z kurzu i napiją :)

      Usuń
  7. Lalll, jak tam pieknie! Uwielbiam takie klimaty, cisza, spokoj z dala od ludzi.
    Fajne sa takie Jarmarki gdzie ludzie moga pokazac swoje rekodzielo, czy wlasnie zrobione przez siebie chlebki i inne pysznosci.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tam ładnie, to fakt, ale mieszkać na stałe to chyba bym nie chciała. To dziwne miasto, pełne sprzeczności.
      Jak zauważyłam, na takich kiermaszach, prawdziwe jedzenie cieszy się dużym powodzeniem i przy stoiskach ciągle ktoś jest i kupuje.

      Usuń
  8. wrzosy cudowne!!! piękne miejsce i ciekawe wydarzenia - wyjazd się udał jak mniemam :) Co do miodu to pamiętam, że kiedyś na takim jarmarku zakupiłam miód malinowy - i był to jeden z najlepszych miodów jaki udało mi się kiedykolwiek spróbować.
    A warsztaty dzwięku kojarzą mi się z muzykoterapią, którą z czasów praktyk szkolnych wspominam z sentymentem :) Wzbudziłaś dziś trochę moich wspomnień :)
    A wrzosy po prostu uradowały moje oczy po ciężkim dniu :)
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to wyjazd się udał :)
      Miodu malinowego nie jadłam jeszcze, ale skoro piszesz, że jest dobry ( zresztą, który nie jest dobry?), to przy okazji kupię. Mnie smakuje wrzosowy, ale nie kupiłam go teraz, bo po pierwsze strasznie drogi, a po drugie jakoś nie miałam zaufania, że to faktycznie w miarę czysty wrzos, a nie 3/4 gryczanego np.
      Muzykoterapia to ciekawa sprawa, szkoda, że tak mało rozpowszechniona i doceniana. Tam "produkowano" tak potężne dźwięki, instrumenty też były spore, w pewnym momencie miałam wrażenie, że mnie wywieje z tej sali :)
      Będą kolejne wrzosy, niech cieszą Twoje oczy i wszystkich innych osób, które je oglądają :)
      :*

      Usuń

Bardzo miło mi, jeśli zostawiasz komentarz :) Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć.

To ja się pożegnam

Coraz mniej mnie na blogach od jakiegoś czasu. Nie mam ani pomysłów, ani sił i chęci do pisania nowych postów. W dodatku przyplątały się ...